piątek, 28 lutego 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXII: Wilkołacza delegacja

Gross przez dłuższą chwilę obserwował podejrzliwie niskiego biskupa.
-Jaka to organizacja?- Zapytał w końcu.
-Nazywają siebie: Dekalog.
Starszy, tęgi mężczyzna o niebieskich oczach i siwych włosach, czyli właśnie Gross stwierdził w zdziwieniu:
-Nigdy o nich nie słyszałem.
-Bo to nowa organizacja. Prawdopodobnie powstała dopiero kilka lat temu- oznajmił Snow.- Wspominał pan o kuli. Ma ją Pan może przy sobie?- Zapytał uprzejmie biskup.
Gross wyciągnął zza pazuchy saszetkę z pociskiem i łuską i podał ją duchownemu. Snow przez kwadrans obserwował przedmioty pod światło.
-Kaliber dziewięć milimetrów, pociski domowej roboty. Z wytłoczeniem na łusce- wyciągnął ją z woreczka strunowego i biorąc szkło powiększające spojrzał na wzór w zastanowieniu.- Wzór to kielich, a nad nim łuk z napisem..- powiedział z namysłem, starając się odczytać inskrypcję.
Wszystkie wilki czekały w niepewności. Tak samo ja i Raf.

czwartek, 27 lutego 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXII: Wilkołacza delegacja

Watykan. Dwudziesty dziewiąty marzec A. D. 1990.
Ze snu wyrwał mnie dziwny hałas. Zerwałem się i gwałtownie wyskoczyłem z łóżka, po czym narzucając na siebie szlafrok wskoczyłem w klapki i wylazłem z komnaty.
Idąc korytarzem usłyszałem z kancelarii biskupa Snow'a kilka głosów- w tym Rafaela i schrypły oraz znany mi z dzieciństwa...
-Cholera- szepnąłem w oszołomieniu wchodząc bez pukania.
Snow zmierzył mnie pełnym rozdrażnienia wzrokiem, ale nie odezwał się słowem. Rafael również mi się przyglądał.
Wtedy uniknąłem braterskiej pięści w ramię i wśród ciszy rzuciłem do siedzącego starszego mężczyzny:
-Dzień dobry, panie Gross- przywitałem się uprzejmie.
Siwowłosy drgnął i odwrócił się ku mnie.
-Trzeci Borgia- oznajmił zaskoczonym tonem.
-We własnej osobie- zacząłem, ale biskup przerwał mi pytając:
-To wy wszyscy się znacie??
-Próbowałem wyjaśnić, księże biskupie- Raf, jak zawsze starał się ratować sytuację, ale byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby nic nie mówił.
-Znamy się- oznajmił w tym momencie Gross.- Pochodzimy z jednej wioski. Wracając do tematu: chciałbym wiedzieć, dlaczego Watykan nasłał swoich ludzi na moją watahę- oznajmił chłodniej odwracając się spowrotem w stronę biskupa, a mnie na dźwięk jego tonu przeszły ciarki.
-Watykan nikogo nie nasłał- odpowiedział Snow spokojnie.- Od nas było w Velletri tylko dwóch ludzi: proboszcz White i Gabriel. Nikt poza nimi.
-Ktoś uzbrojony w srebro włóczy się po moim terenie. Jeden z wilków został ranny i nie odpuszczę, póki nie dowiem się, kto za tym stoi, Eminencjo- oznajmił z naciskiem.- Poza tym, jako wataha, jesteśmy pokojowo nastawieni do okolicznych mieszkańców i nie pozwolę...
-Kto kieruje watahą?- Zdawało mi się, że Snow pyta o to tylko na odczepne.
-Ja- oznajmił krótko Gross.
Biskup zamilkł i w skupieniu zaczął przeglądać jakiś segregator. Trwało to jakiś czas.
-To żaden z "Księży Judasza".
-A Eminencja nadal swoje- sapnął poirytowany Gross.
-Niestety to prawda- zastopował biskup- ale znam jeszcze inną organizację, która mogłaby być za to odpowiedzialna- oznajmił z ciemną nutą w głosie.

niedziela, 9 lutego 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

Gabriel spojrzał na braci ponuro.
-Przejdźmy się- zaproponował mu ojciec.
Blondyn skinął głową, jakby o niczym innym nie marzył.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Szliśmy dobrze mi znaną polną drogą, a ja rozmyślałem o czym ojciec chce ze mną rozmawiać. Po tym wszystkim, co zrobiłem przestałem liczyć na jego wybaczenie i głównie poczucie winy pchało mnie do oddania się w ręce policji.
Od tamtego dnia ponad siedem lat temu czułem tylko żal z powodu tego co się stało i zastanawiałem się, dlaczego Giorgio jako policjant nie zainterweniował, gdy to się działo.
Chyba już nigdy się tego nie dowiem.
Pchając wózek inwalidzki, zapaliłem papierosa i zaciągnąłem się, drżąc z nerwów. Bałem się tej rozmowy, ale postanowiłem sam ją zacząć mówiąc:
-Dlaczego mnie nie wydałeś?- Zapytałem cicho, gdy przystanęliśmy przy jednym ze ściętych pni. Powoli usiadłem na najbliższym.
-Myślisz, że jakbym się czuł wydając własnego syna?- Zapytał patrząc na mnie.
-Wydaję mi się, że powinieneś czuć dumę, że w końcu dorwali potwora- odpowiedzialem nie potrafiąc spojrzeć mu prosto w oczy.
Zmierzył mnie uważnym spojrzeniem szarych oczu.
-Więc tak o sobie myślisz?- Zapytał po dłuższej chwili.
-A niby jak inaczej mam myśleć, skoro to przeze mnie jesteś przykuty do tego cholernego wózka?- Odparłem z goryczą.
Zamilkł i zapatrzył się w dal na pola. Trwało to jakiś czas, po którym odezwał się tymi słowy:
-Nic nie dzieje się bez powodu, Gabriel- zauważył w zamyśleniu.
-To znaczy?- Zapytałem, choć przeczuwałem odpowiedź.
-Nicolae Bordeyan. Pewnie nic ci to nie mówi, ale w dzieciństwie miewałeś zaniki pamięci i... Przypuszczaliśmy, że to jakaś zagubiona dusza- moje przeczucie mnie nie zawiodło.
W milczeniu skinąłem głową czekając aż ojciec powie coś więcej.