Rafael oparł się o drzwi.
-No, więc?- Zapytał.
-Hydra szuka Vix na zlecenie Vlada, ale tego raczej zdążyłeś się już domyślić- zauważyłem.- Nie bez powodu nasłałem Smoki na Hydry.
-Napusczczasz ich na siebie, jak psy na nielegalnych walkach.
Przemyślałem przez chwilę słowa Rafaela. W pewnym sensie miał słuszność.
-Tak wygłodniałymi psami cholernie trudno kierować- zauważyłem spokojnie.
W bladoniebieskich tęczówkach pojawił się cień strachu.
-A jeśli coś się jej stanie?- Zapytał cicho i poważnie.
Odkładając kaburę z bronią na biurko powoli zapaliłem papierosa.
-Nie wiem, kim naprawdę jest dla niej Vlad; ale nie podoba mi się to. Zresztą mój sobowtór... Nicolae... Zachowuje się jakby też nie podobała mu się Jego obecność tutaj.
-Masz zwidy?- Wiedziałem, że to, co mówię brzmi jakbym miał świra, ale odparłem:
-Chciałbym, Księżulku- westchnąłem ciężko, zaciągnąłem się dymem.- Wiem jedno: Hydra tak łatwo nie odpuści.
Rafael spojrzał na mnie ostrożnie.
-A może nie odpuszczą przez ciebie?
-Rany, znowu zaczynasz tę swoją zazdrość?- Żachnąłem się złośliwym tonem, gasząc szluga.
-Tu nie chodzi o zazdrość- pchnął mnie wojowniczo.
-Więc o co?.
-O to, że udajesz kogoś kim nie jesteś i nigdy nie będziesz- oznajmił przez zaciśnięte zęby patrząc mi prosto w oczy.
-Bo co? Bo jako były Hydra.. W ogóle jako jedyny wiem; jak ją chronić?- Już zanim to powiedziałem, wiedziałem że nasza wymiana zdań zaszła trochę za daleko.
W tym przekonaniu utwierdził mnie także głos Victorii mówiący:
-Skoro już coś mi grozi, moglibyście nie traktować mnie, jak głupiej i mi o tym powiedzieć!- Rozzłoszczona stała w drzwiach z dłońmi wspartymi na biodrach w wymownym geście.
Rafaelowi opadła szczęka. Ja także ze zdumienia rozchyliłem wargi.
-To wcale nie tak- wydukałem zaskoczony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz