-Wiejemy!. Rafael, zakosami i w cieniu- rzuciłem wyciągając Glocka.- Będę was osłaniać.
-Nie- Victoria dobiegła do mnie. Z przyzwyczajenia kucnąłem i przełożyłem ją sobie przez ramię.
-Zabierz ją, Zarozumiały Księżulku- przekazałem przeklinającą Victorię, wpychając w broń pełny magazynek. Szybko przeciągnąłem zamek, gestem nakazując im ucieczkę.
-Wróć w jednym kawałku, bo chcę o coś spytać- odparł brunet o bladoniebieskich oczach.
-Zanim zatęsknisz- potwierdziłem, strzelając.
Wpadłem w zaułek i zakląłem ze złością. Kroki zbliżały się, a ja byłem udupiony.
-Ktoś w nas strzela- syknął głos z azjatyckim akcentem.
-Pewnie jeden z nich- odezwał się chłodny głos.
Szef Smoków. Znałem go, bo już raz się widzieliśmy. To on próbował przeciągnąć mnie do swoich.
Ukryłem się za kontenerem i z klamką w gotowości, nasluchiwałem ich podobnego do psiego szczekania dialogu.
-Chyba widziałem Gabriela. Był z jakimiś ludźmi- zauważył Szef Smoków, imieniem Lau.- Wydostali się?
-Sprawdzę- rzucił coś po swojemu, prawdopodobnie do radia. Po chwili nastąpiła odpowiedź.- Ta trójka wyszła cało, więc on musi być gdzieś tutaj.
Moja sytuacja zaczynała się robić kiepska. Wiedziałem też, że mogą mnie szybko tu znaleźć, a trochę ostatnio nadepnąłem im na odcisk, więc mogło się to źle skończyć...
Mimo to miałem asa w rękawie, bo w końcu to dzięki mnie mają przewagę nad Hydrą.
Zdecydowałem się wyjść z kryjówki.
Rafael J. White
Cudem zdążyliśmy się przekraść pod okiem, jakichś uzbrojonych skośnookich. Dostrzegłem na szyi jednego z nich tatuaż przedstawiający wychodzącą zza kołnierza płaszcza smoczą głowę w malachitowo turkusowym kolorze.
Zastanawiałem się też, w co Gabriel nas właśnie wpakował i, czy wyjdziemy z tego żywi...
Vix szła w milczeniu, obrażona; gdy nagle na kogoś wpadła.
Skośnooki!
Zalała mnie fala przejmującego zimna, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Azjata sięgnął po coś do kieszeni. Spiąłem się, bardzo ostrożnie sięgając po jakąś broń, lecz nieznajomy wyciągnął radio i przysuwając je do warg rzucił coś do swoich.
-Rozumiem- odparł ku mojemu zdziwieniu po naszemu- jasne, Szefie- i nakazał nam szybko spadać.!
Vix pociągnęła mnie szybko za sobą.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Kopę lat, Lau- rzuciłem spokojnie wychodząc zza śmietnika. Kopnąłem dolatującego mi do nogi szczura, który odbił się od ściany i padł martwy na beton.
-Gabriel Damon Borgia, zwany Królem. Słyszałem, że wróciłeś do swoich- zauważył nieufnie.
-Wróciłem? Nie. Byłem tam tylko powęszyć w pewnej ważnej dla mnie sprawie- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- Każ swoim opuścić broń. Niezbyt lubię, kiedy ktoś do mnie celuje- poprosiłem.
Po geście Lau'a, broń półautomatyczna opadła do boków.
-Powinienem pozwolić swoim cię zastrzelić. Obraziłeś mnie- zauważył, a jego czarne oczy wpatrywały się we mnie podejrzliwie.
-Mamy ten sam interes, więc tego nie zrobisz- zabezpieczyłem Glocka i wsunąłem go w kaburę pod płaszczem.
-Kim są tamci ludzie?- Zapytał.
-Dwaj księża i dziewczyna- odparłem.
-Hydry?- Na to pytanie pokręciłem odmownie głową.
-Więc kto?- Wypytywał dalej.
Wtedy ktoś wylądował tuż za mną, a broń w rękach mafiozów podniosła się.
-Pan Zarozumiały mógłby wreszcie się odczepić- zauważyłem nie oglądając się w tył.
-Pan Tępa Mózgownica mógłby wreszcie wydorośleć- odcięła się...
Victoria!!!
-Miałaś zostać z Rafem. Tu jest zbyt niebezpiecznie- syknąłem na nią zły.
-Kto tu kogo ochrzania? W co ty się, do cholery, pakujesz?- Zapytała z rozdrażnieniem.
-To już jest moja sprawa, Victoria- odwarknąłem rozzłoszczony. Nagle poczułem piekący ból, a moja głowa odskoczyła lekko na bok.
-Pyskujesz Nauczycielce?- Burknęła urażonym tonem.
-Wracaj do Rafaela- nakazałem z gniewem. Złapałem jej nadgarstek, zanim znowu zarobiłem w twarz.- Zrozum, że mogę nie być w stanie cię ochronić.
-Sama potrafię o siebie zadbać!- Rozwścieczyła się wyrywając rękę z mojego uścisku.
-Pyskata ta twoja przyjaciółeczka- zauważył Lau.
-Równie niewychowana, co twoja żona- odciąłem się z uśmiechem.
Victoria partnerka księdza Rafaela
-Ty...!- Rozmówca Gabriela dodał jeszcze jakąś chińską obelgę, ale blondyna nawet to nie ruszyło.
-Masz Hydry jak na tacy. Potraktuj to jako przeprosiny i pozwól nam odejść, Lau- oznajmił cicho zielonooki.
-Próbujesz mnie znowu znieważyć- zarzucił Gabrielowi Chińczyk.
-Gdybym próbował cię znieważyć, nie wyświadczałbym ci przysługi- przypomniał zielonooki chłodno. Tamten przemyślał słowa blondyna.
-Tamta propozycja jest nadal aktualna, Król- zauważył nagle tonem negocjacji.
-Przepraszam, ale muszę odmówić, Lau- powiedział bez wahania zielonooki.
-Skoro tak stawiasz sprawę, lepiej nie waż się więcej wchodzić mi w drogę- oznajmił groźnie facet zwany Lau'em.
-To wcale nie będzie aż tak trudne- Gabriel wziął mnie za rękę i ruszył przed siebie, wprost w mierzących doń z luf. Jednak, gdy Lau znów się odezwał, jego ludzie rozstąpili się przepuszczając nas.
-Miłej jatki; Smoki- rzucił na odchodne Gabriel zapalając papierosa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz