piątek, 17 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

Rafael skinął powoli głową, a ja spojrzałem smutno na ojca.
-Idź, Gabriel- powiedział z niepokojem.
Wychodząc z pokoju spojrzałem nań przez ramię:
-Wrócę- powiedziałem cicho i wyszedłem za Rafem.
***
Godzinę później skradaliśmy się pomiędzy drzewami, w ciemności.
Z rozmowy matki z jednym z mieszkańców, panem Venere, wynikało, że za spustoszenia w trzodzie i bydle odpowiedzialny jest nie jeden wilk, a mała sfora. Poza tym coś zabijało też ludzi...
Wpadłem z impetem na Rafaela, który niespodziewanie przystanął. W bladoniebieskich oczach czaił się niepokój, a twarz zastygła w wyrazie głębokiego skupienia nagle drgnęła.
-Wracamy- szepnął.
-Co się dzieje?- Zapytałem krótko.
Rafael odwrócił się ku mnie.
-Przeoczyłem coś bardzo ważnego- minął mnie i ruszył w kierunku, z którego przyszliśmy.
Chwyciłem go za ramię i szybkim ruchem osadziłem bruneta w miejscu, warcząc:
-Co takiego?
-Twierdziłeś, że Venere to zdziwaczały samotnik. Kto wysłałby introwertyka z informacją o której wie zaledwie kilka osób?- Zapytał rozsądnie.
Od razu zrozumiałem, że moja wcześniejsza nerwowość była w pełni uzasadniona. Zakląłem szpetnie pod nosem, rzucając:
-Czemu sam wcześniej na to nie wpadłem? Wyruchali mnie, skurwiele- ze złością kopnąłem w suchy pień, który z loskotem zwalił się na ziemię.- Pozabijam to ścierwo...!
Rafael J. White
W połowie lasu szybki krok Gabriela przeistoczył się w karkołomny bieg przez leśne przeszkody. Choć byłem dość wysportowany, ledwie dotrzymywałem mu tempa. W ostatnim momencie przeskakując leśny rów, śladem blondyna odbiłem w prawo i nagle las się skończył...
Gabriel zdążył mnie zatrzymać i przez jakiś czas obserwował widoczne w światłach domu kilka ciemnych aut i szwendających się wokół domostwa ubranych w ciemne kolory ludzi.
-Sprowadził Egzekutorów. Musi być jednym z Hydr.
-Venere!?.- Spojrzałem nań z nutą zwątpienia.
-Jaką masz broń?- Zapytał ostro, schylił się i po chwili pociągnął mnie na ziemię, a tuż przy rowie przesunął się ślad latarki. Z bijącym sercem i stłumionym w płucach oddechem zrozumiałem, że cienka struga światła zbliża się w naszym kierunku.
Gabriel widząc mój wyraz twarzy, szybkim gestem nakazał mi bezruch i ciszę. Kroki były już słyszalne bardzo blisko, gdy czubek jednego z butów znalazł się tuż nad moją głową. Z trudem powstrzymałem się od okrzyku zaskoczenia, a Gabriel wynurzył się i podcinając tamtemu nogi, wciągnął go do rowu i zanim napastnik zdążył wydać jakikolwiek dźwięk, skręcił mu kark, po czym obszukując zwłoki zabrał zza pasa kaburę z bronią, magazynki i nóż oraz jakąś małą rzecz, którą oswietlił latarką.
Była to srebrna przypinka z Hydrą w koronie obejmującej wszystkie trzy łby, przyozdobioną pośrodku kamieniem: krwistym rubinem.
-Belotto, drugi Egzekutor- mruknął, z odbezpieczoną i przeładowaną bronią wyskoczył z rowu.- Musisz się zdecydować: zabijesz każdego, który cię zaatakuje; albo czekasz tutaj w ciszy- oznajmił zimno, patrząc mi w oczy.
-Nie zostanę tu za żadne skarby-warknąłem głośnym szeptem.
Gabriel, zwany Uczniakiem 
-Jeśli nie będziesz umiał zabić, będziesz mi tylko przeszkadzać; Rafael!. Nie mogę chronić kogoś i jednocześnie osłaniać go przed gradem kul- wyjaśniłem ostro.
-Kto komu przeszkadza.? Od początku byłem przeciwny wysłaniu cię tu ze mną. Zawsze sprowadzasz za nami uzbrojonych po zęby typów spod ciemnej gwiazdy- odciął się.
-Czyli zostajesz. Koniec tematu- chciałem wyjść stamtąd, póki nie połapali się, że stracili jednego, ale Raf wciągnął mnie spowrotem.
-Robię to pierwszy i ostatni raz; Gabriel- oznajmił i wyciągnął z torby kuszę z uczepioną pod spodem jakąś puszką. Wziął mały plecak i wrzucił doń jeszcze kilka takich "puszek" i zarzucając go na ramię skinął mi głową rzucając cicho:
-Boże Miłosierny, miej nas w opiece.
Właśnie. Zwłaszcza swojego Księżulka, a mnie jeśli masz chęć- pomyślałem wyskakując z rowu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz