poniedziałek, 20 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XXI: Wydarzenia w Velletri -Cristian-

***
Po kilku minutach rozdzieliliśmy się na tyłach domu. 
Rafael rozglądając się odłożył kuszę i wziął oparty o dom szpadel. Chyba zdecydowanie wolał walkę wręcz. 
Z bronią w gotowości posuwałem się powoli, tuż przy ścianie, próbując uspokoić zarówno oddech, jak i emocje.
W ostatniej chwili zdążyłem schować się za rogiem domu, gdy zobaczyłem Trzy Łby w osobach Katie, Luciano i Pietro. Zza uchylonego okna usłyszałem głos Dietera:
-Gdzie twój młodszy braciszek?- Zapytał chłodno. 
Rafael J. White 
-Kazałem mu się wynosić- odparł szczekliwy głos Marcusa.- Mordercy i kryminał nie ma wstępu do tego domu.
Cios. Marcus uderzył w drzwi. Jego matka krzyknęła cicho, a któryś z Hydr uciszył ją warknięciem.
-Zostaw mojego syna- powiedział spokojnie, ale lodowato pan Borgia.
Dieter i reszta roześmiali się drwiąco, po czym Wąż pochylił się i spojrzał siedzącemu na wózku mężczyźnie w oczy, mówiąc:
-Myślisz, że się boję kaleki?- Zapytał z lekkim śmiechem.
-Skąd w ogóle możesz wiedzieć, że nie udaję kaleki?- Odpowiedział obojętnie Damon Vincenzo Borgia, nie spuszczając wzroku z Dietera.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Na chwilę zapadła cisza. Stojąc tuż przy ścianie ukradkiem obserwowałem sceny rozgrywające się we wnętrzu domu. 
Wtedy to zauważyłem. Leżący na oknie telefon, ze słuchawką położoną na parapecie... Ktoś był po drugiej stronie linii. Słyszałem znajomy cichy oddech i wtedy...
Ciszę i spokój rozdarł dźwięk broni półautomatycznej, a ja zobaczyłem pełno błysków z luf. Padłem na deski altany, doczołgałem się do starego koryta służącego matce, prawdopodobnie, za kwietnik i sam odpowiedziałem ogniem. 

Strzelanina trwała w najlepsze, a ja wiedziałem, że muszę oszczędzać amunicję. 
-Za wszelką cenę muszę zabrać jakiś automat- szepnąłem cicho do siebie. 
Przez terkot broni i huk strzałów nie usłyszałem skradającej się ku mnie Hydry. 
-Rzuć broń i odwróć się na plecy. Powoli i bez numerów, Damon- głos Venere. Pokazując reszcie grupy, żeby przestali strzelać. 
Cisza aż zakłuła mnie w uszy. 
To koniec... Wszystkich zabiją- pomyślałem z porażką, zabezpieczając i odkładając broń na deski altany, gdy nagle metal szpadla zamajaczył w czyichś rękach, a Venere wylądował nieprzytomny tuż obok mnie. Wówczas zapanował chaos. 
Szczekanie i wycie oraz krzyki i terkot broni wypełniły powietrze. 
-Co się tam, zu holle, dzieje?- Zapytał Dieter podchodząc do drugiego okna. 
Rafael J. White 
Patrzyłem na to wszystko w głębokim oszołomieniu i szoku. 
Pięcioro olbrzymich basiorów, przedzierało się przez rzędy uzbrojonych Hydr, raniąc; ale nie zabijając. Na czele swoistego stada szły dwa wilki: pierwszy był siwy, ale te ślepia miały w sobie moc i doświadczenie, jakby był najstarszy z nich. Drugi był zdecydowanie młodszy o szarej, błyszczącej w świetle księżyca sierści i ślepiach o spokojnym wyrazie. Patrzył wprost na Gabriela, który z bronią w rękach stał na altanie. 
Dieter wyszedł z domu szarpiąc przed sobą matkę Gabriela, której przykładał lufę do skroni. Szary wilk schylił łeb i wpatrzony w Dietera odsłonił wielkie zębiska warcząc ostrzegawczo. Niemiec wymierzył w niego broń, ale zanim zdążył strzelić...
Gabriel, zwany Uczniakiem
To stało się w ułamku sekund... Broń wypaliła, szary wilk skoczył w stronę matki trzymanej przez Węża, uniknął pocisku i wprost wgniótł Dietera w ścianę budynku, gryząc rękę z bronią.
Zabrałem mamę i odwracając ją ku sobie, mocno przytuliłem zapłakaną i przerażoną kobietę, starając się ją uspokoić.
-Raf, weź moją matkę i ze mną- Dieter z wrzaskiem szamotał się i próbował się bronić, a ja poprawiając broń w rękach wszedłem do środka.

Hydry rozmawiały wyraźnie zdezorientowane tym, co działo się na zewnątrz. Wszyscy z bronią w gotowości, dwóch mierzyło z luf do mojego ojca i brata.
Zza uchylonych drzwi dostrzegłem strażnika na czatach. Ostrożnie złapałem klamkę i przywaliłem niczego nie spodziewającemu się Jamesowi z drzwi i zasłaniając się nimi wystawiłem dłoń z Glockiem i zastrzeliłem jednego.
-Rzućcie broń, bo wszystkich pozabijam!- Warknąłem zza drzwi.
-Chcesz się pozbyć tatusia i braciszka?- Zapytała Kate.
-Spójrz przez okno, Łbie- odparłem pogardliwie.
Cisza. Po chwili cicha rozmowa i kilka przekleństw, a potem okrzyk jednego:
-CO TO, DO JASNEJ KURWY, JEST??!- Zapytał ostro.- CZYM JEST TO WIELKIE..?- Trzask. Zza szafy zobaczyłem, jak jeden z Hydr odskakuje od okna z przerażeniem. Jego twarz oświetliły światła radiowozów...
Potem była już tylko bójka i strzelanina... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz