czwartek, 19 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XV: Tajemniczy przyjaciel mojego brata....

Odsunąłem się kilka kroczków w tył i zmierzyłem G. pełnym furii spojrzeniem, warcząc:
-Miałeś być sam. Nie mam jeszcze w planach pójść do paki- Syknąłem rozeźlony.
-Siadaj i słuchaj; Borgia- przerwał mi krótko, a gdy spełniłem jego "uprzejmą prośbę" rzucił coś na stolik.
Odznaka?! Komu on zwinął policyjną blachę?! I najważniejsze: co jest tutaj, co huja, grane??!
-Nie jesteś ciekawy?- Zapytał spoglądając na mnie z lekko uniesionymi brwiami.
-Komu to ukradłeś, Giorgio?- Zapytałem z naciskiem.
-Otwórz. Znajdziesz tam legitymację służbową- oznajmił.
-Co dla pana?- Rzuciła kelnereczka, której ze zdenerwowania prawie nie widziałem na oczy. Tętno pulsowało mi w skroniach, mrugałem przez chwilę oczami; usiłując nie poddawać się emocjom i stresowi, a także próbując pojąć; co jest grane.
-Absynt- odparł za mnie trzeci głos, a chwiejący się kształt gdzieś odszedł.
-Daj mi przez chwilę odetchnąć- zacząłem słabym głosem.
Nie mogłem myśleć. Szumiało mi w głowie i... Ogromnie się bałem, że jeśli pójdę siedzieć, nigdy już nie zobaczę Vix. Pragnąłem coś z tego wszystkiego zrozumieć. Pośród szumu w głowie dryfowało multum niewiarygodnych spekulacji i teorii, których większość w normalnym stanie, bez zastanowienia bym odrzucił.
Kelnerka postawiła przede mną szklaneczkę zielonej wróżki. Wypiłem duszkiem, rzucając bardziej ochrypłym, niż zwykle głosem:
-Jeszcze raz to samo- oznajmiłem krótko.
Odeszła zrealizować zamówienie, a ja siedziałem blady jak ściana i sztywny jak kołek.
Bardzo powoli sięgnąłem po leżącą na stoliku odznakę i otworzyłem ją.
Nagle wzrok wyostrzył mi się na tyle, by odczytać nazwisko.
"Sierżant Giorgio Carlos Suarez" i zdjęcie "hiszpańskiej kurewki" ; jak zwykłem nazywać go w Pieczarze.
Kelnerka zamajaczyła mi na horyzoncie. Wyciągnąłem z jej palców absynt i znów wypiłem do dna.
-Jeszcze jeden, proszę pana?- Zapytała uprzejmie. Pokręciłem odmowie głową, a ona zabrała szklankę i odeszła kołysząc biodrami.
-Dobra...- odkładając legitymację spojrzałem na Giorgio.- Kim jest nasz drugi chłoptaś?
Milczący dotąd kolega Giorgio pstryknął zapalniczką zapalając papierosa, a ogień oswietlił jego twarz. Zaczęrpnąłem głośno powietrza w osłupieniu.
-Cześć, mały braciszku- ten głos...
Był to Vincenzo Marco Borgia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz