środa, 27 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XII: Kłamstwa, tajemnice i trójkąt miłosny

Gabriel posunął się o wiele dalej, niż bym chciała..
Przyciskając mnie mocarnymi rękoma do ściany spojrzał mi głęboko w oczy i to w taki sposób, jakby to on tutaj rządził. Jakby wiedział, jak mnie nastraszyć...
Siegnął ustami do blaszki zamka błyskawicznego mojej zielonej bluzy, mówiąc z paskudnym uśmieszkiem przyklejonym do pełnych warg:
-Teraz rozpakuję mój prezent- zacisnął zęby na blaszce i powoli rozpinając mi bluzę schodził w dół. Zsunął go do połowy i pochylając się szepnął mi do ucha:
-Nie muszę mieć wolnych rąk, żeby poradzić sobie z rozebraniem kobiety- powiedział z cichym, frywolnym śmiechem opuszczając moje ręce tak, by móc ściągnąć ze mnie ubranie i jednocześnie całując mnie po policzku i szyi.
-Gabriel... Puść mnie- mimo przerażenia jego nagłą zmianą, starałam się, by mój głos nie zadrżał.
-Przecież tego właśnie chcesz, Vix, przyznaj się- powiedział uwodzicielsko.- A, a, a.. Ani się waż- dodał, widząc że otwieram usta do krzyku, nadal się do mnie dobierając.
Odwróciłam głowę, trzęsąc się jak osika; niewerbalnie błagając, żeby przestał i próbując go odepchnąć, ale byłam za słaba.
W tej chwili okropnie się bałam, że może mnie skrzywdzić. Nie znałam jego prawdziwych zamiarów i nie wiedziałam, do czego naprawdę jest zdolny.
-No, no: jednak wiesz, czego chcesz; gołąbeczku- docisnął mnie mocniej do ściany, żebym nie mogła się ruszyć i znów zaczął mnie dręczyć psychicznie.- Rozluźnij się.. Jesteś sztywna, jak kłoda- pocałował mnie w usta, ale gdy chciał wepchnąć mi język do ust ugryzłam go.
-Puszczaj, ty obleśna świnio!- Odważyłam się wykrzyczeć mu w twarz, czując się odarta z godności.
Gabriel powoli się odsunął i patrząc mi prosto w twarz oznajmił:
-Tym właśnie jestem, Victoria: bezduszną, pozbawioną hamulców, podłą i obleśną świnią- powiedział dobitnie.- Mordercą bez krzty moralności, kłamcą bez sumienia- podszedł do biurka i znów siegnął po zielony alkohol.
-To nieprawda. Robisz to, żebym cię znienawidziła- sama po wydarzeniach sprzed zaledwie chwili nie wierzyłam, że mówię coś takiego- a raczej, żebym się na ciebie wściekła i dała ci spokój...- oddychając głęboko usiłowałam się uspokoić. Wszystko we mnie drżało, serce biło nienaturalnie, jakbym zamiast niego miała płatnerza kującego na kowadle miecz.
Uśmiechnął się krzywo i upił trochę absyntu.
-Coś ci powiem Victoria: nie ufaj nikomu tak łatwo, bo w końcu ktoś wbije ci nóż w plecy. Nie każdy jest tak dobry, jak ty: większość ludzi ma jedną wspólną cechę.. Kłamią i oszukują dla własnych korzyści- powiedziałem zimno.- Taki właśnie jest ten świat: twój własny przyjaciel z samej chęci zysku nie będzie miał oporów, żeby cię zdradzić, albo zabić.
-To nieprawda..- zaczęła kręcić głową, nie przyjmując tego do wiadomości.
-Gówno wiesz- przerwał mi, a jego oczy błysnęły groźnie.- Przez ten czas, który pamiętasz, doświadczyłaś tylko dobroci.- Cofnął się i z butelką w palcach usiadł na łóżku i podparł głowę na dłoni ręki, którą wsparł na kolanie.- Nie wszyscy mają tyle szczęścia..
-Dość- przerwał mu łagodny tembr, a Rafael podniósł Gabriela do pionu, warcząc- jeśli jeszcze raz choćby- tu blondyn po kopniaku w brzuch osunął się na kolana z jękiem bólu- spróbujesz tknąć ją palcem, pożałujesz dnia, w którym mnie poznałeś!- Warknął ciemnowłosy z zimną furią w głosie, z trudem powstrzymując się od skopania blondyna do nieprzytomności.- Pożałujesz, że żyjesz, ty psi pomiocie; ty..- Rafael rzucił jeszcze kilka wysublimowanych obelg. Wyprowadził mnie z pokoju Gabriela i zabrał do mojego.
-Ten sukinsyn mógł cię skrzywdzić.
Znałam ten ton i, chociaż był karcący; to w jakiś sposób wiedziałam, że Raf kierował się troską o moje dobro.
-On nie jest zły, tylko udaje- powiedziałam cicho.
-Nie? Przestań chrzanić, Vix!.- Wybuchnął z gniewem.- Widziałem, jak bez wahania przeładował broń i zastrzelił człowieka.
-Na pewno jednego z Hydry- oznajmiłam uparcie.
-Mimo wszystko to nadal ludzie, Victoria- powiedział nieco łagodniejszym tonem.
-Mordercy to nie ludzie- nadal był we mnie ten upór.
Westchnął głęboko i pokręcił głową z niedowierzaniem.
-A myślisz, że nas jak nazywają?- Zapytał z goryczą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz