[***]
Przeczesałam dłonią włosy ze zmęczeniem.
-No i... Naprawdę boję się, że kiedy odzyskam pamięć; to coś się między nami zmieni... Może to trochę chore, że zakochałam się w duchownym, no ale...- urwałam, kończąc opowieść.
-To wcale nie jest chore- stwierdził Vincenzo z namysłem.- Każdy może odejść.
-Z powołania nie da się odejść- odezwałam się smutno.
-Powołanie jest wszędzie, Victoria- odezwał się Giorgio.
-Ma objawy- V pokazał mi znakiem, że to szajba.
-Nie, no. Serio- obruszył się Suarez.- No, na przykład ty: przy każdej sprawie nos przy ziemi, jak typowy pies- zauważył, a Vincenzo rzucił w niego odznaką.- Klasyczny policjant z powołania.
-Gryź swoją część kości, kundlu- przekomarzał się V.
-Do budy!.- Odciął się wesoło.
-Wiesz, Giorgio... Trochę się ciebie wtedy bałam- przyznałam szczerze.
-Tego ratlerka?- Zakpił V.
-Naprawdę wyglądał groźnie z tą lampucerą- zapewniłam.
-Fakt, Constanza rzeczywiście była niezłą lampucerą. Dziwka w łóżku: dama na salonach-zacytował.
-Nie mów, że spałeś z tym czymś!- Wypalił Gabriel z grubej rury.
Giorgio spojrzał nań, jak na totalnego głupka.
-No, chyba cię dekiel wali- odpowiedział zdegustowanym tonem.- Po prostu podsłuchiwałem to i tamto, więc obiło mi się o uszy kilka plotek- uśmiechnął się szeroko- ale tej "hiszpańskiej kurewki" to ci nie daruję. Jestem Portugalczykiem- prychnął z dumą.
-Przecież to jedno i to samo. Wszyscy napierdalacie po hiszpańsku aż mdli- zauważyli równocześnie bracia Borgia.
-A gdzie Raf?- Spytałam.
-Powiedział, że idzie się przejść i pokontemplować, cokolwiek to znaczy- odpowiedział Gabriel z namysłem.
-Z powołania nie da się odejść- odezwałam się smutno.
-Powołanie jest wszędzie, Victoria- odezwał się Giorgio.
-Ma objawy- V pokazał mi znakiem, że to szajba.
-Nie, no. Serio- obruszył się Suarez.- No, na przykład ty: przy każdej sprawie nos przy ziemi, jak typowy pies- zauważył, a Vincenzo rzucił w niego odznaką.- Klasyczny policjant z powołania.
-Gryź swoją część kości, kundlu- przekomarzał się V.
-Do budy!.- Odciął się wesoło.
-Wiesz, Giorgio... Trochę się ciebie wtedy bałam- przyznałam szczerze.
-Tego ratlerka?- Zakpił V.
-Naprawdę wyglądał groźnie z tą lampucerą- zapewniłam.
-Fakt, Constanza rzeczywiście była niezłą lampucerą. Dziwka w łóżku: dama na salonach-zacytował.
-Nie mów, że spałeś z tym czymś!- Wypalił Gabriel z grubej rury.
Giorgio spojrzał nań, jak na totalnego głupka.
-No, chyba cię dekiel wali- odpowiedział zdegustowanym tonem.- Po prostu podsłuchiwałem to i tamto, więc obiło mi się o uszy kilka plotek- uśmiechnął się szeroko- ale tej "hiszpańskiej kurewki" to ci nie daruję. Jestem Portugalczykiem- prychnął z dumą.
-Przecież to jedno i to samo. Wszyscy napierdalacie po hiszpańsku aż mdli- zauważyli równocześnie bracia Borgia.
-A gdzie Raf?- Spytałam.
-Powiedział, że idzie się przejść i pokontemplować, cokolwiek to znaczy- odpowiedział Gabriel z namysłem.
Rafael J. White
Spacerowałem pokrytą białym puchem dróżką aż zawędrowałem do lasu.
Rozmyślając obracałem w dłoni medalik, pamiątkę święceń kapłańkich, próbując wybrać pomiędzy tym, co powinienem, a tym, czego naprawdę pragnąłem i tylko po jednej stronie było szczęście z Victorią.
A jednak pozostała we mnie jakaś niepewność. Czy będę jej potrzebny? Czy jeśli zrzucę sutannę to "coś" zmieni się na lepsze, czy może na gorsze? Kochałem ją całym sercem, ale jeśli ona wtedy powiedziała to tylko dla żartu...?
Nie mogę patrzeć na przystojnych facetów?
Pewnie większość kobiet ci to mówi..
Jesteś o mnie zazdrosny?
Zostaw go, ty lampucero!
Te i inne zdania wracały do mnie podczas bezsennych nocy, ale zawsze potrafiłem odnaleźć spokój, czuwając przy Vix, gdy spała.
Gabriel miał rację. W pewnym stopniu zachowywałem się wobec Victorii, jak anioł stróż, bo tamtej nocy, gdy znalazłem ją na schodach tego kościoła, wszystko inne przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.
Była tylko Ona, spadające pierwsze płatki śniegu i światełka igrające w tych ślicznych oczach...
Jesteś o mnie zazdrosny?
Zostaw go, ty lampucero!
Te i inne zdania wracały do mnie podczas bezsennych nocy, ale zawsze potrafiłem odnaleźć spokój, czuwając przy Vix, gdy spała.
Gabriel miał rację. W pewnym stopniu zachowywałem się wobec Victorii, jak anioł stróż, bo tamtej nocy, gdy znalazłem ją na schodach tego kościoła, wszystko inne przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.
Była tylko Ona, spadające pierwsze płatki śniegu i światełka igrające w tych ślicznych oczach...