Piąty marzec A. D. 1990.
W podziemiach Watykanu wytwarzano dla nas broń. Gabriel idąc za Rafem przyglądał się z niemałym zainteresowaniem kującym miecze i sztylety, a także wytapiającym kołki, srebrne groty strzał oraz pociski i wiele innych typów broni zakonnikom. Natomiast Rafael obserwował stojaki z gotową bronią. Nagle pochwycił włócznię i obrócił się na pięcie, po czym zupełnie bez ostrzeżenia pchnął rękę z bronią w przód. Gabriel szybkim ruchem obronił nieoczekiwany atak, odbijając broń na bok przedramieniem.
-Nieźle- pochwalił Rafael spokojnie odkładając pikę na miejsce.
-Dzięki- odparł zielonooki krótko. Chciałam zapytać, co to w ogóle miało być, ale z trudem przemilczałam tę dziwaczną sytuację.
-Pochwalony, księże biskupie- rzuciliśmy cicho, wchodząc do podziemnego archiwum organizacji.
-Na wieki wieków- odparł Snow, odrobinę dłużej zatrzymując swe ciemne tęczówki na Gabrielu. Po chwili wskazał nam krzesła, więc usiedliśmy. Z niepokojem czekałam, co Snow chce nam przekazać. Z jego twarzy nie dało się wyczytać zupełnie nic, więc dałam sobie spokój z zastanawianiem się nad powodem ściągnięcia nas do swego rodzaju bazy.
-Pamiętacie, jak mieliśmy przeprowadzić Próbę?- Gabriel drgnął i wyprostował się szybko, a ja i Rafael skinęliśmy głowami.- Proboszcz Bordeaux zgodził się egzaminować Gabriela- oznajmił, a Rafaelowi opadła szczęka ze zdumienia.
-Kiedy?- Zapytał krótko i poważnie Gabriel.
-Dzisiaj o północy- odpowiedział biskup spokojnie. Gabriel skinął głową w geście zrozumienia z poważną miną.
-Zaraz, od kiedy Mistrz tutaj jest?- Spytał zachrypły nieco głosem Raf.
-Od trzech dni- odpowiedział Snow spokojnie, a ja zastanawiałam się, dlaczego Rafael mówił o tym duchownym z takim szacunkiem, a nawet wręcz z czcią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz