***
Rankiem tego samego dnia pociąg zatrzymał się na końcowej stacji.
-Hej, gdzie leziesz?- Zdziwił się Rafael, widząc jak zeskakuję z nasypu.
-Skrótami- odparłem nie zatrzymując się. Westchnął ciężko i skierował się za mną.
-Gdzie my, kurwa, jesteśmy??- Zapytał z opadniętą szczęką Pan Zarozumiały rozglądając się po okolicy.
-Też mam zawsze to dziwne wrażenie- zauważyłem słysząc kroki i upiorne szuranie łopaty po kamieniu.
Z mgły wyłoniła się niewyraźna sylwetka z łopatą szurającą po chodniku.
-Paolo, grabaż: napruty od samego rańca. Trochę szurnięty, ale nieszkodliwy dla otoczenia- wyjaśniłem zdziwionemu Rafowi.
Pao szedł zataczając się mocno. W jednej dłoni wlókł swoje narzędzie pracy, a w drugiej trzymał butelkę absyntu. Zza kącika warg staruszka wystawał zapalony papieros.
-Paolo- pomachałem mu dłonią przed oczami i w ostatniej minucie uchyliłem się przed puszczoną w ruch łopatą.- Wyluzuj. Jeszcze żyję, nie pamiętasz?
-Młody Borgia, zmieniłeś zdanie, co do mojej kolekcji trumienek?- Zapytał z kaszlącym śmiechem i nieodłącznym humorem swojej profesji.
-Jeszcze trochę postraszę- odparłem, a on zaklął szpetnie pod nosem.- Co u mojego ojca?- Zapytałem krótko.
-Był w kościele, wyglądał nieźle. Mniej gderliwy, niż zwykle. Był z Ofelią i... Kurwa, zawsze zapomnę jak ten wasz drugi pomiot miał na imię..
-Marcus- podpowiedziałem.
-Właśnie, Marcus- powtórzył w zamyśleniu Pao.- Nie pytasz kogo dzisiaj zakopałem?
-Ktoś ciekawy na wsi wyciągnął kopyta, czy to kolejna schorowana babcia?- Zaciekawiłem się.
Paolo nagle wytrzeźwiał i spojrzał na mnie i Rafaela uważniej.
-To ty nie wiesz?- Ściszył głos i rozejrzał się szybko.- Jakaś dzika zaraza nocami atakuje ludzi- zauważył. Napił się i kontynuował.- Mówią, że to tylko zwykłe wilki; ale to kompletna bzdura- rzucił peta i przydeptując go zaczął szukać po kieszeniach skórzanej rybackiej kamizelki fajek. Wyciągnąłem paczkę w jego stronę i obaj zapaliliśmy.
-Niby czemu mówisz, że chrzanią?- Wypytywałem dalej, gdy Raf patrzył na to wszystko powątpiewająco.
-Gdybym nie przywalił jednemu z łopaty to bym nie uwierzył, że to taaaakie wielgachne bydle.
-Nie zaatakowało cię?- Zdziwił się Rafael.
Paolo spojrzał nań.
-Myślisz, żem taki głupi, żeby w ogóle podchodzić do czegoś takiego? Rzuciłem w niego tą łopatą i w nogi do kaplicy. Zamknąłem się i całą noc tam przesiedziałem- nerwowo oparł drzewiec na obojczyku i zaciągnął się. Napił się jeszcze i kontynuował- w życiu nie miałem takiego cykora, a w trupach robię dobre pięćdziesiąt lat- stwierdził powoli.
Wymieniliśmy z Rafem szybkie, zaniepokojone spojrzenie.
-Nie byłeś narąbany..?- Zdziwił się Rafael, nadal dość sceptyczny.
-Słuchaj, chłoptasiu: z biegiem czasu organizm się przyzwyczaja do absyntu...
-Kolejny pijący to paskudztwo- skomentował Raf.
-...poza tym, gdybym nie widział tego na własne oczy, nie gadałbym głupot. Zapytaj Gabriela, to ci powie- dokończył Paolo.
Mnie osobiście staruszek z łopatą na ramieniu, zapalony alkoholik i nałogowy palacz nie kojarzył się z rzetelnym źródłem informacji, ale musiałem zaufać blondynowi. W końcu znał tu wszystko i wszystkich, skoro rzeczywiście stąd pochodził.
I jeszcze to przezwisko Paolo. Wyrocznia.
Naprawdę dziwna ta wieś. Ponura.
Zaniedbana..
I pełna osobliwości...
-Hej, gdzie leziesz?- Zdziwił się Rafael, widząc jak zeskakuję z nasypu.
-Skrótami- odparłem nie zatrzymując się. Westchnął ciężko i skierował się za mną.
-Gdzie my, kurwa, jesteśmy??- Zapytał z opadniętą szczęką Pan Zarozumiały rozglądając się po okolicy.
-Też mam zawsze to dziwne wrażenie- zauważyłem słysząc kroki i upiorne szuranie łopaty po kamieniu.
Z mgły wyłoniła się niewyraźna sylwetka z łopatą szurającą po chodniku.
-Paolo, grabaż: napruty od samego rańca. Trochę szurnięty, ale nieszkodliwy dla otoczenia- wyjaśniłem zdziwionemu Rafowi.
Pao szedł zataczając się mocno. W jednej dłoni wlókł swoje narzędzie pracy, a w drugiej trzymał butelkę absyntu. Zza kącika warg staruszka wystawał zapalony papieros.
-Paolo- pomachałem mu dłonią przed oczami i w ostatniej minucie uchyliłem się przed puszczoną w ruch łopatą.- Wyluzuj. Jeszcze żyję, nie pamiętasz?
-Młody Borgia, zmieniłeś zdanie, co do mojej kolekcji trumienek?- Zapytał z kaszlącym śmiechem i nieodłącznym humorem swojej profesji.
-Jeszcze trochę postraszę- odparłem, a on zaklął szpetnie pod nosem.- Co u mojego ojca?- Zapytałem krótko.
-Był w kościele, wyglądał nieźle. Mniej gderliwy, niż zwykle. Był z Ofelią i... Kurwa, zawsze zapomnę jak ten wasz drugi pomiot miał na imię..
-Marcus- podpowiedziałem.
-Właśnie, Marcus- powtórzył w zamyśleniu Pao.- Nie pytasz kogo dzisiaj zakopałem?
-Ktoś ciekawy na wsi wyciągnął kopyta, czy to kolejna schorowana babcia?- Zaciekawiłem się.
Paolo nagle wytrzeźwiał i spojrzał na mnie i Rafaela uważniej.
-To ty nie wiesz?- Ściszył głos i rozejrzał się szybko.- Jakaś dzika zaraza nocami atakuje ludzi- zauważył. Napił się i kontynuował.- Mówią, że to tylko zwykłe wilki; ale to kompletna bzdura- rzucił peta i przydeptując go zaczął szukać po kieszeniach skórzanej rybackiej kamizelki fajek. Wyciągnąłem paczkę w jego stronę i obaj zapaliliśmy.
-Niby czemu mówisz, że chrzanią?- Wypytywałem dalej, gdy Raf patrzył na to wszystko powątpiewająco.
-Gdybym nie przywalił jednemu z łopaty to bym nie uwierzył, że to taaaakie wielgachne bydle.
-Nie zaatakowało cię?- Zdziwił się Rafael.
Paolo spojrzał nań.
-Myślisz, żem taki głupi, żeby w ogóle podchodzić do czegoś takiego? Rzuciłem w niego tą łopatą i w nogi do kaplicy. Zamknąłem się i całą noc tam przesiedziałem- nerwowo oparł drzewiec na obojczyku i zaciągnął się. Napił się jeszcze i kontynuował- w życiu nie miałem takiego cykora, a w trupach robię dobre pięćdziesiąt lat- stwierdził powoli.
Wymieniliśmy z Rafem szybkie, zaniepokojone spojrzenie.
-Nie byłeś narąbany..?- Zdziwił się Rafael, nadal dość sceptyczny.
-Słuchaj, chłoptasiu: z biegiem czasu organizm się przyzwyczaja do absyntu...
-Kolejny pijący to paskudztwo- skomentował Raf.
-...poza tym, gdybym nie widział tego na własne oczy, nie gadałbym głupot. Zapytaj Gabriela, to ci powie- dokończył Paolo.
Rafael J. White
-Paolo to ikona tego wygwizdowa. Wie wszystko o wszystkim i wszystkich- przyznał Gabriel ze spokojem.- Tu ma ksywę Wyrocznia.Mnie osobiście staruszek z łopatą na ramieniu, zapalony alkoholik i nałogowy palacz nie kojarzył się z rzetelnym źródłem informacji, ale musiałem zaufać blondynowi. W końcu znał tu wszystko i wszystkich, skoro rzeczywiście stąd pochodził.
I jeszcze to przezwisko Paolo. Wyrocznia.
Naprawdę dziwna ta wieś. Ponura.
Zaniedbana..
I pełna osobliwości...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz