Gabriel szedł w milczeniu przed siebie, za to ja przyglądałem się z zaciekawieniem odstraszającemu wyglądowi wioski.
-Dziura zabita dechami- skomentowałem.
-Jeszcze nie widziałeś, gdzie psy dupami szczekają- odparł z ironią. W ostatniej chwili przeskoczył murek i skręcił w prawo, po czym jakiś pies dostał od niego z kamyka.
-Zjeżdżaj, pchlarzu- warknął Gabriel z pogardą, gdy zupełnie nagle psu odbiło.
Stanął wpatrując się w jeden punkt, postawił uszy i jeżąc sierść zaczął warczeć.
-Coś jest nie tak- odezwał się z namysłem blondyn i ruszył szybkim krokiem w kierunku oddalonym od nas o niecały kilometr szarego budynku ze spadzistym dachem, porośniętym w niektórych miejscach mchem.
***
Przy budynku krzątał się jakiś facet. Paląc papierosa podniósł głowę znad szpadla i spojrzał wprost na Gabriela, który stanął jak wryty i cofnął się o krok.
-Książę Kryminału jak zawsze nieproszony- zauważył nieprzychylnie.
-Marcus, odpuść. Nie mam ochoty na żarcie się z tobą- odparł Gabriel z ciężkim westchnieniem.
-Po co przyjechałeś?- Wyższy od niego o głowę ciemnowłosy o bladoszarych oczach oparł się na szpadlu.
-Chciałem pogadać. Jest coś, o czym powinniście wiedzieć- Zaczął ugodowym tonem blondyn.
-Znowu zamierzasz wciskać mi bajki, jaki to nawrócony jesteś i w ogóle? Jeśli tak, to odejdź, bo trafi mnie szlag i jeszcze ci przypierdolę tym szpadlem- Marcus miał szczekliwy głos.
-Nie chodzi o mnie- zaczął, ale z domu odezwał się inny męski głos:
-Kogo tam przywiało?- Zapytał.
-Synek marnotrawny z jakimś facetem się zjawili- rzucił w stronę okna Marcus.
Po kilku minutach z domu wynurzyły się pierwsze koła wózka inwalidzkiego, na którym siedział około dziesięć lat starszy ode mnie mężczyzna. Zaraz za nim stała wątła kobieta o oczach Gabriela.
-Cześć mamo, tato- powiedział cicho Gabriel, sam skinąłem w milczeniu głową na powitanie.
-W co znów się wpakowałeś, Gabriel?- Zapytał jego ojciec.
-Pewnie, jak zwykle kogoś zabił- prychnął Marcus.
-Chodzi o Cristiana, a nie o mnie, do cholery- warknął blondyn. Odbił cios szpadla i szybko wyrwał go z rąk starszego brata.
-Coś mu się stało?- Zapytała matka Gabriela, Ofelia.
-Jeszcze nie, ale może się stać. Musimy porozmawiać i to bardzo poważnie.. Potem pójdę sobie gdzie chcecie, nawet do diabła- odparł zielonooki napiętym tonem.
-Chodźcie do domu- odezwał się ojciec Gabriela po dłuższej chwili.
Dom był ładnie urządzony i zadbany. Wisiało kilka obrazków i fotografii. Nad samym wejściem był duży krzyż.
Usiedliśmy w salonie.
-Kim jest twój znajomy? Strzela, wypruwa flaki, czy tylko haracze i wymuszenia?- Zapytał z kpiną Marcus.
Zamierzałem go efektownie zgasić, więc zanim Uczniak zdążył zareagować odparłem:
-Jestem tylko spokojniutkim księdzem kapelanem mafii- odparłem uszczypliwym i zgryźliwym tonem.
Marcus zamilkł. Widać wyczuł sarkazm z mojej strony. Zaraz szybko przeprosił, a Gabriel prychnął:
-Księżulek, jak zawsze dosadny, co Rafael?
-Nie mogłem się powstrzymać- stwierdziłem przewracając oczami.
-Możecie mi nie wierzyć, ale Christian to wilkołak i..- Zaczął Gabriel.
Marcus zaczął się śmiać, ale państwo Borgia pozostali poważni.
Na widok powagi rodziców, śmiech Marcusa umilkł. Spojrzał na nich zdziwiony.
-Chyba nie wierzycie w te bajki- powiedział po długiej ciszy z niedowierzaniem.
-Wiemy- powiedział w końcu starszy mężczyzna na wózku.
-Co wiecie? To bajki- zaczął Marcus.
-Też chciałbym w to wierzyć, ale widziałem to na własne oczy- oznajmił Gabriel.- Jak to się właściwie stało?
-Kiedy byliście dziećmi. Pamiętacie, jak nie pozwalaliśmy wam chodzić w okolice starego młyna?- Zapytał pan Borgia.
Gabriel i Marcus wymienili zaskoczone spojrzenia.
-Jeszcze jak. Powiedziałeś, że jak się dowiesz to nogi z dupy nam powyrywasz- przytaknął Gabriel.
-Ja pamiętam, że stary Gross był jakiś taki dziwny. Chodził jak lunatyk, znikał jak była pełnia... Nie łapałem, czemu, ale ten zakaz mi nie pasował, bo nikt nic nie wyjaśnił- zauważył.
-Czyli wychodzi na to, że Gross musiał być wilkołakiem- wywnioskowałem spokojnie.
-Niestety- przytaknęła Ofelia Borgia- i zdarzył się wypadek.
-Nazywacie to, co Gross zrobił wypadkiem???- Zapytał oszołomiony zdumieniem Marcus.- Przecież to szaleniec.
-Nie każdy człowiek jest świadomy tego, co robi jako wilkołak- zauważyłem spokojnie.
-To szalone- stwierdził z niedowierzaniem.
-Macie gdzie zostać na noc?- Zapytał pan Borgia.
-Pogadam z Paolo- zaczął Gabriel.
-Nie- oznajmił jego ojciec.- Chciałem z tobą później porozmawiać.
-Dobrze, tato- oznajmił Gabriel cicho. Wyglądał tak, jakby trochę bał się tej rozmowy.
-Ofelia, co się tam dzieje?- Zapytał tato.
Usłyszałem kroki matki i wzburzoną rozmowę. Rafael stanął w progu z ręcznikiem na ramieniu i słuchał przez moment. Na jego twarzy odbił się olbrzymi niepokój, a ja już wiedziałem co może być nie halo.
-Nazywacie to, co Gross zrobił wypadkiem???- Zapytał oszołomiony zdumieniem Marcus.- Przecież to szaleniec.
-Nie każdy człowiek jest świadomy tego, co robi jako wilkołak- zauważyłem spokojnie.
-To szalone- stwierdził z niedowierzaniem.
-Macie gdzie zostać na noc?- Zapytał pan Borgia.
-Pogadam z Paolo- zaczął Gabriel.
-Nie- oznajmił jego ojciec.- Chciałem z tobą później porozmawiać.
-Dobrze, tato- oznajmił Gabriel cicho. Wyglądał tak, jakby trochę bał się tej rozmowy.
***
Gabriel, zwany Uczniakiem
Wieczorem. Rafael zaoferował pomoc mamie przy kolacji. Marcus nakrywał do stołu, a ja i ojciec właśnie mieliśmy zacząć rozmowę, gdy usłyszeliśmy walenie do drzwi.-Ofelia, co się tam dzieje?- Zapytał tato.
Usłyszałem kroki matki i wzburzoną rozmowę. Rafael stanął w progu z ręcznikiem na ramieniu i słuchał przez moment. Na jego twarzy odbił się olbrzymi niepokój, a ja już wiedziałem co może być nie halo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz