poniedziałek, 20 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

Victoria, partnerka księdza Rafaela
Następnego dnia było deszczowo i wietrznie, oraz chłodno. Siedziałam przed telewizorem i z kubkiem kawy w palcach oglądałam wiadomości.
-Najświeższe informacje ze wsi Velletri- poderwałam głowę i wbiłam oczy w odbiornik.- Zeszłej nocy miała tam miejsce strzelanina. Według naszych nieoficjalnych ustaleń została zaatakowana rodzina poszukiwanego Gabriela Damona Borgii. Trwają czynności dochodzeniowe, a policja odmawia komentarza w sprawie, dlatego nie znamy okoliczności zdarzenia i motywów sprawców- mówił prezenter.- O tej sprawie będziemy informować na bieżąco. 
Zaatakowano rodzinny dom Gabriela... Czy on i Rafael byli tam wczoraj? Czy złapano Gabriela? A może sam zdecydował się oddać w ręce policji? 
Bałam się o nich obu, ale nawet bardziej o Gabriela. Mój strach rósł dlatego, że nie było wiadomo, co tak naprawdę się tam wydarzyło. 
Poza tym relacje Gabriela z rodziną były praktycznie w strzępach: bracia odnosili się doń z chłodem i pogardą, a z rodzicami był skłócony. Od prawie ośmiu lat był zagubionym uciekinierem zdanym tylko i wyłącznie na siebie. 
Czy Rafael mógłby i chciałby mu pomóc? Nie miałam pojęcia. Ich współpraca była w pewnym sensie pełną złośliwości kłótnią interesów, bo obaj byli zupełnymi przeciwieństwami: Rafael był ostrożny i skrupulatnie planował każdy krok, natomiast Gabriel to osoba brawurowa, potrafiąca dostosować się do danej sytuacji, jakkolwiek byłoby to niebezpieczne, umiał kłamać; improwizować i blefować, a jeśli musiał pociągnąć za spust- robił to bez żadnego wahania. Jednym słowem: byli innymi światami, ale niektóre cechy posiadali wspólne.
Złość na nich już mi trochę przeszła, jednak martwiłam się, że coś mogło się im stać. Poza tym czułam się winna, że pocałowałam blondyna, bo wiedziałam; że zrobiłabym krzywdę Rafaelowi, gdyby się o tym dowiedział.
W sumie nie rozumiałam także,  dlaczego nazwałam Gabriela imieniem Nicolae. Zadawałam sobie pytanie, kim właściwie był ten Nicolae, jeśli istniał i, czy coś mnie z nim łączyło. Miałam też wrażenie, że nie znam całej prawdy związanej z alter ego zielonookiego blondyna.
Szereg pytań rósł z każdym dniem i wszystkie wydawały się bardzo istotne. Pragnęłam się dowiedzieć, kim byłam i, co wydarzyło się tamtej nocy, kiedy straciłam pamięć, a równocześnie obawiałam się tego, jak wówczas może się zmienić moje dotychczasowe życie...
Gabriel, zwany Uczniakiem 
***
Łby w panice rzuciły się do ucieczki, ale zanim policja weszła do domu, ojciec kazał mi ukryć się w piwnicy i uzgodnił ze wszystkimi, że nie wiedzą gdzie jestem i nigdy mnie tu nie było.
Nie byłem z tego zadowolony, chociaż doceniałem, mimo wszystko, że tato chciał mnie chronić...
-Powinienem odpowiedzieć za to, co zrobiłem, tato- oznajmiłem cicho, a mój brat spojrzał na mnie osłupiały.
-Jeszcze nie teraz, Gabriel. Idź już- nakazał ojciec cicho.
-Dziękuję- powiedziałem cicho i pozwoliłem szlochającej z nerwów matce zamknąć za mną drzwi. Po chwili zapadła wszechobecna ciemność i usłyszałem szczęk klucza w zamku.
Kiedy oczy przyzwyczaiły się do mroku rozejrzałem się. Praktycznie nic się tutaj nie zmieniło od kiedy byłem nastolatkiem: wszędzie te same szare szafki z odłażącą gdzieniegdzie farbą, wysokie, metalowe regały i kilka innych gratów. Ukryłem się w stojącej w kącie olbrzymiej, kamiennej beczce i moszcząc się wewnątrz, założyłem drewnianą pokrywę. Nadal czułem w środku ulubiony zapach dzieciństwa- woń kiszonej kapusty.

Siedząc w szerokim naczyniu rozmyślałem, dlaczego tato nie zdecydował się wydać mnie policji. Mimo tego, co się stało; nie potrafiłem zrozumieć jego postępowania. 
Zamknąłem na chwilę oczy. Nadal byłem zdezorientowany i strasznie zagubiony i chciałem, chociaż na krótki moment odciąć się od głosów i obrazów szalejących w mojej głowie...
***
Rafael J. White 
Mieliśmy zostać zabrani na najbliższy komisariat policji, by opowiedzieć o wydarzeniach zeszłej nocy. Przed domem i w środku krzątało się mnóstwo mundurowych, wokół domu rozwijano już taśmę odgradzającą teren działań mundurowych. Do czarnych worków pakowano zwłoki członków Hydry, gdy ojciec Gabriela rzucił do Marcusa:
-Zatrzymaj się.
Jeden z policjantów ubrany w kamizelkę kuloodporną na dźwięk głosu odwrócił się i spojrzał na nas. Był to nie kto inny jak najstarszy brat Gabriela, czyli Vincenzo. Ciemny blondyn podszedł do nas szybko. Bez wahania na oczach podwładnych przywitał się z rodziną. 
-Pochwalony, księże Rafaelu- rzucił w moją stronę.
-Na wieki wieków i mów mi po prostu po imieniu- odpowiedziałem spokojnie.
-Zaraz.. Znacie się..?- Zdziwił się Marcus, a eskortujący nas policjanci byli zaskoczeni. 
-Długo by opowiadać- skwitował Vincenzo.- Co się tutaj stało..?
-Długo by mówić, Vincenzo- odezwała się cicho jego matka. 

Godzinę później. 
Na komisariacie trwało przesłuchanie. Dziwiłem się Vincenzo, że potrafi tak spokojnie i niemal bez emocji prowadzić tę sprawę. Giorgio starał się uspokoić zdenerwowaną matkę partnera, a blady, jak płótno Marcus patrzył przez szybę na brata przesłuchującego w drugim pomieszczeniu ich ojca. Wiedziałem, że nie powinienem kłamać, ale próbowałem zrozumieć ojca Gabriela... Sam nie wiedziałem, jakbym się zachował w takich okolicznościach i zastanawiałem się, jak się ułoży pomiędzy ojcem i trzecim synem.
Vincenzo krzywiąc się z bólu sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął słoiczek. Odkręcając go wysypał na drugą dłoń dwie tabletki i wziął je. Ojciec zapytał go o to, Vincenzo odpowiedział wyjątkowo spokojnie, powoli zdejmując kamizelkę. Wtedy na jego koszuli zobaczyłem poszerzający się ślad krwi. Marcus widząc to wezwał jednego z funkcjonariuszy.

-Nic mi nie jest, Dante- oznajmił lodowato Vincenzo, wpatrując się w jednego ze swoich podwładnych.
-Został pan postrzelony, komisarzu Borgia. To poważna sprawa i...
-To draśnięcie- odparł V przez zaciśnięte zęby.
-Uparty, jak zwykle- odezwała się pani Ofelia z ciężkim westchnieniem.

Podczas rozmowy ze mną, Vincenzo formalnie pytał o sprawę, a niewerbalnie chciał się dowiedzieć czegoś na temat Gabriela.
-Większość z tych trupów to członkowie Hydry. Wiem, że chcieli się zemścić na Gabrielu- dedukował ze spokojem.- Smoki też nie zaczęły wojny przypadkowo. Rafael, jeśli coś o tym wiesz...- zaczął.
-Wiem tyle, co ty.
Czytaj: nie pilnuję Gabriela całą dobę, ale wiem, że ty wiesz, Vincenzo.
-Rozumiem.
-Właściwie, dlaczego wziąłeś tę sprawę?- Zapytałem powoli.
-Dlatego, że to Hydra- oznajmił cicho.
-Czyli chodzi o Gabriela- zacząłem, ale mi przerwał:
-Wcale nie chodzi o niego, zresztą czemu obchodzi to akurat duchownego?- Zapytał.
-Taki już charakter księdza, Vincenzo. Pomyślałem, że rozmowa może pomóc, ale nie mogę nikogo zmusić do mówienia.
Uśmiechnął się krzywo.
-Wiesz, kto nas wezwał?- Zapytał po chwili. Pokręciłem odmownie głową.- Stary Paolo. Pewnie słyszałeś, że w Velletri ma pewne przezwisko- zasugerował.
-Podobno nazywają go Wyrocznia, ale co z tego?- Zdziwiłem się.
-Nie widziałem jeszcze księdza realisty- zauważył.- Podobno wszyscy jesteście nawiedzeni.
Wbrew procedurom przesłuchanie nabrało charakteru czysto koleżeńskiej rozmowy.
-Nawiedzeni?- Uśmiechnąłem się delikatnie.- Niektórzy księża to po prostu konserwatyści. Prawo Kanoniczne ponad wszystko. Wykształceni, ale związani przestarzałymi zasadami- wzruszyłem ramionami.
-Nie wierzę, że ksiądz mówi coś takiego- zauważył podwładny Vincenzo. Najstarszy z braci Borgia zgromił go spojrzeniem, a tamten przybrał przepraszającą minę.
-Nikt nie jest święty- oznajmiłem spokojnie.- Masz jeszcze jakieś pytania do mnie, komisarzu?
-Nie, ale chciałem umówić się na jakieś piwo, czy coś- rzucił powoli.
-Gdzie i o której?- Zapytałem krótko.
-Wpadnę koło siódmej- rzucił.- Nie mam już pytań co do sprawy. Podpisz zeznania.
Czytaj: Wpadnę po was koło siódmej.
Przeczytałem i podpisałem.
-No, to umówieni; Panie Władzo- rzuciłem spokojnie.
-Trzymam za słowo, Agencie Nieba- zażartował, a ja przewróciłem oczami wychodząc.

Zaraz po tym gdy policjanci opuścili dom, Marcus wszedł do piwnicy, by wyciągnąć stamtąd młodszego brata.
Idąc na górę nie rozmawiali. Jednak w połowie schodów Uczniak odezwał się do brata mówiąc...
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Dlaczego sam mnie nie wydałeś, skoro tato tego nie zrobił?- Zapytałem cicho i smutno.- Dlaczego tego nie zrobiłeś zwłaszcza, że aż tak bardzo mnie nie zdzierżysz?
Cios. Potknąłem się o ostatni stopień, wpadłem przez drzwi na korytarz i zatrzymałem się o milimetry od ściany. Kamienny krzyżyk spadł, ale wyciągnąłem dłoń i zacisnąłem palce, chwytając przedmiot kilka centymetrów nad płytkami.
-Ojciec już dość przez ciebie wycierpiał- rozwścieczył się Marcus.- Od prawie ośmiu lat nie może chodzić na własnych nogach i to wszystko przez ciebie, Gabe!
Odłożyłem krucyfiks i wstając, powoli podszedłem do Marcusa i chwytając go za ubranie, oparłem o ścianę.
-Myślisz, że się o to nie winię?- Zapytałem z goryczą patrząc starszemu bratu prosto w oczy.- Chętnie cofnąłbym czas, żeby było inaczej, żeby to się nie stało...- Cofnąłem się. Powoli oparłem się o drzwi piwnicy i osunąłem się po nich siadając na podłodze pokrytej ciemnozielonymi kafelkami.- Żeby to mnie zabili...- wlepiłem wzrok w podłogę. 
Rafael J. White 
Jego ojciec poprosił oczami żonę, żeby wyszli na korytarz. 
-Ja to zrobię...- zacząłem.
-Nie potrzebuję litości- oznajmił mężczyzna.
-To nie jest litość. Nawet ja czasami potrzebuję pomocy- odezwałem się spokojnie.
Pani Ofelia spojrzała pytająco na męża, który potwierdził ruchem oczu.

Gabriel wyglądał fatalnie. Siedział ze zgiętymi w kolanach nogami oparty o drewniane drzwi i z czołem wspartym na przedramionach gapił się w podłogę. Lekko potargane blond włosy i kilka zmarszczek na czole wyraźnie pokazywały jego żal i smutek, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej.
-Myślisz, że się nie nienawidzę, Marcus?- W jego tonie, prócz żalu wibrowała także złość na samego siebie.- Nienawidzę siebie od tamtego dnia.. Próbowałem się im wyrwać, bronić go, ale byłem bez szans!- Nerwowo sięgnął do kieszeni i zapalił.- Nie chciałem tego.. Żałuję, bo naprawdę tego nie chciałem...- Powiedział z rozpaczą, zaciągając się nerwowo. Powoli drżąc wypuścił dym z płuc.- Wolałbym zdechnąć, niż...
-Nigdy.. Przenigdy nie waż się tak mówić w mojej obecności, Gabrielu Damonie- powiedział przez zaciśnięte zęby mężczyzna na wózku, lecz wtedy otworzyły się drzwi i pojawił się on.
Ten młody stażysta, którego widziałem podczas jednej mojej wizyty w szpitalu. 
-Gabriel, popatrz na mnie...- Blondyn pełen niechęci wstał i wykonał prośbę. Młodszy od niego chłopak wyciągnął rękę i mocno uderzył brata w twarz.- Wiesz za co, czy mam ci poprawić?- Zapytał patrząc na brata spode łba.
Gabriel przyłożył dłoń do czerwonego policzka i przez długą chwilę wpatrywał się z niedowierzaniem w swego najmłodszego brata.
-Wiesz za co?- Powtórzył chłopak wpatrując się w blondyna.
-Wiem. Przepraszam- odpowiedział cicho zielonooki. 

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

***
Po kilku minutach rozdzieliliśmy się na tyłach domu. 
Rafael rozglądając się odłożył kuszę i wziął oparty o dom szpadel. Chyba zdecydowanie wolał walkę wręcz. 
Z bronią w gotowości posuwałem się powoli, tuż przy ścianie, próbując uspokoić zarówno oddech, jak i emocje.
W ostatniej chwili zdążyłem schować się za rogiem domu, gdy zobaczyłem Trzy Łby w osobach Katie, Luciano i Pietro. Zza uchylonego okna usłyszałem głos Dietera:
-Gdzie twój młodszy braciszek?- Zapytał chłodno. 
Rafael J. White 
-Kazałem mu się wynosić- odparł szczekliwy głos Marcusa.- Mordercy i kryminał nie ma wstępu do tego domu.
Cios. Marcus uderzył w drzwi. Jego matka krzyknęła cicho, a któryś z Hydr uciszył ją warknięciem.
-Zostaw mojego syna- powiedział spokojnie, ale lodowato pan Borgia.
Dieter i reszta roześmiali się drwiąco, po czym Wąż pochylił się i spojrzał siedzącemu na wózku mężczyźnie w oczy, mówiąc:
-Myślisz, że się boję kaleki?- Zapytał z lekkim śmiechem.
-Skąd w ogóle możesz wiedzieć, że nie udaję kaleki?- Odpowiedział obojętnie Damon Vincenzo Borgia, nie spuszczając wzroku z Dietera.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Na chwilę zapadła cisza. Stojąc tuż przy ścianie ukradkiem obserwowałem sceny rozgrywające się we wnętrzu domu. 
Wtedy to zauważyłem. Leżący na oknie telefon, ze słuchawką położoną na parapecie... Ktoś był po drugiej stronie linii. Słyszałem znajomy cichy oddech i wtedy...
Ciszę i spokój rozdarł dźwięk broni półautomatycznej, a ja zobaczyłem pełno błysków z luf. Padłem na deski altany, doczołgałem się do starego koryta służącego matce, prawdopodobnie, za kwietnik i sam odpowiedziałem ogniem. 

Strzelanina trwała w najlepsze, a ja wiedziałem, że muszę oszczędzać amunicję. 
-Za wszelką cenę muszę zabrać jakiś automat- szepnąłem cicho do siebie. 
Przez terkot broni i huk strzałów nie usłyszałem skradającej się ku mnie Hydry. 
-Rzuć broń i odwróć się na plecy. Powoli i bez numerów, Damon- głos Venere. Pokazując reszcie grupy, żeby przestali strzelać. 
Cisza aż zakłuła mnie w uszy. 
To koniec... Wszystkich zabiją- pomyślałem z porażką, zabezpieczając i odkładając broń na deski altany, gdy nagle metal szpadla zamajaczył w czyichś rękach, a Venere wylądował nieprzytomny tuż obok mnie. Wówczas zapanował chaos. 
Szczekanie i wycie oraz krzyki i terkot broni wypełniły powietrze. 
-Co się tam, zu holle, dzieje?- Zapytał Dieter podchodząc do drugiego okna. 
Rafael J. White 
Patrzyłem na to wszystko w głębokim oszołomieniu i szoku. 
Pięcioro olbrzymich basiorów, przedzierało się przez rzędy uzbrojonych Hydr, raniąc; ale nie zabijając. Na czele swoistego stada szły dwa wilki: pierwszy był siwy, ale te ślepia miały w sobie moc i doświadczenie, jakby był najstarszy z nich. Drugi był zdecydowanie młodszy o szarej, błyszczącej w świetle księżyca sierści i ślepiach o spokojnym wyrazie. Patrzył wprost na Gabriela, który z bronią w rękach stał na altanie. 
Dieter wyszedł z domu szarpiąc przed sobą matkę Gabriela, której przykładał lufę do skroni. Szary wilk schylił łeb i wpatrzony w Dietera odsłonił wielkie zębiska warcząc ostrzegawczo. Niemiec wymierzył w niego broń, ale zanim zdążył strzelić...
Gabriel, zwany Uczniakiem
To stało się w ułamku sekund... Broń wypaliła, szary wilk skoczył w stronę matki trzymanej przez Węża, uniknął pocisku i wprost wgniótł Dietera w ścianę budynku, gryząc rękę z bronią.
Zabrałem mamę i odwracając ją ku sobie, mocno przytuliłem zapłakaną i przerażoną kobietę, starając się ją uspokoić.
-Raf, weź moją matkę i ze mną- Dieter z wrzaskiem szamotał się i próbował się bronić, a ja poprawiając broń w rękach wszedłem do środka.

Hydry rozmawiały wyraźnie zdezorientowane tym, co działo się na zewnątrz. Wszyscy z bronią w gotowości, dwóch mierzyło z luf do mojego ojca i brata.
Zza uchylonych drzwi dostrzegłem strażnika na czatach. Ostrożnie złapałem klamkę i przywaliłem niczego nie spodziewającemu się Jamesowi z drzwi i zasłaniając się nimi wystawiłem dłoń z Glockiem i zastrzeliłem jednego.
-Rzućcie broń, bo wszystkich pozabijam!- Warknąłem zza drzwi.
-Chcesz się pozbyć tatusia i braciszka?- Zapytała Kate.
-Spójrz przez okno, Łbie- odparłem pogardliwie.
Cisza. Po chwili cicha rozmowa i kilka przekleństw, a potem okrzyk jednego:
-CO TO, DO JASNEJ KURWY, JEST??!- Zapytał ostro.- CZYM JEST TO WIELKIE..?- Trzask. Zza szafy zobaczyłem, jak jeden z Hydr odskakuje od okna z przerażeniem. Jego twarz oświetliły światła radiowozów...
Potem była już tylko bójka i strzelanina... 

piątek, 17 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

Rafael skinął powoli głową, a ja spojrzałem smutno na ojca.
-Idź, Gabriel- powiedział z niepokojem.
Wychodząc z pokoju spojrzałem nań przez ramię:
-Wrócę- powiedziałem cicho i wyszedłem za Rafem.
***
Godzinę później skradaliśmy się pomiędzy drzewami, w ciemności.
Z rozmowy matki z jednym z mieszkańców, panem Venere, wynikało, że za spustoszenia w trzodzie i bydle odpowiedzialny jest nie jeden wilk, a mała sfora. Poza tym coś zabijało też ludzi...
Wpadłem z impetem na Rafaela, który niespodziewanie przystanął. W bladoniebieskich oczach czaił się niepokój, a twarz zastygła w wyrazie głębokiego skupienia nagle drgnęła.
-Wracamy- szepnął.
-Co się dzieje?- Zapytałem krótko.
Rafael odwrócił się ku mnie.
-Przeoczyłem coś bardzo ważnego- minął mnie i ruszył w kierunku, z którego przyszliśmy.
Chwyciłem go za ramię i szybkim ruchem osadziłem bruneta w miejscu, warcząc:
-Co takiego?
-Twierdziłeś, że Venere to zdziwaczały samotnik. Kto wysłałby introwertyka z informacją o której wie zaledwie kilka osób?- Zapytał rozsądnie.
Od razu zrozumiałem, że moja wcześniejsza nerwowość była w pełni uzasadniona. Zakląłem szpetnie pod nosem, rzucając:
-Czemu sam wcześniej na to nie wpadłem? Wyruchali mnie, skurwiele- ze złością kopnąłem w suchy pień, który z loskotem zwalił się na ziemię.- Pozabijam to ścierwo...!
Rafael J. White
W połowie lasu szybki krok Gabriela przeistoczył się w karkołomny bieg przez leśne przeszkody. Choć byłem dość wysportowany, ledwie dotrzymywałem mu tempa. W ostatnim momencie przeskakując leśny rów, śladem blondyna odbiłem w prawo i nagle las się skończył...
Gabriel zdążył mnie zatrzymać i przez jakiś czas obserwował widoczne w światłach domu kilka ciemnych aut i szwendających się wokół domostwa ubranych w ciemne kolory ludzi.
-Sprowadził Egzekutorów. Musi być jednym z Hydr.
-Venere!?.- Spojrzałem nań z nutą zwątpienia.
-Jaką masz broń?- Zapytał ostro, schylił się i po chwili pociągnął mnie na ziemię, a tuż przy rowie przesunął się ślad latarki. Z bijącym sercem i stłumionym w płucach oddechem zrozumiałem, że cienka struga światła zbliża się w naszym kierunku.
Gabriel widząc mój wyraz twarzy, szybkim gestem nakazał mi bezruch i ciszę. Kroki były już słyszalne bardzo blisko, gdy czubek jednego z butów znalazł się tuż nad moją głową. Z trudem powstrzymałem się od okrzyku zaskoczenia, a Gabriel wynurzył się i podcinając tamtemu nogi, wciągnął go do rowu i zanim napastnik zdążył wydać jakikolwiek dźwięk, skręcił mu kark, po czym obszukując zwłoki zabrał zza pasa kaburę z bronią, magazynki i nóż oraz jakąś małą rzecz, którą oswietlił latarką.
Była to srebrna przypinka z Hydrą w koronie obejmującej wszystkie trzy łby, przyozdobioną pośrodku kamieniem: krwistym rubinem.
-Belotto, drugi Egzekutor- mruknął, z odbezpieczoną i przeładowaną bronią wyskoczył z rowu.- Musisz się zdecydować: zabijesz każdego, który cię zaatakuje; albo czekasz tutaj w ciszy- oznajmił zimno, patrząc mi w oczy.
-Nie zostanę tu za żadne skarby-warknąłem głośnym szeptem.
Gabriel, zwany Uczniakiem 
-Jeśli nie będziesz umiał zabić, będziesz mi tylko przeszkadzać; Rafael!. Nie mogę chronić kogoś i jednocześnie osłaniać go przed gradem kul- wyjaśniłem ostro.
-Kto komu przeszkadza.? Od początku byłem przeciwny wysłaniu cię tu ze mną. Zawsze sprowadzasz za nami uzbrojonych po zęby typów spod ciemnej gwiazdy- odciął się.
-Czyli zostajesz. Koniec tematu- chciałem wyjść stamtąd, póki nie połapali się, że stracili jednego, ale Raf wciągnął mnie spowrotem.
-Robię to pierwszy i ostatni raz; Gabriel- oznajmił i wyciągnął z torby kuszę z uczepioną pod spodem jakąś puszką. Wziął mały plecak i wrzucił doń jeszcze kilka takich "puszek" i zarzucając go na ramię skinął mi głową rzucając cicho:
-Boże Miłosierny, miej nas w opiece.
Właśnie. Zwłaszcza swojego Księżulka, a mnie jeśli masz chęć- pomyślałem wyskakując z rowu. 

czwartek, 16 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

Kiedy pożegnaliśmy się z dziwnym typem o imieniu Paolo ruszyliśmy w dalszą drogę.
Gabriel szedł w milczeniu przed siebie, za to ja przyglądałem się z zaciekawieniem odstraszającemu wyglądowi wioski.
-Dziura zabita dechami- skomentowałem.
-Jeszcze nie widziałeś, gdzie psy dupami szczekają- odparł z ironią. W ostatniej chwili przeskoczył murek i skręcił w prawo, po czym jakiś pies dostał od niego z kamyka.
-Zjeżdżaj, pchlarzu- warknął Gabriel z pogardą, gdy zupełnie nagle psu odbiło.
Stanął wpatrując się w jeden punkt, postawił uszy i jeżąc sierść zaczął warczeć.
-Coś jest nie tak- odezwał się z namysłem blondyn i ruszył szybkim krokiem w kierunku oddalonym od nas o niecały kilometr szarego budynku ze spadzistym dachem, porośniętym w niektórych miejscach mchem.
***
Przy budynku krzątał się jakiś facet. Paląc papierosa podniósł głowę znad szpadla i spojrzał wprost na Gabriela, który stanął jak wryty i cofnął się o krok.
-Książę Kryminału jak zawsze nieproszony- zauważył nieprzychylnie.
-Marcus, odpuść. Nie mam ochoty na żarcie się z tobą- odparł Gabriel z ciężkim westchnieniem.
-Po co przyjechałeś?- Wyższy od niego o głowę ciemnowłosy o bladoszarych oczach oparł się na szpadlu.
-Chciałem pogadać. Jest coś, o czym powinniście wiedzieć- Zaczął ugodowym tonem blondyn.
-Znowu zamierzasz wciskać mi bajki, jaki to nawrócony jesteś i w ogóle? Jeśli tak, to odejdź, bo trafi mnie szlag i jeszcze ci przypierdolę tym szpadlem- Marcus miał szczekliwy głos.
-Nie chodzi o mnie- zaczął, ale z domu odezwał się inny męski głos:
-Kogo tam przywiało?- Zapytał.
-Synek marnotrawny z jakimś facetem się zjawili- rzucił w stronę okna Marcus.
Po kilku minutach z domu wynurzyły się pierwsze koła wózka inwalidzkiego, na którym siedział około dziesięć lat starszy ode mnie mężczyzna. Zaraz za nim stała wątła kobieta o oczach Gabriela. 
-Cześć mamo, tato- powiedział cicho Gabriel, sam skinąłem w milczeniu głową na powitanie.
-W co znów się wpakowałeś, Gabriel?- Zapytał jego ojciec.
-Pewnie, jak zwykle kogoś zabił- prychnął Marcus.
-Chodzi o Cristiana, a nie o mnie, do cholery- warknął blondyn. Odbił cios szpadla i szybko wyrwał go z rąk starszego brata.
-Coś mu się stało?- Zapytała matka Gabriela, Ofelia.
-Jeszcze nie, ale może się stać. Musimy porozmawiać i to bardzo poważnie.. Potem pójdę sobie gdzie chcecie, nawet do diabła- odparł zielonooki napiętym tonem.
-Chodźcie do domu- odezwał się ojciec Gabriela po dłuższej chwili.

Dom był ładnie urządzony i zadbany. Wisiało kilka obrazków i fotografii. Nad samym wejściem był duży krzyż.
Usiedliśmy w salonie.
-Kim jest twój znajomy? Strzela, wypruwa flaki, czy tylko haracze i wymuszenia?- Zapytał z kpiną Marcus.
Zamierzałem go efektownie zgasić, więc zanim Uczniak zdążył zareagować odparłem:
-Jestem tylko spokojniutkim księdzem kapelanem mafii- odparłem uszczypliwym i zgryźliwym tonem.
Marcus zamilkł. Widać wyczuł sarkazm z mojej strony. Zaraz szybko przeprosił, a Gabriel prychnął:
-Księżulek, jak zawsze dosadny, co Rafael?
-Nie mogłem się powstrzymać- stwierdziłem przewracając oczami. 
-Możecie mi nie wierzyć, ale Christian to wilkołak i..- Zaczął Gabriel. 
Marcus zaczął się śmiać, ale państwo Borgia pozostali poważni. 
Na widok powagi rodziców, śmiech Marcusa umilkł. Spojrzał na nich zdziwiony. 
-Chyba nie wierzycie w te bajki- powiedział po długiej ciszy z niedowierzaniem. 
-Wiemy- powiedział w końcu starszy mężczyzna na wózku. 
-Co wiecie? To bajki- zaczął Marcus. 
-Też chciałbym w to wierzyć, ale widziałem to na własne oczy- oznajmił Gabriel.- Jak to się właściwie stało? 
-Kiedy byliście dziećmi. Pamiętacie, jak nie pozwalaliśmy wam chodzić w okolice starego młyna?- Zapytał pan Borgia. 
Gabriel i Marcus wymienili zaskoczone spojrzenia. 
-Jeszcze jak. Powiedziałeś, że jak się dowiesz to nogi z dupy nam powyrywasz- przytaknął Gabriel. 
-Ja pamiętam, że stary Gross był jakiś taki dziwny. Chodził jak lunatyk, znikał jak była pełnia... Nie łapałem, czemu, ale ten zakaz mi nie pasował, bo nikt nic nie wyjaśnił- zauważył. 
-Czyli wychodzi na to, że Gross musiał być wilkołakiem- wywnioskowałem spokojnie. 
-Niestety- przytaknęła Ofelia Borgia- i zdarzył się wypadek.
-Nazywacie to, co Gross zrobił wypadkiem???- Zapytał oszołomiony zdumieniem Marcus.- Przecież to szaleniec.
-Nie każdy człowiek jest świadomy tego, co robi jako wilkołak- zauważyłem spokojnie.
-To szalone- stwierdził z niedowierzaniem.
-Macie gdzie zostać na noc?- Zapytał pan Borgia.
-Pogadam z Paolo- zaczął Gabriel.
-Nie- oznajmił jego ojciec.- Chciałem z tobą później porozmawiać.
-Dobrze, tato- oznajmił Gabriel cicho. Wyglądał tak, jakby trochę bał się tej rozmowy.
*** 
Gabriel, zwany Uczniakiem 
Wieczorem. Rafael zaoferował pomoc mamie przy kolacji. Marcus nakrywał do stołu, a ja i ojciec właśnie mieliśmy zacząć rozmowę, gdy usłyszeliśmy walenie do drzwi.
-Ofelia, co się tam dzieje?- Zapytał tato.
Usłyszałem kroki matki i wzburzoną rozmowę. Rafael stanął w progu z ręcznikiem na ramieniu i słuchał przez moment. Na jego twarzy odbił się olbrzymi niepokój, a ja już wiedziałem co może być nie halo.

środa, 15 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

***
Rankiem tego samego dnia pociąg zatrzymał się na końcowej stacji.
-Hej, gdzie leziesz?- Zdziwił się Rafael, widząc jak zeskakuję z nasypu.
-Skrótami- odparłem nie zatrzymując się. Westchnął ciężko i skierował się za mną.

-Gdzie my, kurwa, jesteśmy??- Zapytał z opadniętą szczęką Pan Zarozumiały rozglądając się po okolicy.
-Też mam zawsze to dziwne wrażenie- zauważyłem słysząc kroki i upiorne szuranie łopaty po kamieniu.
Z mgły wyłoniła się niewyraźna sylwetka z łopatą szurającą po chodniku.
-Paolo, grabaż: napruty od samego rańca. Trochę szurnięty, ale nieszkodliwy dla otoczenia- wyjaśniłem zdziwionemu Rafowi.
Pao szedł zataczając się mocno. W jednej dłoni wlókł swoje narzędzie pracy, a w drugiej trzymał butelkę absyntu. Zza kącika warg staruszka wystawał zapalony papieros.
-Paolo- pomachałem mu dłonią przed oczami i w ostatniej minucie uchyliłem się przed puszczoną w ruch łopatą.- Wyluzuj. Jeszcze żyję, nie pamiętasz?
-Młody Borgia, zmieniłeś zdanie, co do mojej kolekcji trumienek?- Zapytał z kaszlącym śmiechem i nieodłącznym humorem swojej profesji.
-Jeszcze trochę postraszę- odparłem, a on zaklął szpetnie pod nosem.- Co u mojego ojca?- Zapytałem krótko.
-Był w kościele, wyglądał nieźle. Mniej gderliwy, niż zwykle. Był z Ofelią i... Kurwa, zawsze zapomnę jak ten wasz drugi pomiot miał na imię..
-Marcus- podpowiedziałem.
-Właśnie, Marcus- powtórzył w zamyśleniu Pao.- Nie pytasz kogo dzisiaj zakopałem?
-Ktoś ciekawy na wsi wyciągnął kopyta, czy to kolejna schorowana babcia?- Zaciekawiłem się.
Paolo nagle wytrzeźwiał i spojrzał na mnie i Rafaela uważniej.
-To ty nie wiesz?- Ściszył głos i rozejrzał się szybko.- Jakaś dzika zaraza nocami atakuje ludzi- zauważył. Napił się i kontynuował.- Mówią, że to tylko zwykłe wilki; ale to kompletna bzdura- rzucił peta i przydeptując go zaczął szukać po kieszeniach skórzanej rybackiej kamizelki fajek. Wyciągnąłem paczkę w jego stronę i obaj zapaliliśmy.
-Niby czemu mówisz, że chrzanią?- Wypytywałem dalej, gdy Raf patrzył na to wszystko powątpiewająco.
-Gdybym nie przywalił jednemu z łopaty to bym nie uwierzył, że to taaaakie wielgachne bydle.
-Nie zaatakowało cię?- Zdziwił się Rafael.
Paolo spojrzał nań.
-Myślisz, żem taki głupi, żeby w ogóle podchodzić do czegoś takiego? Rzuciłem w niego tą łopatą i w nogi do kaplicy. Zamknąłem się i całą noc tam przesiedziałem- nerwowo oparł drzewiec na obojczyku i zaciągnął się. Napił się jeszcze i kontynuował- w życiu nie miałem takiego cykora, a w trupach robię dobre pięćdziesiąt lat- stwierdził powoli.
Wymieniliśmy z Rafem szybkie, zaniepokojone spojrzenie.
-Nie byłeś narąbany..?- Zdziwił się Rafael, nadal dość sceptyczny.
-Słuchaj, chłoptasiu: z biegiem czasu organizm się przyzwyczaja do absyntu...
-Kolejny pijący to paskudztwo- skomentował Raf.
-...poza tym, gdybym nie widział tego na własne oczy, nie gadałbym głupot. Zapytaj Gabriela, to ci powie- dokończył Paolo.
Rafael J. White 
-Paolo to ikona tego wygwizdowa. Wie wszystko o wszystkim i wszystkich- przyznał Gabriel ze spokojem.- Tu ma ksywę Wyrocznia.
Mnie osobiście staruszek z łopatą na ramieniu, zapalony alkoholik i nałogowy palacz nie kojarzył się z rzetelnym źródłem informacji, ale musiałem zaufać blondynowi. W końcu znał tu wszystko i wszystkich, skoro rzeczywiście stąd pochodził.
I jeszcze to przezwisko Paolo. Wyrocznia. 
Naprawdę dziwna ta wieś. Ponura.
Zaniedbana..
I pełna osobliwości...

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

Rafael J. White 
Dwudziesty pierwszy marzec A. D. 1990.
Victoria wściekła się na mnie w związku z tym, że załatwiłem jej przymusowy urlop.
Wraz z Gabrielem szliśmy właśnie do kancelarii kardynała Lombardi, by wziąć kolejne zlecenie.
Gabriel był dziwnie zasępiony, ale kiedy zapytałem go o tego powody, odparł, żebym się nie wtrącał.
Hydra i Smoki nadal wyrzynały się wzajemnie. Dodatkowo problem stanowili pojawiający się w zastraszającym tempie Nocni, a mnie denerwował fakt, że chcą nas wysłać na jakiś wygwizdów.
-Dokąd?- Zapytał Gabriel dziwnie rozkojarzony, jakby dopiero co się obudził.
-Velletri- powtórzył uprzejmie kardynał Lombardi.
Blondyn zbladł i cofnął się z przerażeniem w oczach, a ja zastanawiałem się, co on wie o tym miejscu; czego ja nie wiem.
-Są tam jakieś ofiary? Na co mamy polować?- Wyrwało mu się z ust.
-Na szczęście jeszcze nie, ale pogłoski mówią o kilku Wilkołakach- oznajmił Snow.
Zielonooki zbladł jeszcze bardziej.
-Ty coś wiesz na ten temat-zauważył kardynał Lombardi.
-Pochodzę stamtąd, dlatego pytam-wiedziałem, że Gabriel coś podejrzewa. Coś, co może go złamać i jeśli to prawda...
-Znamy tożsamość tego Ścierwa na sterydach?- Zapytałem krótko, a "Uczniak" spojrzał na mnie jakbym był zdechłym i wyjątkowo obrzydliwym gryzoniem.
-Jak dotąd nie. Podobno to żaden z mieszkańców. Niewiele o nim wiadomo- powiedział Snow.
-Przepraszam, muszę wyjść i ochłonąć- odezwał się blondyn idąc do drzwi, po czym po prostu wyszedł.
Gabriel, zwany Uczniakiem 
Najpierw pogróżki i postrzał Vincenzo.. Teraz jeszcze to... 
Ile jeszcze Hydra będzie chciała mi odebrać?? Czy na "Koronie Cierniowej" też się zawiodę? 
Jeśli Cristian jest wśród tych wilków we wsi... Czy będę mógł go zabić? Czy potrafiłbym skrzywdzić własnego brata? 
W mojej głowie kłębił się rój pytań i wątpliwości. Nienawidziłem tego, bo zawsze potrafiłem działać rozsądnie i bez jakichkolwiek emocji. Teraz czułem tylko strach, rozdrażnienie i kompletną bezsilność. 
Mogli wszystkich pozabijać. 
Z drugim w kolejności bratem, Marcusem, nie rozmawiałem od wielu lat- conajmniej od dwunastu, gdy dowiedział się, że należę do Hydry. Kontakt urwał się totalnie, gdy osiem lat temu wróciłem do domu, po tym co zrobili ojcu. Wściekł się i wyrzucił mnie stamtąd, jak psa. Czy jego też stracę...? Czy zginie z ich rąk nienawidząc mnie... ? 
Rafael J. White 
-KURWA ZAJEBANA MAĆ!- Zaklął nagle z szewską pasją Gabriel, chodząc w tę i spowrotem po korytarzu. 
Księża nie skomentowali tego w żaden sposób. 
-Księże Rafaelu, przypilnuj tego młokosa, z Bogiem- rzucił na odchodne kardynał. 
-Oczywiście, Ekscelencjo. Zostańcie z Bogiem- pożegnałem się wychodząc. 
Nigdy nie widziałem, żeby Gabriel był w takim rozstrojeniu emocjonalnym. Od kiedy go poznałem, zawsze rządziły nim chłód, obojętność i rozwaga. Rzadko klął na coś, bardziej starał się wpaść na inne rozwiązanie problemu. Jego powiedzenie brzmiało: jeśli wyjebią mnie drzwiami, to wejdę pieprzonym oknem i zawsze się tego trzymał. Teraz jednak nie wiedziałem, co nas czeka i czy Gabriel będzie w stanie się z tym zmierzyć.
Zdążył się uspokoić zanim wyszedłem, ale nadal miał taki wyraz twarzy, jakby żywcem szedł w otchłań piekielną.
-Skąd znasz to miejsce?- Odważyłem się zapytać.
-Pochodzę stamtąd. Znam tę dziurę jak własną kieszeń- odparł niechętnie.- Najlepiej będzie, jak pojedziemy pociągiem-skomentował zarzucając plecak na ramię. 

wtorek, 14 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XX: Konflikt Czterech Łbów

Tydzień później Victoria nadal była na nas obrażona.
Śnieg powoli topniał, dzień stawał się dłuższy, a lokalne wiadomości donosiły o konflikcie między dwoma najbardziej wpływowymi organizacjami przestępczymi, co kilka godzin wyliczając trupy w szeregach i cywilach oraz podając domysły na temat pracy policji. Jednak szala zwycięstwa przechylała się na równi: raz na stronę Hydr, raz na Smoki, co nie było mi zbytnio na rękę; bo nie chciałem, żeby obie strony się dogadały. Esposito okazał się przy tym nieocenioną pomocą- sam nawet nie miałem pojęcia, że u azjatyckiej Mafii plotki mogą być pretekstem do zabicia plotkarza. Zawsze uważałem ich za głupich, ale ostatnio widząc jak równie szybko posługują się mieczem i bronią palną i widząc uciekające w popłochu ocalałe Hydry, zmieniłem zdanie o kitajcach.
-Policja, jak dotąd ustaliła; że w ten krwawy konflikt mógł być zamieszany poszukiwany od siedmiu lat listem gończym Gabriel Damon Borgia.
-Chyba ktoś tu musi zniknąć- odezwał się nagle Nicolae.
-Chciałbyś zająć moje miejsce? Trochę sobie jeszcze pomarzysz, Nicolae- mruknąłem w zamyśleniu.
-To tylko taka moja propozycja. Chyba nie chciałbym przez ciebie wylądować w celi- zauważył kpiąco.
-To miłe, że mój "bliźniak-pasożyt" tak bardzo we mnie wierzy- odparłem z przekąsem.
-Wierzy, a to dobre!. Ostatnie, czego bym chciał to ufać komuś takiemu, jak ty- zauważył ze złością.
-Więc o co ci właściwie chodzi??- Prychnąłem cicho poirytowany.
-O to, że skoro już wkopałem się w to bagno, to muszę się jakoś utrzymać na powierzchni i niestety, ale będziesz mi do tego potrzebny- wyjaśnił obojętnie.- Obecnie to ty znasz się na wszystkim, z ucieczkami włącznie. 
-Nie wydaje mi się, żebyś musiał przed kimś uciekać- zacząłem, ale przerwał mi mówiąc:
-Mylisz się. To właśnie przed Vladem uciekam... Uciekamy: ja i Victoria.. To, że Księżniczka nic nie pamięta, jest moją sprawką... 
-Chcę znać całą prawdę. Muszę wiedzieć o wszystkim, jeśli mam ci pomóc- oznajmiłem z determinacją.

Watashi no Akuma Rozdział XX: Konflikt Czterech Łbów

Rafael oparł się o drzwi.
-No, więc?- Zapytał.
-Hydra szuka Vix na zlecenie Vlada, ale tego raczej zdążyłeś się już domyślić- zauważyłem.- Nie bez powodu nasłałem Smoki na Hydry.
-Napusczczasz ich na siebie, jak psy na nielegalnych walkach.
Przemyślałem przez chwilę słowa Rafaela. W pewnym sensie miał słuszność.
-Tak wygłodniałymi psami cholernie trudno kierować- zauważyłem spokojnie.
W bladoniebieskich tęczówkach pojawił się cień strachu.
-A jeśli coś się jej stanie?- Zapytał  cicho i poważnie.
Odkładając kaburę z bronią na biurko powoli zapaliłem papierosa.
-Nie wiem, kim naprawdę jest dla niej Vlad; ale nie podoba mi się to. Zresztą mój sobowtór... Nicolae... Zachowuje się jakby też nie podobała mu się Jego obecność tutaj.
-Masz zwidy?- Wiedziałem, że to, co mówię brzmi jakbym miał świra, ale odparłem:
-Chciałbym, Księżulku- westchnąłem ciężko, zaciągnąłem się dymem.- Wiem jedno: Hydra tak łatwo nie odpuści.
Rafael spojrzał na mnie ostrożnie.
-A może nie odpuszczą przez ciebie?
-Rany, znowu zaczynasz tę swoją zazdrość?- Żachnąłem się złośliwym tonem, gasząc szluga.
-Tu nie chodzi o zazdrość- pchnął mnie wojowniczo.
-Więc o co?.
-O to, że udajesz kogoś kim nie jesteś i nigdy nie będziesz- oznajmił przez zaciśnięte zęby patrząc mi prosto w oczy.
-Bo co? Bo jako były Hydra.. W ogóle jako jedyny wiem; jak ją chronić?- Już zanim to powiedziałem, wiedziałem że nasza wymiana zdań zaszła trochę za daleko.
W tym przekonaniu utwierdził mnie także głos Victorii mówiący:
-Skoro już coś mi grozi, moglibyście nie traktować mnie, jak głupiej i mi o tym powiedzieć!- Rozzłoszczona stała w drzwiach z dłońmi wspartymi na biodrach w wymownym geście.
Rafaelowi opadła szczęka. Ja także ze zdumienia rozchyliłem wargi.
-To wcale nie tak- wydukałem zaskoczony.

Watashi no Akuma Rozdział XX: Konflikt Czterech Łbów

Odwróciła mnie i wpięła się swoimi malinowymi wargami w moje.
Nie mogłem uwierzyć, że to się działo naprawdę.
-Tym razem to ty całujesz jak kłoda- powiedziała zakłopotana.
Nie miałem pojęcia, co właściwie zrobić w takiej sytuacji. Odpowiedzieć coś złośliwego? Obrócić to w żart? Jak zareagować?
-Chyba z nas obojga takie dwie kłody- stwierdziłem, wychylając się ostrożnie zza węgła kolejnego budynku.
***
Noc, tego samego dnia była piękna i bezwietrzna, a także pełna pięknych gwiazd, ale nie było to aż tak ważne...
Victoria była bezpieczna, ale wiedziałem, że to wszystko tak szybko się nie skończy, a w mieście przez pewien czas będzie niebezpiecznie.
***
Przepuściłem Vix w drzwiach i w ostatniej chwili uchyliłem się przed pięścią.
-Nadal czujny- skomentował Bordeaux opuszczając dłoń do boku.
-Spodziewałbym się raczej Rafaela- stwierdziłem z namysłem. Wtedy dostałem dzwona w potylicę.
-Wedle życzenia, jaśnie pana- Rzucił wspomniany, a Victoria parsknęła śmiechem.
Oddałem mu, szturchańcem w ramię.
-Kim byli ci skośnoocy?- Zapytał już poważniej Raf.
-Chińska mafia. Chciałem zająć czymś Hydrę na jakiś czas- odparłem.
-Co myślisz robić z tym dalej?- Dostrzegłem, że Victoria przygląda się nam uważnie.
Ruchem głowy wskazałem mu korytarz i ruszyłem przed siebie w stronę komnat.
Rafael bez słowa ruszył za mną. 

środa, 8 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XX: Konflikt Czterech Łbów

Gabriel, zwany Uczniakiem
W milczeniu prowadziłem Vix ku wyjściu z całej tej jatki. Próbowałem się uspokoić, ale w końcu nie wytrzymałem. Musiałem z siebie wyrzucić to całe zmartwienie i złość na nią. Oparłem ją o mur, zaprzestając na chwilę marszu.
-Jak mogłaś być tak skrajnie nieodpowiedzialna? Każda z tych kul- zakląłem uchylając się przed rykoszetem i wepchnąłem ją w najbliższą bramę, którą zamknąłem za sobą- mogłaby cię w każdej chwili zabić. Dlaczego nigdy nie słuchasz i nie pozwalasz mi się chronić??
-Niby przed czym chcesz mnie chronić. Nie jestem dzieckiem i nie potrzebuję twojej opieki, Nicolae!.- Rozzłoszczona wypowiedziała imię mojego alter ego.
-Chcę cię chronić przed tym człowiekiem. Myślisz, że niby dlaczego poszczułem na siebie dwie najbardziej wpływowe organizacje przestępcze?- Zapytałem zły.- Oświecę cię: nie zrobiłem tego wyłącznie dla zabawy; tylko po to, żeby Hydra cię nie złapała. Dzięki swojemu uporowi i głupiemu postępowaniu o mało co nie wystawiłaś się na cel, Victoria!.
-O jakim człowieku mówisz?- Zapytała ostrożnie.
-O Nim. Tym z twoich koszmarów!- Miałem jej tego nie mówić, ale kompletnie puściły mi nerwy. Byłem na nią zły, bo starałem się jej strzec; a ona w swoich działaniach odwdzięczała mi się taką lekkomyślnością.- On cię szuka. Chce czegoś, ale nie wiem, czego. Idziemy i trzymaj się blisko mnie- warknąłem ruszając się z miejsca. 

Watashi no Akuma Rozdział XX: Konflikt Czterech Łbów

Usłyszałem piski hamulców, strzały i wybuchy granatów dymnych.
-Wiejemy!. Rafael, zakosami i w cieniu- rzuciłem wyciągając Glocka.- Będę was osłaniać.
-Nie- Victoria dobiegła do mnie. Z przyzwyczajenia kucnąłem i przełożyłem ją sobie przez ramię.
-Zabierz ją, Zarozumiały Księżulku- przekazałem przeklinającą Victorię, wpychając w broń pełny magazynek. Szybko przeciągnąłem zamek, gestem nakazując im ucieczkę.
-Wróć w jednym kawałku, bo chcę o coś spytać- odparł brunet o bladoniebieskich oczach.
-Zanim zatęsknisz- potwierdziłem, strzelając.

Wpadłem w zaułek i zakląłem ze złością. Kroki zbliżały się, a ja byłem udupiony.
-Ktoś w nas strzela- syknął głos z azjatyckim akcentem.
-Pewnie jeden z nich- odezwał się chłodny głos.
Szef Smoków. Znałem go, bo już raz się widzieliśmy. To on próbował przeciągnąć mnie do swoich.
Ukryłem się za kontenerem i z klamką w gotowości, nasluchiwałem ich podobnego do psiego szczekania dialogu.
-Chyba widziałem Gabriela. Był z jakimiś ludźmi- zauważył Szef Smoków, imieniem Lau.- Wydostali się?
-Sprawdzę- rzucił coś po swojemu, prawdopodobnie do radia. Po chwili nastąpiła odpowiedź.- Ta trójka wyszła cało, więc on musi być gdzieś tutaj.
Moja sytuacja zaczynała się robić kiepska. Wiedziałem też, że mogą mnie szybko tu znaleźć, a trochę ostatnio nadepnąłem im na odcisk, więc mogło się to źle skończyć...
Mimo to miałem asa w rękawie, bo w końcu to dzięki mnie mają przewagę nad Hydrą.
Zdecydowałem się wyjść z kryjówki.
Rafael J. White 
Cudem zdążyliśmy się przekraść pod okiem, jakichś uzbrojonych skośnookich. Dostrzegłem na szyi jednego z nich tatuaż przedstawiający wychodzącą zza kołnierza płaszcza smoczą głowę w malachitowo turkusowym kolorze. 
Zastanawiałem się też, w co Gabriel nas właśnie wpakował i, czy wyjdziemy z tego żywi... 
Vix szła w milczeniu, obrażona; gdy nagle na kogoś wpadła. 
Skośnooki! 
Zalała mnie fala przejmującego zimna, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Azjata sięgnął po coś do kieszeni. Spiąłem się, bardzo ostrożnie sięgając po jakąś broń, lecz nieznajomy wyciągnął radio i przysuwając je do warg rzucił coś do swoich.
-Rozumiem- odparł ku mojemu zdziwieniu po naszemu- jasne, Szefie- i nakazał nam szybko spadać.!
Vix pociągnęła mnie szybko za sobą.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Kopę lat, Lau- rzuciłem spokojnie wychodząc zza śmietnika. Kopnąłem dolatującego mi do nogi szczura, który odbił się od ściany i padł martwy na beton.
-Gabriel Damon Borgia, zwany Królem. Słyszałem, że wróciłeś do swoich- zauważył nieufnie.
-Wróciłem? Nie. Byłem tam tylko powęszyć w pewnej ważnej dla mnie sprawie- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- Każ swoim opuścić broń. Niezbyt lubię, kiedy ktoś do mnie celuje- poprosiłem.
Po geście Lau'a, broń półautomatyczna opadła do boków.
-Powinienem pozwolić swoim cię zastrzelić. Obraziłeś mnie- zauważył, a jego czarne oczy wpatrywały się we mnie podejrzliwie.
-Mamy ten sam interes, więc tego nie zrobisz- zabezpieczyłem Glocka i wsunąłem go w kaburę pod płaszczem.
-Kim są tamci ludzie?- Zapytał.
-Dwaj księża i dziewczyna- odparłem.
-Hydry?- Na to pytanie pokręciłem odmownie głową.
-Więc kto?- Wypytywał dalej.
Wtedy ktoś wylądował tuż za mną, a broń w rękach mafiozów podniosła się.
-Pan Zarozumiały mógłby wreszcie się odczepić- zauważyłem nie oglądając się w tył.
-Pan Tępa Mózgownica mógłby wreszcie wydorośleć- odcięła się...
Victoria!!!
-Miałaś zostać z Rafem. Tu jest zbyt niebezpiecznie- syknąłem na nią zły.
-Kto tu kogo ochrzania? W co ty się, do cholery, pakujesz?- Zapytała z rozdrażnieniem.
-To już jest moja sprawa, Victoria- odwarknąłem rozzłoszczony. Nagle poczułem piekący ból, a moja głowa odskoczyła lekko na bok.
-Pyskujesz Nauczycielce?- Burknęła urażonym tonem.
-Wracaj do Rafaela- nakazałem z gniewem. Złapałem jej nadgarstek, zanim znowu zarobiłem w twarz.- Zrozum, że mogę nie być w stanie cię ochronić.
-Sama potrafię o siebie zadbać!- Rozwścieczyła się wyrywając rękę z mojego uścisku.
-Pyskata ta twoja przyjaciółeczka- zauważył Lau.
-Równie niewychowana, co twoja żona- odciąłem się z uśmiechem. 
Victoria partnerka księdza Rafaela 
-Ty...!- Rozmówca Gabriela dodał jeszcze jakąś chińską obelgę, ale blondyna nawet to nie ruszyło.
-Masz Hydry jak na tacy. Potraktuj to jako przeprosiny i pozwól nam odejść, Lau- oznajmił cicho zielonooki.
-Próbujesz mnie znowu znieważyć- zarzucił Gabrielowi Chińczyk.
-Gdybym próbował cię znieważyć, nie wyświadczałbym ci przysługi- przypomniał zielonooki chłodno. Tamten przemyślał słowa blondyna. 
-Tamta propozycja jest nadal aktualna, Król- zauważył nagle tonem negocjacji. 
-Przepraszam, ale muszę odmówić, Lau- powiedział bez wahania zielonooki. 
-Skoro tak stawiasz sprawę, lepiej nie waż się więcej wchodzić mi w drogę- oznajmił groźnie facet zwany Lau'em.
-To wcale nie będzie aż tak trudne- Gabriel wziął mnie za rękę i ruszył przed siebie, wprost w mierzących doń z luf. Jednak, gdy Lau znów się odezwał, jego ludzie rozstąpili się przepuszczając nas.
-Miłej jatki; Smoki- rzucił na odchodne Gabriel zapalając papierosa. 

Watashi no Akuma Rozdział XIX: "Korona Cierniowa"

Usłyszałem kroki podkutych butów.
Zza zakrętu wyłonił się facet ubrany jak na motocykl, mojego wzrostu i budowy ciała, łysy i brodaty o oczach czerwonych, jak krew.
Poczułem wszechobecny chłód, aż zaczęło mną trząść. Z wielką trudnością opanowałem drżenie i podniosłem broń.
-Kogo tu mamy?- Zapytał odsłaniając w uśmiechu wydłużające się kły.
-Wyglądasz paskudnie, Marcus- poznałem jednego z członków Hydr, którego sam kiedyś szkoliłem.
-Ty również, Król- zauważył.
-Ilu was jest?- Zapytałem.
Zaatakował.
Rafael J. White
Gabriel zrobił unik i kopniakiem posłał przeciwnika w najbliższy mur robiąc zamach ostrzem Krucyfiksu. Lewa ręka Nocnego odpadła drżąc, w akompaniamencie mrożącego krew w żyłach wrzasku furii i bólu, przeplatanego groźbami i obelgami.
-Mów do mnie jeszcze- Gabriel uderzył pięścią w ranę i butem docisnął potwora do ściany, ale po chwili przefrunął w stronę półprzytomnej dziewczyny i odbił się od drzewa, tracąc broń.
W ułamku sekundy zdążył wyszarpnąć i otworzyć flakon, którego zawartością chlusnął w tamtego, a ja zastanawiałem się, co to mu właściwie da. Wielkie było moje zdumienie, drastycznym widokiem twarzy przeciwnika ściekającej na brukowaną uliczkę. Mięso topiąc się spłynęło z kości, ukazując częściowo wyżartą kość czaszki.
-Vix, to na pewno była święcona woda?- Zapytałem podając Mistrzowi lornetkę.
-Tak, a co?- Zdziwiła się popielatowłosa.
-W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego...- Wyszeptał z przerażeniem Mistrz, żegnając się pobożnie.
-Co się stało?- Zaczęła Victoria nic z tego nie rozumiejąc. Zabrała księdzu lornetkę i przysunęła ją do oczu, po czym cofnęła się gwałtownie, szepcząc- O, Boże...
Gabriel zwany Uczniakiem
-Ilu was jest??- Zapytałem ostro, torturując Marcusa. 
-Nic ci nie powiem- odwarknął wściekły.
-Pozdrów Hydry w Piekle- oznajmiłem wbijając mu kołek w plecy. Powyciągałem flakony i dość obficie polałem zwłoki wodą. Z truchła buchnęły płomienie. Schowałem broń i podszedłem do dziewczyny, która ocknęła się i chciała rzucić się do ucieczki, ale powstrzymałem ją, chwytając za ramię. 
Kilka minut później pojawili się Raf, Vix i ksiądz Bordeaux.
-Cóż... Czego mogłem się spodziewać po uczniach mojego ucznia- zauważył z dobrodusznym uśmiechem.
-Eee... Jestem uczniem Victorii- zacząłem wolno.
Rafael przyłożył dłoń do czoła jakby mówił: co za kretyn(!); ale Vix pospieszyła mi z pomocą, mówiąc:
-Mnie też Raf wyszkolił- odezwała się jakby nigdy nic. 

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XIX: "Korona Cierniowa"

***
Zegar wybijał północ, gdy przekradałem się wąskimi uliczkami, ani na chwilę nie tracąc czujności.
Słysząc cichutki szelest otworzyłem srebrny kołek i sięgnąłem do buta po złożony Krucyfiks, dalej nasłuchując każdego niepokojącego dźwięku. W ostatnim momencie zdążyłem usunąć się z zasięgu lecącego w moją stronę ścierwa nastolatki, które odbiło się od płotu. Szybko otrząsnąłem się z szoku i przyklęknąłem przy drobniutkiej postaci. Na jej szyi zauważyłem coś dziwnego. Ślady nie były takie, jak zawsze- przestrzeń wokół nich była bledsza od reszty skóry, spod której było widać wyraźnie drogi niebieskich, żył; które bardzo powoli zaczynały przybierać czarną barwę.
Rafael J. White
-Jestem ciekawy, co ten chłopak teraz zrobi- odezwał się Mistrz, odsuwając lornetkę od oczu. Podał mi ją, więc spojrzałem na poczynania Gabriela, który obserwując dziewczynę sięgnął po coś do kieszeni.
Brunetka otworzyła oczy... 
Gabriel, zwany Uczniakiem
Zębami wyciągnąłem korek z flakonu, na którym wytłoczona była Korona Chrystusa i przechyliłem go do jej ust. Zaczęła się krzywić i przeklinać, ale przyparłem ją do płotu i zmusiłem.
Albo przeżyje, albo będę musiał ją dobić...- pomyślałem ponuro. Choć niezbyt wierzyłem w Boga i to, co właśnie robiłem ostatkiem flakonu naznaczyłem jej znak krzyża na czole i z bronią w ręku podniosłem się na nogi i spojrzałem w wylot ulicy, mówiąc:
-Wyłaź, bestio- nakazałem lodowatym tonem. 

Watashi no Akuma Rozdział XIX: "Korona Cierniowa"

Wypchałem plecak bronią, a w każdej kieszeni płaszcza miałem ukryte flakony ze święconą wodą.
Zastanawiałem się, ilu z nich pożegna się dzisiaj ze światem.
Wychodząc z komnaty zamierzałem jeszcze pójść zapalić, gdy podszedł do mnie niski, siwy ksiądz o oczach w kolorze mlecznej czekolady.
-Czas zapalić, co?- Spytał zachęcająco.
-Właśnie szedłem się odstresować przed Próbą- odparłem chowając szybko...
-Absynt- spostrzegawczy klecha zauważył butelczynę zielonego trunku.- To, co? Po maluszku nie zaszkodzi, hm?
-Nie mam szkła- wtrąciłem zaskoczony, nie za bardzo wiedząc; co powiedzieć.
Wyciągnął zza pazuchy cieńkiego płaszcza dwa kieliszki z rżniętego szkła (zastanawiałem się, skąd je wytrzasnął) i uśmiechnął się dobrodusznie.
-Czasem trzeba słodyczy w tym gorzkim życiu- powiedział- Victoria trochę mi o tobie opowiadała.
-To znaczy, co mówiła?- Zapytałem szybciej, niż miałem zamiar, polewając trunek.
-Że jesteś dobrym człowiekiem, ale się pogubiłeś- oznajmił spoglądając na mnie.
-Pogubiłem..? Mało powiedziane- westchnąłem cicho.
-Za zdany egzamin- rzucił podnosząc kieliszek.
-I za Pana Zarozumiałego- mimo swoich dziwactw, Raf był naprawdę fajnym facetem i... Zasługiwał na Vix, jak nikt inny, bo kochał ją całym sercem i ogromnie się o nią troszczył.
-Pan Zarozumiały to pewnie Rafael- duchowny z trudem stłumił uśmiech cisnący się na usta.
-Skąd ksiądz wie?- Zdziwiłem się.
-Rafael był kiedyś moim Uczniem- powiedział wesoło.
-O rany..- w tym momencie usłyszeliśmy hałasy i kłótnię na korytarzu. Przysłuchując się bliżej rozpoznałem ten głos.
Wstając wyszedłem z komnaty i moje przypuszczenia potwierdziły się. Łysol o karmelowych oczach i Rafael kłócili się o coś.
-Co jest grane, Esposito?- Zapytałem krótko.
-Wy się znacie?- Raf przewiercił mnie podejrzliwym spojrzeniem. Skinąłem głową.
Esposito spojrzał na Rafaela nieprzychylnie.
-Łby robią na ciebie obławę- chciałem mu przerwać, ale nie pozwolił mi na to, kontynuując- chcą dopaść was i tą dziewczynę, a wiesz, że oni nie cofną się przed niczym.
-Spodziewałem się tego- odparłem zamyślony.- Dieter musiał posłuchać Vlada..
-Co ty bredzisz, Damon?- Zdumiał się Meritato.
-Dieter jest tym czymś. Poza tym teraz większość decyzji w Hydrze podejmuje Vlad- wyjaśniłem z naciskiem.- Wąż i Łby przy Nim są tylko pieskami. Pyski do gleby i szczekać na rozkaz- oznajmiłem spokojnie.
-Co chcesz zrobić?- Zapytał Rafael.
-Ty chyba masz nieźle nasrane w głowie- zauważył Meritato widząc moją minę.
Obaj księża wymienili zaskoczone spojrzenia.
-Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta; a Smoki nie przepuszczą takiej okazji, Esposito- rzuciłem tryumfalnie- lepiej zamknij dzisiaj wcześniej, bo remont kosztuje.
-Bardzo zabawne. Co z policją?- Dopytywał.
-Na pewno się dowiedzą prędzej, czy później- odparłem.
Łysy skinął głową i odszedł. Po kilku minutach usłyszałem oddalający się warkot ciężkiego motocykla.
-Kim są te Smoki?- Zapytał z wahaniem Rafael.
-Konkurująca z Hydrą mafia. Chińczycy- Odparłem.- Kiedy odszedłem z Hydry, chcieli przeciągnąć mnie do siebie; ale nie pozwoliłem sobie na to.
-Hydrą...?- Zapytał z przestrachem starszy ksiądz.
-To przeszłość, z którą skończyłem; proszę księdza- powiedziałem cicho.

czwartek, 2 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XIX: "Korona Cierniowa"

Rafael J. White
Siedziałem w swojej komnacie rozmyślając, dlaczego Mistrz postanowił przyjechać właśnie teraz. Dawno temu rozstaliśmy się w niezgodnie i dziś bałem się spotkania po latach i słów, jakie mógłbym usłyszeć od księdza Bordeaux.
Zwłaszcza, że teraz moje życie przypominało rozpędzoną karuzelę...
Sięgnąłem do szafki biurka po gazowany napój i otworzyłem puszkę z psyknięciem.
-Czasami potrzeba nam słodyczy w tym gorzkim życiu- odezwał się ten głos.
Starszy proboszcz siedział w półmroku na fotelu i obracał w palcach starą monetę. Widząc, że chcę wstać powstrzymał mnie ruchem dłoni.
Minęło dziesięć lat i bardzo się zmienił od tamtego czasu. Był niskim, siwym staruszkiem, z pomarszczoną twarzą, w której tylko czekoladowe oczy zawierały dawną iskierkę życia.
-Byłem u twojej dziewczyny- zagadnął przyglądając mi się, chciałem mu przerwać i zaprzeczyć, ale nie pozwolił mi na to, kontynuując- mnie nie musisz oszukiwać, Rafaelu.
Wbiłem wzrok w swoje buty. Każda nasza rozmowa zaczynała się podobnie. Odkryta tajemnica, słowa, że nie ma sensu kłamać i jego chęć pomocy... Nigdy nie potrafiłem pojąć, skąd wie o wszystkim, a nawet; gdybym próbował ta wiedza byłaby pewnie poza moim zasięgiem..
-Victoria nie jest moją dziewczyną- mimo wszystko próbowałem ją chronić.
-Nie byłaby, gdybyś nic do niej nie czuł- przerwał mi cicho i spokojnie. Bez pełnego potępienia i złości tonu: bardziej ze zrozumieniem.
Odwróciłem wzrok. Nadal myślałem, że jeśli odejdę z posługi to wszystko zniszczę, albo jeszcze bardziej skrzywdzę tym Vix... Miałem totalny mętlik w głowie i nie wiedziałem, co miałbym teraz zrobić i na co się zdecydować.
Zacisnąłem usta, próbując nie pokazywać po sobie uczucia bezradności. Od kiedy pamiętam, zawsze musiałem radzić sobie ze wszystkim sam. Tylko dzięki klasztorowi, nie stałem się takim samym wrakiem człowieka, jak.. To siostrzyczki wyprostowały moje życie i ukształtowały charakter.
-Widziałeś już swojego kandydata?- Zapytałem, nagle zmieniając temat.
-Nie, ale trochę o nim słyszałem. Od Victorii- wyjaśnił widząc mój wyraz twarzy.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Stojąc w ciemności i paląc kolejnego papierosa, zastanawiałem się, czy zdam ten egzamin. Nie wiedziałem, co może się wydarzyć i, jakie będą czekać na mnie pułapki.
Walka z Idącymi ścieżką nocy czasami budziła we mnie wiele sprzecznych emocji: strach, nienawiść, litość i wiele innych; z których uczuciem nie do zniesienia była konieczność zabijania istot, które dawniej były takimi samymi ludźmi, jak i ja.
-Cholera- mruknąłem i zaciągając się głęboko spojrzałem na granatowe, pełne gwiazd niebo. Zimny wiatr sprawiał, że dłonie mi skostniały i przenikał nawet przez gruby materiał płaszcza.
Byłem ciekaw, co sądzi o tym wszystkim mój szafirowooki sobowtór; czyli Nicolae, lecz on od kilku dni milczał ukryty gdzieś w moim wnętrzu.
Nigdy nie wierzyłem, że samodzielnie wydostawałem się z każdej opresji i dosyć często sądziłem, że ktoś podpowiadał mi, co w danej chwili powinienem robić. Wydawało mi się to dziwaczne, ale w końcu tajemnica wyszła na jaw.
-Szkoda tylko, że nie pomaga mi w odpowiednim momencie- mruknąłem.
-Sam wiesz, co masz robić, Gabriel- odezwał się w tym momencie Nicolae Bordeyan.
-Właśnie, że wcale nie wiem- odpowiedziałem ponuro.
-Chcesz chronić Victorię i wszystko, co kocha.
Miał rację. Victoria była dla mnie ważną osobą. Kochałem ją, chociaż nie miałem pojęcia, jaki to sposób miłości. 
Czy była dla mnie piękną kobietą? Jak najbardziej.
Czy poświęciłbym coś dla jej bezpieczeństwa? 
Wszystko.
Kim dla mnie jest? 
Poza tym, że kimś bardzo ważnym, nie wiem..
-Ty też coś do niej czujesz, prawda? - Zapytał po dłuższej chwili.
-Coś, ale nie do końca wiem co- westchnąłem cicho, gasząc szluga w stojącej na murku popielniczce wszedłem do budynku i ruszyłem do komnaty, żeby się przygotować.

Watashi no Akuma Rozdział XIX: "Korona Cierniowa"

Piąty marzec A. D. 1990.
W podziemiach Watykanu wytwarzano dla nas broń. Gabriel idąc za Rafem przyglądał się z niemałym zainteresowaniem kującym miecze i sztylety, a także wytapiającym kołki, srebrne groty strzał oraz pociski i wiele innych typów broni zakonnikom. Natomiast Rafael obserwował stojaki z gotową bronią. Nagle pochwycił włócznię i obrócił się na pięcie, po czym zupełnie bez ostrzeżenia pchnął rękę z bronią w przód. Gabriel szybkim ruchem obronił nieoczekiwany atak, odbijając broń na bok przedramieniem.
-Nieźle- pochwalił Rafael spokojnie odkładając pikę na miejsce.
-Dzięki- odparł zielonooki krótko. Chciałam zapytać, co to w ogóle miało być, ale z trudem przemilczałam tę dziwaczną sytuację.
-Pochwalony, księże biskupie- rzuciliśmy cicho, wchodząc do podziemnego archiwum organizacji.
-Na wieki wieków- odparł Snow, odrobinę dłużej zatrzymując swe ciemne tęczówki na Gabrielu. Po chwili wskazał nam krzesła, więc usiedliśmy. Z niepokojem czekałam, co Snow chce nam przekazać. Z jego twarzy nie dało się wyczytać zupełnie nic, więc dałam sobie spokój z zastanawianiem się nad powodem ściągnięcia nas do swego rodzaju bazy.
-Pamiętacie, jak mieliśmy przeprowadzić Próbę?- Gabriel drgnął i wyprostował się szybko, a ja i Rafael skinęliśmy głowami.- Proboszcz Bordeaux zgodził się egzaminować Gabriela- oznajmił, a Rafaelowi opadła szczęka ze zdumienia.
-Kiedy?- Zapytał krótko i poważnie Gabriel.
-Dzisiaj o północy- odpowiedział biskup spokojnie. Gabriel skinął głową w geście zrozumienia z poważną miną.
-Zaraz, od kiedy Mistrz tutaj jest?- Spytał zachrypły nieco głosem Raf.
-Od trzech dni- odpowiedział Snow spokojnie, a ja zastanawiałam się, dlaczego Rafael mówił o tym duchownym z takim szacunkiem, a nawet wręcz z czcią.

środa, 1 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XIX: "Korona Cierniowa"

Powoli, nieświadoma nie znajdującego się na swoim miejscu kawałka chłonnej tkaniny odwróciłam się ku drzwiom. Raf zamknął usta, jakby nagle nie chciał już zaczynać rozmowy. Tylko obserwował, prześlizgując się tymi jasnymi oczami z dziwną miną.
-Rafael?- Zapytałam cicho.
Drgnął i odchrząknął.
-Ręcznik ci się zsunął- zauważył i uciekł wzrokiem gdzieś na bok.
Podskoczyłam jak oparzona. Przecież stoję przed nim kompletnie nago! Zebrałam tkaninę z podłogi i owinęłam się nią szybko z zakłopotanym wyrazem twarzy.
Raf po chwili podszedł i objął mnie w kibici, przytulając.
Pocałował. Najpierw delikatnie i nieco nieśmiało, ale kiedy zaczęłam to odwzajemniać, całował coraz goręcej. Trwało to jakiś czas, po którym Raf odsunął się lekko.
-Przepraszam- powiedział cicho ten subtelny tembr, a po chwili Rafael wyszedł z pokoju.
Nie rozumiałam, z jakiego powodu mnie przepraszał. Ostatnio zachowywał się trochę dziwnie, jakby nie do końca był sobą; a w dodatku chciał porzucić kapłaństwo...
Czy podjął tę decyzję wyłącznie z mojego powodu? A może czuł się winny tego, co ostatnio działo się pomiędzy nami? Bał się konsekwencji, czy uważał, że to jedyne słuszne rozwiązanie?
Nadal miewałam te koszmary, choć trochę rzadziej, niż jeszcze miesiąc temu. Poza tym czułam coś również do tych szafirowych oczu; ale także Gabriel nie pozostawał mi obojętny; bo choć pogubił się w życiu, to starał się wszystko w jakiś sposób naprawić.
Nadal usiłowałam sobie przypomnieć, kim było alter ego Gabriela; ale moje starania spełzały na niczym. Dawne wspomnienia nadal spowijała gęsta mgła tajemnicy. Jednocześnie chciałam się dowiedzieć, kim byłam zanim straciłam pamięć i bałam się tego, czego mogłabym się o dawnej sobie dowiedzieć. Ta wszechogarniająca niepewność jeszcze bardziej napędzała mój strach, bo obawiałam się wielu rzeczy, ale najbardziej...
Najbardziej bałam się, że stracę Rafaela.

Watashi no Akuma Rozdział XIX: "Korona Cierniowa"

Wchodząc do domu Vincenzo nawet nie zdążyłem zdjąć płaszcza, gdy usłyszałem jak gospodarz z kimś rozmawia.
-Proszę poczekać, chyba właśnie wrócił- rzucił do rozmówcy ciemny blondyn. Wychylił się z kuchni ze słuchawką przy uchu.- Tak, już podaję do telefonu.- Wyciągnął dłoń ze słuchawką w moją stronę mówiąc bezgłośnie- do ciebie.
-Słucham- rzuciłem krótko.- Szczęść Boże, biskupie.
-Macie nakaz natychmiast wrócić do Watykanu.
-Co się dzieje?- Zapytałem szybko.
-Ktoś oszalał i tworzy nowych Nocnych- oznajmił Snów z drugiej strony linii.
Trzask! Zwróciłem wzrok na Gabriela. Stojąc niedaleko uderzył pięścią we framugę drzwi. Jego oczy znów były szafirowe i płonęły gniewem.
-W porządku, stawiamy się niezwłocznie. Z Bogiem- Odparłem odkładając słuchawkę. Wyszedłem z kuchni.- Vix, robota wzywa!- Rzuciłem w stronę pokoju.
Popielatowłisa wynurzyła się w samym ręczniku i klapkach, a ja znowu poczułem w sercu drżenie i gorąco spowodowane pożądaniem.
Victoria partnerka księdza Rafaela 
-Będę gotowa za dziesięć minut- oznajmiłam widząc iskry w tych bladoniebieskich oczach. Identyczne jak podczas tamtej wspólnej nocy w hotelu.
Wróciłam do pokoju i rzucając rzeczy na łóżko wzięłam torbę i zaczęłam się pakować. Pochylona nad torbą nie usłyszałam otwierających się drzwi, ani nie poczułam zsuwającego się ze mnie ręcznika, który z cichym pacnięciem wylądował na podłodze.