poniedziałek, 6 stycznia 2020

Watashi no Akuma Rozdział XIX: "Korona Cierniowa"

Wypchałem plecak bronią, a w każdej kieszeni płaszcza miałem ukryte flakony ze święconą wodą.
Zastanawiałem się, ilu z nich pożegna się dzisiaj ze światem.
Wychodząc z komnaty zamierzałem jeszcze pójść zapalić, gdy podszedł do mnie niski, siwy ksiądz o oczach w kolorze mlecznej czekolady.
-Czas zapalić, co?- Spytał zachęcająco.
-Właśnie szedłem się odstresować przed Próbą- odparłem chowając szybko...
-Absynt- spostrzegawczy klecha zauważył butelczynę zielonego trunku.- To, co? Po maluszku nie zaszkodzi, hm?
-Nie mam szkła- wtrąciłem zaskoczony, nie za bardzo wiedząc; co powiedzieć.
Wyciągnął zza pazuchy cieńkiego płaszcza dwa kieliszki z rżniętego szkła (zastanawiałem się, skąd je wytrzasnął) i uśmiechnął się dobrodusznie.
-Czasem trzeba słodyczy w tym gorzkim życiu- powiedział- Victoria trochę mi o tobie opowiadała.
-To znaczy, co mówiła?- Zapytałem szybciej, niż miałem zamiar, polewając trunek.
-Że jesteś dobrym człowiekiem, ale się pogubiłeś- oznajmił spoglądając na mnie.
-Pogubiłem..? Mało powiedziane- westchnąłem cicho.
-Za zdany egzamin- rzucił podnosząc kieliszek.
-I za Pana Zarozumiałego- mimo swoich dziwactw, Raf był naprawdę fajnym facetem i... Zasługiwał na Vix, jak nikt inny, bo kochał ją całym sercem i ogromnie się o nią troszczył.
-Pan Zarozumiały to pewnie Rafael- duchowny z trudem stłumił uśmiech cisnący się na usta.
-Skąd ksiądz wie?- Zdziwiłem się.
-Rafael był kiedyś moim Uczniem- powiedział wesoło.
-O rany..- w tym momencie usłyszeliśmy hałasy i kłótnię na korytarzu. Przysłuchując się bliżej rozpoznałem ten głos.
Wstając wyszedłem z komnaty i moje przypuszczenia potwierdziły się. Łysol o karmelowych oczach i Rafael kłócili się o coś.
-Co jest grane, Esposito?- Zapytałem krótko.
-Wy się znacie?- Raf przewiercił mnie podejrzliwym spojrzeniem. Skinąłem głową.
Esposito spojrzał na Rafaela nieprzychylnie.
-Łby robią na ciebie obławę- chciałem mu przerwać, ale nie pozwolił mi na to, kontynuując- chcą dopaść was i tą dziewczynę, a wiesz, że oni nie cofną się przed niczym.
-Spodziewałem się tego- odparłem zamyślony.- Dieter musiał posłuchać Vlada..
-Co ty bredzisz, Damon?- Zdumiał się Meritato.
-Dieter jest tym czymś. Poza tym teraz większość decyzji w Hydrze podejmuje Vlad- wyjaśniłem z naciskiem.- Wąż i Łby przy Nim są tylko pieskami. Pyski do gleby i szczekać na rozkaz- oznajmiłem spokojnie.
-Co chcesz zrobić?- Zapytał Rafael.
-Ty chyba masz nieźle nasrane w głowie- zauważył Meritato widząc moją minę.
Obaj księża wymienili zaskoczone spojrzenia.
-Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta; a Smoki nie przepuszczą takiej okazji, Esposito- rzuciłem tryumfalnie- lepiej zamknij dzisiaj wcześniej, bo remont kosztuje.
-Bardzo zabawne. Co z policją?- Dopytywał.
-Na pewno się dowiedzą prędzej, czy później- odparłem.
Łysy skinął głową i odszedł. Po kilku minutach usłyszałem oddalający się warkot ciężkiego motocykla.
-Kim są te Smoki?- Zapytał z wahaniem Rafael.
-Konkurująca z Hydrą mafia. Chińczycy- Odparłem.- Kiedy odszedłem z Hydry, chcieli przeciągnąć mnie do siebie; ale nie pozwoliłem sobie na to.
-Hydrą...?- Zapytał z przestrachem starszy ksiądz.
-To przeszłość, z którą skończyłem; proszę księdza- powiedziałem cicho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz