Zza zakrętu wyłonił się facet ubrany jak na motocykl, mojego wzrostu i budowy ciała, łysy i brodaty o oczach czerwonych, jak krew.
Poczułem wszechobecny chłód, aż zaczęło mną trząść. Z wielką trudnością opanowałem drżenie i podniosłem broń.
-Kogo tu mamy?- Zapytał odsłaniając w uśmiechu wydłużające się kły.
-Wyglądasz paskudnie, Marcus- poznałem jednego z członków Hydr, którego sam kiedyś szkoliłem.
-Ty również, Król- zauważył.
-Ilu was jest?- Zapytałem.
Zaatakował.
Rafael J. White
Gabriel zrobił unik i kopniakiem posłał przeciwnika w najbliższy mur robiąc zamach ostrzem Krucyfiksu. Lewa ręka Nocnego odpadła drżąc, w akompaniamencie mrożącego krew w żyłach wrzasku furii i bólu, przeplatanego groźbami i obelgami.
-Mów do mnie jeszcze- Gabriel uderzył pięścią w ranę i butem docisnął potwora do ściany, ale po chwili przefrunął w stronę półprzytomnej dziewczyny i odbił się od drzewa, tracąc broń.
W ułamku sekundy zdążył wyszarpnąć i otworzyć flakon, którego zawartością chlusnął w tamtego, a ja zastanawiałem się, co to mu właściwie da. Wielkie było moje zdumienie, drastycznym widokiem twarzy przeciwnika ściekającej na brukowaną uliczkę. Mięso topiąc się spłynęło z kości, ukazując częściowo wyżartą kość czaszki.
-Vix, to na pewno była święcona woda?- Zapytałem podając Mistrzowi lornetkę.
-Tak, a co?- Zdziwiła się popielatowłosa.
-W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego...- Wyszeptał z przerażeniem Mistrz, żegnając się pobożnie.
-Co się stało?- Zaczęła Victoria nic z tego nie rozumiejąc. Zabrała księdzu lornetkę i przysunęła ją do oczu, po czym cofnęła się gwałtownie, szepcząc- O, Boże...
Gabriel zwany Uczniakiem
-Ilu was jest??- Zapytałem ostro, torturując Marcusa.
-Nic ci nie powiem- odwarknął wściekły.
-Pozdrów Hydry w Piekle- oznajmiłem wbijając mu kołek w plecy. Powyciągałem flakony i dość obficie polałem zwłoki wodą. Z truchła buchnęły płomienie. Schowałem broń i podszedłem do dziewczyny, która ocknęła się i chciała rzucić się do ucieczki, ale powstrzymałem ją, chwytając za ramię.
Kilka minut później pojawili się Raf, Vix i ksiądz Bordeaux.
-Cóż... Czego mogłem się spodziewać po uczniach mojego ucznia- zauważył z dobrodusznym uśmiechem.
-Eee... Jestem uczniem Victorii- zacząłem wolno.
Rafael przyłożył dłoń do czoła jakby mówił: co za kretyn(!); ale Vix pospieszyła mi z pomocą, mówiąc:
-Mnie też Raf wyszkolił- odezwała się jakby nigdy nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz