sobota, 30 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XII: Kłamstwa, tajemnice i trójkąt miłosny

Wziąłem w dłoń gazetę i rzuciłem okiem na pierwszą stronę.

Kim jest tajemniczy morderca?- Głosił tytuł artykułu, pod którego spodem widniało moje zdjęcie na tle bezgłowego trupa.
-Nie zabiłem jej- odparłem cicho.
-Jakoś ci nie wierzę- powiedział chłodno.
Zapaliłem papierosa i sięgnąłem po kubek absyntu.
-Wczoraj w tym miejscu.. Spotkałem kogoś- upiłem łyk i zapaliłem papierosa.
-Kogo?- Zapytał niepewnie.
-Faceta, koło trzydziestu paru lat, srebrne oczy, krótko obcięte, platynowe włosy; twarz pociągła. Szczupły i wysoki... Wyższy od ciebie- spojrzałem na Rafaela- mniej więcej o głowę.
-Ile czasu go widziałeś, że złapałeś tyle szczegółów?- Zapytał rzeczowo.
-Koło dziesięciu minut? Nie wiem, nie miałem stopera- prychnąłem. Uspokoiłem się szybko.- Miał taki sam kolor oczu, jak Victoria...
Cios.
-Łżesz!- Warknął zimno.
-Chciałbym kłamać- odparłem cicho nie patrząc mu w twarz.- Chciałbym, Rafael; ale tym razem... Przysięgam na życie ojca, że nie kłamię- oddychając ciężko oparłem dłoń na żebrach, w które od niego oberwałem.
Odsunął się ode mnie i wyciągnął zza pazuchy piersiówkę, z której upił łyk.
-Skrzywdziłbyś Vix?- Zapytał nieufnie.
Rafael J. White
-Może i jestem mordercą i oszustem; ale nie. Zrobiłem to, co zrobiłem; żeby ją odstraszyć... To brzmi idiotycznie- roześmiał się bez cienia wesołości.
Wtedy usłyszałem pełen trwogi krzyk Victorii...
-Vix- bez wahania pobiegłem do jej sypialni.
Za sobą usłyszałem kroki Gabriela...

Victoria...
We śnie z krzykiem rzucała się na łóżku. Nie wiedziałem, co mam robić. Trząsłem się z nerwów, choć wiedziałem, że to jeden z tych snów. 
Victoria wyła jakby...
Gabriel, zwany Uczniakiem
...jakby ktoś ją torturował. 
Znałem tego typu wrzaski- nieraz będąc Egzekutorem słuchałem ich z psychopatyczną przyjemnością, ale dzisiaj.. Kiedy patrzyłem na tę drobną postać o popielatych włosach... 
Odwróciłem głowę, krzywiąc się lecz w porę wziąłem się w garść i odpychając Rafaela chwyciłem Vix za ramiona i zacząłem brutalnie nią potrząsać..
-Obudź się. Victoria, to sen! Musisz się teraz obudzić!- Powiedziałem trzęsąc nią. Była bezwładna, jak szmaciana lalka.
Rafael J. White
-Mistrzyni, ocknij się!! Ocknij!!- Blondyn zaciskał wargi z rozszerzonymi w panice zielonymi oczami. Kolczyk w jego dolnej wardze powędrował lekko w górę. 
Wtedy zamarł w bezruchu i wypuszczając ją z rąk osunął się na panele zasłaniając dłońmi uszy i zaciskając powieki, jakby okropnie cierpiał. 
-Przestań!- Warknął z sykiem, próbując podnieść się na nogi.- ZAMKNIJ SIĘ!!!- Po kilku minutach padł na plecy i bardzo powoli sięgnął do kabury. 
Zareagowałem i kiedy wyjął broń, wytrąciłem mu ją kopniakiem. 
Otworzył szeroko oczy i rzucił się po leżącą na podłodze klamkę, gdy usłyszałem czyiś szept... 
-Przecież tego chcesz.. Chcesz go zabić. On próbował ją zeszmacić. Zbeszcześcić.. 
-To ja ją zbeszcześciłem- wymamrotałem ledwie słyszalnie.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Szept nagle ucichł... 
Powoli podniosłem się z podłogi właściwie nie wiedząc, jak się na niej znalazłem.. Jedynie Rafael stał o własnych siłach, choć blady, jak trup dość mocno chwiał się na nogach. 
Wtedy ujrzałem pod oknem swojego Glocka.. Nie miałem pojęcia, skąd się tam wziął. 
Jakim cudem nie pamiętam nic sprzed zaledwie kilku minut?? 

piątek, 29 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XII: Kłamstwa, tajemnice i trójkąt miłosny

Gabriel, zwany Uczniakiem
Esposito spojrzał na mnie z wyjątkową niechęcią.
-Jestem za stary, żeby zajmować się nieswoimi sprawami- powiedział obojętnie.- Dieter już planuje rewolucję w Hydrze. Z głównej władzy został tylko on, więc najpewniej to on pokieruje Hydrą.
-Wiem- odparłem cicho.- Chcę tylko się dowiedzieć, kim będą następne Trzy Łby.
Odstawił szklaneczkę i spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Po co ci to?- Zapytał ostrożnie.
-Muszę wiedzieć, od kogo trzymać się z daleka- oznajmiłem spokojnie.
-Ty naprawdę jesteś szalony- powiedział po długim milczeniu z dziwnym wyrazem twarzy.
-Szalony, nie szalony... Po prostu wolę być przygotowany na wszystko- zauważyłem z lekkim uśmiechem.
-Znam ten uśmieszek, ty coś kombinujesz, Gabriel- podejrzliwy ton wrócił.
-W swoim czasie, Esposito. W swoim czasie- rzuciłem. Zsunąłem się z siedziska i klepnąłem go w ramię w geście pożegnania, po czym wyszedłem z baru.

Kierowałem się wąską uliczką z papierosem w ustach i bronią w gotowości.
Zdążyłem się zatrzymać, zanim rzucone przez kogoś zwłoki zmiotłyby mnie z nóg. Rozłożyłem kołek i wziąłem krzyż.  Przypadkiem oparłem palec na jednym z rubinów ozdabiających przedmiot, a z dłuższego ramienia wyskoczyło ostrze.
-Niezłe- mruknąłem nasłuchując podejrzanych odgłosów.
Kroki z prawej zbliżały się, więc z bronią przygotowaną do walki zwróciłem wzrok w tamtym kierunku.
Z mroku wyłoniła się postać wysokiego mężczyzny. Kiedy zobaczyłem te srebrne oczy cofnąłem się o kilka kroków w tył blady jak kostucha i zaraz pomyślałem o Vix.
-Kim jest owa Vix?- Zapytał z zaciekawieniem, podrzucając coś w dłoni. Po bliższych oględzinach okazało się, że to kobieca głowa.
-To raczej nie twoja sprawa- odpowiedziałem chłodno.
Roześmiał się i po chwili zniknął mi z zasięgu wzroku. Zdążyłem odskoczyć, zanim rzuciłby mną o mur.
-A może i moja?- Zapytał tajemniczym tonem.
-Niby dlaczego?- Odparłem pytaniem na pytanie.
Odbiłem serię morderczych ataków i zamachnąłem się krzyżem. Uskoczył, ale dostrzegłem lekkie rozcięcie zza ubrania, które w mgnieniu oka zaleczyło się nie pozostawiając po sobie nawet blizny.
-Dziś cię nie zabiję- oznajmił- ale lepiej się pilnuj, zdrajco- i zniknął.
Obróciłem się wokół własnej osi rozglądając się uważnie, ale po moim przeciwniku nie było śladu.
Zdecydowałem się wrócić do kwatery...

Poranek następnego dnia, trzydziestego grudnia powitał mnie śpiącego w fotelu.
Poszedłem do łazienki, żeby się ogolić, gdy usłyszałem kroki Pana Przemądrzałego.
-Gabriel.
Trach. Zaciąłem się maszynką i syknąłem.
-Już wychodzę- odparłem. Z ręcznikiem przy policzku wyszedłem z łazienki.
-Mogę wiedzieć, co to ma znaczyć?- Zapytał podając mi gazetę.

Watashi no Akuma Rozdział XII: Kłamstwa, tajemnice i trójkąt miłosny

Victoria, partnerka księdza Rafaela
Modlitwa w kaplicy zwykle pomagała mi oderwać się od przyziemnych zmartwień, ale nie dziś. 
Ciągle zastanawiałam się, co dręczy Gabriela, że zachowuje się w taki sposób. Naprawdę wierzyłam, że nie jest aż tak podłym człowiekiem, jak o sobie mówił; tylko po prostu czuł się bardzo zagubiony. 
Westchnęłam głęboko. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie miałam pojęcia, jak. Nie zwierzał się, nie mówił; co go gryzie. W ogóle niewiele o nim wiedziałam, nawet nie wiem, czy chciałabym czegoś jeszcze się dowiedzieć. 
Robiąc znak krzyża wstałam z klęczek, z zamiarem pójścia do swojej sypialni. Ostatnio nie spowiadałam się zbyt często, bo bałam się, że przypadkiem powiem za dużo i oboje będziemy mieli kłopoty. Obiecałam Rafaelowi, że nikomu nie powiem o tamtej nocy i, że nie będę chciała rozmawiać z nim na ten temat. A jednak chciałam, bo pragnęłam wiedzieć, czy coś do mnie czuł... 
Raf przez kilka dni mnie unikał. Zamykał się przede mną w pokoju, albo znikał na całe dnie. Czy to z powodu tego, że przyłapałam go na podglądaniu mnie?. Bał się, że straci w moich oczach? Obawiał się o swoją reputację? A może chciał sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć i ułożyć w głowie? 
Rafael J. White
-Och, Raf- westchnęła cicho. Patrzyłem za nią dopóki nie zniknęła za drzwiami kaplicy. 
Nie potrafiłem czuć się winny z powodu tych wydarzeń. Na widok Vix robiło mi się gorąco, a serce chciało wyskoczyć na wolność. Przy niej trzęsły mi się ręce i nie umiałem się na niczym skupić.
Jej widok mącił mi w głowie.
Poza tym Gabriel. Byłem na niego wściekły, bo próbował ją skrzywdzić. Jak daleko potrafiłby się posunąć, gdybym nie wszedł do komnaty? Co mógłby jej zrobić?
Może i lepiej, żebym nigdy się nie dowiedział; bo wtedy chyba byłbym zdolny go zabić...
-Rafael, przekraczasz granicę- odezwał się szept tuż obok mnie.
-Nie wiem, o co ci chodzi; Joseph- zauważyłem spoglądając nań.
Kłamałem. Pragnąłem jej i byłbym zdolny poświęcić dla Vix wszystko.
-Przerwij to, póki możesz. Wiem, że nie unikasz jej bez powodu- odpowiedział cicho.
-Nie unikam Vix- starałem się brzmieć przekonująco.- Czasem każdy chce być sam- wzruszyłem ramionami.
Wiedziałem, że i tak nie uwierzy w te bzdury. Zawsze wydawało mi się, że Jo zna mnie lepiej, niż ja sam.
-Nie umiesz kłamać- milczałem nadal patrząc na jeden z fresków w górze- Rafael, posłuchaj.. Nie chcę się wtrącać, ale w końcu to się wyda. Lepiej dla ciebie, jeśli wybierzesz jedną z dwojga opcji- mimo, że Joseph miał rację; nie miałem pojęcia, jak mam postąpić...
-Dzięki, pomyślę nad tym- spojrzałem na przyjaciela niepewnie.
Joseph odszedł, a ja próbowałem podjąć właściwą decyzję. 

Watashi no Akuma Rozdział XII: Kłamstwa, tajemnice i trójkąt miłosny

Gabriel, zwany Uczniakiem
Nie powinienem tego robić. 
Wiedziałem, że Victoria była przerażona, ale krążący w żyłach alkohol sprawił że przestałem się powstrzymywać, bo... 
Pragnąłem Jej. Była dla mnie kimś ważnym. Żadnej obcej osoby nigdy nie uważałem za ważną... 
Przymknąłem na chwilę oczy siedząc na łóżku. Nie umiałbym jej skrzywdzić, ale zabiłbym każdego, kto chciałby ją tknąć... 
Powoli uniosłem powieki i sięgnąłem po glany. Wciągając je na stopy westchnąłem ciężko. Pan Przemądrzały wyjątkowo miał rację: nie zasłużyłem sobie na jej szacunek. 
Wsunąłem do kieszeni papierosy i ogień. Ubierając płaszcz włożyłem w wewnętrzną kieszeń srebro i flakon wody święconej. Dla pewności wziąłem krzyż. 
Esposito zadawał się z różnymi niewłaściwymi ludźmi. Od kiedy nauczyłem się rozpoznawać w tłumie Nocnych, dowiedziałem się o wiele więcej na temat Vincenzo. 
-Widzę, że coś słabo wyglądasz; Borgia- zagadnął, gdy wszedłem do spelunki. 
Był to tęższy i niski brodacz, w wieku czterdziestu dziewięciu lat, o trzeźwym umyśle łysej głowy i zimnym spojrzeniu oczu o barwie karmelu. Zawsze czuć było od niego owocową wódkę. 
-Łeb chce mi pęknąć- przysiadłem na barowym stołku. 
-Po co chciałeś się spotkać?- Zapytał krótko. 
-Chciałem wiedzieć, co w trawie piszczy, jak to się mówi- zauważyłem ziewając.
Rozejrzał się po reszcie klientów "Whisper of the Devil" bacznie obserwując, czy nie śledzi nas nikt niepowołany.
-Leah. Byłeś u niej tamtej nocy, kiedy zginęła- odezwał się po kilku minutach ciszy.
-Nawet jeśli to co?- Zapytałem obojętnie upijając łyk bursztynowego napoju.
Spojrzał mi w oczy, a ten miażdżący wzrok wwiercał się w moje myśli, jakbym widział tuż przed sobą dwa wirujące w powietrzu pociski.
-Zabiłeś ją. Byłeś jedyną osobą, której mogło zależeć na tym, żeby była martwa- odparł beznamiętnym tonem.- Jeśli Trzeci Łeb się dowie, wszystkich was pozabija.
-Wszystkich?- Udawałem głupiego.
-Wiesz, o kim mówię- znowu nalał.
Kilku motocyklistów rozmawiając i głośno się śmiejąc grało w dart'a. Z szafy grającej wydobywała się jakaś szybsza melodia; a niedaleko barmanka o imieniu Pearl lała ciemne piwo do kufli.
-Jako Meritato mógłbyś mnie wydać- zauważyłem powoli. 

środa, 27 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XII: Kłamstwa, tajemnice i trójkąt miłosny

Gabriel posunął się o wiele dalej, niż bym chciała..
Przyciskając mnie mocarnymi rękoma do ściany spojrzał mi głęboko w oczy i to w taki sposób, jakby to on tutaj rządził. Jakby wiedział, jak mnie nastraszyć...
Siegnął ustami do blaszki zamka błyskawicznego mojej zielonej bluzy, mówiąc z paskudnym uśmieszkiem przyklejonym do pełnych warg:
-Teraz rozpakuję mój prezent- zacisnął zęby na blaszce i powoli rozpinając mi bluzę schodził w dół. Zsunął go do połowy i pochylając się szepnął mi do ucha:
-Nie muszę mieć wolnych rąk, żeby poradzić sobie z rozebraniem kobiety- powiedział z cichym, frywolnym śmiechem opuszczając moje ręce tak, by móc ściągnąć ze mnie ubranie i jednocześnie całując mnie po policzku i szyi.
-Gabriel... Puść mnie- mimo przerażenia jego nagłą zmianą, starałam się, by mój głos nie zadrżał.
-Przecież tego właśnie chcesz, Vix, przyznaj się- powiedział uwodzicielsko.- A, a, a.. Ani się waż- dodał, widząc że otwieram usta do krzyku, nadal się do mnie dobierając.
Odwróciłam głowę, trzęsąc się jak osika; niewerbalnie błagając, żeby przestał i próbując go odepchnąć, ale byłam za słaba.
W tej chwili okropnie się bałam, że może mnie skrzywdzić. Nie znałam jego prawdziwych zamiarów i nie wiedziałam, do czego naprawdę jest zdolny.
-No, no: jednak wiesz, czego chcesz; gołąbeczku- docisnął mnie mocniej do ściany, żebym nie mogła się ruszyć i znów zaczął mnie dręczyć psychicznie.- Rozluźnij się.. Jesteś sztywna, jak kłoda- pocałował mnie w usta, ale gdy chciał wepchnąć mi język do ust ugryzłam go.
-Puszczaj, ty obleśna świnio!- Odważyłam się wykrzyczeć mu w twarz, czując się odarta z godności.
Gabriel powoli się odsunął i patrząc mi prosto w twarz oznajmił:
-Tym właśnie jestem, Victoria: bezduszną, pozbawioną hamulców, podłą i obleśną świnią- powiedział dobitnie.- Mordercą bez krzty moralności, kłamcą bez sumienia- podszedł do biurka i znów siegnął po zielony alkohol.
-To nieprawda. Robisz to, żebym cię znienawidziła- sama po wydarzeniach sprzed zaledwie chwili nie wierzyłam, że mówię coś takiego- a raczej, żebym się na ciebie wściekła i dała ci spokój...- oddychając głęboko usiłowałam się uspokoić. Wszystko we mnie drżało, serce biło nienaturalnie, jakbym zamiast niego miała płatnerza kującego na kowadle miecz.
Uśmiechnął się krzywo i upił trochę absyntu.
-Coś ci powiem Victoria: nie ufaj nikomu tak łatwo, bo w końcu ktoś wbije ci nóż w plecy. Nie każdy jest tak dobry, jak ty: większość ludzi ma jedną wspólną cechę.. Kłamią i oszukują dla własnych korzyści- powiedziałem zimno.- Taki właśnie jest ten świat: twój własny przyjaciel z samej chęci zysku nie będzie miał oporów, żeby cię zdradzić, albo zabić.
-To nieprawda..- zaczęła kręcić głową, nie przyjmując tego do wiadomości.
-Gówno wiesz- przerwał mi, a jego oczy błysnęły groźnie.- Przez ten czas, który pamiętasz, doświadczyłaś tylko dobroci.- Cofnął się i z butelką w palcach usiadł na łóżku i podparł głowę na dłoni ręki, którą wsparł na kolanie.- Nie wszyscy mają tyle szczęścia..
-Dość- przerwał mu łagodny tembr, a Rafael podniósł Gabriela do pionu, warcząc- jeśli jeszcze raz choćby- tu blondyn po kopniaku w brzuch osunął się na kolana z jękiem bólu- spróbujesz tknąć ją palcem, pożałujesz dnia, w którym mnie poznałeś!- Warknął ciemnowłosy z zimną furią w głosie, z trudem powstrzymując się od skopania blondyna do nieprzytomności.- Pożałujesz, że żyjesz, ty psi pomiocie; ty..- Rafael rzucił jeszcze kilka wysublimowanych obelg. Wyprowadził mnie z pokoju Gabriela i zabrał do mojego.
-Ten sukinsyn mógł cię skrzywdzić.
Znałam ten ton i, chociaż był karcący; to w jakiś sposób wiedziałam, że Raf kierował się troską o moje dobro.
-On nie jest zły, tylko udaje- powiedziałam cicho.
-Nie? Przestań chrzanić, Vix!.- Wybuchnął z gniewem.- Widziałem, jak bez wahania przeładował broń i zastrzelił człowieka.
-Na pewno jednego z Hydry- oznajmiłam uparcie.
-Mimo wszystko to nadal ludzie, Victoria- powiedział nieco łagodniejszym tonem.
-Mordercy to nie ludzie- nadal był we mnie ten upór.
Westchnął głęboko i pokręcił głową z niedowierzaniem.
-A myślisz, że nas jak nazywają?- Zapytał z goryczą.


Watashi no Akuma Rozdział XI: Nieodparta pokusa

Victoria partnerka księdza Rafaela
Cicho wkradłam się do komnaty Gabriela i rozejrzałam się po jej wnętrzu. 
Na biurku leżał jego czarny plecak. Obok niego leżało kilka książek, a nieopodal stała niedopita butelka zielonego płynu z napisem"absynt". Podeszłam biorąc sobie krzesło i przysiadłam przy nim. 

Spał bardzo niespokojnie. Przewracał się z boku na bok. Rzucając się na łóżku, mamrotał coś niezrozumiale. Czasem nawet zza jego warg wydobył się cichy, stłumiony przez poduszkę krzyk, jakby śnił mu się jakiś koszmar. 
I imię. Leah. 
Kim była? Jedną z Hydr? Jego dziewczyną? A może ex? 
-Nie mów do mnie Damon. Nie mów tak do mnie- warknął przez sen z jękiem. 
Damon? Przecież on ma na imię Gabriel- pomyślałam zdezorientowana i równocześnie nieco przestraszona. 
Sięgnęłam po leżący na wierzchu jego portfel i otworzyłam go. 
Dość szybko odnalazłam dokument tożsamości na nazwisko: Gabriel Damon Borgia.
Od siedmiu lat poszukiwany listem gończym przez policję, którą próbował oszukać, pozorując własną śmierć.
Szybko zamknęłam i odłożyłam portfel na szafkę.
O Boże, kochałam także mordercę...
Nagle pogrążony we śnie Gabriel zaczął się wyrywać z niewidzialnych rąk, szepcząc całkiem wyraźnie:
-Zostawcie go.. Weźcie mnie. Mnie zabijcie!.- Jego twarz była pełna bólu.- Przestańcie... Zostawcie go!. Giorgio- chwilą upiornej ciszy- zostaw mojego ojca...- tu nastąpiło kilkanaście przekleństw i obelg.
Nagle z wrzaskiem zerwał się siadając gwałtownie, całkiem rozbudzony. Oddychając ciężko, jakby miał się zaraz udusić, wpatrywał się w przeciwległą ścianę.
-Trzeźwieję- powiedział do siebie, całkowicie nie zdając sobie sprawy, że siedzę tuż obok. Zwlókł się z łóżka i podchodząc do biurka sięgnął po butelkę i wlał w siebie resztę zawartości, a po chwili otworzył okno i wychylając się przez nie zapalił papierosa, głęboko się zaciągając.
Obserwując go w ciszy, uświadomiłam sobie, że jeśli chciałby mnie zabić to już dawno by to zrobił. On zdecydowanie nie był typem powolnego mordercy...
Skończył papierosa i podchodząc do plecaka, wyciągnął z niego kolejną butelkę trunku, którą otwierając przechylił do ust i wypił jedną czwartą zielonego płynu. Wtedy zauważyłam, że waży w dłoni swój pistolet wpatrując się w niego, jakby nadal nie był na tyle pijany, żeby chcieć zakończyć swój żywot. Powoli odłożył go na biurko i znów zaczął pić alkohol.
Siegnął po telefon i wybrał jakiś numer.
-Kto?- usłyszałam wyraźny, męski głos.
-Esposito, musimy się spotkać.
-Coś znowu nabroił, Damon...- zaczął, ale Gabe mu przerwał.
-Nazwij mnie tym imieniem jeszcze raz, a...- Zaczął z groźbą, lecz nagle spokojnym tonem dodał- to nie jest rozmowa na telefon. O dziewiątej rano w "Whisper of the Devil".
-Nadal chodzisz w to obskurne miejsce? Zresztą pasuje do obecnego ciebie: pokutnika i zdrajcy.
-Od zawsze tam chodzę, Esposito- poprawił poirytowany blondyn, a ja cicho podeszłam i stanęłam za nim.
-Uuuu, brachu.. Jeśli to wszystko to twoja sprawka..- rozmówca Gabriela nagle zmienił ton na bardzo podejrzliwy.- Ty chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...?
-Dowiesz się w swoim czasie, Esposito- Gabriel nagle odłożył słuchawkę i odwracając się na pięcie oparł mi lufę z przykręconym doń tłumikiem na czole.
Po dłuższej chwili bardzo powoli przesunął bezpiecznik broni i opuścił ją do boku.
-Od kiedy tu jesteś, Victoria?- Zapytał z dziwnym wyrazem twarzy. 
-Kim jest Leah?- Odpowiedziałam z zazdrością.
Gabriel odwrócił wzrok ze wstydem i skrzywił się.
-Możemy o tym nie rozmawiać?- Zapytał niezadowolony.
-Wolałabym wiedzieć, kim ona jest i gdzie w ogóle byłeś- zauważyłam.
Gabriel odłożył klamkę na blat i kolejny raz sięgnął po butelkę. Upił łyk i odetchnął głębiej.
-Victoria, daj spokój- powiedział cicho i niechętnie.
-Co ukrywasz; Gabriel?- Zniecierpliwiłam się, więc zapytałam wprost.
Milczał zaciskając szczęki z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Te zielone oczy w jednej chwili stały się lodowatozimne i straszne.
-Chciałbym, żebyś już wyszła- oznajmił cicho i z prośbą, patrząc mi w oczy.
-Nigdzie nie pójdę, póki nie powiesz mi gdzie byłeś dwie noce z rzędu i kim, do jasnej cholery, jest Leah- rozzłościłam się.
-Proszę cię, nie nadwerężaj mojej cierpliwości i wyjdź- dostał ode mnie w pysk.
Wtedy coś w nim przeskoczyło na inny tryb. Chwycił mnie mocno za nadgarstki i zeskakując z biurka przepchnął mnie przez długość pokoju i oparł brutalnie o ścianę. Przestraszona obserwowałam, bojąc się do czego jeszcze może się posunąć.
Z drugiej jednak strony było w nim coś takiego, co mnie kręciło...

Watashi no Akuma Rozdział XI: Nieodparta pokusa

Gabriel, zwany Uczniakiem 
Do Watykanu wróciłem wieczorem następnego dnia. 
-Gdzie byłeś?- Zapytał tuż za mną Pan Zarozumiały, czyli Rafael. 
Powoli odwróciłem się w jego stronę, a on cofnął się trzy kroki w tył, pytając z przerażeniem w twarzy: 
-Czy to..? Czy to na twojej twarzy to krew? 
-Jeden z Hydr chciał się na tobie zemścić za Vittorio. Zdążyłem go zabić, zanim wpakowałby ci magazynek w plecy- odciąłem się rozdrażniony.- Lepiej zacznij oglądać się przez ramię, chodząc po mniej uczęszczanych uliczkach Rzymu. 
-Znalazł się "Pan Mafiozo"- rzucił z przekąsem na moją zaczepkę. 
-Po prostu ich znam i wiem, czego można się po nich spodziewać. Na jakiś czas organizację ogarnie chaos... Może przestaną na nią polować. 
-Na kogo polować?- Zapytała w tym momencie wyczekująco Vix. 
Chciałem bez słowa zniknąć w łazience, ale złapała mnie za ramię i odwróciła ku sobie. Chwilę potem gwałtownie się odsunęła, zasłaniają twarz dłońmi. 
-Nie chciałem, żebyś to zobaczyła- oznajmiłem krótko wchodząc do łazienki. 

Podszedłem do umywalki i z wahaniem spojrzałem w lustro. 
Moją twarz pokrywał ukośny rozbryzg krwii Lei. Oczy płonęły, jak dwie latarnie, a szczęka zaciskała się z tłumionej wściekłości. Dyszałem, jakbym przebiegł półmaraton, a prawa ręka, jakby bez udziału mojej woli- zwinęła się w pięść i zaczęła drżeć. 
Spuściłem głowę. Nawet ja sam nie mogłem na siebie patrzeć. Wyglądałem jak dawniej. Dokładnie tak samo, jak wówczas, gdy stałem przy boku Lei. 
Wydając z siebie nieartykułowany wrzask bezsilnej furii podniosłem pięść i z całej siły przyłożyłem nią w lustro, ale nie przyniosło to żadnej ulgi. 
Obmyłem twarz starannie zmywając z niej posokę i wyszedłem z łazienki, po czym poszedłem do sypialni i podchodząc do biurka sięgnąłem do plecaka po zapas absyntu. 
Wziąłem jedną z kwadratowych butelek i odkręcając ją przytknąłem wylot szyjki do ust i pociągnąłem z gwinta kilka potężnych łyków. Odstawiłem szkło na blat i idąc do łóżka skrzywiłem się. 
Wiedziałem, że wypita w tym tempie połowa zawartości flaszki zdoła ukołysać mnie do snu... 

Stałem wśród półmroku w olbrzymim pokoju. Płomienie niezliczonych świec rzucały mglisty blask na ściany przyozdobione białą bronią i dziełami sztuki, gdy odezwał się głos ukochanej: 
-Co z nią zrobiłeś, Damonie? 
-Tak, jak sobie życzyłaś: najpierw wyciągnąłem z niej, gdzie to ukryła, a potem spłonęła żywcem we własnym domu- odpowiedziałem bez emocji. 
-Znalazłeś to?- Zapytała znowu Leah. 
Wyciągając zza pazuchy stary zwój opleciony czerwoną wstęgą podszedłem i podałem go jej. 
Rozwinęła ozdobną rolkę i przyjrzała się treści, a po chwili triumfalny uśmiech rozjaśnił jej twarz. 
-Negocjacje rozpoczęte- rzuciła ucieszona, jak mała dziewczynka, okręcając wstążką skórzaną rolkę. Zerwała się z wyściełanego atłasem krzesła z wysokim oparciem i podłokietnikami i podeszła do mnie tanecznym krokiem. 
Wieszając się mojej szyi, wplotła mi palce we włosy i pocałowała mnie mocno i namiętnie. 
-Powinnam cię jakoś wynagrodzić- Zastanowiła się nagle na głos.- Pomyślę nad tym, ale ty na pewno jesteś zmęczony. Idź odpocząć, Damonie.. 
W milczeniu kiwnąłem głową i wyszedłem szybkim krokiem. 

-Damonie...- zamruczała słodko Leah. 
Leżliśmy w łóżku zmęczeni po seksie, Leah z głową opartą na moim torsie rysowała palcem po moim wyrzeźbionym brzuchu. 
-Hm?- Zapytałem krótko spoglądając na nią. Położyła się na brzuchu i wsparta na łokciach popatrzyła mi w oczy natarczywie. 
-Chciałbyś ode mnie odejść? 
-Wypiłaś za dużo, prześpij się- odparłem z niezadowoleniem. 
-Odpowiedz, a zrobię; co zechcesz- szepnęła uwodzicielsko głaszcząc mnie po policzku. 
-Wiesz, że nigdy nie chciałbym tego zrobić- oznajmiłem zapalając papierosa. Drocząc się wyciągnęła mi go z palców i sama się zaciągnęła- poza tym nie lubię, gdy kobieta pali. To nieestetycznie wygląda- stwierdziłem i zabierając jej szluga, wziąłem macha. 
Wstała z łóżka i całkiem naga kołysząc seksownie biodrami ruszyła do stolika z owocami, wzięła z misy czerwone jabłko i wgryzła się w nie. Ten z pozoru zwykły gest budził we mnie niezmierzone podniecenie. 
-Znowu to robisz- zagadnąłem leniwie. 
-Robię co?- Spytała niewinnie stając z profilu, a ja byłem już jej. 
-Przecież wiesz, o czym mówię...- Znów zaciągnąłem się dymem i wygiąłem usta w uśmiechu. 
-Nie wiem- skłamała, bym to powiedział. 
-Szantażystka- odparłem z udawanym wyrzutem. 
-Och, gdzie??- Udała przestrach, jakby poza nami w sypialni był ktoś jeszcze. 
Rzuciłem w nią wzorzystym jaśkiem parskając śmiechem. Złapała go w dłonie zasłaniając nim przestrzeń pomiędzy nogami, a ja nadal napalony, gasząc papierosa zerwałem się z materaca i podszedłem do niej. Zabierając jej poduszkę, odrzuciłem ją gdzieś na bok i przysunąłem właścicielkę stalowych oczu ku sobie. 
-Chcę... Cię... Mieć... Teraz- szepnąłem pomiędzy seriami pocałunków, którymi obsypywałem jej szyję. 

wtorek, 26 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XI: Nieodparta pokusa

Victoria, partnerka księdza Rafaela
Ubrałam się i padłam na łóżko, obejmując poduszkę.
To prawda, że chciałam, żeby Raf mógł być wobec mnie kimś więcej, niż tylko dawnym nauczycielem i partnerem- bardziej pragnęłam, aby był dla mnie Partnerem w bardziej emocjonalnym tego słowa znaczeniu.
Czułam doń nie tylko wdzięczność za okazaną mi dobroć i pomoc; ale też o wiele więcej: coś bardziej głębszego... Tak bardzo intymnego, że można mówić o tym jedynie słabym i tajemniczym szeptem.
To nieprawda, że Raf nigdy mnie nie pociągał; po prostu wcześniej z sukcesem próbowałam się temu opierać.
Rafael był może ironicznym i niepokornym, lecz również przepełnionym dobrocią i mądrością facetem.
Był też niezwykle przystojnym mężczyzną. Kochałam w nim wszystko: ten melodyjny tembr, szerokie barki, siłę: zarówno fizyczną, jak i duchową, oraz przenikliwe spojrzenie, które rozkładało mnie samą, moje słowa i zamiary na czynniki pierwsze. Jego gęste i błyszczące; ciemnobrązowe, i nieco przydługie, lekko pofalowane włosy doskonale współgrały z bladoniebieskimi tęczówkami, wydobywając z tych oczu wewnętrzne piękno czystej części jego duszy. Te silne ramiona już nie raz potrafiły mnie pocieszyć i ukołysać po koszmarach.

Rafael miał typowo ojcowską naturę: pocieszał, służył radą; był dobrym, choć czasami wymagającym nauczycielem. Nieczęsto się zwierzał, ale był szczery. Wiele razy, od kiedy go poznałam, zastanawiałam się, jak w takiej wysokiej i barczystej osobie może mieszkać tak łagodny i cudny w swym brzmieniu głos, jakby ktoś na balu przez przypadek trącił kieliszek, wydobywając zeń piękny ton.
I te obłędne, choć wąskie usta w nieco kanciastej twarzy, smakujące podczas pocałunku, jak najsłodsza na świecie czekolada...
O, Mój Boże... Nie mogę przestać o tym myśleć! Nie wiem, jak długo jeszcze będę mogła się powstrzymywać, zanim kler dowie się, że zbałamuciłam (Chryste, to mega podniecające słowo!) jednego z najprzystojniejszych i posłusznych Woli Bożej kapłanów...
Szczerze mówiąc nie byłam tym zawstydzona, bardziej czułam się dumna z tego, że Raf- w pewnym sensie- odwzajemniał moje uczucia; chociaż nie do końca wiedziałam, do czego może to doprowadzić...
Gabriel, zwany Uczniakiem

Watashi no Akuma Rozdział XI: Nieodparta pokusa

Po chwili jednak odsunąłem się lekko.
Chciałem zapanować nad rozszalałym morzem pragnień i zbereźych myśli w mojej własnej głowie.
Vix od tamtej wspólnie spędzonej nocy rozpalała mnie do czerwoności. Zapach jej perfum... Każdy najdrobniejszy ślad jej obecności sprawiał, że płonąłem z pożądania.
Pocałowałem lekko jej czoło i chciałem uciec z jej pokoju, ale srebrnooka przyciągając mnie za czarną koszulę ze stójką na koloratkę pchnęła mnie i kładąc mi dłonie na piersi zdecydowanym ruchem oparła mnie o drzwi na korytarz.
Oddychając płytko obserwowałem jej srebrne oczy, świecące w tej ślicznej twarzy. Zbliżyła się tuż tuż i podniosła głowę. Wspięła się na palce i...
Boże Miłosierny, ratuj mnie od grzechu.. 
Całując mnie lekko, zaczęła rozpinać moją koszulę..
Przez chwilę odwzajemniłem pocałunek, ale nagle odzyskałem kontrolę nad swoimi emocjami i fantazjami erotycznymi i odsuwając usta szepnąłem:
-Vix... Nie..- Powiedziałem cichym szeptem i zamykając jej dłoń zaciśniętą na następnym guziku pokręciłem głową z ponurą miną.
-Chcę tego.. Oboje chcemy.. Ty też tego chcesz, prawda?- Zapytała cichutko, a ja odwróciłem głowę i wbiłem oczy w leżący na podłodze pastelowy ręcznik.
Kusiła mnie.
Niemożebnie.
Z każdym dniem coraz bardziej jej pragnąłem. Zniewalała mnie swoim urokiem. Spojrzeniem. Wszystkim, ale...
Victoria, partnerka księdza Rafaela
-Victoria, nie możemy- powiedział ten delikatny tembr z żalem. Nadal unikając moich oczu powoli zaczął zapinać guziki.
Opuściłam ręce i odsunęłam się o mały krok, ale Rafael chwycił moje palce i sam wpiął się wargami w moje.
Całował mnie łapczywie, jakby chciał nasycić się tym gestem na jakiś czas. Bez odrobiny zawahania odwzajemniłam się tym samym.
Rafael J. White 
Nie wiem, jak długo trwał ten pocałunek, ale oderwałem się od niej, bo zaczęło brakować mi powietrza- całując ją, nieświadomie wstrzymywałem oddech. 
Przysunąłem jej twarz, dałem jej jeszcze kilka całusów i wyszedłem na korytarz zamykając za sobą drzwi.. 
W swojej sypialni z zamkniętymi oczami oparłem się plecami o dębowe drzwi i przez kilka minut starałem się uspokoić oddech, a także wytłumić wariujące emocje, przez które krew gotowała mi się w żyłach.
Widok całkowicie nagiej Victorii niezmiernie mnie deprawował. Czułem się, jak dziecko; które pierwszy raz w życiu zakosztowało słodyczy zakazanego owocu, które poznało, jak to jest zrobić coś złego bezkarnie.
To było coś w rodzaju wisienki na torcie.
To podniecające, że mogłem ją pocałować w samym środku pełnego zdyscyplinowanych duchownych Watykanu.
Niemożebnie grzeszne, ale i niewypowiedzianie podniecające...
Ale jeśli ktoś by się o nas dowiedział...
Osunąłem się po dębowym drewnie na podłogę i usiadłem na podłodze. Zginając nogi i oplatając je ramionami oparłem brodę na rękach wpatrując się w stojącą na blacie biurka kolorową ramkę z naszym zdjęciem... 

Watashi no Akuma Rozdział XI: Nieodparta pokusa

Rafael J. White 
Przyczajony za drugimi drzwiami pokoju Victorii ukradkiem ją podglądałem... 
Nie potrafiłem się powstrzymać, chociaż byłem świadomy tego, że grzeszę, ale tak bardzo chciałem zobaczyć Victorię nago...
Boże Miłosierny, wybacz mi!
Victoria spacerowała po swojej sypialni owinięta ręcznikiem i szukała ubrań, a mnie dzieliły tylko minuty do tego aż zdejmie ręcznik.
Cofnąłem się, przezornie chowając się za drzwiami, które oddzielały mnie od zakazanego owocu; jakim był widok jej seksownego ciała. Przeczesała dłonią suche już, popielate włosy i powoli zrzuciła olbrzymi ręcznik, a ja wciągnąłem szybko powietrze, by jękiem podziwu nie zdradzić swojej obecności.
Wyglądała, jak bogini!!
Próbując złapać normalny oddech gapiłem się na jej nagą postać chodzącą w tę i spowrotem na smukłych i zgrabnych nogach, szukającą ubrań. Zjadałem oczami jej ponętne kształty i szczupłe, choć silne ręce o długich palcach, z zadbanymi paznokciami.
Poczułem uderzenie gorąca na twarzy, jednocześnie zastanawiając się, co by było, gdyby Victoria nakryła mnie teraz na podglądaniu.
Podeszła do stojącej przy drzwiach małej komody, a ja wstrzymując oddech patrzyłem na nią. Była tak blisko, że widziałem każdy, nawet najdrobniejszy szczegół jej figury: płaski brzuch, wewnętrzne strony jej ud, jej...
Boże Miłosierny!
Szybko odwróciłem głowę, próbując przestać; ale zaraz spojrzałem spowrotem na Vix.
Jej... Starałem się trzymać w ryzach, ale każdy mężczyzna chyba dostałby szału na te widoki.
Serce waliło mi, jak dzwon, a oddech przyspieszając stał się bardziej płytki. Zasłoniłem dłońmi usta i próbując się uspokoić, zahaczyłem oczami o śliczne, krągłe piersi popielatowłosej i wtedy...
Łup! Drzwi skrzypneły, świat w ułamku sekund zawirował mi przed oczami, a ja wylądowałem na pokrytej ciemnym drewnem podłodze.
Victoria uskoczyła i szybko owinęła się szlafrokiem z dziwnym wyrazem twarzy: czymś na kształt złości i zaskoczenia.
Trwała między nami cisza ciężka jak chmury burzowe, gdy w końcu podeszła i pomagając mi wstać usadziła mnie na łóżku. Wiedziałem, że zaraz padnie to pytanie i panicznie układałem w głowie jakieś sensowne wytłumaczenie...
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Przyglądałam mu się w milczeniu, bo zupełnie nie miałam pojęcia, co powiedzieć: ochrzanić go, czy może bezwstydnie cieszyć się z tego, że jakiś facet (a zwłaszcza ten, którego kocham!) chciał na mnie patrzeć.. 
Poczułam się bardzo niezręcznie. Podglądał mnie, gdy byłam całkiem nago.. 
Co mógł sobie o mnie pomyśleć??
Ta rozpustnica, nie powinna chodzić tak po pokoju! Co by było, jakby akurat w tym momencie ktoś wszedł??! Zgorszenie! Wulgarność! 
Cholera... On mnie podglądał!!!
Rafael J. White
-Nie powinnam chodzić tak po pokoju- zauważyła przerywając tę głuchą ciszę.
-To ja nie powinienem- przerwałem cicho, nie patrząc na nią.
Czułem się podle. Jak jakiś chory, rozwiązły zboczeniec. Było mi wstyd z powodu naruszenia jej prywatności. Myślałem teraz o sobie, jak o łajdaku bez krztyny przyzwoitości... W myślach wyzywałem się od najgorszych.
Poczułem na swojej dłoni ciepłą i delikatną dłoń Vix. Bałem się na nią spojrzeć, bo nie chciałem zobaczyć w tych oczach złości i nagany.
-Raf... Mogę cię o coś zapytać..?- Zaczęła pełna niepewności. Skinąłem powoli głową, nie mogąc wydobyć z siebie głosu.- Czy.. Czy ja jestem ładna..?
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Raf bardzo powoli podniósł głowę i zwrócił twarz w moim kierunku. Długi czas patrzył na mnie z rozchylonymi ustami, blady jak kreda. 
Usta mu zadrżały, jakby moje pytanie całkowicie go zatkało i rozważał, jak ująć to, co chciałby powiedzieć. 
-Nie jesteś ładna- odważył się w końcu odezwać, a mnie przez chwilę zrobiło się bardzo smutno- jesteś prześliczna- dokończył po krótkiej przerwie. 
Gapiłam się na Rafa oszołomiona z zaskoczenia. Serce przyspieszyło w mojej klatce piersiowej, jakby w swoim epileptycznym tańcu, chciało wyskoczyć na wolność. 
Nazwał mnie prześliczną.. 
PRZEŚLICZNĄ.! 
Rafael J. White
-Na-Naprawdę?- Wyszedł zza jej słodkich, jak maliny warg drżący półgłos. 
Objąłem ją ramieniem i przytuliłem delikatnie. Była ciepła, pachniała mydłem i brzoskwiniowym szamponem. 
-Faceci oglądają się za tobą na ulicy- powiedziałem cicho, starając się zamaskować zazdrość koleżeńskim tonem.
Wiele razy widząc na ulicach zakochane pary tłumiłem w sobie zazdrość i gniew.
Sam wybrałem życie księdza. Czułem, że mogąc pomagać ludziom radą, odnajdę wewnętrzny spokój.
Aż do zeszłego roku. Dopóki na mojej drodze nie stanęła Victoria, uważałem to za dobry wybór. 

poniedziałek, 25 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział X: Ostatnie morderstwo w życiu...

Leah była piękną, długonogą brunetką z dużym biustem i ponętnym tyłeczkiem. Zwykle ubierała się elegancko, z drobną nutą pikanterii typu kusa spódniczka albo duży dekolt. Oczy miała w kolorze stalowym, a na jej twarzy zawsze błąkał się nikły uśmieszek.
Stojąc w samych koronkowych stringach sięgnęła po wysokie kieliszki, do których nalała szampana. Zanim zdążyła się odwrócić ukryłem nóż pod poduszką.
-Trzeba uczcić twój powrót, kotku- rzuciła wracając do mnie. Spokojnie podała mi kieliszek i delikatnie stuknęła w niego swoim.
-Racja- przytaknąłem leniwie, udając, że upijam łyk trunku.
-Spokojnie, nie jest zatrute- zauważyła, że nawet nie tknąłem szampana.
-Wolałbym nie mieszać szampana z absyntem- zauważyłem ostrożnie, a ona zachichotała kokieteryjnie, zdejmując ze mnie t-shirt.
Drgnąłem, gdy siedząc za mną oparła mi dłonie na barkach.
-Jesteś spięty- spostrzegła, przesuwając dłońmi po moich plecach.
-Z bólu. Postrzeliłem się w nogę- tym razem w szereg kłamstw zgrabnie wplotłem fakt.
Podczas jej masażu rozluźniłem się, lecz nadal pozostawałem czujny. Po chwili objęła mnie, całując lekko po szyi.
-Leah..- Odchyliłem głowę i oparłem się lekko o jej ogromne piersi.
-Co, skarbie?- Zamruczała seksownie dobierając się do mnie.
Zrzuciłem resztę ubrań i zwróciłem się twarzą do niej.
-Teskniłem za tobą przez te siedem lat- skłamałem uwodzicielskim szeptem bawiąc się sznureczkiem jej niezwykle skąpych majtek i przejąłem inicjatywę.
-Słyszałam, że od tamtego czasu żyjesz jak mnich- zachichotała.
-Po prostu żadna nie dorównuje ci w łóżku- wciskając jej kit zacząłem ją pieścić i całować. Kładąc ją na materacu powoli zdjałem z niej ostatni fatałaszek i wyrzuciłem go niedbałym ruchem.
Jej seksowne ciało działało na mnie do tego stopnia, że ledwo się powstrzymywałem, by mój mózg i kutas nie zamieniły się miejscami.
Musiałem pozostać na tyle świadomy, żeby; kiedy uśpię jej czujność, po prostu ją zabić.

Pieprząc się z Leą, sięgnąłem do górnej szuflady szafki nocnej po obszyte puszystym, czerwonym futerkiem kajdanki. Uśmiechnąłem się do niej tak, jak dawniej i przeciągnąłem łańcuszek pomiędzy kratą metalowego wezgłowia. Biorąc jedną z jej rąk, złożyłem mocny pocałunek na jej wargach i skułem jej prawy nadgarstek. Natychmiast zrobiłem to samo z drugą ręką i szepnąłem:
-Za żadne skarby bym do ciebie nie wrócił- oznajmiłem sięgając po broń, wzięła wdech, chcąc krzyczeć o pomoc, ale opierając ostrze na jej gardle pogroziłem jej palcem- nie radziłbym pisnąć, bo tego pożałujesz, Leah.
-Ty śmieciu- zasyczała pogardliwie, rozgniewana, szarpiąc się w więzach.
-Zanim cię zabiję, chcę się dowiedzieć, z jakiego powodu polujesz na Vix- starałem się cokolwiek z niej wyciągnąć.
-Hej, Lu...!- W porę zasłoniłem jej usta, tłumiąc wołanie o pomoc.
-Zamknij buzię- warknąłem głośnym szeptem.- Lepiej zacznij mówić to, o co pytam- dodałem ubierając się.
Leah wiedziała, że nie mam w zwyczaju żartować, ale pokręciła głową w geście odmowy. Zasłoniłem jej usta i przeciąłem jej nogę.
-Mogę się z tobą bawić w nieskończoność- powiedziałem niechętnie.
Na jej twarzy pierwszy raz pojawił się cień strachu.
-Jeśli komukolwiek powiem, On mnie zabije- odparła drżącym głosem patrząc na mnie rozwartymi szeroko oczyma.
-Ja zdecydowanie zrobię to wcześniej, gadaj- nakazałem z groźbą.
-Gabriel, nie rób tego...
-Mów- zignorowałem jej prośby tak samo, jak ona siedem lat temu zlekceważyła moje.
-Ja naprawdę nie mogę..- zaczęła błagając mnie wzrokiem, żebym tego nie robił.
Słysząc nagły i podejrzany hałas od drzwi obejrzałem się w tamtą stronę.
-Żegnaj, Leah- szybkim ruchem ostrza poderżnąłem jej gardło patrząc w te oczy, póki nie uleciało z nich życie.
Wyszedłem oknem na metalowe schody pożarowe i sięgnąłem po gnata.
Wolałbym nie wpaść na nikogo z Hydry.
Ani teraz, ani nigdy.

Watashi no Akuma Rozdział X: Ostatnie morderstwo w życiu...

Kwatera Hydr, wieczorem...
Spokojnie wszedłem do środka, a jeden z nich przystawił mi klamkę do łba.
-Czego tu szukasz, Gabriel?- Warknął stalowooki Jonathan.
-Wąż chciał mnie widzieć- oznajmiłem krótko.
Wskazał na podwójne odrzwia. Ruszając w tamtym kierunku przykręciłem tłumik i odwracając się przez ramię odstrzeliłem mu łeb.

Każdy Hydra jest kłamcą...

-Damon- znienawidzony głos wwiercał się w moje uszy niczym krzyk z najgłębszych czeluści Piekła.
W tym momencie nie okazywałem uczuć. Chciałem zrobić swoje i szybko stąd spadać.
Uklęknąłem w udawanym posłuszeństwie, chyląc czoła przed Wężem. Nikt, prócz mnie nie miał pojęcia, że szef organizacji to kobieta.
-Wstań i podejdź- wydała rozkaz.
Powstałem i lekko kulejąc, podszedłem kilka kroków.
-Bliżej- podchodząc do niej z trudem opanowałem odruch wymiotny.
Zbliżyła się i pocałowała mnie mocno w usta. Odwzajemniłem gest bez wahania, choć ani trochę nie sprawiało mi to przyjemności.
-Brakowało mi cię; Damon- zwróciła się do mnie drugim imieniem.
-Wolałbym, żebyś nazywała mnie Gabriel, skoro mam wrócić do Domu- odparłem cicho.
Ani myślałem tego zrobić.. Zamierzałem odpłacić jej za wszystko, co zrobiła.
Tato, wybacz mi...
Przepraszam..
-Myślałam, że ją sprowadzisz- odezwała się po dłuższej chwili opierając ręce na podłokietnikach swojego krzesła wyściełanego atłasem.
-Nie ufa mi- skłamałem bez zająknięcia.
-Łżesz- syknęła z wściekłością.
-Kochanie...- Podniosłem ją z siedziska i oparłem brutalnie o ścianę.  Przycisnąłem ją sobą: tak, jak lubiła i pocałowałem lekko jej szyję, delikatnie  zahaczając o płatek ucha.- Ona nie jest tak głupia, na jaką wygląda.. Przeciągnięcie jej na moją stronę wymaga czasu, skarbie- szeptałem nie zaprzestając pieszczot.
-Wyjątkowo nie mam tyle czasu, ile bym chciała, Damonie- zamruczała słodko- a On zaczyna się nieco niecierpliwić..
-On? Zresztą nieważne, chcę iść z tobą do łóżka. Tęskniłem, Kochanie- chciałem się cofnąć, ale przewróciła mnie na burgundowy dywan i siadając na mnie okrakiem szepnęła:
-Chcę zrobić to tutaj- oznajmiła, powoli rozpinając bluzkę, a jej oczy zapłonęły z trudem skrywanym pożądaniem. Ujrzałem zza granatowej satyny jej krągłe piersi.
-Kochanie- rzuciłem pieszczotliwie- tutaj każdy może nam przeszkodzić..- uniosłem się lekko i rozrywając jej ubranie szepnąłem- a ja wolałbym, żeby nikt nam nie przeszkadzał...- Sięgnąłem do paska po nóż, ale musiałem cofnąć rękę.
Roześmiała się cicho, pochylając się.
-Też tęskniłam; Misiaczku- zamruczała mi do ucha.- Nadal cię pragnę... Dostaniesz wszystko, co zechcesz: dawny status, absynt, dragi, kobiety... Wszystko, czego zapragniesz- jak zwykle potrafiła tylko dawać puste obietnice.
Odwróciłem głowę i spojrzałem w bok, mówiąc szeptem:
-Nie chcę nikogo, prócz ciebie, Leah- oznajmiłem udając urażonego jej hojnością, objąłem jej biodra i wsunąłem twarz pomiędzy jej cycki...
Wiem, to było ohydne; ale musiałem udawać.
Ona miała być ostatnią osobą, którą miałem zabić..
Ostatnią, dzięki której mógłbym się zemścić...

Watashi no Akuma Rozdział X: Ostatnie morderstwo w życiu...

Będę zmuszony wrócić..
Do tamtego życia, którego intensywny zapach śmierci wprost mnie obrzydza..
Nie chcę znowu wracać do życia mordercy, ale Boże.. Jeśli istniejesz, pozwól mi się zmienić!
Bo nie chcę- naprawdę nie chcę- być tym, którym byłem dawno temu.
Szczerze gardzę tamtym sobą. Ten czternastolatek był niewinną ofiarą; a ja byłem omotany przez Węża.. Przez Leę, która bez skrupułów mną manipulowała, ale...
Zanim się spostrzegłem, było już za późno...

Głównie dlatego odstraszałem innych swoją bezpośredniością, ale nie tylko...
U mnie kłamstwo goniło kłamstwo i bardzo uważałem, by się w tym wszystkim nie pogubić...
W kręgu Hydry nazywali mnie Pinokio.
Od słynnego: "Kłam Pinokio; kłam! 
I tak świetnie wprawiłem się w łgarstwie, że czasami sam w nie wierzyłem...

Siódmy grudnia A. D. 1989.
Jeszcze nie do końca wyzdrowiałem, ale krążący we krwi absynt pomagał mi przezwyciężyć ból.
Nie, nie byłem jeszcze aż tak pijany, bym nie wiedział, co robię. Jednak bałem się, że Leah kolejny raz będzie umiała mnie omotać...
Boże, jeśli istniejesz, nie pozwól mi znowu obdarzyć jej zaufaniem, bo nie chcę...
Nie chcę znów być jej niewolnikiem.
Nie chcę być taki, jak ona...
Pragnę zostawić tę niechlubną przeszłość za sobą, żeby mnie więcej nie ścigała..!

Watashi no Akuma Rozdział X: Ostatnie morderstwo w życiu...

Minął drugi tydzień.
Leah wiedziała, że lubię przeciągać terminy...

Nie dostałem odpowiedzi na ostatni list.
Być może jej nie potrzebowałem.
Przestałem ufać ludziom- nie wierzyłem nikomu. Starałem się być osobą samowystarczalną- radzić sobie bez niczyjej pomocy.
Zdrada i zbrodnia- tego się nauczyłem.
Nie wiedząc, że między nimi istnieje cieńka linia zwana karą...

Watashi no Akuma Rozdział X: Ostatnie morderstwo w życiu...

Gabriel, zwany Uczniakiem 
Leah... 
Kiedyś Cię kochałem..
Moja miłość do Ciebie spowodowana była tym, że nie rozumiałem... Że nie miałem innego życia.
Byłem młody i głupi, ale mimo wszystko Cię kochałem, a teraz..
Wybacz, Wężu; ale będę musiał to zrobić.. Zabić. 
Będę musiał Cię zabić, Leah.. 
W końcu na każdego z nas przyjdzie czas..
Kochałem Cię. 
Wybacz, ale nie pozwolę Ci skrzywdzić nikogo więcej..
G. D. B. zwany Twą Prawą Ręką.

Kiedyś kochałem Leah.. Zanim zrozumiałem, że podle mnie wykorzystywała.. Robiłem dla niej wszystko, co kazała.. Wszystko, czego pragnęła...
Sypianie z nią? Żaden problem.. Zabijanie dla niej?? Nic wielkiego! Mógłbym to robić bez końca- bez względu na wszystko. 
Póki nie poznałem, kim ona tak naprawdę jest... 

niedziela, 24 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział IX: Przyspieszony egzamin

Jeszcze nie teraz...
-Vix.. Chcę podejść do egzaminu. Dzisiaj- zmieniłem nagle temat.
Zamrugała nieco nieprzytomnie.
-Kardynałowie cię nie puszczą, póki nie wyzdrowiejesz- odparła zdziwiona.
-To drobnostka- powiedziałem wzruszając ramionami.
-Nie ma mowy- oznajmiła twardo.
-Victoria. Muszę to zrobić. Dzisiaj- spojrzałem jej prosto w oczy spokojnie.
-Czemu taki jesteś..?- Zapytała cicho, przecierając twarz dłońmi.
-Jaki?- Zbiła mnie z tropu tym pytaniem.
-Uparty. Masz wszystko i wszystkich gdzieś- rozzłościła się.
Zamarłem w bezruchu z otwartą szeroko gębą.
-T-To nieprawda- wykrztusiłem z siebie zdumiony.
-Nie? Więc czemu wcale nie dbasz o swoje zdrowie, a tym bardziej życie??- Zapytała ostro.
-To nie tak, Victoria- ledwie zdążyłem to powiedzieć, a twarzyczkę srebrnookiej wykrzywił grymas rozdrażnienia.
-A niby jak?
-Zależy ci na mnie, że się tak złościsz?- Zaciekawiłem się nagle.
Dostałem od niej w twarz tak mocno, że głowa odskoczyła na bok, a piękność bez słowa odeszła.
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Oczywiście, że zależało mi na Gabrielu, ale nie mogłam mu tego powiedzieć wprost. Z jednej strony bałam się, co mógłby sobie o mnie pomyśleć. Niektóre gapiące się nań z przesadnym zaciekawieniem kobiety otwarcie nazywał nimfomankami, więc bałam się, że mógłby źle odebrać moje intencje. 
Trzasnęłam drzwiami swojego pokoju i rzuciłam się na wielkie łoże, wtulając twarz w poduszkę. Byłam zła na Gabriela, a Rafael od kilku dni wyraźnie mnie unikał, przez co czułam się bardzo samotna- jakby coś między Rafem i mną uległo diametralnej zmianie... Chociaż nie wiedziałam, czym ta rzecz była, było mi z tego powodu dziwnie smutno...
Gabriel zwany Uczniakiem
Powoli przyłożyłem dłoń do piekącego policzka. Może nie powinienem być wobec niej tak bezpośredni. 
Nigdy nie rozumiałem kobiet: wybuchały złością zupełnie bez powodu, wyolbrzymiały każdy problem i w ogóle były cholernie strachliwe. Wszystkie, poza Vix... Ona niczego się nie bała, a przynajmniej za taką osobę ją postrzegałem. 
Jeszcze żadne babsko nie dało mi po ryju... Żadna nie miała na tyle odwagi, żeby mnie spoliczkować; a ona zrobiła to bez wahania. Jakby pod wpływem impulsu, a ja czułem się, jak kretyn, który ją zranił... 
Usiadłem na łóżku i sięgnąłem po trzecią setkę absyntu. Mocny trunek zapiekł w gardle, a jego gorycz wykrzywiła mi usta. 
Byłem...
Rafael J. White
... idiotą. 
Nadal nie mogłem przestać się obwiniać o wydarzenia tamtej wspólnej nocy z Vix. Od tamtej chwili wariowałem na sam jej widok. Bałem się, że stracę nad sobą kontrolę i pocałuję ją, albo ktoś przyłapie nas w... 
Za każdym razem, gdy o tym myślałem; miewałem grzeszne myśli na temat Vix. 
Była piękną i zgrabną, a przede wszystkim mądrą kobietą. 
I strasznie seksowną- przypomniał mi diabełek na lewym ramieniu. 
-Spadaj na drzewo- mruknąłem. 
Przyznaj się. Przecież każdy facet by jej pożądał.. 
-Wcale jej nie pożądam, a przynajmniej nie w tym sensie- burknąłem cicho do swoich myśli. 
Ale pragniesz Victorii..- diabełek nie dawał za wygraną, jakby chciał, żebym przyznał się przed samym sobą, że czuję coś do Vix. 
-Och, zamknij się wreszcie...- mruknąłem trochę zły, próbując zasnąć. 

Watashi no Akuma Rozdział IX: Przyspieszony egzamin

Gabriel, zwany Uczniakiem 
Pierwszy grudnia A. D. 1989. 
Chodzenie o kulach było obecnie moim najmniejszym problemem. Bardziej zastanawiałem się, jak pozbyć się Lei i jej straży. 
Biorąc kule wstałem i poszedłem na dół, żeby zapalić. 
Nie mogłem w to wplątać Victorii. Nie wybaczyłbym sobie, jeśli coś by się jej stało. 
Z jednej strony rozumiałem, że Leah (Wąż!) chciałaby mieć mnie spowrotem, ale z drugiej obiecałem sobie, że nigdy nie wrócę do tego, jaki byłem dawno temu. Chciałem, żeby ojciec mi wybaczył. Chciałem móc komuś zaufać i, żeby i mnie ktoś darzył zaufaniem. 
Wyciągając z kieszeni pogniecioną paczkę, wsunąłem jednego i przypaliłem płomieniem zapalniczki. Zaciągnąłem się dymem i odchylając głowę popatrzyłem na błękitne niebo. 
-Masz ogień?- Z rozmyślania o niczym wybudził mnie jakiś facet. 
-Spoko- podałem źródło zapłonu i spojrzałem na natręta.
Cholera! Biskup Snow!
-Muszę się w końcu nauczyć tej waszej młodzieżowej gadki, dzięki- rzucił oddając mi zapalniczkę. - Co..?- Zapytał lekko zaskoczony.
-Nie sądziłem, że księża mogą palić- zauważyłem obronnym tonem.
-Ksiądz też człowiek, Gabriel- westchnął ciężko.
-Pewnie tak, ale to cholernie szkodliwe- stwierdziłem wypuszczając dym nosem.
-Powiedział palacz nałogowy- zauważył z przekąsem i obaj parsknęliśmy śmiechem.
Chciałem go zapytać o wiele rzeczy, ale nie miałem odwagi.
-Jak noga?- Spytał nagle.
-Ujdzie- skłamałem. Bolała jak diabli, ale nie miałem ochoty faszerować się kolejnymi środkami przeciwbólowymi. Przez ostatnie dni coraz lepiej szło mi ignorowanie bólu, więc starałem się o tym nie myśleć.
***
Wróciłem do "komnaty" i sięgnąłem po butelkę zielonego płynu.
-Czas na "zieloną wróżkę"- mruknąłem lejąc trunek do porcelanowego kubka.
-Znieczulasz się?- Podskoczyłem słysząc za sobą głos Victorii.
-Nie strasz mnie- wypaliłem lekko drżącym tonem.
-Przepraszam- przewróciła oczami.
Zapadła między nami cisza. Victoria obserwowała mnie, jakby chciała o coś zapytać.
-Co jest grane?- Przytknąłem kubek do ust i przechyliłem. Skrzywiłem się z powodu goryczy i mocy trunku.
-Jakim cudem postrzeliłeś się w nogę?- Zapytała unikając mojego wzroku.
-To był wypadek- skłamałem odstawiając spokojnie kubek.
-To wcale nie wygląda mi na wypadek- odpowiedziała natychmiast.
-Vix, daj spokój..- westchnąłem ciężko lejąc drugą dawkę alkoholu.
-Po prostu się o ciebie troszczę; Uczniak- powiedziała napiętym głosem. 
Z kubkiem w palcach obróciłem się ku niej. Przeczesała palcami puszące się włosy patrząc w okno.
-O mnie?- Zapytałem z niemałym zaskoczeniem.
-W końcu powinnam cię pilnować- zauważyła z zakłopotaniem, jakby pomyślała, że zbytnio się zagalopowała.
Patrzyłem na nią oszołomiony. Znów przeczesała palcami popielate włosy stojąc z profilu. W tej granatowej koszulce i wąskich spodniach wyglądała na bardzo zgrabną. Białe jeansy jeszcze bardziej podkreślały jej pośladki i nogi, a t-shirt z pokrytym brokatem nadrukiem skrzydeł anioła sprawiał, że jej piersi wydawały się być większe.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Czułam na sobie wzrok milczącego Gabriela. Ukradkiem sama na niego patrzyłam. 
Gabriel był szczupły i niewysoki. Jego klatkę piersiową i brzuch wyraźnie pokrywały mięśnie. Nie był w moim typie, ale miał w sobie coś takiego, że żadna kobieta nie przeszła obok niego obojętnie i bez zmierzenia go ciekawskim wzrokiem, mimo, że wyglądał jeszcze jak dzieciak.
Wtedy dojrzałam, że na twarz Gabriela wypełzł rumieniec wstydu, a usta zacisnęły się w wąską linię unosząc w górę kolczyk-kółko. Stał opierając się na kulach, wpatrując się we mnie. Miał tak niezdrowo zaciekawiony wyraz oczu, że początkowo poczułam się, jakbym była zupełnie naga, chociaż to on był na pół rozebrany.
Gabriel zwany Uczniakiem
Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy ze swojego piękna... Te srebrne oczy iskrzyły, nadając tej bladej twarzy uroku. Victoria, w przeciwieństwie do innych kobiet, nie nosiła makijażu- moim zdaniem ( i pewnie większość facetów myślała podobnie) wcale nie potrzebowała tych pudrów, szminek i nie wiadomo czego jeszcze. 
Jej uroda budziła u innych kobiet zazdrość. Kiedy szliśmy miastem widziałem, jak płeć przeciwna wlepiała w nią gały, jakby zastanawiając się, czy Vix swoją urodę zawdzięcza genom, czy interwencji chirurgicznej. 
Chociaż miałem dwadzieścia pięć lat nadal wyglądałem, jak szczeniak; ale ciągle- mimo, że widywałem ją codziennie- nie mogłem się napatrzeć na Victorię. 
-Gapisz się na mnie- po dłuższej chwili popielatowłosa postanowiła przerwać ciszę. 
-Tak... Znaczy nie...- poprawiłem się szybko odwracając oczy.- Przepraszam. 
-No, więc: jak to było?- Wróciła do niewygodnego tematu. 
Westchnąłem ciężko. Wiedziałem, że będę musiał powiedzieć jej prawdę. 

sobota, 23 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział IX: Przyspieszony egzamin

Rafael J. White
Gabriel drgnął i zmarszczył brwi z dziwnym wyrazem twarzy. Jego dłoń bardzo powoli sięgnęła po ukrytą za połą skórzanej kamizelki broń. 
Ostrożnie odwrócił się, a jego dłoń automatycznie podniosła i odbezpieczyła pistolet. Zbladł patrząc w oczy człowieka, który się pojawił. 
-Co tu robisz?- Zapytał zimnym tonem młodzieńca mniej więcej w jego wieku. 
-Opuść spluwę, Gabriel- odpowiedział cicho brunet o orzechowych tęczówkach. 
-Ani myślę, gadaj co tu robisz- odwarknął blondyn z naciskiem. 
Tamten rzucił czymś w blondyna. Gabriel złapał przedmiot i spojrzał nań pod światło. 
Gabriel, zwany Uczniakiem
W mojej dłoni znajdował się medalion z tym samym wzorem, który nosiłem na plecach. 
-Skąd to masz?- Zapytałem krótko lekarza Hydr, imieniem Seamus. 
-Otwórz- nie odpowiedział na moje pytanie. 
-Najpierw odpowiedz.
-Najpierw otwórz wisior- odparł natychmiast. 
Strzeliłem mu w nogi, mówiąc: 
-Gadaj. 
Odsunął się powoli. 
-Wszystkiego się dowiesz, jak otworzysz wisior- oznajmił. 
-Niby czemu miałbym ci zaufać?- Zapytałem dostrzegając, że księża obserwują mnie uważnie. 
-Bo nie przyszedłem tu na pogaduchy, tylko z rozkazu; Gabriel- odpowiedział spokojnie. 
Powoli zwolniłem blokadę otwieranego owalu, wciskając mały przycisk z boku. Wierzch z motywem mitologicznej bestii odskoczył, a w środku znalazłem kartę pamięci. 
-Rafael.. Możesz..?- Zapytałem podając mu nośnik danych. 
Ciemnowłosy wziął go i podszedł do swojego laptopa. Wsunął kartę w czytnik i otworzył folder z zapisanymi na niej plikami. 
-Jest tylko jakieś nagranie- oznajmił. 
-Puść- nakazałem cicho. 
Rafael J. White
Kliknięcie automatycznie uruchomiło odtwarzacz plików MP3. 
-Witaj, Gabrielu- z głośników odezwał się głos. Trudno było stwierdzić czy należał do mężczyzny, czy kobiety- to ja, Wąż. 
Blondyn zbladł jeszcze bardziej, a na jego twarzy wymalował się olbrzymi niepokój. Wpatrywał się w przenośny komputer z zaciśniętymi zębami. 
-To moja ostatnia próba dogadania się z tobą i przekonania cię, żebyś wrócił do domu. Zwolniło się twoje miejsce- dodał nagrywający z cichym śmiechem.- Nie lubię grozić konsekwencjami. Wiesz także, że nienawidzę, kiedy ktoś mnie ignoruje. Wiem, gdzie mieszkają twoi bracia. Chcesz ich zobaczyć żywych?- Dłoń, w której Gabriel trzymał broń opadła, a klamka wypaliła raniąc chłopaka w udo, ale blondyn nawet nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
Nagranie urwało się.
-Tknijcie którekolwiek z moich braci, a zabiję!.- Powiedział lodowato Gabriel.
-Masz tydzień, żeby podjąć decyzję; Gabriel- oznajmił brunet odchodząc. 
Gabriel wpatrując się w korytarz oznajmił cicho:
-Ja już podjąłem decyzję...- zachwiał się mocno. Zdążyłem podejść i podtrzymać go w pionie.

Victoria przybiegła z zaniepokojonym wyrazem twarzy.
-Słyszałam strzały- zaczęła zaaferowana.
-Gabriel postrzelił się w nogę- odpowiedziałem niechętnie.
-Jak to się postrzelił?? Sam siebie postrzelił?? Co ty bredzisz?- Zdumiała się.
-Lepiej, żebyś dowiedziała się wszystkiego od niego- odparłem.
Lekarz wyszedł z komnaty Gabriela.
-Wszystko z nim dobrze?- Zapytała Vix.
-Kula drasnęła tętnicę i utkwiła w kości. Na razie musi leżeć, więc nici z waszej Próby- oznajmił lekarz.- Lepiej go pilnuj, Rafael- dodał odchodząc.
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Weszłam do środka. Gabriel półleżąc na łóżku patrzył w okno z ponurą miną. 
Na szafce nocnej leżał pistolet i jakiś wisiorek. 
-Chcę zostać sam- powiedział nie patrząc na nas. 
-Gabriel...- zaczęłam cicho. 
-Rafael, zabierz ją stąd- blondyn nadal obserwował widoki za szybą. 
-Co zamierzasz?- Zapytał Raf, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. 
Gabriel powoli odwrócił głowę i spojrzał na Rafa.
-Zabiję Węża- powiedział twardo. 

Watashi no Akuma Rozdział IX: Przyspieszony egzamin

Rafael J. White
Kardynałowie wezwali mnie na rozmowę. Siedzieliśmy teraz w kancelarii, a purpurat nazwiskiem Steward odezwał się po dłuższej ciszy:
-Czyli chłopak twierdzi, iż oblał wampira wodą święconą, mam rozumieć?- Zapytał, jakby chciał się upewnić.
-Tak jest, Wasza Ekscelencjo- potwierdziłem uprzejmie.- Gabriel powiedział, że podczas walki stracił kołek, więc bronił się tym, co miał pod ręką- dodałem.
-Nie widziałem, żeby kiedykolwiek się modlił- zauważył biskup Snow.
-Gabriel jest niewierzący, a przynajmniej za takiego się uważa- odpowiedziałem.
-To truchło. Bardziej wyglądało, jakby chłopak oblał go czymś żrącym- zauważył kardynał.
-Czy ma to jakieś znaczenie? Trup to trup; Ekscelencjo- stwierdził powoli Snow.
-To trochę dziwne, że pod wpływem "zwyczajnej" Świętej Wody, pół twarzy wampira po prostu się rozpuściło.. Może chłopak coś do flakonu dosypał?- Zastanowił się na głos.
-Niczego nie dosypałem- odezwał się głos od wejścia.
Trzej kardynałowie i biskup zwrócili wzrok na drzwi, w których stał...
-Miałeś czekać na korytarzu, Gabriel- warknąłem nań.
-Jeśli już ktoś mnie o coś podejrzewa, niech powie mi to prosto w oczy, Rafael- oznajmił chłodno.
Trzej purpuraci wymienili zaniepokojone spojrzenia.
-Skoro już wszedłeś chcielibyśmy posłuchać twojej wersji zdarzeń- oznajmił kardynał Lombardi.
-Dobrze. Opowiem wszystko po kolei- odparł Gabriel i zaczął mówić.
Gabriel, zwany Uczniakiem 
-Sam byłem zaskoczony, że stało się coś takiego- zakończyłem z zastanowieniem. 
-Jeśli mogę wiedzieć, po co pojechałeś do Velletri?- Zapytał Steward. 
-Nie mam nic do ukrycia: byłem odwiedzić rodziców- oznajmiłem. 
-Myślałem, że nie masz rodziny; chłopcze- zwrócił się do mnie Snow. 
-Jesteśmy skłóceni. Pojechałem porozmawiać z ojcem- powiedziałem cicho wlepiając oczy w podłogę. 
-Szczerze mówiąc szukaliśmy jakichś informacji o tobie, ale nic nie mogliśmy znaleźć- zauważył trzeci z kardynałów. 
-Nie dziwi mnie to- odpowiedziałem spokojnie.- Byłem kiedyś złym człowiekiem, wielebny. Należałem do Hydry- wyznałem. 
Tak, jak się spodziewałem duchowni cofnęli się o krok spoglądając po sobie z przerażeniem. 
-Kim byłeś w tej organizacji?- kardynał Lombardi zbladł jak ściana. 
-Prawą ręką Węża- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. 
Duchowny opadł na jedno z krzeseł, jakby nagle zrobiło mu się słabo. Reszta księży zaczęła się żegnać pobożnie. 
Nie byłem tym zbytnio zdziwiony. Bardziej mnie to smuciło. Po tylu latach moje imię nadal budziło trwogę wśród zwykłych ludzi. 
Jeszcze siedem lat wstecz, ludzie widząc mnie zamykali się w domach drżąc ze strachu; że są na liście Hydry albo schodzili mi z drogi. Zdrajcy wpadali w popłoch i na każdym kroku oglądali się przez ramię. 
Kiedyś byłem z tego dumny; dziś brzydzę się tego, że jestem mordercą.
Do teraz nie mogłem zapomnieć błagalnych wrzasków tego nastolatka. Twarze ludzi, których zabiłem wracały w koszmarach.
Nagle usłyszałem znajome kroki na korytarzu...

piątek, 22 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział IX: Przyspieszony egzamin

Victoria, partnerka księdza Rafaela
Tego samego dnia, dwudziesty szósty listopada A. D. 1989.
Czyszcząc broń, rozmyślałam, dlaczego Raf tak dziwnie się ostatnio zachowywał. Nie mówił tego, co naprawdę chciał powiedzieć; a zastępował to czymś zupełnie innym, bezsensownym.
Spojrzałam na wypolerowane ostrze miecza. Moje oczy odbijające się w klindze miały cierpiętniczy wyraz.
Usłyszałam również, że kardynałowie zdecydowali się przyspieszyć egzamin Gabriela.
-Policja nadal poszukuje podejrzanego mężczyzny, który tydzień temu wysiadł na stacji kolejowej z pociągu trasy Velletri-Rzym- mówiła z telewizora prezenterka lokalnych wiadomości.- Żaden ze świadków zdarzenia, do którego doszło, nie potrafi opisać wyglądu owego mężczyzny, prócz tego, że z kieszeni stalowego płaszcza, który nosił, wystawała butelka wielkości pięści wypełniona przezroczystym płynem, z wytłoczeniem przypominającym według świadków koronę cierniową...
Eskapada Gabriela nie pozostała bez echa, bo wiadomości trąbiły o tym już od prawie tygodnia. Kardynałowie najpierw ogromnie się rozzłościli, ale; gdy pokazano w TV wnętrze wagonu z osobliwie wyglądającymi zwłokami wampira, bardzo się zaciekawili.
Mnie osobiście także zaskoczyła twarz niedopalonego truchła, która wyglądała jakby jej połowa rozpuszczając się wprost spłynęła z czaszki, wyżerając część kości. Zupełnie jakby Gabriel potraktował twarz Nocnego żrącym kwasem!.
Gabriel pozostawał dla mnie zagadką. Mimo swej bezpośredniości potrafił być osobą bardzo nieprzewidywalną i tajemniczą. Czasami w mgnieniu oka z wesołego chłopaka, potrafił stać się kimś na wzór chorego psychopaty. Był jak kameleon, zmieniał się w zależności od sytuacji. Potrafił doskonale oceniać swoje możliwości i dostosować się do niebezpiecznego otoczenia.
Gabriel-łowca z naszych polowań zupełnie nie pasował do Gabriela-Uczniaka, którym był za dnia, jak gdyby były to..
Dwie różne osoby.

Watashi no Akuma Rozdział IX: Przyspieszony egzamin

"W Imieniu Najwyższego Boga; uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia. 
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz: jeśliś grzesznikiem- sam do Piekła wrócisz" 

Byłem mordercą. I zdrajcą. Do dziś potrafię kłamać i zabijać bez mrugnięcia okiem. Nikt nie może mnie przejrzeć... 
Nikt.

Siedziałem w fotelu w swojej komnacie i bezmyślnie patrzyłem na pełen ludzi Plac Świętego Piotra.
Papież wygłaszał swoje przemówienie, ale prawie nie słyszałem jego głosu pogrążony we własnych myślach.
Nie dostałem żadnej odpowiedzi: ani z rodzinnego domu, ani od braci i bałem się, że coś mogło się im stać, że egzekutorzy Hydry...
Potrząsnąłem głową, jak pies otrząsający się z wody i opierając się wygodniej przymknąłem na chwilę oczy.
Pokazałem im, co potrafię i miałem nadzieję, że nie odważą się więcej tknąć mojej rodziny.
Wiele razy przez te kilka dni próbowałem o tym nie myśleć, ale widok ojca na tym cholernym wózku ciągle stawał mi przed oczami. Zobaczę go jeszcze? Matkę? Moich braci?
Uniosłem powieki i zobaczyłem przed sobą Rafaela.
-Ty myślisz?- Zapytał złośliwie.
-O co ci chodzi?- Odpowiedziałem pytaniem.
-Kardynałowie chcą poddać cię próbie- z jego twarzy zniknęła ironia, a on sam nagle spoważniał.
-Egzamin? Tak szybko?- Zdziwiony uniosłem brwi.
Rafael oparty o ścianę przy dużym oknie zręcznie podrzucał i łapał jabłko.
-Skoro już załatwiłeś jednego, powinieneś przejść próbę śpiewająco- zauważył patrząc mi w oczy.- Nawiasem mówiąc kardynałowie byli trochę wściekli, bo twoja akcja ściągnęła uwagę policji i dziennikarzy- dodał przewracając oczami.
-Próbujesz mnie ochrzanić?- Zapytałem z ironicznym śmiechem.
Na twarzy Rafaela odmalował się niecierpliwy grymas.
-Skąd. Po prostu ciekawie wyglądała na pół rozpuszczona facjata tego Nocnego- stwierdził próbując powstrzymać się od uśmiechu. Znów pochwycił owoc i posłał go w górę.- Nie dopalił się- wytłumaczył, widząc moją minę.
-Księżulkowie bardzo są wściekli?- Zainteresowałem się.
-Raczej zaciekawieni- jego odpowiedź cholernie mnie zaskoczyła, więc zapytałem:
-Jak to??
-Czym to zrobiłeś?- Rafael powoli wgryzł się w jabłko.
-Chlusnąłem w niego święconą- wzruszyłem ramionami.
Przez chwilę obserwował mnie, jakby uważał, że kłamię.
-Bredzisz- zauważył powątpiewająco nadal uważnie mi się przyglądając.
-Mówię zupełnie poważnie, Rafael- odparłem.- Podczas walki wytrącił mi srebro, więc... No... Całkiem odruchowo oblałem go wodą z flakonu. Był kurewsko wściekły- streściłem pokrótce.
-Dziwne, ale jakoś tego nie kupuję- przyznał się.
-Szkoda, bo tym razem mówię prawdę- odparłem patrząc mu prosto w oczy.
-Muszę to zobaczyć na własne oczy, inaczej nie uwierzę- zauważył wolno.
-Niewierny Tomasz się znalazł- zakpiłem.
-Wieczorem idziemy zapolować- rzucił wychodząc. Dostrzegłem, że znowu przewrócił oczami.
***


czwartek, 21 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział VIII: Wszystkie nasze grzechy.

Gabriel, zwany Uczniakiem 
Przebudziłem się w środku nocy bardziej z przyzwyczajenia, aniżeli z koszmaru.
Zastanawiałem się, dlaczego Victoria taka jest. Miła, wesoła i wybaczająca bez wyraźnego powodu komuś, kto wcale na to nie zasłużył.
Czy mogłaby być ową Księżniczką Draculea??
Usiadłem na łóżku i przetarłem twarz dłońmi.
Nie wiedziałem, co mam o tym wszystkim myśleć. Słyszałem wiele legend o Drakuli, ale nigdy nie było w nich o tym, że słynny z wyrafinowanego okrucieństwa książę wołoski miałby córkę...
Westchnąłem ciężko. Chciałbym o tym nie myśleć, ale pragnąłem ochronić Vix przed tym, co na nią polowało. Jeszcze do tego Hydra. Wiedziałem, że prędzej, czy później wyślą za mną egzekutorów z wyrokiem śmierci na mnie.
Zdążyłem napisać list do ojca, w którym prosiłem, żeby wyprowadzili się z miasteczka i powiadomili resztę mojego rodzeństwa. Jednak nie wspomniałem ani słowem o tym, że Cristian...
Właśnie, Cristian... Czy kiedyś będę musiał go zabić? Czy organizacja, do której obecnie należę (Księża Judasza) zabija ludzi, którzy zmuszeni są zmieniać się w zwierzęta?
-Jak w ogóle nazwać to, czym się stał..?- Zapytałem szeptem samego siebie.
-To Wilkołak- odezwał się głos z ciemności.
Z krzykiem spadłem z łóżka na podłogę. Głos był kobiecy, więc...
-Hej, to tylko ja..- odezwała się cicho Victoria.
-Przepraszam- odparłem podnosząc się na nogi. Szybko wciągnąłem na siebie koszulkę.
Upadłem przez trzy grzechy...
Przez: miłość, zaufanie i żądzę mordu...


Watashi no Akuma Rozdział VIII: Wszystkie nasze grzechy.

Łup!
Rafael spadając z krzesła wylądował na parkiecie. Zbladł, jak kostucha z wyrazem bezgranicznego szoku na twarzy.
-C-Co takiego..?- Zapytał ochrypłym głosem.
-To, co słyszałeś: zakochałam się w tobie- odparłam nadal ukrywając drżące z nerwów dłonie w kieszeniach bluzy.- No, więc... O czym chciałeś pogadać?- Zapytałam unikając kontaktu wzrokowego.
Rafael powoli wstał. Podszedł bardzo blisko i objął mnie, ale jakoś tak... Inaczej.
-Victoria...- jego głos drżał ze skrywanych emocji. Pocałował mnie w czoło, tak samo; jak tamtej nocy, kiedy spotkaliśmy się poraz pierwszy.- Ja... To już nieważne- powiedział cicho.
-Ważne. Wyduś to z siebie wreszcie- szturchnęłam go w bok.
Jego serce waliło, jak młot; a on sam trząsł się mocno, jakby miał dreszcze.
-Victoria- oparł czoło na moim ramieniu i westchnął ciężko.- Ja też... Też...
-Co też..?- Nie rozumiałam jego zachowania. Przecież on niczego się nie bał, więc co mu nie pozwalało powiedzieć tego, co miał do powiedzenia?
-Jestem niezłym Cykorem- roześmiał się cicho sam z siebie.- Chciałem ci tylko powiedzieć, że... Jesteś najlepszą partnerką pod słońcem...
Rafael J. White
Jaki ze mnie pieprzony tchórz! 
Nadal nie wierzyłem, że ona pierwsza powiedziała to, co sam czuję.. 
To szaleństwo. Muszę wyjść, bo zaraz zwariuję przez nią...! 
Mimo, że- z perspektywy bycia osobą duchowną- to grzech darzyć ją miłością; nie potrafiłem inaczej. Gdybym temu zaprzeczył to okłamywałbym samego siebie.
Wypuściłem ją z rąk i wyszedłem szybkim krokiem.
***
Nie mogłem zasnąć. 
Wpatrzony w sufit rozmyślałem nad wszystkim, co wydarzyło się w ciągu tego półtora roku. 
Wydarzenia tamtej nocy były ciągle żywe w moich wspomnieniach. 

Po skończonej mszy, szykowałem się do powrotu na plebanię. 
Wychodząc z kościoła, coś; a raczej ktoś zwrócił moją uwagę. 
Ludzie mijali siedzącą na schodach postać bez słowa. Siedziała skulona z głową opartą na kolanach oplecionych ramionami. Miała na sobie tylko rozdartą koszulkę i poszarpaną spódnicę, a na stopie jeden but. Trzęsła się z zimna. Bez wahania zdjałem płaszcz i podchodząc do niej chciałem ją nim okryć, ale spojrzała na mnie z przerażeniem i chciała uciec. 
-Nie zrobię ci krzywdy- przemówiłem cicho, wyciągając do niej rękę. 
Patrzyła na mnie nieufnie, płacząc bezgłośnie. 
-Chodź, ogrzejesz się. Zjesz coś, bo na pewno jesteś głodna- podjąłem drugą próbę. 
Wyciągnęła drżącą rękę. Chwyciłem ją i pomogłem wstać dziewczynie. Wtedy ujrzałem zza rozczochranych włosów te niesamowite oczy o niespotykanej barwie płynnego srebra. 
Okryłem ją płaszczem i obejmując ramieniem poprowadziłem na plebanię. 

Kiedy gospodyni podała jedzenie, dziewczyna rzuciła się na nie łapczywie, jakby od kilku dni nic nie jadła. 
-Uważaj, oparzysz się- powiedziałem łagodnie. 
Popatrzyła na mnie zdziwiona. Wyglądała okropnie. Obdarta, brudna i wychudzona- typowy obraz nędzy i rozpaczy. 
-Gdzie jestem? Kim w ogóle jestem?- Zapytała słabo. Była zdezorientowana i wystraszona. 
-Pamiętasz, jak tu trafiłaś?- Na to pytanie powoli pokręciła głową. 
-Biedactwo... Pewnie ma amnezję- odezwała się Amelia. 
Nieznajoma zaczęła jeść spokojniej. Nadal się trzęsła, ale dreszcze spowodowane wychłodzeniem powoli ustępowały. 
-Zostanie tutaj, dopóki czegoś sobie nie przypomni- powiedziałem wtedy. 
-Przygotuję kąpiel i ubrania- Amelia zniknęła w drzwiach kuchni. 
-Dzię..kuję- wypowiedziała to słowo bardzo ostrożnie, jakby bała się, że to nie to, co chciałaby powiedzieć. 
Uśmiechnąłem się do niej i obserwowałem jak je. 

Kiedy wyszła z łazienki była odmieniona, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Miała ładną, owalną twarz o alabastrowej cerze, z malinowymi ustami i dużymi oczami w kształcie elipsy w kolorze srebra. Zielony, odrobinę na nią za duży, t-shirt i sprane czarne jeansy sprawiały, że wyglądała uroczo. Wysuszone popielate włosy lekko opadające na jej ramiona uwydatniały głębokie spojrzenie jej nieco wystraszonych oczu, przez co postrzegałem ją jako równocześnie żałosną i cudowną dziewczynę. 
Powoli podniosłem powieki. Od tego czasu minęło niespełna półtora roku, a ona z każdym dniem była coraz piękniejsza. Podczas szkolenia nabierała nie tylko umiejętności, ale i hartu ducha, aż w końcu stała się zupełnie śmiałą i silną kobietą, zupełnie inną od tamtej przerażonej "bezdomnej"...
Kobietą, w której zakochałem się bez pamięci...

Watashi no Akuma Rozdział VIII: Wszystkie nasze grzechy.

Rafael J. White
Watykan, dwudziesty listopada A. D. 1989
Wszedłem w korytarz wiodący do sypialni i prawie zostałbym zmieciony z nóg przez Victorię, która przywitała mnie namiętnym pocałunkiem w usta.
-Vix- zacząłem zaskoczony, odsuwając ją lekko.
-Przepraszam- powiedziała cicho, unikając mojego wzroku.- Bardzo się martwiłam i.. Naprawdę cieszę się, że jesteś...
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Wtuliłam się w jego pierś, zastanawiając się, jak mogłam w niego zwątpić- przecież był moim dawnym nauczycielem i to, co potrafiłam było umiejętnościami, które sam miał opanowane do perfekcji. 
Dlaczego tak zareagował na pocałunek? Czy żałował tego, co stało się w tym hotelu? A może wcale nic do mnie nie czuł...? 
Rozpłakałam się. Czułam się dla niego nikim i nie wiedziałam, na czym właściwie polega moje uczucie do obu tych mężczyzn. 
-Nie płacz... Musimy porozmawiać- powiedział ten delikatny tembr. 
Nigdy nie mówił "porozmawiać"- zawsze było "pogadać"; dlatego zrozumiałam, że to musi być coś poważnego, więc szybko otarłam łzy z oczu. 
W mojej komnacie Rafael przysiadł na jednym z krzeseł, a Gabriel przystanął niedaleko. Zdejmując z ramienia plecak miał zasępiony wyraz twarzy.
-O czym chcieliście pogadać- spojrzałam wyczekująco na Rafa.
-O tym, że cię okłamałem, Victoria- zwróciłam spowrotem wzrok na Gabriela.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Co znaczy "okłamałem"?- Zapytała bardzo ostrożnie.
-Kłamałem od samego początku- wyznałem cicho, a w piersi coś zaczęło mnie kłuć.- Vix, ja... Miałem zdobyć twoje zaufanie i wydać cię Hydrom, ale... Od kiedy cię zobaczyłem..- moje własne słowa sprawiały, że zaczynałem się dusić.- Chociaż grozili mojemu bratu, nie mogłem tego zrobić.. Teraz dowiedziałem się czegoś strasznego: mój brat jest... Jest...- ten fakt nadal do mnie nie docierał.
-Czego się dowiedziałeś?- Zapytała łagodnie.
Nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy. Było mi wstyd i czułem się jak zwykły śmieć.
-Jego brat to Wilkołak- dokończył za mnie Rafael.
-Jak to...?- Zaczęła.
-To nie jest aż takie ważne.. Victoria, ja.. Jestem nawet gorszym potworem, niż mój brat. On zabija nie do końca świadomie, a ja.. Byłem mordercą. Teraz zostałem oszustem, bo...
-Zamknij się. Po prostu morda- przerwała mi cicho.- Wiedziałam, że nigdy nie zrobisz nic złego...
Poderwałem głowę i z wahaniem spojrzałem w te srebrne oczy.
-Jak to...?- Wyszeptałem zaskoczony. Czy ona w ogóle mnie słuchała??
-Widziałam, jak patrzyłeś na tych z Hydry. Jakbyś szczerze ich nienawidził- podeszła bliżej i przytuliła mnie mocno.- Nie przestałam ci ufać, Uczniak- ten uśmiech malinowych ust był taki słodki. Z trudem oparłem się jego urokowi mówiąc:
-Nie, Victoria. Powinienem odejść, bo jeśli zostanę..- uderzyła mnie mocno w twarz mówiąc z rozeźloną miną:
-Gówno mnie to obchodzi, rozumiesz??!- Te srebrne oczy ciskały gromy gniewu.
-Nie obchodzi cię nawet to, że możesz przeze mnie zostać porwana? Że niewiadomo, co mogą z tobą zrobić?- Zapytałem wstrząśnięty.
-Mam to gdzieś- powiedziała z naciskiem.
Gapiłem się na nią oszołomiony. Oszukiwałem ją, a ona robiła coś takiego- wybaczała tak po prostu...
Nie zasłużyłem na jej dobroć. Mimo, że ją pokochałem, nadal pozostawałem potworem.
Wtedy zauważyłem coś błyszczącego w jej oczach. Srebrna łza wymknęła się spod powiek i spłynęła po bladym policzku.
-Nie płacz, Nauczycielko- uśmiechnąłem się słabo.
-Ja nigdy nie płaczę- burknęła obrażona odsuwając się.
-Zostawię was- skinąłem Rafaelowi i wyszedłem z pokoju z zamiarem pójścia do siebie.
Rafael J. White
Nie miałem pojęcia, jak w ogóle zacząć tę rozmowę. 
Nigdy nie umiałem mówić o uczuciach. Zazwyczaj tłumiłem je w sobie, bo bałem się, że kiedyś ktoś obróci je przeciwko mnie. 
Dostrzegłem, że Vix przyglądała mi się badawczo. Wyglądała, jakby tak samo, jak ja obawiała się tej rozmowy. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Ukryłam drżące z niecierpliwości dłonie w kieszeniach bluzy, obserwując Rafa. 
-O czym chciałeś pogadać?- Zapytałam w końcu, przerywając tę bardzo niezręczną ciszę. 
Rafael spojrzał na mnie. W bladoniebieskich tęczówkach czaił się dziwny strach. 
-Vix, ja...- zaczął próbując opanować zdenerwowanie. 
Rafael J. White
Urwałem raptownie. 
Bałem się nie tylko jej reakcji, ale i tego, że wyjdę na kompletnego głupka. 
Była piękną i odważną kobietą. I niezwykle seksowną. Boże Miłosierny, ubóstwiałem w niej wszystko od wysokich kozaków na płaskiej podeszwie, po popielate włosy opadające na ramiona. 
-Co chcesz mi powiedzieć?- Zapytała łagodnie. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Spuścił głowę i wbił oczy w podłogę. 
Czułam się dziwnie. Zawsze mówił mi o wszystkim, co go martwiło, więc co teraz go powstrzymywało? 
Może powinnam teraz przejąć pałeczkę i sama powiedzieć mu, co czuję? 
Powinnaś mu wyznać, co doń czujesz, Córko. Jeśli to odrzuci, trudno: wasze życie potoczy się dalej...- usłyszałam słowa mojego spowiednika.
Zebrałam się na odwagę, mówiąc sobie w duszy: teraz, albo nigdy i odezwałam się:
-Raf.. Powinnam ci to powiedzieć już dawno, ale...- umilkłam na chwilę i odetchnęłam głębiej.- Kocham cię, Rafaelu... 

