Victoria, partnerka księdza Rafaela
Następnego dnia było deszczowo i wietrznie, oraz chłodno. Siedziałam przed telewizorem i z kubkiem kawy w palcach oglądałam wiadomości.
-Najświeższe informacje ze wsi Velletri- poderwałam głowę i wbiłam oczy w odbiornik.- Zeszłej nocy miała tam miejsce strzelanina. Według naszych nieoficjalnych ustaleń została zaatakowana rodzina poszukiwanego Gabriela Damona Borgii. Trwają czynności dochodzeniowe, a policja odmawia komentarza w sprawie, dlatego nie znamy okoliczności zdarzenia i motywów sprawców- mówił prezenter.- O tej sprawie będziemy informować na bieżąco.
Zaatakowano rodzinny dom Gabriela... Czy on i Rafael byli tam wczoraj? Czy złapano Gabriela? A może sam zdecydował się oddać w ręce policji?
Bałam się o nich obu, ale nawet bardziej o Gabriela. Mój strach rósł dlatego, że nie było wiadomo, co tak naprawdę się tam wydarzyło.
Poza tym relacje Gabriela z rodziną były praktycznie w strzępach: bracia odnosili się doń z chłodem i pogardą, a z rodzicami był skłócony. Od prawie ośmiu lat był zagubionym uciekinierem zdanym tylko i wyłącznie na siebie.
Czy Rafael mógłby i chciałby mu pomóc? Nie miałam pojęcia. Ich współpraca była w pewnym sensie pełną złośliwości kłótnią interesów, bo obaj byli zupełnymi przeciwieństwami: Rafael był ostrożny i skrupulatnie planował każdy krok, natomiast Gabriel to osoba brawurowa, potrafiąca dostosować się do danej sytuacji, jakkolwiek byłoby to niebezpieczne, umiał kłamać; improwizować i blefować, a jeśli musiał pociągnąć za spust- robił to bez żadnego wahania. Jednym słowem: byli innymi światami, ale niektóre cechy posiadali wspólne.
Złość na nich już mi trochę przeszła, jednak martwiłam się, że coś mogło się im stać. Poza tym czułam się winna, że pocałowałam blondyna, bo wiedziałam; że zrobiłabym krzywdę Rafaelowi, gdyby się o tym dowiedział.
W sumie nie rozumiałam także, dlaczego nazwałam Gabriela imieniem Nicolae. Zadawałam sobie pytanie, kim właściwie był ten Nicolae, jeśli istniał i, czy coś mnie z nim łączyło. Miałam też wrażenie, że nie znam całej prawdy związanej z alter ego zielonookiego blondyna.
Szereg pytań rósł z każdym dniem i wszystkie wydawały się bardzo istotne. Pragnęłam się dowiedzieć, kim byłam i, co wydarzyło się tamtej nocy, kiedy straciłam pamięć, a równocześnie obawiałam się tego, jak wówczas może się zmienić moje dotychczasowe życie...
W sumie nie rozumiałam także, dlaczego nazwałam Gabriela imieniem Nicolae. Zadawałam sobie pytanie, kim właściwie był ten Nicolae, jeśli istniał i, czy coś mnie z nim łączyło. Miałam też wrażenie, że nie znam całej prawdy związanej z alter ego zielonookiego blondyna.
Szereg pytań rósł z każdym dniem i wszystkie wydawały się bardzo istotne. Pragnęłam się dowiedzieć, kim byłam i, co wydarzyło się tamtej nocy, kiedy straciłam pamięć, a równocześnie obawiałam się tego, jak wówczas może się zmienić moje dotychczasowe życie...
Gabriel, zwany Uczniakiem
***
Łby w panice rzuciły się do ucieczki, ale zanim policja weszła do domu, ojciec kazał mi ukryć się w piwnicy i uzgodnił ze wszystkimi, że nie wiedzą gdzie jestem i nigdy mnie tu nie było.
Nie byłem z tego zadowolony, chociaż doceniałem, mimo wszystko, że tato chciał mnie chronić...
-Powinienem odpowiedzieć za to, co zrobiłem, tato- oznajmiłem cicho, a mój brat spojrzał na mnie osłupiały.
-Jeszcze nie teraz, Gabriel. Idź już- nakazał ojciec cicho.
-Dziękuję- powiedziałem cicho i pozwoliłem szlochającej z nerwów matce zamknąć za mną drzwi. Po chwili zapadła wszechobecna ciemność i usłyszałem szczęk klucza w zamku.
Kiedy oczy przyzwyczaiły się do mroku rozejrzałem się. Praktycznie nic się tutaj nie zmieniło od kiedy byłem nastolatkiem: wszędzie te same szare szafki z odłażącą gdzieniegdzie farbą, wysokie, metalowe regały i kilka innych gratów. Ukryłem się w stojącej w kącie olbrzymiej, kamiennej beczce i moszcząc się wewnątrz, założyłem drewnianą pokrywę. Nadal czułem w środku ulubiony zapach dzieciństwa- woń kiszonej kapusty.
Siedząc w szerokim naczyniu rozmyślałem, dlaczego tato nie zdecydował się wydać mnie policji. Mimo tego, co się stało; nie potrafiłem zrozumieć jego postępowania.
Zamknąłem na chwilę oczy. Nadal byłem zdezorientowany i strasznie zagubiony i chciałem, chociaż na krótki moment odciąć się od głosów i obrazów szalejących w mojej głowie...
***
Rafael J. White
Mieliśmy zostać zabrani na najbliższy komisariat policji, by opowiedzieć o wydarzeniach zeszłej nocy. Przed domem i w środku krzątało się mnóstwo mundurowych, wokół domu rozwijano już taśmę odgradzającą teren działań mundurowych. Do czarnych worków pakowano zwłoki członków Hydry, gdy ojciec Gabriela rzucił do Marcusa:
-Zatrzymaj się.
Jeden z policjantów ubrany w kamizelkę kuloodporną na dźwięk głosu odwrócił się i spojrzał na nas. Był to nie kto inny jak najstarszy brat Gabriela, czyli Vincenzo. Ciemny blondyn podszedł do nas szybko. Bez wahania na oczach podwładnych przywitał się z rodziną.
-Pochwalony, księże Rafaelu- rzucił w moją stronę.
-Na wieki wieków i mów mi po prostu po imieniu- odpowiedziałem spokojnie.
-Zaraz.. Znacie się..?- Zdziwił się Marcus, a eskortujący nas policjanci byli zaskoczeni.
-Długo by opowiadać- skwitował Vincenzo.- Co się tutaj stało..?
-Długo by mówić, Vincenzo- odezwała się cicho jego matka.
Godzinę później.
Na komisariacie trwało przesłuchanie. Dziwiłem się Vincenzo, że potrafi tak spokojnie i niemal bez emocji prowadzić tę sprawę. Giorgio starał się uspokoić zdenerwowaną matkę partnera, a blady, jak płótno Marcus patrzył przez szybę na brata przesłuchującego w drugim pomieszczeniu ich ojca. Wiedziałem, że nie powinienem kłamać, ale próbowałem zrozumieć ojca Gabriela... Sam nie wiedziałem, jakbym się zachował w takich okolicznościach i zastanawiałem się, jak się ułoży pomiędzy ojcem i trzecim synem.
Vincenzo krzywiąc się z bólu sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął słoiczek. Odkręcając go wysypał na drugą dłoń dwie tabletki i wziął je. Ojciec zapytał go o to, Vincenzo odpowiedział wyjątkowo spokojnie, powoli zdejmując kamizelkę. Wtedy na jego koszuli zobaczyłem poszerzający się ślad krwi. Marcus widząc to wezwał jednego z funkcjonariuszy.
-Nic mi nie jest, Dante- oznajmił lodowato Vincenzo, wpatrując się w jednego ze swoich podwładnych.
-Został pan postrzelony, komisarzu Borgia. To poważna sprawa i...
-To draśnięcie- odparł V przez zaciśnięte zęby.
-Uparty, jak zwykle- odezwała się pani Ofelia z ciężkim westchnieniem.
Podczas rozmowy ze mną, Vincenzo formalnie pytał o sprawę, a niewerbalnie chciał się dowiedzieć czegoś na temat Gabriela.
-Większość z tych trupów to członkowie Hydry. Wiem, że chcieli się zemścić na Gabrielu- dedukował ze spokojem.- Smoki też nie zaczęły wojny przypadkowo. Rafael, jeśli coś o tym wiesz...- zaczął.
-Wiem tyle, co ty.
Czytaj: nie pilnuję Gabriela całą dobę, ale wiem, że ty wiesz, Vincenzo.
-Rozumiem.
-Właściwie, dlaczego wziąłeś tę sprawę?- Zapytałem powoli.
-Dlatego, że to Hydra- oznajmił cicho.
-Czyli chodzi o Gabriela- zacząłem, ale mi przerwał:
-Wcale nie chodzi o niego, zresztą czemu obchodzi to akurat duchownego?- Zapytał.
-Taki już charakter księdza, Vincenzo. Pomyślałem, że rozmowa może pomóc, ale nie mogę nikogo zmusić do mówienia.
Uśmiechnął się krzywo.
-Wiesz, kto nas wezwał?- Zapytał po chwili. Pokręciłem odmownie głową.- Stary Paolo. Pewnie słyszałeś, że w Velletri ma pewne przezwisko- zasugerował.
-Podobno nazywają go Wyrocznia, ale co z tego?- Zdziwiłem się.
-Nie widziałem jeszcze księdza realisty- zauważył.- Podobno wszyscy jesteście nawiedzeni.
Wbrew procedurom przesłuchanie nabrało charakteru czysto koleżeńskiej rozmowy.
-Nawiedzeni?- Uśmiechnąłem się delikatnie.- Niektórzy księża to po prostu konserwatyści. Prawo Kanoniczne ponad wszystko. Wykształceni, ale związani przestarzałymi zasadami- wzruszyłem ramionami.
-Nie wierzę, że ksiądz mówi coś takiego- zauważył podwładny Vincenzo. Najstarszy z braci Borgia zgromił go spojrzeniem, a tamten przybrał przepraszającą minę.
-Nikt nie jest święty- oznajmiłem spokojnie.- Masz jeszcze jakieś pytania do mnie, komisarzu?
-Nie, ale chciałem umówić się na jakieś piwo, czy coś- rzucił powoli.
-Gdzie i o której?- Zapytałem krótko.
-Wpadnę koło siódmej- rzucił.- Nie mam już pytań co do sprawy. Podpisz zeznania.
Czytaj: Wpadnę po was koło siódmej.
Przeczytałem i podpisałem.
-No, to umówieni; Panie Władzo- rzuciłem spokojnie.
-Trzymam za słowo, Agencie Nieba- zażartował, a ja przewróciłem oczami wychodząc.
Zaraz po tym gdy policjanci opuścili dom, Marcus wszedł do piwnicy, by wyciągnąć stamtąd młodszego brata.
Idąc na górę nie rozmawiali. Jednak w połowie schodów Uczniak odezwał się do brata mówiąc...
Vincenzo krzywiąc się z bólu sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął słoiczek. Odkręcając go wysypał na drugą dłoń dwie tabletki i wziął je. Ojciec zapytał go o to, Vincenzo odpowiedział wyjątkowo spokojnie, powoli zdejmując kamizelkę. Wtedy na jego koszuli zobaczyłem poszerzający się ślad krwi. Marcus widząc to wezwał jednego z funkcjonariuszy.
-Nic mi nie jest, Dante- oznajmił lodowato Vincenzo, wpatrując się w jednego ze swoich podwładnych.
-Został pan postrzelony, komisarzu Borgia. To poważna sprawa i...
-To draśnięcie- odparł V przez zaciśnięte zęby.
-Uparty, jak zwykle- odezwała się pani Ofelia z ciężkim westchnieniem.
Podczas rozmowy ze mną, Vincenzo formalnie pytał o sprawę, a niewerbalnie chciał się dowiedzieć czegoś na temat Gabriela.
-Większość z tych trupów to członkowie Hydry. Wiem, że chcieli się zemścić na Gabrielu- dedukował ze spokojem.- Smoki też nie zaczęły wojny przypadkowo. Rafael, jeśli coś o tym wiesz...- zaczął.
-Wiem tyle, co ty.
Czytaj: nie pilnuję Gabriela całą dobę, ale wiem, że ty wiesz, Vincenzo.
-Rozumiem.
-Właściwie, dlaczego wziąłeś tę sprawę?- Zapytałem powoli.
-Dlatego, że to Hydra- oznajmił cicho.
-Czyli chodzi o Gabriela- zacząłem, ale mi przerwał:
-Wcale nie chodzi o niego, zresztą czemu obchodzi to akurat duchownego?- Zapytał.
-Taki już charakter księdza, Vincenzo. Pomyślałem, że rozmowa może pomóc, ale nie mogę nikogo zmusić do mówienia.
Uśmiechnął się krzywo.
-Wiesz, kto nas wezwał?- Zapytał po chwili. Pokręciłem odmownie głową.- Stary Paolo. Pewnie słyszałeś, że w Velletri ma pewne przezwisko- zasugerował.
-Podobno nazywają go Wyrocznia, ale co z tego?- Zdziwiłem się.
-Nie widziałem jeszcze księdza realisty- zauważył.- Podobno wszyscy jesteście nawiedzeni.
Wbrew procedurom przesłuchanie nabrało charakteru czysto koleżeńskiej rozmowy.
-Nawiedzeni?- Uśmiechnąłem się delikatnie.- Niektórzy księża to po prostu konserwatyści. Prawo Kanoniczne ponad wszystko. Wykształceni, ale związani przestarzałymi zasadami- wzruszyłem ramionami.
-Nie wierzę, że ksiądz mówi coś takiego- zauważył podwładny Vincenzo. Najstarszy z braci Borgia zgromił go spojrzeniem, a tamten przybrał przepraszającą minę.
-Nikt nie jest święty- oznajmiłem spokojnie.- Masz jeszcze jakieś pytania do mnie, komisarzu?
-Nie, ale chciałem umówić się na jakieś piwo, czy coś- rzucił powoli.
-Gdzie i o której?- Zapytałem krótko.
-Wpadnę koło siódmej- rzucił.- Nie mam już pytań co do sprawy. Podpisz zeznania.
Czytaj: Wpadnę po was koło siódmej.
Przeczytałem i podpisałem.
-No, to umówieni; Panie Władzo- rzuciłem spokojnie.
-Trzymam za słowo, Agencie Nieba- zażartował, a ja przewróciłem oczami wychodząc.
Zaraz po tym gdy policjanci opuścili dom, Marcus wszedł do piwnicy, by wyciągnąć stamtąd młodszego brata.
Idąc na górę nie rozmawiali. Jednak w połowie schodów Uczniak odezwał się do brata mówiąc...
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Dlaczego sam mnie nie wydałeś, skoro tato tego nie zrobił?- Zapytałem cicho i smutno.- Dlaczego tego nie zrobiłeś zwłaszcza, że aż tak bardzo mnie nie zdzierżysz?
Cios. Potknąłem się o ostatni stopień, wpadłem przez drzwi na korytarz i zatrzymałem się o milimetry od ściany. Kamienny krzyżyk spadł, ale wyciągnąłem dłoń i zacisnąłem palce, chwytając przedmiot kilka centymetrów nad płytkami.
-Ojciec już dość przez ciebie wycierpiał- rozwścieczył się Marcus.- Od prawie ośmiu lat nie może chodzić na własnych nogach i to wszystko przez ciebie, Gabe!
Odłożyłem krucyfiks i wstając, powoli podszedłem do Marcusa i chwytając go za ubranie, oparłem o ścianę.
-Myślisz, że się o to nie winię?- Zapytałem z goryczą patrząc starszemu bratu prosto w oczy.- Chętnie cofnąłbym czas, żeby było inaczej, żeby to się nie stało...- Cofnąłem się. Powoli oparłem się o drzwi piwnicy i osunąłem się po nich siadając na podłodze pokrytej ciemnozielonymi kafelkami.- Żeby to mnie zabili...- wlepiłem wzrok w podłogę.
Rafael J. White
Jego ojciec poprosił oczami żonę, żeby wyszli na korytarz.
-Ja to zrobię...- zacząłem.
-Nie potrzebuję litości- oznajmił mężczyzna.
-To nie jest litość. Nawet ja czasami potrzebuję pomocy- odezwałem się spokojnie.
Pani Ofelia spojrzała pytająco na męża, który potwierdził ruchem oczu.
Gabriel wyglądał fatalnie. Siedział ze zgiętymi w kolanach nogami oparty o drewniane drzwi i z czołem wspartym na przedramionach gapił się w podłogę. Lekko potargane blond włosy i kilka zmarszczek na czole wyraźnie pokazywały jego żal i smutek, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej.
-Myślisz, że się nie nienawidzę, Marcus?- W jego tonie, prócz żalu wibrowała także złość na samego siebie.- Nienawidzę siebie od tamtego dnia.. Próbowałem się im wyrwać, bronić go, ale byłem bez szans!- Nerwowo sięgnął do kieszeni i zapalił.- Nie chciałem tego.. Żałuję, bo naprawdę tego nie chciałem...- Powiedział z rozpaczą, zaciągając się nerwowo. Powoli drżąc wypuścił dym z płuc.- Wolałbym zdechnąć, niż...
-Nigdy.. Przenigdy nie waż się tak mówić w mojej obecności, Gabrielu Damonie- powiedział przez zaciśnięte zęby mężczyzna na wózku, lecz wtedy otworzyły się drzwi i pojawił się on.
Ten młody stażysta, którego widziałem podczas jednej mojej wizyty w szpitalu.
-Gabriel, popatrz na mnie...- Blondyn pełen niechęci wstał i wykonał prośbę. Młodszy od niego chłopak wyciągnął rękę i mocno uderzył brata w twarz.- Wiesz za co, czy mam ci poprawić?- Zapytał patrząc na brata spode łba.
Gabriel przyłożył dłoń do czerwonego policzka i przez długą chwilę wpatrywał się z niedowierzaniem w swego najmłodszego brata.
-Wiesz za co?- Powtórzył chłopak wpatrując się w blondyna.
-Wiem. Przepraszam- odpowiedział cicho zielonooki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz