poniedziałek, 30 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

[***]
Przeczesałam dłonią włosy ze zmęczeniem. 
-No i... Naprawdę boję się, że kiedy odzyskam pamięć; to coś się między nami zmieni... Może to trochę chore, że zakochałam się w duchownym, no ale...- urwałam, kończąc opowieść.
-To wcale nie jest chore- stwierdził Vincenzo z namysłem.- Każdy może odejść.
-Z powołania nie da się odejść- odezwałam się smutno.
-Powołanie jest wszędzie, Victoria- odezwał się Giorgio.
-Ma objawy- V pokazał mi znakiem, że to szajba.
-Nie, no. Serio- obruszył się Suarez.- No, na przykład ty: przy każdej sprawie nos przy ziemi, jak typowy pies- zauważył, a Vincenzo rzucił w niego odznaką.- Klasyczny policjant z powołania.
-Gryź swoją część kości, kundlu- przekomarzał się V.
-Do budy!.- Odciął się wesoło.
-Wiesz, Giorgio... Trochę się ciebie wtedy bałam- przyznałam szczerze.
-Tego ratlerka?- Zakpił V.
-Naprawdę wyglądał groźnie z tą lampucerą- zapewniłam.
-Fakt, Constanza rzeczywiście była niezłą lampucerą. Dziwka w łóżku: dama na salonach-zacytował.
-Nie mów, że spałeś z tym czymś!- Wypalił Gabriel z grubej rury.
Giorgio spojrzał nań, jak na totalnego głupka.
-No, chyba cię dekiel wali- odpowiedział zdegustowanym tonem.- Po prostu podsłuchiwałem to i tamto, więc obiło mi się o uszy kilka plotek- uśmiechnął się szeroko- ale tej "hiszpańskiej kurewki" to ci nie daruję. Jestem Portugalczykiem- prychnął z dumą.
-Przecież to jedno i to samo. Wszyscy napierdalacie po hiszpańsku aż mdli- zauważyli równocześnie bracia Borgia.
-A gdzie Raf?- Spytałam.
-Powiedział, że idzie się przejść i pokontemplować, cokolwiek to znaczy- odpowiedział Gabriel z namysłem.
Rafael J. White
Spacerowałem pokrytą białym puchem dróżką aż zawędrowałem do lasu.
Rozmyślając obracałem w dłoni medalik, pamiątkę święceń kapłańkich, próbując wybrać pomiędzy tym, co powinienem, a tym, czego naprawdę pragnąłem i tylko po jednej stronie było szczęście z Victorią.
A jednak pozostała we mnie jakaś niepewność. Czy będę jej potrzebny? Czy jeśli zrzucę sutannę to "coś" zmieni się na lepsze, czy może na gorsze? Kochałem ją całym sercem, ale jeśli ona wtedy powiedziała to tylko dla żartu...?
Nie mogę patrzeć na przystojnych facetów?
Pewnie większość kobiet ci to mówi.. 
Jesteś o mnie zazdrosny? 
Zostaw go, ty lampucero! 
Te i inne zdania wracały do mnie podczas bezsennych nocy, ale zawsze potrafiłem odnaleźć spokój, czuwając przy Vix, gdy spała.
Gabriel miał rację. W pewnym stopniu zachowywałem się wobec Victorii, jak anioł stróż, bo tamtej nocy, gdy znalazłem ją na schodach tego kościoła, wszystko inne przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.
Była tylko Ona, spadające pierwsze płatki śniegu i światełka igrające w tych ślicznych oczach... 

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Drugi marzec A. D. 1990, przed świtem.
Bar prawie już kończył nocną zmianę. Odczekałam aż Raf, Gabriel i G. odejdą na bezpieczną odległość i uchyliłam lekko klapę bagażnika, by móc obserwować wydarzenia.
-Pokaż, która to- rzucił Raf.
-Tamta. V ciągle się na nią gapi- oznajmił z niepokojem Giorgio.
-Już po moim starszym bracie- jęknął zielonooki obserwując wydarzenia w barze.
-Pewnie czeka aż skończą robotę- zauważył G.
-Okej, wchodzę- rzucił Rafael i zniknął w wejściu do baru.
Byłam ciekawa, co on zamierza zrobić...
***
Wtedy zobaczyłam coś, co doprowadziło mnie do wewnętrznej furii. Aż gotowałam się ze złości, widząc jak Rafael- MÓJ Rafael- flirtuje z jakąś zdzirowato ubraną lalunią o imieniu Pearl! Wyglądała jakby pracowała pod latarnią, a nie w cywilizowanym barze!
-Co za pieprzona lampucera i złodziejka!- Szepnęłam do swoich myśli nie kryjąc oburzenia. Chyba Vincenzo był tego samego zdania w stosunku do Rafaela, bo aż zaciskał szczękę z wściekłości, z olbrzymim trudem panując nad sobą. Zupełnie tak samo można było powiedzieć o mnie. Zgrzytałam zębami z gniewu. Gdy znaleźli się niebezpiecznie blisko siebie, nie wytrzymałam. Nie mogłam stać z boku, gdy jakaś szmata próbowała odbić mi faceta, którego...
Trzask!
Ku zdumieniu przechodniów oraz Gabriela i równie zdumionego Giorgio wyskoczyłam z bagażnika auta i wpadłam z rozpędu do baru. Odepchnęłam wojowniczo tą całą Pearl i walnęłam ją z całej siły w twarz. Zaraz obie wzięłyśmy się za kudły i jak pseudokibice przystąpiłyśmy do mordobicia przeplatanego obelgami.
Rafael J. White 
-Zostaw go, ty żmijo- warknęła rozzłoszczonym tonem Victoria. 
-Bo niby co zrobisz, rybko?- Zakpiła czarnowłosa robiąc unik i wepchnęła Vix w bar kopniakiem. 
-Bo ci dokopie, podła lampucero!- Aż rozdziawiłem usta ze zdumienia, że Vix zna takie słowa.- Tknij go palcem, a upierdolę ci łapy!- Groziła dalej popielatowłosa ciągnąc domniemaną rywalkę za włosy. Dostała od Pearl w twarz, a czarnowłosa dodatkowo przeciągnęła Vix froterując nią podłogę. Srebrnooka zaparła się butem i powaliła Pearl na płytki po czym dalej kotłowały się w bójce. 

Godzinę później, po wizycie w szpitalu, komisariat policji. 
-Więc to te przeurocze panie z porannej bijatyki- uśmiechnął się młodszy ode mnie, niski Carabinieri.- Chyba dziś był niezły nokaut, Pearl Shirley- zwrócił się do poobijanej czarnowłosej.
-Wali, jak facet- skomentowała Pearl, przykładając do szczęki kompres chłodzący.
-O co poszło, drogie panie?- Zapytał funkcjonariusz spoglądając na Vix, która miała: podbite lewe oko i zapuchniętą szczękę po tej samej stronie. Opatrunek kryjący szwy na prawej skroni (od ciosu szklaną butelką), rozciętą wargę i obandażowaną prawą dłoń. Czas rekonwalescencji: około trzech tygodni.
-Chciała odbić mi faceta, podła lampucera- warknęła Vix w nadal bojowym nastroju.
-Ej! Bez takich, bo ci przypierdolę!- Odcięła się groźnie Pearl, spoglądając na przeciwniczkę nieprzychylnie.
-Zobaczymy kto komu- Victoria z rozwaloną wargą i uśmiechnięta szeroko wyglądała jak demoniczna psychopatka. Zanim policjant zdążył zareagować wykonała nogą szybki ruch i kopnęła prowokująco w krzesło czarnowłosej. Zaraz zaczął się armagedon. 
-G, dziewczyny biorą się za łby!- Zawołał Vincenzo mijając mnie i Gabriela w ciemnej peruce i przebraniu utrudniającym rozpoznanie wszedł do kolegi, gdy Vix i Pearl znów prały się na całego.
Giorgio dołączył do partnera z kubkiem kawy w palcach. 
-Wstawcie basen z kisielem i rozbierzcie je do bielizny, będzie bardziej sexy- skomentował, a Pearl zrobiła się czerwona, jak piwonia ze wstydu. Natomiast Vix zmierzyła go morderczym spojrzeniem.
-Marzenie ściętej głowy- burknęła ze złością patrząc na policjantów spode łba.
Jednak ten niewybredny komentarz uspokoił kobiety, ale nie tylko. Sprawił też, że zacząłem się zastanawiać, jak Victoria prezentowałaby się w bieliźnie podczas tego typu atrakcji i przez cały pobyt na komisariacie nie myślałem o niczym innym.
***
Wczesne popołudnie po obiedzie spędziłem na uczeniu Gabriela i swobodnych rozmyślaniach nad pewną srebrnooką i popielatowłosą pięknością taplającą się w kisielu w samej bieliźnie.
-Rafael.- Do mojej świadomości przebił się nagle ostry i zachrypły głos Gabriela, który machnął mi dłonią przed oczami.- Hej, księżuniu: nie odlatuj do aniołków. Ziemia wzywa!. 
-Przepraszam, zamyśliłem się-, powiedziałem odrobinę nieprzytomnym tonem poprawiając w dłoniach miecz i srebrny kołek.
-Chyba masz powody. To w sumie przez nas Victoria się na ciebie wnerwiła- zauważył z zakłopotaniem.
-Och, ja wcale nie o tym myślę.. Chociaż w sumie, poniekąd tak. Pan Tępa Mózgownica tego nie zrozumie- odparłem udając irytację.
-Nie umiesz kłamać, Rafael, więc gadaj wprost, co jest grane- powiedział krótko i na temat.
-Uchowaj mnie, Boże Miłosierny, od takiego powiernika- prychnąłem.
-Przynudzasz już tym tekstem. Mózg ci się zaciął, czy zlasował, jak się niezłe laski o ciebie na śmierć i życie naparzały?- Zapytał wesoło. Wepchnąłem go w śnieg, ale nie zdążyłem uciec, więc złapał mnie za kostkę i powalając na ziemię nie pozostał mi dłużny i sam wylądowałem w tej zaspie. 
-A niby skąd przyszło ci do tego pustego łebka, że to o mnie chodziło?- Zapytałem wyjątkowo złośliwie.
Gabriel patrzył na mnie z boku przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc.
-Jesteś kretynem, Raf- oznajmił poważnie patrząc mi prosto w oczy.- Albo jesteś kretynem, albo jesteś ślepy, skoro nie widziałeś, jaka Vix jest zazdrosna o ciebie- zauważył.
-Boże Miłosierny; szczeniak ledwie zdążył za cycek matki podziękować, a już prawi starszemu od siebie kazania!- Westchnąłem ciężko.
-Czemu nie odejdziesz z posługi księdza, skoro czujesz do Vix to samo, co ona do ciebie?- Zapytał przyglądając mi się uważnie. Kolczyk tuż przy kąciku ust błysnął lekko odbijając światło.
Gabriel, zwany Uczniakiem 
-Chciałbym, żeby to było takie proste, Gabriel- odezwał się po chwili milczenia Rafael. Leżąc w śniegu patrzył w błękitne niebo. Wydawał się bardzo smutny.- Zresztą skąd możesz wiedzieć, że kocham Vix?
-Troszczysz się o nią. Zachowujesz się, jakbyś był jej aniołem stróżem- szturchnąłem go mocno w żebra.- Ty, kurwa mać, świata poza nią nie widzisz, Rafael!
Victoria partnerka księdza Rafaela
Po słowach Gabriela odsunęłam się od okna i ostrożnie dotknęłam dłonią opuchniętej szczęki.
Nie miałam pojęcia, że Raf na poważnie rozważał odejście z duszpasterstwa.
Byłam na niego trochę zła, bo w pierwszej chwili pomyślałam, że zrobił to wszystko, żeby odegrać się na mnie za tamtego Sławka.
-Wszystko okej?- Zapytał Giorgio tuż za mną.
-Taaa- skłamałam cicho.
-Vincenzo mamy tu taką jedną kłamczuchę na dołek- rzucił do brata Gabriela.
-Już wyciągam "Niezbędnik", zaproś ją do PZ- odpowiedział z kuchni szarooki.
-Panie przodem- rzucił G, szarmancko podając mi ramię. Chcąc nie chcąc musiałam iść z nim. 
Usiadłam przy niskim stoliku, zastanawiając się, czym jest owo PZ.
-Ta-dam!- Przede mną wylądował litrowy kubełek lodów i łyżka.
-A teraz opowiadaj, co cię gryzie; Victoria- oznajmił Vincenzo.
-To jakieś wasze nowe firmowe metody tortur?- Zapytałam z niechęcią.
-Chcemy ci tylko pomóc- odezwał się Vincenzo kładąc mi dłoń na ramieniu w uspokajającym geście.
Westchnęłam ciężko.
-Mnie się nie da pomóc, choćbyście nie wiem jak bardzo chcieli- odparłam z rezygnacją.
-Najlepiej zacząć od PZ, potem się zobaczy- stwierdził Giorgio.
-Co to jest to cholerne PZ?- Zniecierpliwiłam się.
-Pokój Zwierzeń- wyjaśnił spokojnie Vincenzo.
-A kto niby wam powiedział, że będę się chciała żalić?- Burknęłam obrażona.
-Ptaszki wyćwierkały- podsunął ciemnowłosy G.
-To rozkaz z samej Góry- tu Vincenzo wymownie spojrzał w sufit.
-Nie słuchaj go. Jest nawiedzony- Suarez popukał się w czoło znacząco, a ja wbrew sobie parsknęłam cichym śmiechem.
-No, wreszcie na chwilę się uśmiechnęłaś- Giorgio poklepał mnie lekko po ramieniu.- Teraz nawijaj i pamietaj: Wielki Brat patrzy- ostrzegł mnie przyjaźnie. 

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Po nieprzespanej nocy, czułem się koszmarnie, ale starałem się to ukryć.
-Ciężka noc, co?- Spytał ze zrozumieniem Gabriel.
-A który z was pyta?- Odparłem niemrawo, jeszcze nie rozgarnięty.
-To wcale nie było śmieszne- odburknął zielonooki z rozdrażnieniem.
-Wiem, przepraszam- odpowiedziałem szczerze.
Cofnął się o pół kroku.
-Ktoś cię podmienił, Księżulku?- Zapytał obserwując mnie podejrzliwie tymi znajomymi jasnozielonymi oczami.
-Podmienił? Nawaliłeś się od rańca tą swoją Zieloną Wróżką i masz zwidy?- Odparłem unosząc brwi w zdziwieniu.
Gabriel zapalił powoli.
-Chyba to wszystko nadal do mnie nie dociera- odezwał się po chwili zamyślony.
-Zaraz całkiem wam laczki z nóg pospadają- Giorgio wszedł do kuchni, a my zaczęliśmy pytać wzrokiem, o co tu chodzi.
-Co tym razem się...?- Zaczął Gabriel.
-Zapytaj się swojego walniętego brata. On- Suarez pokręcił głową z niedowierzaniem i zamilkł nagle.
-Co on chce zrobić, gadaj- zasyczał Gabriel potrząsając mocno tamtym.
G. jęknął słabo.
-On chce się ożenić- wymamrotał z przerażeniem.
Gabriel zbladł, jak kreda i wytrzeszczył oczy, szepcząc w głębokim oszołomieniu:
-Chyba cię pojebało!- Wypalił zszokowanym tonem. Zamrugał nagle.- Zaraz... Z kim on chce się hajtnąć??
-Z Pearl- wybełkotał w odpowiedzi jeszcze bardziej struchlały G.
-Z tą Pearl z Whisper of the Devil? - Milczące potwierdzenie Giorgio. - O, rany... No to już po nim.. Uczcijmy pamięć podeptanego romantyka minutą ciszy- zauważył grobowo Gabriel.
-Teraz to jedynie pójdzie do tej szkoły dla księży... No jak to się tam zwie...(?)- skomentował zrozpaczony partner Vincenzo, a mi coraz trudniej było powstrzymać się od śmiechu.
-Seminarium- podpowiedziałem nadal całym sercem próbując powstrzymać rechot.
-Właśnie, skąd wiesz..?- Chyba przy wcześniejszym spotkaniu umknęło mu to i owo, albo pozbywał się niepotrzebnych informacji.
-Przypominam, że jestem księdzem, ale co z tą Pearl? Za bardzo niedopasowana, czy co z nią nie tak?- Zaciekawiłem się nadal usiłując zachować powagę.
Obaj zmierzyli mnie takimi spojrzeniami, jakby właśnie objawił im się kretyn.
-Człowieku, na jakim świecie ty żyjesz? Ona go podepta...- zaczął zielonooki.
-Zmiażdży- zawtórował mu Giorgio.
-Zadręczy...- dodał z przekonaniem Gabriel.
-Wyrwie mu serce- dorzucił z przestrachem G.- Upiecze.
-Przeżuje..
I równocześnie ze smutkiem:
-...a potem wypluje.
Opadłem na najbliższe krzesło i ukrywając głowę w ramionach wybuchnąłem wesołym śmiechem.
-Z czego on ma zaciesz?- Zapytał Giorgio Gabriela, który chyba wzruszył ramionami w odpowiedzi.
-Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno na uratowanie twojego braciszka- stwierdziłem tajemniczo.
Victoria partnerka księdza Rafaela. 
-Co ty masz zamiar zrobić?- Zapytał zaskoczony młodszy stopniem funkcjonariusz Suarez.
Raf uśmiechnął się niewinnie.
-Zobaczycie- rzucił niezwykle spokojnie. Widząc, że szykują się w drogę wpakowałam się do niedomykającego się bagażnika wozu Giorgio. Po kilku minutach usłyszałam trzask drzwi i dźwięk zapłonu, a potem pojazd ruszył. 

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Przewracałam się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. 
Ten ciemny błękit, który pojawił się w oczach Gabriela był tak bardzo znajomy, zupełnie jak owo przejmujące moje ciało dygotanie, które czułam patrząc w te oczy i chociaż nie wiem, kim był ów ktoś i kiedy go spotkałam, czułam wobec niego coś niepojętego. To uczucie sprawiało, że moje serce gwałtownie zmieniało zwykły, wolny rytm na galop, a oddech ze spokojnego szmeru na płytki dech. 
Czułam wobec tej osoby ogromną tęsknotę, mimo że nawet nie wiedziałam, dlaczego tak się działo. 
Czy był dla mnie kimś ważnym w tamtym życiu, którego nie pamiętam? Czy go znałam? I w końcu: czy kiedykolwiek będę chciała przypomnieć sobie, kim byłam zanim spotkałam i pokochałam duchownego o imieniu Rafael, oraz ex-Egzekutora Hydr, czyli właśnie Gabriela? 
Te bezdenne tęczówki i miły dla uszu głos nie pozwalały mi dziś zasnąć. Rozmyślania stale zbaczały, a ciekawość ciągle rosła, poza tym... 
Ostatnia nerwowa atmosfera stworzyła pewien mur pomiędzy mną, a Rafaelem. Myślałam, że po tym, jak wyznam mu swoje uczucia wszystko się zmieni; wyprostuje, ale bardzo się pomyliłam i zrozumiałam, że to nie wystarczy.. 
-Czy to nadal za mało?- Szepnęłam smutno, wpatrując się w księżyc za oknem. 
Rafael J. White
Vincenzo niewiele wiedział o owym "alter ego" młodszego brata, poza tym; że ta dusza zachowała tożsamość Nicolae Bordeyan'a.
Dostrzegłem również, że Victoria, mimo swojej amnezji, zdawała się skądś znać tego ducha.
Sam wiele już w swoim czterdziestoletnim życiu widziałem, lecz nigdy jeszcze nie spotkałem się z "człowiekiem o dwóch twarzach"; a raczej "człowiekiem-duchem"; bo to pierwsze określenie było ucieleśnieniem samego tylko Gabriela, jako byłego członka organizacji Hydra.
Sam Gabriel był osobą wyjątkowo tajemniczą, nieprzewidywalną i zarazem groźną.
Giorgio, jako policyjny kret w Hydrze opowiedział, że tam Gabriel był legendą i miał pseudo "Król"; co w domyśle miało oznaczać rządy twarde, ale sprawiedliwe. Szczerze, jakoś nie mógłbym w to uwierzyć, bo dla mnie Gabriel był pozbawionym skrupułów kłamcą i mordercą. Podejrzewałem też, że i zdrajcą.
Zastanawiało mnie też, kim był ów Bordeyan i czy to wszystko: począwszy od pierwszego spotkania przerażonej Vix, jej utraty pamięci i koszmarów, a skończywszy na zwerbowaniu w szeregi "Korony Cierniowej" poszukiwanego listem gończym członka lokalnej Mafii i mordercy oraz bracie policjanta, Gabriela: mogłoby być jakikolwiek kluczem do zasnutej mgłą przeszłości Victorii i tych wszystkich tajemnic.
Wracając do tematu Vix: od tamtej kłótni nic nie szło tak, jakbym chciał. Nie żywiłem do niej urazy, bo bezgranicznie ją kochałem, ale widząc jak patrzy na alter ego Gabriela, czułem w sercu ukłucie żalu i rozsadzającą mnie od środka palacą zazdrość, bo chciałem, żeby Vix była tylko moja i niczyja inna.
Zapalając nocną lampkę sięgnąłem po brewiarz i odszukując jedną ze stron, zacząłem się modlić w skupieniu. To zawsze przynosiło mi chociaż częściowy spokój i nadzieję, że jutro będzie w jakiś sposób lepsze, niż poprzedni dzień... 

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Gabriel, zwany Uczniakiem 
Nicolae Bordeyan
Moje alter ego na widok Vix odczuwało odmienne i jednocześnie te same uczucia.
Vincenzo pod naciskiem Rafaela opowiedział mi kiedy po raz pierwszy ujawniła się obecność, która przedstawiła się jako Nicolae Bordeyan.
Vincenzo twierdził, że w jakiś sposób Nicolae zawsze był przerażający. Mówił inaczej, czasem nawet wszystkim groził...
-Nikomu nie groziłem, Gabrielu Damonie.. Właściwie co to za imiona? Czemu czuję się tu, jak jakiś więzień? Gdzie ona..?- Usłyszałem ten drugi, trochę łagodniejszy głos.
-Vix śpi, ja też chętnie bym się położył- odparłem cicho.- Gadam ze sobą. To cholernie dziwne- mruknąłem ponuro.
Ze sobą, cóż za brak taktu! Skoro jestem uwięziony w twoim ciele, powinniśmy się lepiej poznać- prychnął poirytowany.
-Poznać? Kilka godzin temu nawet nie miałem pojęcia o twoim istnieniu- wymruczałem zły, zdejmując koszulkę.- Przez ten czas na pewno poznałeś mnie lepiej, niż ja ciebie- zauważyłem z sarkazmem.
-Nie zaprzeczę. W moich czasach byłbyś tylko chłopem pańszczyźnianym- stwierdził z kpiną.
-Jeśli tak mamy gadać, to powiem krótko: zjeżdżaj- wsunąłem się pod kołdrę i oparłem głowę na poduszce, zamierzając ułożyć się do snu.
-Wybacz. To nie to, że nie szanuję wykształconych rolników, po prostu... Hm, bardzo dużo się zmieniło od moich czasów. Te wszystkie dziwne rzeczy wokół... W XV-stym wieku tego nie było- zamilkł na chwilę, jakby zastanawiał się nad czymś.- Te wszystkie światła, obrazy, ryczące maszyny.. W ogóle wszędzie hałas i gwar...
-Pochodzisz z XV-stego wieku? Niby skąd się wziąłeś w moim... Nie, tego raczej nie chcę wiedzieć..- Uświadomiłem sobie nagle.- Wolę zapytać o coś innego.
-Pytaj, o co chcesz.. W końcu to moja wina, że zawieruszyłem się tutaj.
-Skoro ty mnie znasz, to może sam opowiesz coś o sobie, Nicolae... Ale nie dziś, naprawdę jestem zmęczony- mruknąłem starając się zasnąć.
-Ty się zdrzemnij, a ja będę opowiadać- odparł.

Śniła mi się jego opowieść... 
-Nicolae!- zawołał męski głos podobny do mojego. Zza drzwi wielkiej posiadłości wynurzył się wysoki nieco starszy ode mnie mężczyzna. Blondyn o ciemnobłękitnych oczach. W stroju szlacheckim i z mieczem przy boku.
-Słucham, ojcze- odpowiedział dziewięciolatek trzymający konia za uzdy, zwracając się w stronę stojącego na schodach ojca.
-Słuchaj się nauczyciela i jedź ostrożnie- odrzekł mężczyzna.
-Oczywiście, ojcze- odparł chłopak i wsiadł na karego rumaka.- No, Irina.. Wio- stuknął piętami w boki zwierzęcia, które ruszyło z miejsca.
Towarzyszący mu człowiek jadący na kasztanie ruszył za nim w pogoń.
-Cóż za niecierpliwy urwipołć, panie- zaśmiał się na odchodne w stronę seniora rodu i po chwili koń ruszył.

Obaj, Nicolae i jego nauczyciel zatrzymali się na małej polanie. 
-Musisz wiedzieć, że aby opanować szermierkę w siodle, powinieneś zacząć od utrzymania się w nim- w tym momencie brunet siedzący na kasztanowym rumaku gwizdnął przez zęby, a spłoszony kary wyrwał się do przodu, jak z procy i pognał na oślep w kierunku drzew.
-Mam nadzieję, żeś twardy; jako i ojciec!- Zawołał za nim mężczyzna, z trudem wstrzymując się od śmiechu, a chłopak obijany przez gałęzie i krzaki gnał niesiony przez konia.

-Siedzisz jeszcze, urwipołciu?!- Zawołał nauczyciel rechocząc wesoło.
-Niech cię...- wydyszał młody Nicolae osłaniając twarz dłońmi, a gałązki smagały boleśnie jego twarz.
Przyjrzałem się nauczycielowi przez ten czas. Był to brunet o bladoniebieskich oczach, bardzo podobny do Rafaela, ale wiedziałem, że w snach można zobaczyć tylko twarze ludzi, których widziało się na jawie.
Nagle ów człowiek zagwizdał na palcach, a jakiś czas potem tetent kopyt obwieścił zbliżającego się początkującego jeźdźca.
-Prrr!- Rzucił nauczyciel, a zwierzę posłusznie wytraciło prędkość i zatrzymało się. W siodle wczepiony w końską grzywę siedział, a raczej niemal półleżał na końskiej szyi Nicolae.
-Czy ja..? Czym żyw jeszcze..?- Zapytał podnosząc czerwoną od razów i podrapaną nieco twarz.
-Masz dobrze wyszkolonego rumaka- skomplementował z uznaniem brunet.- Weź szablę- nakazał wyciągając z pochwy swój miecz.
Zaczęła się lekcja szermierki, pełna zgrzytów broni, parskania i rżenia wierzchowców oraz pouczającego tonu bruneta...
***
Po południu obaj wrócili do posiadłości.
-Znów nie słuchałeś, Nicolae- westchnął ciężko ojciec chłopca.
-Zapytaj, kto mnie tak urządził!- Rozzłościł się młokos, a nauczyciel był już przygotowany do tego gwizdu, który po chwili rozdarł ciszę przerywaną trelami ptaków.
-JEZU CHRYSTE, NIE ZNOWU!!!- Krzyknął przerażony młody Bordeyan, gdy koń zerwał się do biegu.
-Jesteś okrutnikiem, Demetri- rzucił ojciec chłopaka do jego nauczyciela.
-Najpierw musi zjednać sobie zaufanie konia, by i ludzie mogli mu ufać- odrzekł spokojnie, a nawet z lekką nutą wesołości brunet nazwany Demetrim. Gwizdnął na palcach, a koń zawrócił i przystanął.
-Mądre bydle, szybko pojmuje- przekładając nogę przez grzbiet swojego konia przyjrzał się przez chwilę karemu i wylądował zręcznie na trawie.
-Rany...- wymamrotał Nicolae zsiadając ciężko z grzbietu zwierzęcia.- Ale mi się we łbie kręci...- szedł zmęczonym krokiem za ojcem i Demetrim do posiadłości.
Od popołudnia do niemal późnego wieczora dziedzic rodziny zgłębiał wszelkie przedmioty szkolne, a także uczył się tańca i etykiety pod okiem prywatnego i dość surowego nauczyciela o twarzy mojego brata.
-Po raz trzeci błąd w tym samym miejscu. Przyłóż się do nauki, paniczu Nicolae.
Blondyn wyprostował się i oparł wygodniej na zdobionym i wyglądającym na solidne, drewnianym krześle obszytym miękką tkaniną.
-Nie rozumiem tego- powiedział z porażką, wpatrując się w kartkę, na której widniały jakieś obliczenia. Spokojnie wsunął pióro w kałamarz i biorąc ją zaczął się przyglądać cyfrom w skupieniu. Trwało to jakieś piętnaście minut, w których zastanawiał się, gdzie jest ten błąd.
-No, tak... Już rozumiem- oznajmił biorąc pióro i zaczął skrobać nim po kartce, a po chwili podał ją nauczycielowi.
-Znakomicie- pochwalił ucznia mężczyzna w średniowiecznym stroju. 
-Już lepsze to, niż taniec- odpowiedział z niezadowoleniem panicz.
-Bez umiejętności tańca i manier trudno ci będzie o dobrą niewiastę, młody panie- zauważył zgryźliwie guwerner.
-Wszystkie dziewczęta to głupie gęsi- prychnął kpiąco Nicolae.- Płaczą z byle powodu. A, bo kokardka odstaje. O, nie! Wiatr porwał mój kapelusik!.- Przedrzeźnił złośliwie dziewczęcy głos.- Kto by z taką wytrzymał!.- Westchnął dramatycznie.
***
Nastoletni już Nicolae siedział w jadącym powozie i opierając podbródek na ręku patrzył na widoki za oknem.
-I pamiętaj, żeby trzymać nerwy na wodzy- upomniał go ojciec.
-Więc jak mam niby powiedzieć, że nienawidzę tego rozpuszczonego bachora?- Zapytał niechętnie.
-Obrażaj tak, żeby uznał to za komplement. To jest klucz do satysfakcji. Pójdzie mu w pięty, gdy już dawno będziemy w domu- ojciec uśmiechnął się porozumiewawczo do swego jedynego syna.
-Subtelny światek, ha?- Mruknął chłopak, jakby do siebie. Nagle coś na drodze zwróciło jego uwagę.- To przecież nie ta droga, ojcze- zauważył zaaferowany.- Dokąd my właściwie jedziemy?
-Cierpliwość jest cnotą, Nicolae- oznajmił tajemniczo jego ojciec.


niedziela, 29 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Długo gapiłem się na Vix takim wzrokiem, jakbym widział ją pierwszy raz w życiu.
Wszystko sobie przypomniałem... Te dziwne sny, które miewałem jako nastolatek. I te, które miałem niedawno. Jakimś dziwnym trafem w każdym z nich była ona!
Kim był Nicolae Bordeyan? Dlaczego jego wspomnienia wydają mi się takie rzeczywiste i znajome? Z jakiego powodu Victoria od zawsze pojawiała się w moich snach? Czemu żywię do niej uczucie, którego nie czułem dotąd do żadnej innej kobiety, nawet Lei?
I najważniejsze, czy ktoś poza mną wiedział o tym, swego rodzaju, rozdwojeniu jaźni??
-Vincenzo, co Raf chciał, żebyś mi powiedział?- Mój głos... On był inny! Niższy i głębszy, niż zwykle; a także o wiele bardziej melodyjny.
-Znowu ma te oczy- zaczęła zaskoczona Vix.
-Jakie oczy? Co jest grane? Rafael, wiesz o co tu chodzi??- Brązowowłosy, gdy nim potrząsnąłem oderwał moje ręce od swojej bluzy i odwrócił mnie w kierunku starego lustra.
Widząc znów te szafirowe oczy odskoczyłem z okrzykiem przestrachu.
Powoli podszedłem kilka kroków do srebrnej tafli i znów spojrzałem na swoje odbicie.
Szafirowe oczy. Zamrugałem zszokowany, próbując pojąć tę nagłą zmianę. Nawet moja własna twarz wydawała mi się teraz o wiele młodsza.
-To niemożliwe- nadal nie chciałem wierzyć w to, co się działo.- Niemożliwe- powtarzałem oszołomiony to jedno słowo, patrząc na Victorię.
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
To znajome mi skądś głębokie spojrzenie i miły głos, który wprawiał moje ciało w delikatne, choć bardzo przyjemne, drżenie.
Nie wiedziałam, skąd znam to odczucie. Tę osobę kryjącą się za Gabrielem. Moje serce płonęło na widok tych dwóch szafirowych kul. Tęskniłam za nimi i równocześnie je kochałam.
-Vix, ty... Krwawisz- zaczął Rafael, a ja powoli dotknęłam twarzy.
Zaraz on i Vincenzo zabrali się za opatrzenie mnie.
Gabriel o szafirowych oczach obserwował. Po chwili usłyszałam te pełne ekspresyjności i sprężystości kroki- zupełnie inny sposób chodu, niż u zielonookiego Gabriela.
-To skutek przemęczenia- zauważył Giorgio.- Gdzie znów wcięło tę cholerną apteczkę?- Mruknął zaniepokojony szukając po szafkach czerwonego pudełka.
Po długiej chwili apteczka odnalazła się, a Raf i Vincenzo zabrali się za opatrywanie mojej twarzy. Vincenzo obmywał ją z częściowo zaśniętej krwi i starał się zatamować krwotok. Natomiast Raf podtrzymywał mnie na krześle, bo gdy ktoś tylko wspomniał o krwi zaraz zaczynało kręcić mi się w głowie i robić się słabo.
-Pochyl lekko głowę, Victoria- pouczył mnie szarooki, a ja starałam się wykonać polecenie i jednocześnie nie spuścić oczu z właściciela dwóch szafirów, który oparty plecami o framugę drzwi wejściowych wpatrywał się we mnie tymi płonącymi oczami. 

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Wtedy moje pole widzenia przesłania wszechobecna biel i widzę...

Widzę piękną salę balową i suto zastawione stoły. Z prawej na podwyższeniu orkiestra gra jeden z szybszych tańców. 
Widząc na ścianie duże lustro spoglądam na siebie. Blondyn o ciemnoniebieskich oczach w pięknym szarym żupanie, na który założony był lazurowy kontusz z szarym pasem, przy którym wisiała szabla. Na głowie kołpak z wilczego futra z szafirem i sokolim piórem na srodku, a na stopach odpowiednie do stroju, połyskujące czernią buty.
-Szlachcic z rodu Bordeyan- zwróciłem wzrok na obgadujących mnie starszych szlachciców. 
-Jak zawsze przystojny, nie sądzisz, ojcze?- Zapytał kobiecy głosik.
-Przystojny? Lepiej by był skryty przez ciemną noc- prychnął mężczyzna przy boku młodej damy z irytacją.- Nie mam pojęcia, co książę w nim widzi. Dla jego córki przydałaby się jakaś lepsza partia.
Patrząc za nimi poczułem się zły i urażony, mimo to wszedłem znów do sali, by nie dać nikomu satysfakcji z tego, że boję się plotek o sobie.
***
Orkiestra nagle przycichła. Po chwili zrozumiałem, dlaczego. 
Mimo, że to nie moje własne wspomnienie, czułem pewien dreszczyk szalejących w sercu emocji. Podniecenia i nerwowego wyczekiwania, jakby tu i teraz miała ukazać mi się najjaśniejsza gwiazda tego wieczoru.

I oto Ją ujrzałem..
Tę drobniutką i wysoką postać o długich popielatych włosach upiętych w cudną fryzurę i srebrnych jak księżyc oczach obsypujących iskrami wszystko, na co patrzyła, zwracając w prawo i w lewo tę słodką twarzyczkę o małym, zadartym nosku i malinowych wargach... Odzianą w długą, szmaragdową suknię z połyskującego materiału i nie potrafiłem oderwać oczu od tej pięknej i smukłej, jak dorodna i zwinna w leśnej gęstwinie łania, kobiecej i pełnej niesamowitej gracji postaci.
Patrząc na nią nie mogłem wykonać żadnego ruchu ani gestu, który tłukł mi się w głowie słowami: ukłoń się Pani, durniu!
Przepadło. Zhańbiłem honor szlachecki i powinienem zapaść się pod ziemię ze wstydu...
-Nikt nie obraził tak księcia i jego córki, jak ten szlachetka- mruknął z naprzeciwległego stołu jeden ze starszych szlachciców patrząc na mnie nieprzychylnie. Jednak niezbyt się tym przejąłem. Nadal stałem przy stole i wlepiałem cielęcy wzrok w Nią.
W Najpiękniejszą i najcudowniejszą z wielu kobiet, które widziałem w życiu.
-Dlaczego stoisz, chłopcze?- Zwrócił się do mnie męski głos z podwyższenia, gdzie siedziała Ona.
Nie potrafiłem wydusić z siebie ni słowa. W ostatniej chwili zdążyłem tylko lekko się skłonić przed księciem.
-To chyba niemowa, mości książę- odezwał się jeden ze szlachciców, a ja syknąłem przez zęby wpatrując się w niego.
-Mości książę... Tak urzekła mnie uroda owej panienki u twego boku, że zapomniałem języka w gębie- odparłem nagle całkiem śmiało. Rozmowy ucichły, a zgromadzeni goście obserwowali mnie dziwnie. Nie wiedząc, w jakie kłopoty mogę się wpakować mówiłem dalej.- Och, wybacz... Ona nie jest piękna- dostrzegłem gniew w oczach księcia i przeczucie nakazywało mi zmilczenie, ale instynkt samozachowawczy pożegnał się ze mną włącznie z rozumem, więc kontynuowałem- jest wręcz prześliczna. Przy niej reszta nadobnych panien prezentuje się jak psy przy wilku- skłoniłem się znów księciu i nie podnosząc głowy czekałem aż książę raczy coś odpowiedzieć. Cokolwiek: nawet wezwać straż, by odprowadzono mnie do kazamatów, bylem mógł jeszcze raz spojrzeć na piękno jego córki...

Niezręczna cisza przeciągała się, a ja zacząłem się zastanawiać, co ze mną będzie; gdy usłyszałem pytanie z ust księcia:
-Jak cię zwą, chłopcze?
-Nazywam się Nicolae Bordeyan, miłościwy panie- przedstawiłem się niepewnie.
-Straże: na pal z nim- rzucił obojętnie ojciec panny, która od pierwszego spojrzenia zawładnęła całą moją duszą i światem.
-Mości książę, czy jako szlachcic mógłbym prosić o ostatnie życzenie przed śmiercią?- Zapytałem wyjątkowo spokojnie i dołączając do straży wyciągnąłem ręce, by mogli założyć mi ciężkie łańcuchy.
-Ostatnie życzenie? Skąd ci to przyszło do głowy?- Zapytał obojętnie mężczyzna o oczach podobnych, jak córki.
-Nie wiem. Po prostu sądziłem, że skoro mam umrzeć... Skoro mam dokonać żywota- skuty ruszyłem w stronę podwyższenia, wiedząc że łucznik mierzy mi grotem w plecy, klęknąłem i biorąc dłonie tej piękności ucałowałem je lekko- to patrząc tylko na twą prześliczną córkę, książę.
Srebrnooki długi czas mierzył mnie masowym spojrzeniem. 
-Moja córka brzydzi się okrucieństwem- po czym zwrócił się do sług.- Zabrać go do lochu, później zdecyduję, co z nim zrobić-oznajmił, a mnie zabrano z sali...
Powróciłem do rzeczywistości i spojrzałem na Rafaela.
-O czym powinien powiedzieć mi mój starszy brat?- Zapytałem. 

sobota, 28 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Gabriel, zwany Uczniakiem
Zrywam się gwałtownie z łóżka i mrugam oczami.
-Co to za popieprzony sen?- Mruknąłem pod nosem, przecierając oczy. Z salonu usłyszałem głosy. Jeden z nich należał do Rafaela, a drugi do Vincenzo. Kłócili się o coś.
Bezszelestnie wstałem i podkradłem się do przejścia, by podsłuchać jak najwięcej, bo wiedziałem, że klecha nigdy nie wścieka się bez wyraźnego powodu.
-Powinien o tym wiedzieć już od kiedy to stało się pierwszy raz- mówił Pan Zarozumiały ze złością w bladoniebieskich oczach.
-Gabriel i tak tego nie pamięta! Ma już dość kłopotów, żeby dokładać mu kolejnych- odwarknął ostro Vincenzo.- Obiecałem, że nigdy się o tym wszystkim nie dowie.
O czym oni rozmawiają? Czego mam się nie dowiedzieć i komu Vincenzo to obiecał? Dlaczego Raf aż tak naciska na wyjawienie mi tej tajemnicy?
Przysłuchując się dalej tej głośnej wymianie zdań spojrzałem w taflę wiszącego w pokoju lustra i widząc prawe oko w barwie ciemnobłękitnej z cichym okrzykiem odskoczyłem od zwierciadła i potykając się o łóżko znów wylądowałem na materacu. Powoli się uspokoiłem i podszedłem do lustra. Tym razem moje oczy w tafli były zwyczajnie jasne i zielone, jak zwykle. 
Wtedy odbicie ukazało mi moją własną twarz o szafirowych tęczówkach, która uśmiechała się kpiąco. Po chwili jego usta poruszyły się układając w słowa:
-Chcesz wiedzieć? Idź i zapytaj swojego brata..
Zastanawiałem się, czy to zwykłe przywidzenia; czy jakiś wymyślny żart Giorgio.
-Powinien wiedzieć, V- odezwał się właśnie Giorgio.- Czasami odnoszę wrażenie, że to on powinien być twoim starszym bratem, bo ma o wiele więcej powagi, niż ty- odezwał się uszczypliwie do Vincenzo.
-Czego się tak drzecie..? Pali się, czy co..?- Zacząłem udając, że dopiero co się obudziłem.
-Cześć, Uczniak- zamarłem w bezruchu słysząc ten głos i poczułem, że moje serce wali, jak młotem.
Obaj natychmiast przestali się kłócić i zwrócili na mnie wzrok, jakby widzieli ducha. 
-Victoria- obróciłem się na pięcie i przyciągnąłem ją mocno przyciskając do piersi.- Moja Nauczycielka.. 
-A nie draga?- Wymówiła jakieś dziwne słowo, którego nie zrozumiałem. Przyjrzała mi się uważniej.- No tak, zdjąłeś te ciemne soczewki i przestałeś udawać- kompletnie nic z tego nie rozumiałem.
Odsunąłem się kilka kroków w tył zdziwiony.
-Udawać? Nie wiem, o co ci chodzi. Kiedy i jak w ogóle się tu znalazłaś? Co się dzieje...?- Byłem w zupełnej rozsypce. Przerażony i zdezorientowany nie wiedziałem, co się w ogóle stało.- Cholerne zaniki pamięci!!- Kopnąłem mocno w stary kredens i wbiłem oczy w podłogę. Do czego powinienem się przyznać, skoro nawet tego nie pamiętam?? 

Watashi no Akuma Rozdział XVII: Kim naprawdę jest Gabriel?

-W porządku- odezwał się Alter Gabriel nie kryjąc niechęci- nie chcecie gadać, to nie- ten niski, głęboki i melodyjny głos nie wyrażał żadnych uczuć.
Wtedy usłyszeliśmy podjeżdżający samochód.
"Gabriel" dyskretnie wyjrzał przez kuchenne okno i zaklął w nieznanym mi języku, którym czasami posługiwała się także Vix; która właśnie...
Wysiadała z czarnego auta w towarzystwie Josepha.
-Myślę, że możemy ich spytać o drogę- zauważyła Vix zmęczonym tonem.
Sobowtór Gabriela zbladł, a jego wargi zadrżały ledwie widocznie. Cofnął się od okna i zachwiał się mocno. Zdążył przytrzymać się jednego z kuchennych blatów.
Wtedy popielatowłosa weszła do środka z kołkiem i mieczem w dłoniach, z rozsypanymi wokół twarzy popielatymi włosami, iskrzącymi srebrem oczami i poważną miną. Ubrana w wysokie kozaki i ciemne spodnie. Zza pół rozpiętego czarnego, dwurzędowego płaszcza zobaczyłem ten zielony t-shirt. Oboje z "Gabrielem" spojrzeli sobie w oczy, a on przemówił w tym języku.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
-Witaj spowrotem, moja Pani- odezwał się głos, który skądś znałam, w twarzy Gabriela o oczach ciemnobłękitnych jak kamień szafiru. W tym języku, w którym mówił także mężczyzna z moich koszmarów...
Poczułam się bardzo dziwnie. Tak jakoś lekko. Jakby ktoś napompował mnie helem. Po chwili to przyjemne odczucie nastąpiło uczucie bólu, smutku i ogromnej tęsknoty.
Rafael J. White
Patrzyli na siebie, a w oczach obojga czaiła się niewyobrażalna tęsknota. 
Alter Gabriel wyciągnął do niej rękę znów coś mówiąc, gdy nagle zachwiał się i padł na podłogę nieprzytomny...

piątek, 27 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVII: Kim naprawdę jest Gabriel?

Vincenzo zerwał się z miejsca i odsunął się w stronę drzwi z bronią w ręku.
-Obaj zostajecie aresztowani. Wszystko, co powiecie może zostać użyte przeciwko wam- szarooki zaczął szukać czegoś przy pasku.
-Zgubiłeś coś?- Alter Gabriel widząc jego konsternację z drwiącym uśmiechem na twarzy pokazał mu trzymane w dłoni policyjne kajdanki.
-To miłe, że je znalazłeś- prychnął groźnie Vincenzo- możesz grzecznie przykuć się do kolegi- odbezpieczył broń, którą do nas mierzył.
-A co, jeśli nie postąpię, jak chcesz?- Gabriel numer dwa był niezwykle ironiczny.
-Postąpisz- odezwał się tuż za nim Giorgio mierząc w głowę blondyna.
-W porządku- oczy w kolorze lapis lazuli błysnęły łobuzersko i zanim zdążyłem pojąć, o co chodzi musiałem kryć się przed kilkoma rykoszetami. Nie minęło pięć minut, a Giorgio i Vincenzo siedzieli tyłem do siebie na kuchennych krzesłach, skuci ze sobą dwoma parami kajdanek i bez broni. Powoli wynurzyłem się zza drzwi i widząc, że niebezpieczeństwo minęło wyszedłem z ukrycia.
-Teraz pogadamy inaczej- odezwała się kopia Gabriela obojętnie z bronią opuszczoną do boków.
-Przyjechałem z innym policjantem- oznajmił G.- Jeśli nie wrócę za dwadzieścia minut..
-Nie będę potrzebował aż tyle- przerwał mu spokojnie Gabriel.- Chcę tylko wiedzieć, co wiecie o Victorii Draculea- oznajmił.
-O kim??- Zdumieli się obaj.
-Victoria Draculea- zasyczał przez zaciśnięte zęby Gabriel.
-Nikogo takiego nie znamy- zauważył zaskoczony Giorgio.
Kopniak. Obaj związani wylądowali razem z krzesłami na podłodze.
-Naprawdę nie znam nikogo takiego- warknął Giorgio po kilku minutach tortur.
-Może to odświeży ci pamięć- Gabriel nigdy nie mierzyłby z broni do własnego brata.
-Zostaw go- Zacząłem ostro opierając krótki miecz na gardle sobowtóra. Chwilę później pod wpływem kopniaka odbiłem się od zlewu i musiałem unikać pięści i nóg Gabriela o ciemnoniebieskich oczach.
-Nikomu tutaj nie można ufać... Nawet własnej rodzinie- Gabriel po tych słowach nagle zamrugał i na chwilę w tych oczach pojawiła się dobrze znana mi zieleń, lecz nie gościła tam zbyt długo, bo ten drugi Gabriel jakby świadomie dominując, stłamsił swóje drugie "ja".
Usilnie zastanawiałem się, co zrobić, żeby powstrzymać sobowtóra Gabriela od celu, który sobie upatrzył...

Watashi no Akuma Rozdział XVII: Kim naprawdę jest Gabriel?

Źrenice Vincenzo rozszerzyło głębokie zdumienie. Obserwował moją twarz, zastanawiając się, czy sobie żartuję, czy jednak pytam całkiem serio.
-Gabriel- przełknął kilka łyków chłodnej wody i spojrzał na mnie jakby go piorun strzelił.
-Powiedz mi prawdę- odpowiedziałem z determinacją i chwytając go za ramiona potrząsnąłem szarookim.
W milczeniu poczekał aż się uspokoję i przestanę nim tarmosić.
-Skąd w ogóle przyszły ci do głowy takie głupoty?- Zapytał przyciągając mnie za bary.- Jesteśmy braćmi... Zawsze nimi byliśmy, więc coś ty sobie ubzdurał??- Zapytał autentycznie zdumiony Vincenzo, a jego szare oczy rozszerzało olbrzymie zdumienie.
-Chcę znać całą prawdę, więc przestań mydlić mi oczy!- Warknąłem rozzłoszczony.
Vincenzo wstał z łóżka i stanął tuż przede mną. Zdziwienie na jego twarzy zastąpiły zmarszczone brwi i ściągnięte blade policzki oraz zaciskające się w równym tempie szczęki i opuszczone do boków dłonie, po których rozpoznałem jego gniew.
Rafael J. White 
-Jesteśmy i zawsze byliśmy rodzonymi braćmi- oznajmił przez zaciśnięte zęby i odpychając Gabriela na bok, wziął z szafki nocnej kaburę z bronią i odznakę. Przechodząc przez pokój zabrał kluczyki od swojego Forda, po czym wyszedł z domu.
Zielonooki patrzył za nim w milczeniu.
-A może to mnie po prostu odbija? - Zapytał w końcu samego siebie cicho siadając spowrotem na  fotelu pokrytym fioletową kapą obszytą frędzlami i podparł czoło na ręku.
W tamtej chwili wyglądał na strasznie zagubionego, jakby jego życie od kiedy dołączył do "Księży Judasza" strasznie się skomplikowało. Sam nie wiedziałem, czy naprawdę miewa owe "zaniki pamięci"; czy to tylko zwykła wymówka.
Wtedy to znów się stało. Gabriel powoli podniósł głowę, a jego promieniste zielone tęczówki znów zastąpiły bezdenne oczy w barwie szafiru.
Nagle zerwał się i wybiegł z domu za Vincenzo, który był już niedaleko policyjnego radiowozu.
Staranował ciemnego blondyna i obaj przekulali się za niski murek. W tej samej chwili nastąpił potężny wybuch, a ja w ostatnim momencie zdążyłem usunąć się z zasięgu rażenia szczątków wozu. Niemal tuż obok mnie wylądował popękany reflektor.
Dostrzegłem jak Vincenzo odsuwa się przodem od Gabriela o szafirowych oczach.
-To jego sprawka- powiedział Gabriel zupełnie innym, niż jego standardowy przyjemnie zachrypły ton. Ten głos był zgoła odmienny: nadal niski, choć głęboki i melodyjny.
-Jego, czyli czyja; Gabriel?- Zapytałem zaskoczony jego nagłą zmianą osobowości.
Te bezdenne, ciemnoniebieskie oczy spojrzały na mnie, ale Gabriel nie odezwał się do mnie więcej.
-Biorę samochód- zwrócił się do Vincenzo wyjmując mu kluczyki z palców, po czym wsiadł do stalowego Forda i odjechał. 
***
Półtorej godziny później. Vincenzo siedząc przy kuchennym stole opierał dłonie na kubku w czarne wzorki wypełnionym kawą. 
-Raz już to widziałem- powiedział drżącym z nerwów głosem szarooki wpatrując się w czarny napój. 
-Wiedziałeś o tych "zanikach pamięci"?- Zdziwiłem się. 
Skinął głową. 
-Ojciec dawno temu kazał mi obiecać, że Gabriel o niczym się nie dowie- oznajmił. Drżącą ręką podniósł kubek i napił się kawy.- Wcześniej zdarzało się to raz na kilka lat.. Nawet ojciec nie wie, skąd się to wzięło.. 
-Naprawdę jesteś jego bratem?- Sam nie do końca wiedziałem, czy mogę mu wierzyć. 
-Najstarszym- potwierdził Vincenzo cicho.- Wiele razy chciałem mu o tym powiedzieć... 
-On powinien wiedzieć- powiedziałem z naciskiem opierając się tyłem o kuchenny blat.
Usłyszałem nieznajome kroki i bez wahania wyrzuciłem zza rękawa bluzy kołek i rozkładając go przygotowałem się do obrony. Wolałem być przygotowanym na każdą ewentualność.
W drzwiach stanął ten drugi, który nie reagował na imię Gabriel. Obaj spojrzeliśmy nań nie wiedząc; czy owo alter ego Gabriela jest godne zaufania.
-"W Imieniu Najwyższego Boga; uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia."- Gabriel w swoim normalnym stanie nie znał naszego motto.
-Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz: jeśliś grzesznikiem- sam do Piekła wrócisz"- odpowiedziałem resztę zaskoczony, zastanawiając się, co jeszcze wyniknie z tej przypadkowej znajomości... 

Watashi no Akuma Rozdział XVII: Kim naprawdę jest Gabriel?

Gabriel, zwany Uczniakiem
Siedziałem przy odpoczywającym starszym bracie, starając się przypomnieć sobie, co się stało na Piazza di Trevi.
Ostatnie, co pamiętam to to, że Raf i ja walczyliśmy z Nocnymi, a potem pojawił się Vlad...
-Gdyby nie te cholerne dziury w pamięci- mruknąłem poirytowany.
Wydawało mi się, że to wszystko powiązane jest właśnie z Vladem, bo od kiedy nasze drogi się przecięły, stwierdziłem u siebie te "częściowe napady amnezji".
Upiłem kolejny łyk absyntu i spojrzałem na śpiącego spokojnie brata. Czasami zdawało mi się, że wcale nie jestem podobny do nikogo w rodzinie, a już zwłaszcza do żadnego z braci. Może to wszystko jest związane z tym, że czegoś o sobie nie wiem? Może wcale nie jestem ich bratem, ani synem Damona i Ofelii...?
Ciemny blondyn zachrapał głośno i po chwili otworzył szare oczy. Drgnąłem, gdy wziął mnie za rękę. Zawahałem się, ale musiałem go o to zapytać...
-Vincenzo... Czy ja..? Czy zostałem adoptowany?- Zadałem to pytanie patrząc mu prosto w oczy. 

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

Victoria, partnerka księdza Rafaela
Mimo tego, że spałam, nadal słyszałam głosy lekarzy i pielęgniarek, którzy się mną zajmowali, poza tym...
Chciałam jak najszybciej dojść do końca pełnych zła i okrucieństwa wspomnień Gabriela. Zaczęłam się zastanawiać, czy bałabym się go, gdybym wcześniej poznała prawdę. Nie wiedziałam.
***
Wiele drzwi i krętych korytarzy później stałam na balkonie oświetlonym blaskiem księżyca w pełni. Obok zielonookiego stał Rafael.
-Urwę ci łeb, jeśli ją skrzywdzisz- odezwał się po długim milczeniu brązowowłosy.
-Ładna ta twoja dziewoja- Gabriel w wyluzowanym stylu opierał się o kamienną barierę i patrzył w dół.
-Ona nie jest moją dziewoją, a ty uważaj na słowa- odwarknął ostro Raf.
Gabriel spojrzał na Rafaela inaczej, niż przedtem. Bardziej poważnie i dojrzale.
-Jesteś w niej zakochany, księżulku- zauważył patrząc na ruch uliczny na dole.
-W nikim nie jestem zakochany, więc przestań pieprzyć- rozzłościł się Raf, unikając wzroku Gabriela.
-Księża nie powinni kłamać. Zresztą nikomu nie powiem- obiecał z porozumiewawczym uśmieszkiem.
-Strzeż mnie, Boże przed takim powiernikiem- westchnął ciężko Raf zwracając się do Stwórcy.
Gabriel nucąc coś nadal wodził oczami za sznurem aut w dole.
-Nie chcę być za mądry, ale nie przyznając się do tego, że ją kochasz; oszukujesz sam siebie- zauważył wreszcie.
Raf bardzo powoli opuścił drżące, zaciśnięte pięści do boków. Jednak nie wytrzymał i rzucając się na Gabriela, staranował go i obaj niemal wypadli z tego balkonu.
-Nic o mnie nie wiesz!.- Warknął wściekły brązowowłosy.- Zupełnie nic nie wiesz!!
-Byłeś bity w dzieciństwie, jak każde dziecko alkoholików.
Cios. 
Gabriel odbił się od ściany budynku i wylądował na kolanach, ale Rafael dodatkowo zapodał mu kopa w żebra. 
-Jak śmiesz, ty śmieciu?!- Rozwścieczył się.
Gabriel powolutku podniósł się i usiadł pod ścianą. 
-Miałem przyjaciela, którego rodzice przepijali wszystko. Musiał kraść, żeby mieć cokolwiek do jedzenia. Tacy ludzie to dla mnie śmiecie, Rafael. Pieprzone śmiecie- zaakceptował z niechęcią.- Trochę mi go przypominasz...
-A ty niby skąd pochodzisz?- Warknął Rafael.
Gabriel westchnął głęboko, a te zielone oczy lekko pociemniały. 
-Nazywam się Gabriel Damon Borgia. Jestem trzecim synem Damona Vincenzo Borgii, rolnika. Pochodzę ze wsi Velletri. Posiadam uprawnienia na kombajn i ciągnik rolniczy. Skończyłem ogólniaka, ale nie poszedłem na studia. Zadając się z niewłaściwymi ludźmi zostałem Prawą ręką Węża i najmłodszym Egzekutorem organizacji Hydra. Mordercą Mafii Hydra. Co jeszcze chcesz o mnie wiedzieć?- Zapytał z niechęcią.
-Mówisz tak, jakbyś był z tego dumny- stwierdził Rafael.
Gabriel roześmiał się ponuro i bez wesołości.
-Kiedyś byłem, teraz bardzo tego żałuję. Od siedmiu lat żałuję- powiedział cicho i smutno. - Jestem tylko śmieciem, bo to przeze mnie mój ojciec...- Gabe drżącą ręką sięgnął za pazuchę i po chwili wsunął w usta papierosa, po czym zapalił i zaciągnął się dymem- przeze mnie stał się pieprzonym kaleką! Gdyby nie ja, Hydra nie zrobiłaby mu krzywdy, rozumiesz??!- Ukrył twarz w dłoniach.- To wszystko moja wina...- nerwowo zaciągnął się dymem.- Dlaczego nie zabiła mnie, do jasnej cholery?! Wytłumacz mi: dlaczego?!- Krzyknął z bezsilną złością. 

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

Rafael J. White
Vincenzo całą noc siedział przy młodszym bracie.
-Powinieneś się przespać, V- zauważył Giorgio.
-Zrób mi kawę- odezwał się słabo Vincenzo, wstając.
Chwyciłem go i szybkim ruchem ogłuszyłem starszego stopniem policjanta. 
-Co ty, u...?!- Giorgio zbladł, kiedy złapałem jego kolegę i ułożyłem go obok blondyna.
-Jest podobny do Gabriela. Nie da się mu przemówić do rozumu. To uparciuch- uśmiechnąłem się i dostrzegłem uśmiech G.
-To chyba cecha rodzinna- zauważył.- Ksiądz powinien coś wiedzieć o rodzinie.
-Zależy co rozumiesz przez to słowo- odparł z niechęcią...
Gabriel. 
-Pamiętasz co się stało?- Zapytałem.
Blondyn powoli usiadł i rozmasował skromnie. 
-Powiedziałem Ci, że ostatnio dzieje się ze mną coś dziwnego- zauważył.
-Nie powiedziałeś, co dokładnie..- zacząłem, ale zielonooki przerwał mi spanikowany:
-Bo sam tego nie rozumiem!.- Krzyknął niemal.- Gadamy normalnie. Pojawia się On i... Czarna dziura..
-On?
Gabriel spojrzał na Hiszpana. 
-Koleżka Dietera- oznajmił krótko.
-Palownik, to o nim mówisz- zauważył Giorgio.
-SKĄD O TYM WIESZ?!- Wybuchnąłem z gniewem.
Giorgio rzucił w Gabriela kwadratową butelką z zielonym trunkiem mówiąc:
-Nie jestem czystej krwi Hiszpanem. Moja matka pochodzi z Transylwanii. Od niej znam tamtejszą historię i legendy. Zwłaszcza o Vladzie Smoku i Vladzie Diable- oznajmił, a Gabriel niedługo udławiłby się absyntem.
-Vlad Smok? Vlad Diabeł?? Co, do huja???- Zdumiał się.
Giorgio uśmiechnął się słabo. 
-Moja matka pochodzi z tej rodziny- podał mi medalion ze zwiniętym w kłębek i ziejącym ogniem smokiem. Pokazałem to Gabrielowi.. 
-To ten sam symbol, jak na tym pierścieniu- powiedział zaskoczony zielonooki.- To pewnie jego herb.. 
-Nie- odpowiedź Giorgio zaskoczyła i mnie.- To znak "Zakonu Smoka". Jego dewiza: O, Quam Misericors est Deus, Pius et lustus. 
-O, jakże miłosierny, łagodny i sprawiedliwy jest Bóg- przetłumaczyłem zaskoczonemu Gabrielowi.- Vlad Smok był ojcem tego Vlada z Hydry. Vlada Diabła.
Gabriel zamilkł. Powoli otworzył butelkę i upił łyk zielonego napoju.
-Żaden człowiek nie żyje tak długo- stwierdził po krótkiej chwili zielonooki nieprzytomny tonem. 
-Człowiek, to teraz powiedział!.- Parsknął ironicznie G. 

piątek, 20 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

Około szesnastoletni Gabriel już z kolczykiem w wardze, siedział na niskim murku w towarzystwie czterech chłopaków i stalowookiej brunetki, paląc papierosa i popijając piwo z puszki. Jeden z niższych od niego, szatyn o szczurowatej twarzy i szaroniebieskich oczach coś się z Gabriela nabijał.
-Zjeżdżaj, ćwoku- prychnął zielonooki w odpowiedzi i zaciągnął się dymem, opierając się o mur opuszczonego budynku.
-A co? Masz problem, Borgia?- Zakpił tamten.
-Zaraz ty możesz mieć, jak się nie odwalisz od Gabriela- burknęła dziewczyna, dając Gabrielowi lekkiego całusa.
-Uuuu! Uważaj Seamus, bo zarobisz w cymbał- obaj pozostali chłopcy roześmiali się.
-Zaraz wy oberwiecie- odciął się wesoło Seamus. Wszyscy trzej zaczęli się przepychać i poszturchiwać.
Dziewczyna w czerwonym topie z czarnym napisem, skórzanej mini i kabaretkach oraz kozaczkach na platformie usiadła obok Gabriela zarzucając na ramiona długi, czarny sweterek z dzianiny.
-Co myślisz robić po szkole?- Spytała go.
-Nie wiem- odparł z rezygnacją patrząc w dal zamyślony.- Może pójdę na studia, jeśli wcześniej nie wyjebią mnie ze szkoły- westchnął ciężko.
-Nie chcę być wredna, ale ostatnio nieźle przegiąłeś- stwierdziła.
-Wiem, Leah- przyznał ponuro.
Spojrzała na niego zaciekawiona i zapytała:
-Jesteś o mnie zazdrosny?
Gabriel w ostatniej chwili złapał puszkę i spojrzał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. 
-Wcale!- Odparł lekceważąco.- Zazdrosny. Teraz to sobie wymyśliła!- Zarechotał paskudnie. 
W jej oczach pojawiła się złość. 
-Wiesz, co? Jesteś podły i nienawidzę cię- zerwała się na nogi chcąc odejść. 
Blondyn odstawiając puszkę pochwycił jej nadgarstek i przyciągnął dziewczynę do siebie, sadzając ją sobie na kolanach. 
-Uspokój się, skarbie- przemówił zupełnie innym, niż wcześniej tonem, obejmując ją.- Po co mam być o ciebie zazdrosny, skoro Ci ufam, Leah?- Zapytał pieszczotliwie. 
-Serio?- Zapytała niepewnie.
-Pewnie- potwierdził szeroko uśmiechnięty, przytulając ją.
Poczułam dziwne ukłucie zazdrości w sercu. Mimo, że To było tylko ulotną chwilą, cholernie zabolało..
Kochałam również Gabriela, ale bałabym się do tego przed nim przyznać...

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

Victoria, partnerka księdza Rafaela
Nie wiem, ile czasu umknęło od odejścia Gabriela, ale nadal stałam w szkarłatnym holu, bojąc się wykonać kolejny krok oddzielający mnie od poznania jego przeszłości i związanych z nią tajemnic.
Polubiłam Gabriela, ale po tym, co powiedział; bardzo się bałam, że miał rację i po tym, co zobaczę mogę go znienawidzić.
-Boże Miłosierny, co mam zrobić?- Zapytałam niepewnie.
W tym samym momencie wszystkie drzwi po obu stronach korytarza stanęły przede mną otworem...
Z duszą na ramieniu przekroczyłam pierwszy próg. 

Nastoletni blondyn o zielonych oczach półleżał na poruszającej się polną drogą pustej przyczepie ssąc źdźbło trawy. Obok niego siedziało jeszcze trzech chłopców w różnym wieku, niemal zupełnie doń niepodobnych. Mimo słońca i wyraźnie upalnej pory byli ubrani na długi rękaw i w długie spodnie oraz pełne buty. 
Wychyliłam się delikatnie za burtę przyczepy i ujrzałam traktor prowadzony przez mężczyznę, prawdopodobnie ojca całej czwórki urwisów. 
-Nareszcie się kończy, nie?- Zagadnął wyglądający na najstarszego chłopak. 
-I dobrze- przytaknął ze śmiechem siedzący obok niego po prawej niższy. 
-A ja tam lubię- odezwał się o wiele młodszy, niż dziś Gabriel, szturchając siedzącego po jego lewej milczącego chłopca, najmłodszego z tej zgrai.- Cristian, ty wszystko lubisz, nie? 
-Was nie- zaprzeczył Cristian i wstając sięgnął do gałęzi, po czym zerwał kilka moreli, uśmiechnął się i dał po jednej braciom.- Dobra, was lubię; ale nie cierpię słomy wbijającej się w nogi. Strasznie kłuje- dodał i cała reszta roześmiała się zgodnie.
-Gabriel, dzisiaj ty- rzucił kierowca traktora, zwracając się do jednej ze swoich latorośli.
-Jasne, tato- rzucił blondyn z szacunkiem.
-Tylko nie pomyl znowu polowych z szosowymi- zakpił najstarszy z braci. 
-Powiedział Vincenzo, który nie umie podhaczyć zwykłego pługa- zarechotał w odpowiedzi zielonooki.
Kompletnie nie łapałam, o czym chłopcy rozmawiają. Nagle przyczepą lekko szarpnęło i wszystko stanęło w miejscu, a trzej chłopcy zeszli z przyczepy. Vincenzo i drugi z kolei wyrzucając widły z dwoma zębami. Wyskoczyłam za nimi, mijając się z zajmującym miejsce chłopaków mężczyzną około trzydziestu lat i ruszyłam za Gabrielem, który wsiadając do traktora wcisnął do oporu lewy pedał i poruszył jakąś dźwignią do siebie, po czym spuszczając delikatnie lewą nogę, prawą równocześnie naciskał małą dzwigienkę połączoną z innym pedałem. Pojazd rolniczy zgrabnie ruszył terkocząc.
Gabriel nucąc coś beztrosko, prowadził jadący powoli pojazd, chłopcy na polu podawali słomiane kostki ojcu i najmłodszemu bratu, którzy układali je na przyczepie, niekiedy ubijając, przy czym ojciec wyrozumiale tłumaczył Cristianowi co i jak ma robić.
Znów zaczęłam obserwować młodego Gabriela i natychmiast podążyłam za jego wzrokiem. Najstarszy pokazywał mu jakiś znak: dłoń chłopaka z wyciągniętymi w górę palcami: wskazującym i środkowym zaczęła kręcić się na nadgarstku. Gabriel przełączył coś wajchą przy kierownicy, której używał wcześniej i wcisnął mocniej cyngiel pod prawą nogą, a traktor ruszył trochę szybciej.
-I dożynki- mruknął z uciechą- ale zezgonuję na potańcówie- uśmiechnął się szeroko do swoich myśli.
Obraz powoli rozmył się i został zastąpiony przez inne wspomnienie Gabriela.

-Chrystusie Jedyny- wymamrotała niska kobietka o identycznych zielonych tęczówkach załamując ręce.- Gdzie on się tak doprawił.. Fuu!. Gorzelnia.!
-Lepiej, żeby pił przy ojcu, niż gdzieś po kątach- oznajmił spokojnie widziany przeze mnie wcześniej mężczyzna.
-On jest zalany jak świnia. Rany, Damonie, co ty masz w głowie?
-Wolałabyś, żeby zaliczył zgon gdzieś pod czyimś płotem? Przez tydzień by potem gadali na wsi, jak to młody Borgia spał nawalony tu i tam- prychnął Pan Borgia- wolałem wybrać mniejsze zło. Zresztą ma już szesnaście lat i swój rozum- dodał kładąc syna do łóżka.- Każdy tak wspomina pierwszą styczność z alkoholem.
Blondyn otworzył oczy i popatrzył błędnym wzrokiem na swoich rodziców i odbiło mu się lekko.
-O rany, sufit się kręci- zauważył nieprzytomnie.
-Wszystko z tobą w porządku, synu?- Zapytał go ojciec.
-Czuję się dobrze. Tak trochę wesoło, ale nic mi nie jest, tato. Mama przesadza- rzucił tajemniczym szeptem i zachichotał, ale po chwili ziewnął głośno, a ja zaczęłam widzieć przez szparki w powiekach, a potem wraz z nim odpłynęłam do kolejnej części jego życia...

czwartek, 19 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

Rafael poderwał głowę.
-Jak się miewa, szczery przyjaciel Węża?- Zapytałem przymilnie odstawiając kawę na drewno ławki.
-Widzę, że ty również znalazłeś sobie przyjaciela poza swoją organizacją- stwierdził nie spuszczając ze mnie wzroku.
Rafael J. White
Gabriel uśmiechnął się dziwnie. 
-Hydra nauczyła mnie jednej rzeczy: przyjaciół trzymaj blisko; ale wrogów jeszcze bliżej- odpowiedział, a jego uśmiech się poszerzył.
-Cóż za królewsko mądra rada- zasyczał drwiąco.
-Dziękuję bardzo, mości książę- odszczeknął się.
-Nie prowokuj go, Gabriel- zacząłem nieco przestraszony.
-Zaufaj mi chociaż jeden raz- odpowiedział mi.- Zresztą pewnie wiadomo ci, że odszedłem z Hydry niemal osiem lat temu- zwrócił się do Vlada.
-Doprawdy? I może mam jeszcze uwierzyć, że zabiłeś poprzedniego Węża?- Zakpił.
-Przyszedłeś pogadać, czy zapytać o córeczkę?- Zapytał wesoło Gabriel, a ja zupełnie nie miałem pojęcia, o co tu chodzi; a przede wszystkim: o kogo toczy się gra. Poczułem podmuch powietrza i popchnięty przez Gabriela wylądowałem na pokrytej śniegiem trawie.
Zielonooki zdążył uciec z zasięgu ciosu Vlada i uzbroić się. Z wprawą wylądował na oparciu ławki obracając w palcach kołek i Krucyfiks.
-Co do poprzedniczki Dietera: tak. Zabiłem ją z wielką przyjemnością- oznajmił zimno.- Zasłużyła na karę za swoje zbrodnie.
-Powinieneś Bogu zostawić sąd i karę, zwłaszcza że wcale nie jesteś od niej lepszy- platynowowłosy zaatakował Gabriela, który odrzucając przeciwnika kopniakiem roześmiał się drwiąco. Vlad wylądował na nogach kawałek dalej na wprost blondyna.
-Pomyśl sobie, że to głupota mówić coś takiego do ateisty- zauważył Borgia spokojnie.
Wtedy to dostrzegłem. 
Jego oczy nie były już promieniście zielone... Teraz miały barwę intensywnego szafiru i zdawały się nie mieć dna... Również postawa Gabriela się zmieniła: stał miękko na wąskiej desce oparcia ławki, jakby nie dotyczyły go prawa grawitacji i wyprostowany z uśmiechem wpatrywał się w Drakulę, który znowu podjął próbę ataku. 
Gabriel zniknął mi z oczu. 
Pojawił się tuż za Vladem i oparł mu ostrze na gardle. 
Vlad mógłby go teraz pokonać w trzech ruchach, ale ku mojemu zdumieniu nawet się nie poruszył. 
-Teraz rozumiem, dlaczego nie ma w tobie krzty strachu- powiedział ze zrozumieniem Vlad, za to ja sam... 
Nie mogłem zrozumieć z tego zupełnie nic. 
Zanim moje oczy zdążyły zarejestrować, co się stało, platynowowłosego już nie było.
Z dłoni blondyna wypadł oręż, chłopak zachwiał się niebezpiecznie, a po chwili upadł tracąc przytomność. 

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

***
Półtorej godziny później wspólnymi siłami uprzątnęliśmy truchła, układając z nich stos. Rafael obchodząc dookoła fontannę stukał butami w kamienne płyty, a ja obserwując jego zachowanie, zastanawiałem się, co on do kurwy nędzy wyprawia. Po chwili gwizdnął przez zęby i rozglądając się uważnie, schylił się wyciągnął jedną z kamiennych płyt, po czym zanurkował w dziurze i wyjął cztery pięciolitrowe baniaki z jakąś cieczą.
-Woda święcona- wyjaśnił widząc moje zdziwienie.
Zabrałem się do pomocy w uporządkowaniu tego burdelu. 
-To chyba nie koniec na dzisiaj- zauważyłem, patrząc na płonący stos dostrzegłem Rafa znaczącego dłonią krzyż i mruczącego coś pod nosem. 
-Wątpię- potwierdził sprzątając plastikowe butelki, wrzucił je spowrotem do skrytki i włożył płytę na miejsce. 
Rafael J. White 
 Następnego dnia, przed świtem... 
-Padam na mordę- powiedział ze zmęczeniem Gabriel wlokąc się za mną.
Obserwując go ukradkiem rozmyślałem, jakim cudem ktoś taki, jak on mógł bez przeszkód używać legendarnej broni inicjatora naszej organizacji.
-Ateista pieprzony- mruknąłem do swoich rozważań.
-Dzięki- rzucił w odpowiedzi zielonooki. Szedł powoli, z fajką w zębach i dłońmi w kieszeniach płaszcza.- Z Victorią wszystko w porządku?- Zapytał.
-Interesuje cię to po tym, jak zostawiłeś ją bez słowa wyjaśnienia? Gdzieś ty się właściwie podziewał?- Zapytałem wkurzony na niego.
Gabriel przysiadł na jakiejś ławce i spojrzał na mnie. 
-Oczywiste, że obchodzi mnie, co się dzieje z Victorią- oznajmił patrząc na mnie poważnie- bo byłem, gdzie byłem właśnie ze względu na nią.
-Nic z tego nie rozumiem- zniecierpliwiłem się.
-Człowieku, zlituj się i wykombinuj skądś kawę. Wszystko Ci powiem, ale potrzebuję doładowania w postaci niesłodzonej kofeiny- westchnął ciężko.
-Trzymam cię za słowo- rzuciłem w niego torbą, a on jęknął chwytając ją. Ruszyłem w stronę znajomej kawiarni i wszedłem do środka.
-Dwie kawy na wynos, Grace- rzuciłem do młodszej ode mnie dwa lata niziutkiej czarnulki.
-Och, Rafael. Jak zawsze wyglądasz jak bóg seksu- ech, moja stara znajoma.. Zawsze miała niewyparzony język.
-Bluźnisz, owieczko- odciąłem się przyjaźnie. 
-To Pan Bóg jest złośliwy w swojej miłości, że przywołuje do swojej armi takich przystojniaków, Raf- uśmiechnęła się ciepło. 
-Wcale nie jestem przystojny, dzięki za kawę- rzuciłem wychodząc. 
To jakiś problem, że lubię patrzeć na przystojnych facetów?- Usłyszałem obrażony ton głosu Vix.
Gabriel pociągnął nosem.
-Kawa..- po nieprzespanej nocy wyglądał jak chodzące zombie.
-No, więc...?- Usiadłem obok i spojrzałem na niego wyczekująco podając mu styropianowy kubek.
Gabriel upił łyk kawy i zastanowił się przez chwilę, po czym podjął opowieść...

-Ten facet naprawdę bardzo mi się nie podoba- zauważył podejrzliwie.- Cała Hydra kłania się na sam jego widok i jeszcze do tego mu nadskakują.. Vlad, kurwa jego mać- dodał z irytacją.
Drgnąłem szybko na dźwięk tego imienia, pytając szybko:
-Nosi jakiś pierścień?
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Złoty, ze zwiniętym w kłębek smokiem, ziejącym ogniem, a co?- Zdziwiłem się, a Rafael nagle zakrztusił się kawą.
-Nie powinieneś w ogóle się do niego zbliżać, ty tępa mózgownico- rozzłościł się, niewiadomo czemu.
-Podaj mi choć jeden powód- odwarknąłem chłodno.
Rafael zmierzył mnie wzrokiem, a jego blade oczy pociemniały przez gniew.
-Vlad III-ci Dracul, zwany Palownikiem- oznajmił cicho patrząc w przestrzeń.
-Nigdy nie byłem dobry z historii-odparłem przepraszajaco.
-Hospodar włoski. Według legendy w Wielkanoc 1457. roku pod pozorem świątecznego śniadania, schwytał zdrajców ojca i brata. Jednych wbito na pale, a reszta musiała iść morderczym marszem, dwieście kilometrów przez góry do Poenari. Ci, którzy przeżyli przymusowo pracowali na budowie kolejnego zamku Palownika. Jest o nim jeszcze wiele strasznych legend...
-...z których większość to ohydne łgarstwa- oznajmił ten głos. 

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

Telewizor w barze nagle przerwał mecz. Na ekranie pojawił się prezenter miejscowej stacji.
-Przerywany program, aby nadać ważne wiadomości..- Przestałem słuchać, bo już od ponad godziny wiedziałem, co się dzieje.
-Robota- stwierdził Gabriel widząc moją minę.
Jednym haustem wypiłem trunek. Gabriel również wstał.
-A ty dokąd, Gabe?- Zapytał ten policjant, Vincenzo.
Blondyn odwrócił się i spojrzał na obu poważnie.
-Wpadnę do ciebie później, braciszku- oznajmił krótko.- A teraz, lepiej stąd spadajcie- poradził spokojnie.
-Czemu? - Zapytał Giorgio.
-Później wszystko wyjaśnimy- zbył Gabriel i odeszliśmy.

-Skąd wiedziałeś, co się dzieje? - Zapytałem blondyna.
-Ten facet, który wbiegł. Jedna z nich chciała go schrupać na kolację- odparł. Poślizgnął się i oparł dłoń na ścianie baru i zaklął odzyskując równowagę. Wyciągnąłem ze śmietnika torbę, a on sięgnął po coś do buta.
Trzask, a po chwili trzymał w dłoni..
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Skąd To masz?- Ton Rafaela pełen był równocześnie czci i niewytłumaczalnej trwogi.
-Znalazłem kiedyś u siebie w plecaku, to se wziąłem- wzruszyłem ramionami, starając się nie pokazać po sobie zdziwienia jego zachowaniem.- Właściwie o co ci chodzi? Broń to broń.
Rafael zmierzył mnie wzrokiem.
-Czego ta moja Vix cię dotąd nauczyła..?- Pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Poza sprzątaniem tego czegoś nie było czasu gadać o historii i innych pierdołach- zauważyłem wolno, biorąc z wewnętrznej kieszeni srebro rozłożyłem je szybko.- Tak w sumie, o co chodzi z tym krzyżykiem?- Zaciekawiłem się nagle, gdy przemierzaliśmy wąskie uliczki.
Rafael z orężem w dłoniach popatrzył na mnie z boku.
-To Krucyfiks założyciela organizacji. Zabytek, więc go nie zepsuj. Żaden z dotychczasowych członków "Księży Judasza" nie mógł być jego właścicielem-wytłumaczył zwięźle.
Przystanąłem i spojrzałem inaczej na broń w prawej dłoni.
-To znaczy, co się działo, jeśli ktoś go wziął?- Zacząłem.
-Parzył- odparł Raf. Nie zdążyłem go ostrzec, a Nocny już leżał na ziemi z dziurą po kołku w serduchu.
Grupa kilkunastu Nocnych nas otoczyła.
Zaczęła się robota...

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Wpatrzony we własnego brata mrugałem oczami w głębokim oszołomieniu.
-Vincenzo- wychrypiałem sięgając do płaszcza po papierosy i zapalniczkę. Drżącą ręką wsunąłem w usta papierosa i męczyłem się z ogniem.
Giorgio wyjął mi go z dłoni i przekręcając metalowe kółko przysunął zapłon do końcówki szluga.
-Nerwowy ten twój braciszek, V- rzucił do partnera.
-Jeszcze nie wiesz, co robi; jak jest nerwowy- odparł wesoło Vincenzo.
Przysłuchiwałem się rozmowie obserwując ludzi w zatłoczonym barze. Wtedy zauważyłem...
-Rafael- wymsknęło mi się.
Idąc w stronę położonego niedaleko stolika minął nas, ale nagle, jakby coś skojarzył i zwracając głowę spojrzał wprost na mnie.
-Mamy do pogadania- oznajmił patrząc mi w oczy.
-Kim on jest, Gabriel?- Zapytał mnie mój brat.
-O czym to Pan Zarozumiały chce ze mną gadać?- Uspokoiłem się i wróciła mi ironia.
-O Vix, Panie Tępa Mózgownica- zasyczał przez zęby.
Zerwałem się na nogi, pytając:
-Co z nią??
-Mogę dowiedzieć się kim Pan jest i o co tu chodzi?- Zapytał poirytowany Vincenzo, ale Raf odparował:
-Nie i nie.
Na twarzy mojego brata pojawił się grymas rozdrażnienia.
-Może to Pana przekona- stwierdził groźnie wystawiając blachę przed nos Rafaela.
Brunet odczytał dane z legitymacji.
-Hm, to zdecydowanie zmienia postać rzeczy- odezwał się po chwili.- Rafael J. White, jestem księdzem. O, kogo ja widzę- dostrzegł Giorgio, a Vincenzo zapytał:
-Wy się znacie?
-To on prawie połamał mi szczękę- wyjaśnił krótko G.
-Zaraz... Księdzem?- Wypalił mój starszy brat zdumiony, spoglądając na mnie.
-Długa historia- rzuciliśmy równocześnie ja i Raf.
-Więc o co chodzi z Vix?- Zapytałem.
-Jest w szpitalu- oznajmił Raf, siadając.- Rum- zwrócił się do przybyłej kelnerki.
Rafael J. White 
-Nic jej nie jest?- Zapytał zdenerwowany blondyn.
-Nadal jest nieprzytomna, ale później się wszystkiego dowiesz- uciął temat.
-Okej...
W tym momencie do baru wleciała niedoszła ofiarą Nocnej, którą niedawno musiał załatwić Gabriel.
-Cholera, znowu?- Zapytał z niechęcią, chowając się bardziej w cieniu.

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Odsunąłem się kilka kroczków w tył i zmierzyłem G. pełnym furii spojrzeniem, warcząc:
-Miałeś być sam. Nie mam jeszcze w planach pójść do paki- Syknąłem rozeźlony.
-Siadaj i słuchaj; Borgia- przerwał mi krótko, a gdy spełniłem jego "uprzejmą prośbę" rzucił coś na stolik.
Odznaka?! Komu on zwinął policyjną blachę?! I najważniejsze: co jest tutaj, co huja, grane??!
-Nie jesteś ciekawy?- Zapytał spoglądając na mnie z lekko uniesionymi brwiami.
-Komu to ukradłeś, Giorgio?- Zapytałem z naciskiem.
-Otwórz. Znajdziesz tam legitymację służbową- oznajmił.
-Co dla pana?- Rzuciła kelnereczka, której ze zdenerwowania prawie nie widziałem na oczy. Tętno pulsowało mi w skroniach, mrugałem przez chwilę oczami; usiłując nie poddawać się emocjom i stresowi, a także próbując pojąć; co jest grane.
-Absynt- odparł za mnie trzeci głos, a chwiejący się kształt gdzieś odszedł.
-Daj mi przez chwilę odetchnąć- zacząłem słabym głosem.
Nie mogłem myśleć. Szumiało mi w głowie i... Ogromnie się bałem, że jeśli pójdę siedzieć, nigdy już nie zobaczę Vix. Pragnąłem coś z tego wszystkiego zrozumieć. Pośród szumu w głowie dryfowało multum niewiarygodnych spekulacji i teorii, których większość w normalnym stanie, bez zastanowienia bym odrzucił.
Kelnerka postawiła przede mną szklaneczkę zielonej wróżki. Wypiłem duszkiem, rzucając bardziej ochrypłym, niż zwykle głosem:
-Jeszcze raz to samo- oznajmiłem krótko.
Odeszła zrealizować zamówienie, a ja siedziałem blady jak ściana i sztywny jak kołek.
Bardzo powoli sięgnąłem po leżącą na stoliku odznakę i otworzyłem ją.
Nagle wzrok wyostrzył mi się na tyle, by odczytać nazwisko.
"Sierżant Giorgio Carlos Suarez" i zdjęcie "hiszpańskiej kurewki" ; jak zwykłem nazywać go w Pieczarze.
Kelnerka zamajaczyła mi na horyzoncie. Wyciągnąłem z jej palców absynt i znów wypiłem do dna.
-Jeszcze jeden, proszę pana?- Zapytała uprzejmie. Pokręciłem odmowie głową, a ona zabrała szklankę i odeszła kołysząc biodrami.
-Dobra...- odkładając legitymację spojrzałem na Giorgio.- Kim jest nasz drugi chłoptaś?
Milczący dotąd kolega Giorgio pstryknął zapalniczką zapalając papierosa, a ogień oswietlił jego twarz. Zaczęrpnąłem głośno powietrza w osłupieniu.
-Cześć, mały braciszku- ten głos...
Był to Vincenzo Marco Borgia.

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Piazza di Trevi, pobliże słynnej fontanny, dziesiąta wieczór.
W ostatniej chwili zdążyłem odepchnąć na bok nieznajomego faceta w kapturze, rozłożyć przyciskiem wyjęty zza pazuchy srebrny kołek i wbić go po rękojeść w potwora o uroczej dziewczęcej twarzy.
W ostatniej chwili uskoczyłem, zanim złapałaby mnie za poły i rzuciła mną w najbliższy budynek. Nie bardzo miałem czas na heroiczne czyny, ale nie o to chodziło- to zdawało się silniejsze ode mnie. Sięgnąłem do buta po krzyż, który kiedyś przypadkiem nauczyłem się złożyć do rozmiaru dłuższego sztyletu i opierając palec na wystającym rubinie wcisnąłem go. Krzyż rozłożył się z trzaskiem a z górnego krańca pionowego ramienia wyskoczyło ostrze.
Zszokowana niedoszła ofiara potwornej Nocnej Istotki siedziała na bruku drżąc z przerażenia i wlepiając we mnie zszokowany wzrok.
Napastniczka nie mogła mieć więcej, niż czternaście lat, ale jej siła fizyczna była nieproporcjonalna do wieku, a nawet wręcz nadludzka. Przez  jakiś czas unikając jej ataków ciągnąłem ją z dala od niezrealizowanego "zamówienia tatara z przypadkowego przechodnia"; jak określiłem to w myślach i znikając z zasięgu jego wzroku wciągnąłem ją za załom najbliższego budynku.
Wreszcie bez świadków mogłem się pozbyć tego czegoś.
Odbiłem atak i wyszarpnąłem kołek z jej ramienia.
-Jeśli zwrócisz na siebie czyjąkolwiek uwagę, łeb ci ukręcę- powtarzając słowa ksieżulka, przywaliłem zdumionemu monstrum z pięści i zaraz poprawiłem jej kopniakiem z półobrotu w żebra.
-Ups, tego nie miałem w planach- szarpnęło mną w górę i kilka uderzeń serca potem przefroterowałem brukowaną alejkę i jadąc na plecach z kołkiem i krzyżem w dłoniach mruknąłem:
-Bardzo trafna rada, Raf- lekko oblodzone szlifowane kamienie były świetne do jazdy na wznak. Zaparłem się wbijając srebrny kołek w szczelinę między kamieniami, szarpnęło mną i wylądowałem w pozycji horyzontalnej. Nie tracąc pędu pozwoliłem zrobić swoje reszcie praw fizyki i szybko wyrwałem broń z wyrwy w bruku po czym przejeżdżając między jej nogami, powaliłem Nocną na ziemię i szczęśliwie zatrzymałem się pod wpływem jej ciężaru. Zaraz zakładając jej chwyt przybiłem jedną z dłoni dziewczyny do dziury w nawierzchni i obracając szpic srebrnej broni... Jakby wbrew sobie wypowiedziałem słowa będące mottem "Księży Judasza":
-W Imieniu Najwyższego Boga; uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz: jeśliś grzesznikiem- sam do Piekła wrócisz- kołek jakby bez udziału mojej woli przebił serce Nocnej. Dźwignąłem się z ziemi i wyciągając z jej rannej dłoni krzyż szybkim zamachem ręki odrąbałem jej głowę. W mig odskakując przed rozbryzgiem krwi wyciągnąłem także srebro z truchła i wyjmując z kieszeni flakon święconej wody polałem nim Nocną, której zwłoki zapłonęły ogniem.
Poczekałem aż ścierwo się dopali i ukrywając broń postanowiłem tam wrócić i wmówić wstawionemu kolesiowi, że miał zwidy.
Szczerze wątpiłem, że by uwierzył nawet, gdybym powiedział mu prawdę...
***
-Spóźniasz się, jak zwykle- prychnął znajomy głos ze stolika w najbardziej zacienionym kącie baru.
-Pływaj zdrów, Giorgio- rzuciłem nie mogąc powstrzymać uśmiechu pełnego ironii.
-O czym on bredzi, Giorgio?- Zapytał trzeci, brzmiący dziwnie znajomo głos; do którego nie wiedziałem, kogo przyczepić.

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Mniej uczęszczane, kręte uliczki Wiecznego Miasta miały pewien urok. Zwłaszcza jak się nie lubiło tłoku. Gapiący się na mnie ludzie bardzo mnie irytowali, nawet bardziej niż miejski gwar.
Obróciłem w dłoni małe lusterko i w ostatnim momencie zauważyłem, że mam przysłowiowy ogon. Wpadłem na kogoś i poczułem jak wsuwa mi coś do kieszeni.
Wówczas dostrzegłem, że "szpicel Łbów" znika wciągnięty przez kogoś za mur.
Po kobiecie, na którą wpadłem również nie było śladu.
Wyciągnąłem z kieszeni przedmiot, który okazał się być małą, drewnianą i bardzo starą szkatułką na biżuterię. Uniosłem małe wieko i rozwinąłem znajdującą się w środku karteczkę.
Znów szyfr.
Przebiegłem wzrokiem po zwitku papieru.
-Spotkajmy się w El Diablo- i cyfra siedem odpowiadająca literze G w alfabecie.
Nie pasowało mi to. Nikt nie znał tego szyfru oprócz naszej dwójki: mnie i Vincenzo, więc kim jest ten G???
Tłumiąc rozsadzający mnie niepokój i strach postanowiłem zachować ostrożność i ruszyć na miejsce spotkania...

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Vlad nadal siedział w niemal zupełnym bezruchu, cierpliwie czekając aż przestanę się śmiać.
-Nikt nie ma wszystkiego, zawsze jest coś, czego człowiek by chciał- zauważyłem z niezwykłą dotąd powagą, obserwując go uważnie.
-Owszem- potwierdził platynowowłosy, zbijając mnie z tropu- ale czasami posiadanie wszystkiego nie sprawia żadnej przyjemności.
-Co ma piernik do wiatraka?- Zniecierpliwiłem się.
-Byłeś szczęśliwy z Leą?- Zapytał mnie nagle.
-Skąd o tym wiesz?- Zacząłem rozdrażnionym tonem, obawiając się, że mógłby znać wszystkie moje sekrety.
-A czy byłbyś szczęśliwy z Victorią?- Zmienił temat patrząc mi prosto w oczy.
Zrobiło mi się zimno i poczułem, że krew odpływa mi z twarzy. W lustrze kredensu ujrzałem swoją kredowobiałą facjatę. Z wysiłkiem odzyskałem spokój i ukryłem drżenie rąk.
-Victoria nie ma z tym nic wspólnego- odpowiedziałem krótko, próbując uspokoić tłukące się pod żebrami serce.
-Naprawdę?- Zainteresował się.
Spojrzałem na zegarek na stoliku.
-Owszem. Właściwie to nigdy nie zastanawiałem się nad tym. Zresztą chyba nawet nie byłbym w jej typie- wstając z trudem panowałem nad sobą i swoim głosem- a teraz przepraszam, muszę sprawdzić czy wyłowili już tę hiszpańską kurewkę- rzuciłem wychodząc.
***
Zamknąłem drzwi pokoju i oparłszy się o nie plecami, osunąłem się na panele, gdzie usiadłem ukrywając na chwilę twarz w dłoniach.
On wiedział o wszystkim. 
Czy podejrzewał, że kłamię? A może wiedział to od samego początku i grał ze mną tylko dla zabawy w swoim nudnym, nieśmiertelnym życiu?
Ciężko wstałem i biorąc płaszcz wyszedłem z pokoju, a potem z domu Hydry. 

środa, 18 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Spokojnie zwróciłem wzrok na mojego rozmówcę.
-Wampir to wampir- wzruszyłem ramionami obojętnie.
-Mylisz się. Mówiąc coś takiego, zachowujesz się jak ignorant- zauważył.- Różnica jest prosta: dhampir był kiedyś człowiekiem.
-Nie boisz się, że mógłbym tę wiedzę wykorzystać przeciwko tobie?- Zapytałem uprzejmie, a nawet z lekkim uśmiechem.
-Podjąłbyś to wyzwanie?- Zaciekawił się.
Umilkłem na chwilę. Rozglądając się po pokoju zacząłem się zastanawiać.
-Nie boję się żadnego wyzwania- odparłem siadając wygodniej.- Zresztą mną nie masz co się przejmować- uspokoiłem.- Na twoim miejscu bardziej zaprzątałbym sobie głowę Dieterem.
-On nic mi nie zrobi. Bardziej podejrzewałbym właśnie ciebie- powiedział wprost, a jego oczy błysnęły odbijając światło dnia.
-A to niby czemu?- Udałem zdziwienie.
Vlad wpatrywał się w okno w milczeniu.
-Jesteś podobny do kogoś, kogo znałem dawno temu- przemówił po chwili zastanowienia.
-Jak dawno?- Zaciekawił mnie, więc ciągnąłem ten temat.
-Jakieś trzy stulecia temu. Nawet jesteś trochę do niego podobny.
-Kim był?
Vlad patrzył przed siebie. Jego twarz była wyzuta z jakichkolwiek emocji. Dłoń z pierścieniem oparta na podłokietniku fotela nawet nie drgnęła.
-Jednym z Nich- zaskoczony rozchyliłem usta.- I to nie jakimś zwyczajnym, podrzędnym duchownym. Mówiąc inaczej: miał w sobie to coś...
-Czyli?
Znów na mnie spojrzał, a te oczy wwierciły się w moje, jakby chciał prześwietlić mnie nimi na wylot.
-Moc- ujął zwięźle.
Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć. Miałem dziwne wrażenie, że albo sobie ze mnie żartuje, albo usiłuje mnie nastraszyć.
-Był taki sam, jak ty- drgnąłem szybko i popatrzyłem na rozmówcę pytająco.- Młody, przystojny i wyszkolony w walce. Potrafił się dopasować do każdego oręża; jakby nie było ono bronią, a dłuższą ręką. Niezwykle trudno było poznać jego charakter i rozszyfrować zamiary. Zupełnie tak, jak jest z tobą.
-I to była ta Moc?- Zacząłem znudzony i zawiedziony równocześnie. W głębi serca liczyłem na coś ciekawszego.
-Nie- zaprzeczył spokojnie.- Jego fenomen polegał na tym, że był odporny na wszelkie pokusy.
Gapiłem się na niego długą chwilę z niedowierzaniem, ale nie wytrzymałem i wybuchnąłem kpiącym śmiechem.

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Wsunąłem w usta papierosa i odpalając go, z przyjemnością zaciągnąłem się dymem.
-Układ jest, jak obroża. Niewygodny zaczyna bardzo cisnąć- powiedział tajemniczo Vlad.- Mi nic do waszego układu, zwłaszcza jeśli mnie nie dotyczy- stwierdził.
-A co, jeśli cię dotyczy; ale jeszcze o tym nie wiemy?- Zasugerowałem rozsądnie.
Usłyszałem kroki Vlada. Podszedł do okna i stojąc z profilu wyjrzał podejrzliwie przez szybę.

Zasiać ziarno niepewności i pozwolić mu zakiełkować...

Zapadła długa cisza, podczas której platynowowłosy rozmyślał nad czymś głęboko.
Gasiłem papierosa w kryształowej popielniczce, gdy odezwał się:
-Tylko ty wiesz, gdzie ona jest- zauważył cichym głosem.
-Ona?- Zapytałem. Nie podobało mi się to.
-Moja córka- oznajmił nie odwracając się od szyby.
-Skoro to twoja córka to, dlaczego nie jest wampirem?- Wymsknęło mi się.
Odwrócił się na pięcie i spojrzał na mnie z furią w twarzy. Z trudem zdołał się opanować i zanim zdążyłem mrugnąć, siedział w fotelu z nogą założoną na nogę.
-Księżulkowie nie uczyli cię, jaka jest różnica pomiędzy wampirem, a dhampirem?- Zapytał w końcu.

wtorek, 17 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Dwie godziny później zapukałem do pokoju Vlada.
Słysząc spokojne zaproszenie, wszedłem do środka.
Vlad siedząc w fotelu wlepiał wzrok w telewizor pokazujący reportaż jakiejś stacji.
-Kiedyś musieliśmy długo czekać na jakiekolwiek wiadomości-zauważył powoli z podbródkiem podpartym na pięści. Lewą dłonią wskazał mi drugi fotel. Nosił na niej duży pierścień z wizerunkiem smoka.- Chciałeś o coś zapytać- niespotykane oczy w kolorze srebra wbiły się we mnie.
Usiadłem powoli i zastanowiłem się przez chwilę.
-Widziałem szyję Glorii- zauważyłem.
-I co?- Spojrzał na mnie leniwie.
-Wiem, kim jesteś- oznajmiłem udając zaniepokojonego.
Obserwował mnie długo i w milczeniu, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Mam się ciebie obawiać?- Zapytał z niezdrowym zaciekawieniem.
-To zależy, czego się tutaj dowiem- odpowiedziałem siląc się na uprzejmość.
Vlad uśmiechnął się i upił łyk z kubka. Napój kolorem przypominał wino, ale miałem co do tego wielkie wątpliwości.
-Dobrze, pytaj o co chcesz; Gabrielu Damonie- powiedział po długim milczeniu.

Chciałem zapytać go o wiele rzeczy, ale wiedziałem; że nie mogę zapytać o nic, co dotyczyłoby Vix. Musiałem być bardzo ostrożnym graczem.
-Zastanawia mnie skąd tyle o mnie wiesz- oznajmiłem.
Przez jego twarz przemknął uśmiech, który nie objął oczu. Te nadal pozostały zimne jak lód.
-Sporo o tobie słyszałem. Tutaj wszyscy uważają cię za legendę. Możnaby powiedzieć, że jesteś ich celebrytą.
-Celebrytą?- Zdziwiłem się.
Upił kolejny łyk z kubka. Wtedy dostrzegłem błysk czerwieni w tych oczach.
-Otóż to. Najmłodszy Egzekutor i Prawica Węża... Kłamca nad kłamcami- lekki śmiech.- Aż dziwne, że po tym wszystkim jesteś jeszcze na wolności...
-Potrafię o siebie zadbać, ale dziękuję za troskę- dodałem uprzejmie.
-Może i tak, ale zastanawia mnie, jak zdrajca i morderca wszedł w kręgi ''Korony Cierniowej''- stwierdził udając zamyślenie.
-Masz na myśli ''Księży Judasza''? Przypadek? Wola Boża?- Zdążyłem dostrzec na jego twarzy obrzydzenie.- Nie mam pojęcia, w sumie i tak nie wierzę w istnienie Boga- wzruszyłem ramionami z obojętną miną.
Platynowowłosy spojrzał na mnie inaczej. Z większym zainteresowaniem.
-Chciałbyś wiedzieć, czy Oni Obaj istnieją?- Zapytał zaintrygowany.
-Kogo masz na myśli?- Zdziwiłem się, odwracając oczy od okna sięgnąłem do kieszeni po szlugi.
Vlad nagle zniknął. Sekundę potem poczułem jego kościste palce na moich ramionach i usłyszałem mrożący krew w żyłach szept:
-Całkiem smacznie pachniesz, jak na mordercę- zauważył stojąc tuż za mną, z palcami opartymi na moich ramionach. Bez wahania sięgnąłem do glana po nóż, ale właściciel srebrnych oczu nie pozwolił mi na to.
Bez słowa wyrwałem rękę z nożem i rozcinając nadgarstek nad kubkiem upuściłem trochę krwi do naczynia.
Cofnął się o krok w tył.
-No, no. W ten sposób okazujesz wierność i posłuszeństwo Hydrze?- Zapytał ze śmiechem.
-Zawarłem z Dieterem układ, z którego nie mam zamiaru się wywiązać- powiedziałem oplatając nadgarstek bandażem.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Dwudziesty piąty luty A. D. 1990, poranek.
Leżałem nieruchomo na wielkim łożu, wpatrując się w sufit. Trwało to jakieś dwadzieścia minut, po których przypomniałem sobie ów sen.
Podniosłem się do pozycji siedzącej i wbiłem szeroko otwarte oczy w ścianę pokoju.
Vix... 
-Co to za popieprzony sen?- Zapytałem sam siebie z niezadowoleniem, przecierając twarz dłońmi.
Słysząc szelest pod drzwiami zwróciłem wzrok w tamtym kierunku. W szparę ktoś właśnie wsuwał białą kopertę. Niemal bezszelestnie wstałem i podszedłem do rzeźbionej deski, po czym odczekałem aż kroki dostawcy przesyłki ucichną w oddali. Kiedy to się stało podniosłem list. Zacząłem czytać adres na kopercie. Pociemniało mi przed oczami, zachwiałem się mocno i szybko przytrzymałem się komody, żeby nie upaść.
Kiedy ten stan minął, znów spojrzałem na biały papier, sądząc że mam przywidzenia, ale nic bardziej mylnego.
Pochyłym charakterem pisma był zapisany adres mojego najstarszego brata!
Mrugałem powiekami nie wierząc własnym oczom. Rozdarłem brzeg koperty i wyjąłem list.
Rzędy z pozoru nic nie znaczących cyfr, po każdej przerwie inna niesamowita kombinacja, po której rozpoznałem nasz unikalny, braterski szyfr.
Siadając przy stole sięgnąłem po długopis i notes. Po chwili paląc papierosa zacząłem odcyfrowywać wiadomość.
***
Witaj braciszku, 
Mój dobry przyjaciel powiedział mi, gdzie przebywasz i dał mi ten adres. 
Nie pytam nawet, co u Ciebie; bo to również wiem. Przechodząc do sedna sprawy: masz kłopoty. Lepiej wymyśl jakiś pretekst, żeby stamtąd uciec, a pomożesz nie tylko sobie. 

Oderwałem wzrok od kartki i znów zaciągnąłem się dymem mrużąc oczy. 
List był bardzo, ale to bardzo dziwny i nadzwyczajnie rzeczowy; jakby mój brat, Vincenzo z cudowną pomocą niewyjaśnionych zjawisk wiedział o wszystkim, co się ze mną dzieje. 
Zaniepokojony, ale i zaintrygowany wróciłem do listu. 

Jeśli dobrze pójdzie, być może jeszcze dzisiaj poznasz tożsamość mojego przyjaciela. Bądź czujny i nie postępuj zbyt pochopnie, Gabrielu Damonie. 
Może niedługo będzie dane nam się spotkać i pogadać. 
Z pozdrowieniami
Twój najstarszy brat, Vincenzo.

PS. Jeśli masz taką możliwość, spal ten list, jeśli nie, lepiej zawsze trzymaj go przy sobie. 

Nie miałem zielonego pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Za nic nie potrafiłem skojarzyć, kim mógłby być przyjaciel Vincenzo. List nie zdradzał żadnego, nawet najmniejszego tropu. Giorgio, choć niezbyt mogłem mu wierzyć, również pozostawał poza kręgiem związanych z tym dziwacznym pismem.
Zupełnie nie pasował do profilu. Mój najstarszy brat, starszy ode mnie o sześć lat ciemny blondyn o szarych oczach ojca z zawodu był policjantem z wydziału kryminalnego. Poza tym G. od zawsze był pierdolonym wazeliniarzem i z upodobaniem próbował wygryźć mnie z dawnej rangi, a to (niby przypadkiem) krzyżując mi plany, a to kapując i podważając mój autorytet w obecności Trzech Łbów i będących pode mną ludzi. Był czasami jak wrzód na dupie, ale niekiedy, gdy narzekałem na nudę; gierki Giorgio były nawet całkiem zabawne.
-Szkoda, że musiałeś przypadkiem utonąć.. Czasem było naprawdę wesoło, hiszpańska kurewko- mruknąłem do siebie, czując że ktoś zza drzwi podsłuchuje. Chowając list i notes w kieszeni bluzy usłyszałem pukanie do drzwi.- Czego?.- Warknąłem głośno udając irytację.
-Wąż wzywa- odezwał się nieznany mi głos chłopaka.
-Przekaż, że idę- rzuciłem, nagle obojętnie.
Kroki odeszły i po chwili były coraz dalej.
***
-Na wezwanie Głównej Władzy, jak zawsze- rzuciłem dziesięć minut później stojąc przed Wężem. 
-Nie błaznuj, Damon- odburknął Dieter, znudzonym ruchem obracając kieliszek wina na podłokietniku fotela.- Słyszałem, że policja znalazła Jeepa pod twoim ulubionym barem. Kiedy zamierzałeś zameldować, że Giorgio nie ma już wśród nas? 
-A co? Chcesz ogłosić trzydniową żałobę w firmie?- Zapytałem z promiennym uśmieszkiem. 
Wcale nie zamierzałem wyprowadzać Dietera z błędu. Niech sobie żyje w błogiej nieświadomości jak najdłużej. 
-Dziwne, bo podobno nie znaleźli jeszcze jego ścierwa- zauważył, a mnie uśmiech zamarł na wargach. Jednak nie straciłem zimnej krwi, odpowiadając:
-Nie pomyślałeś, że G. dostał w prezencie kąpiel?- Tu spoważniałem- W Tybrze, wraz z rybkami. Znając życie po trzech dniach zniosło go gdzieś do morza- wzruszyłem ramionami.
Zapadła długa i męcząca w swojej niezręczności cisza, w której Dieter rozważał moje słowa. Położenie Whisper of the Devil wyjątkowo działało na moją korzyść, ponieważ bar był położony bardzo blisko rzeczonej rzeki, nieczęsto odwiedzany, a także stał jakby na uboczu.
-Rozumiem, że auta pozbyłeś się dla rozrywki- zauważył nagle ten głos.
-Jeszcze ciebie brakuje mi do szczęścia, Vlad- wprawnie udałem znudzenie, ale po chwili przybrałem zamyśloną minę.- Czekaj, cofam to. Właściwie chciałem cię o coś spytać na osobności- podjąłem w końcu.
-Spytać. Ciekawe- zauważył platynowowłosy.- Dobrze, kiedy skończycie rozmawiać o trupach, wpadnij do mnie- rzucił odchodząc dostojnym i jakby królewskim krokiem. 
Zastanawiałem się, czy nasza gra już się kończy; czy jednak dopiero się rozpoczyna...