środa, 20 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział VIII: Wszystkie nasze grzechy.

Victoria, partnerka księdza Rafaela
Siedząc w komnacie Gabriela ciekawsko sprawdzałam, czy coś go zaciekawiło. 
Nie znałam go zbyt dobrze- nie powiedział, co lubi, a czego nie znosi. Jedyne, co o nim wiedziałam to to, że odszedł z organizacji przestępczej o nazwie Hydra, że miał ojca kalekę i to, że potrafił zabijać bez mrugnięcia okiem. 
Gabriel swoim zachowaniem czasami przypominał mi Rafaela, ale był trochę inny: był bardzo dojrzały, jak na swój wiek (choć nawet nie wiem, ile ma lat) i potrafi być nieugięty. Chyba ta jego dojrzałość ciągnęła mnie ku niemu. 
Rafael J. White
-Powinieneś zostać i powiedzieć jej prawdę- zauważyłem powoli. 
Nie za bardzo rozumiałem motywy jego postępowania, ale nie chciałem, żeby Vix cierpiała jeśli on odejdzie. 
Victoria bardzo szybko przywiązywała się do ludzi. Roztaczała wokół siebie taką aurę, że każdy ją lubił. Była z niej dobra dziewczyna; szybko wybaczała i nie potrafiła się długo gniewać po kłótni. Może i była trochę zamknięta w sobie, ale nawet ona czasami się zwierzała. 
On nie zasłużył na jej zaufanie. Był podłym kłamcą, którym gardziłem. Bez mrugnięcia zastrzelił dwoje ludzi. Dłoń, w której trzymał broń nawet nie zadrżała i, choć w pewnym sensie rozumiałem jego nienawiść do tych ludzi, sam nie potrafiłbym zabić innego człowieka.
Spojrzałem z boku na Gabriela. Patrząc przed siebie szedł z dłońmi w kieszeniach płaszcza, rozmyślając nad czymś głęboko.
-Zrozumiem, jeśli nie będzie chciała mnie znać- odezwał się po dłuższej chwili.
Drgnąłem szybko z zaskoczonym wyrazem twarzy.
-Vix bardzo cię lubi- odparłem cicho.
-Powiedziała ci to?- Zapytał ponuro.
-Nie, ale bardzo dobrze ją znam- oznajmiłem otwierając puszkę gazowanej oranżady. Pociągnąłem spory łyk.
-Taaa, jasne. I niby po czym poznajesz, że Vix kogoś lubi?- Wrócił Gabriel złamas, o którego mogłem być zazdrosny.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Nie tęskni za mną- uśmiechnął się wzruszając ramionami.
-Mylisz się- powiedziałem cicho.- Jesteś idiotą, jeśli myślisz; że... Ona się o ciebie zamartwiała, kiedy zniknąłeś- wściekłem się.
Westchnął.
-Myślałem, że ma ważniejsze sprawy na głowie- zauważył, jakby celowo chciał wytrącić mnie z równowagi.
-Ważniejsze, czyli kogo?- Zapytałem przez zaciśnięte zęby.
-Ciebie- zrobił szybki unik przed moim ciosem.
Rafael J. White
-Nie jestem pionkiem w twojej śmiesznej gierce, klecho- warknął, atakując. Szybko pochwyciłem jego nadgarstek i wykręcając mu rękę, przydusiłem Gabriela do ceglanego słupka.
-Nie unoś się, Gabriel- odpowiedziałem ze spokojem.- Chciałem popracować trochę sam, bo zrobiłem... Myślę, że oboje zrobiliśmy coś głupiego- puściłem blondyna i oparłem się o mur przystanku autobusowego.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Do czego zmierzasz?- Zapytałem, choć coś mi mówiło, że znam odpowiedź.
Rafael wyciągnął z kieszeni kolejną kolorową puszkę i otworzył ją z psyknięciem.
-Przespałem się z Victorią- wyznał to, co od kiedy znalazłem ten liścik, podejrzewałem.
Stłumiłem wybuch zazdrości, mówiąc:
-Rozumiem, ale... Nie, nie rozumiem- zaprzeczyłem samemu sobie.
-Czego w tych czterech słowach nie kapujesz?- Zapytał rozdrażnionym tonem.- Jestem księdzem. Przez to, co zaszło między nami, złamałem śluby- przerwał mi siarczysty policzek.
-Jeśli wolisz te swoje śluby, niż ją; to jesteś pieprzonym frajerem- oznajmiłem opuszczając rękę do boku.
Zapadła między nami cisza, w której Rafael, pijąc napój, pogrążył się w rozmyślaniach.
-Już dawno chciałem porzucić kapłaństwo, ale nigdy nie miałem na to dostatecznej odwagi- wyznał w końcu cicho.


Watashi no Akuma Rozdział VIII: Wszystkie nasze grzechy.

Jakiś czas później...
Gabriel palił kolejnego papierosa, siedząc na niskim murku.
-Wyjaśnisz mi, o co tu chodzi?- Zapytałem ostro.
Podniósł głowę i spojrzał na mnie z niechęcią.
-Wątpię, że mi uwierzysz- odezwał się w końcu.
-Gdzie byłeś, kiedy wyjechałeś?- Zapytałem.
-U ojca- odpowiedział cicho.
-A nie u Nich?- Nie wiedziałem, czy mogę mu wierzyć.
-Byłem u ojca- powtórzył, nerwowo zaciągając się dymem.
Złapałem go za łachy i podniosłem do pionu.
-Przestań wreszcie łgać i gadaj, gdzie naprawdę byłeś!!- Warknąłem.
-Byłem u ojca- powtórzył jak automat.- Kiedy wracałem.. W moim przedziale stało się coś dziwnego. Nocny wybił cały wagon. Podczas walki powiedział, że..- urwał nagle i pokręcił głową.
-Co wyszczekał ten nocny?- Puściłem go, bo wydawało mi się to ważne.
-Że pachnę Księżniczką Draculea- wydusił w końcu.
Cofnąłem się kilka kroków w tył, żegnając się szybko.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Na pewno dobrze usłyszałeś...?- Kolejne pytanie Rafaela wybudziło mnie z letargu.
-Tak samo, jak teraz słyszę ciebie- potwierdziłem cicho.- Może cię to wkurzy, ale mam dziwne wrażenie, że chodzi tu o Victorię...
Ciemnowłosy dryblas odsunął się ode mnie o kolejny krok.
-O czym ty pieprzysz??- Zapytał autentycznie zdumiony.
-Nie wiem, czy mogę się kierować tym tropem, ale wszystko zdaje się do siebie pasować- zauważyłem.- Hydra niczego nie robi bez powodu.
-Właśnie, Hydra. Okłamywałeś nas, że do nich nie należysz- przerwał ostro.
-Grozili mi śmiercią brata. Teraz to i tak już bez znaczenia- odparłem cicho, mijając go.
Byłem coraz dalej, gdy usłyszałem z jego ust pytanie:
-Zdradziłbyś Victorię?
Plecak wypadł mi z ręki i z grzechotem upadł na asfaltową nawierzchnię.
-Od początku nie zamierzałem tego zrobić, Rafael- odpowiedziałem z oczami wbitymi w dal.
Od kiedy poznałem Vix, poczułem do niej coś, co oddzielało dawnego mnie od tego mnie, którym chciałem być dawno temu. Zacząłem patrzeć na świat pod innym kątem- zacząłem wierzyć, że potrafię się zmienić na lepsze; że nie muszę wracać do punktu wyjścia.
Pokochałem ją od pierwszego spotkania. W tym wąskim przejściu chciałem ją pocałować, pragnąłem, żeby była tylko moja i niczyja inna; ale ona.. Kochała tego klechę..
-Spałeś z Victorią, prawda?- Zapytałem w końcu.

wtorek, 19 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział VII: Kłamca i jeszcze większy kłamca

Gabriel, zwany Uczniakiem
Z plecakiem na ramieniu szedłem do kwatery Hydr. Zamierzałem zawinąć tego głupiego klechę, zanim coś mu się stanie. 
Obejrzałem się przez ramię. Tłum turystów i mieszkańców chodził za własnymi sprawami, na szczęście nigdzie nie dostrzegłem Victorii.
Wszedłem w wąską uliczkę, zaraz skierowałem się w lewo i stanąłem jak wryty. W promieniu kilkudziesięciu metrów leżało na ziemi kilkoro członków Hydry. Martwych. Rozpłatanych jak śledzie.
Idąc ostrożnie w stronę wejścia sięgnąłem do płaszcza po kołek i świętą wodę.
Rafae J. White 
Uzbrojony w prowizoryczny, jak na moje standardy oręż czekałem na spotkanie ze zbliżającą się bestią, gdy kroki ciężkich łap ucichły jak ucięte nożem. Usłyszałem za to inny, znajomy odgłos. Stukot podkutych glanów na drewnie podłogi. Wiedziałem, że wilkołak jest zaledwie kilka kroków ode mnie. Hydry czekały z zapartym ze strachu tchem, słuchając sapania potwornego zwierzęcia, a ja zastanawiałem się, co jest grane.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-O, kurwa mać...- Wyszeptałem widząc stojącą dziesięć metrów dalej postać nienaturalnej wielkości wilka z szarą sierścią. 
Zesztywniały mi wszystkie mięśnie. Po prostu zamarłem w bezruchu ze zdumienia. 
Co to, do cholery, jest??!! Jak to zabić??!! Da się w ogóle to zabić??! 
Wilk, czy cokolwiek to było nagle zrobił coś dziwnego... 
Rafael J.White
... całkowicie nas ignorując przeszedł obok rozwalonych drzwi i podchodząc do Gabriela usiadł skamląc, jakby był załamany. Zachowywał się jakby bezgranicznie ufał ogarniętemu szokiem Gabrielowi, z którego dłoni wypadły fakon i kołek. Grube szkło w zetknięciu z drewnem  nie ucierpiało zbytnio. 
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Czym ty jesteś...? Czego chcesz..?- Wyszeptałem starając się opanować przerażenie tą wielgachną istotą. 
Wilk zapiszczał po swojemu i pochylając łeb tracił mnie dziwnie delikatnie. Nie rozumiałem, o co mu chodzi. Te ślepia patrzyły na mnie, prosząc o jakąś pomoc. 
Cofnąłem się, ale on znów podszedł popiskując, jakby mówił: nic ci nie zrobię, nie odsuwaj się. Pomóż mi... Nie odsuwaj się ode mnie... 
-Kim jesteś?- Nie potrafiłem wydobyć z siebie nic, poza szeptem. 
Rafael J. White
Rozległ się upiorny dźwięk skrobania pazurów na drewnianej podłodze. 
Wilkołak zachowywał się dosyć dziwacznie. Odstąpił od wszelkich reguł, które znałem jako polujący na te potwory. Był zupełnie inny, niż te, które zdążyłem już poznać.
Gabriel wpatrując się w podłogę otworzył usta. Oszołomiony poruszał ustami, z których wyczytałem litery.
C. W. B.
Wyszedłem z pokoju i dołączyłem do zaskoczonego Gabriela. Podbiłem upuszczone srebro i pochwyciłem je, żeby mieć coś do obrony tego idioty.
-Nie.. Zostaw go- blondyn nadal szeptał.- To mój brat..- nagle się ocknął i podchodząc do najbliższego z Hydr przywalił mu pięścią w twarz i wyrywając mu pistolet z kabury wymierzył mu w łeb.
-Gadaj, co mu zrobiliście!- Warknął rozzłoszczony odbezpieczając Glocka.
-Odbiło ci?! Nawet go nie tknąłem!- odwarknął tamten. Dźwięk strzału i urwany krzyk.
-Zła odpowiedź. Masz ostatnią szansę- oznajmił zimno blondyn znów mierząc Hydrze w łeb.
-Nawet go nie znam, człowieku!- To były jego ostatnie słowa w życiu. Zakończył je z kilkoma gramami ołowiu w głowie.
-Niech któreś się tylko ruszy- zagroził Gabriel opuszczając broń.
-Znalazłeś tę dziewczynę, więc czemu jej nie przyprowadziłeś?- Zapytała niewinnie dziewczyna w glanach.
-Jaką dziewczynę? O czym ona mówi?- Zapytałem ostro Gabriela.
-Nie wiesz...?- Zaczęła wesoło.
-Stul pysk- warknął ostro blondwłosy chłopak.
-Nadal jest jednym z nas. Miał dorwać i dostarczyć tę twoją dziewczynę.. Jak jej ta..?- Strzał. Czarnulka padła martwa z kulą w głowie.
-Jeśli ktoś jeszcze się odezwie, zabiję- ostrzegł.
Jego postawa się zmieniła. Z irytującego dzieciaka przeistoczył się w bezwzględnego mordercę. Wyprostował się, a jego ręka odbierając życie nawet nie zadrżała, podobnie jak oko w surowym wyrazie twarzy, którą widziałem z profilu. Po ciszy, jaka zapadła widać było, że wszyscy się go bali, więc wywnioskowałem, że musiał być kimś ważnym tutaj.
-To prawda?- Zapytałem go w końcu.
Milczał nawet na mnie nie patrząc. Powoli opuścił gnata do boku.
-Obiecałem ojcu, że więcej nikogo nie skrzywdzę...- powiedział cicho i smutno- Przekażesz Wężowi, że może już wysłać za mną list gończy- zwrócił się do kogoś.
-Od tamtej pory nikt ci nie ufał- odparł głos starszego mężczyzny.
-Pan chodzi na smyczy z psem, nigdy odwrotnie. Zapamiętaj to sobie, Vincente- odparł Gabriel odchodząc.
Podszedł do wilka i przytulił się do jednej z jego łap, a szare zwierzę z cichym piskiem jeszcze bardziej pochyliło łeb.