środa, 27 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XI: Nieodparta pokusa

Victoria partnerka księdza Rafaela
Cicho wkradłam się do komnaty Gabriela i rozejrzałam się po jej wnętrzu. 
Na biurku leżał jego czarny plecak. Obok niego leżało kilka książek, a nieopodal stała niedopita butelka zielonego płynu z napisem"absynt". Podeszłam biorąc sobie krzesło i przysiadłam przy nim. 

Spał bardzo niespokojnie. Przewracał się z boku na bok. Rzucając się na łóżku, mamrotał coś niezrozumiale. Czasem nawet zza jego warg wydobył się cichy, stłumiony przez poduszkę krzyk, jakby śnił mu się jakiś koszmar. 
I imię. Leah. 
Kim była? Jedną z Hydr? Jego dziewczyną? A może ex? 
-Nie mów do mnie Damon. Nie mów tak do mnie- warknął przez sen z jękiem. 
Damon? Przecież on ma na imię Gabriel- pomyślałam zdezorientowana i równocześnie nieco przestraszona. 
Sięgnęłam po leżący na wierzchu jego portfel i otworzyłam go. 
Dość szybko odnalazłam dokument tożsamości na nazwisko: Gabriel Damon Borgia.
Od siedmiu lat poszukiwany listem gończym przez policję, którą próbował oszukać, pozorując własną śmierć.
Szybko zamknęłam i odłożyłam portfel na szafkę.
O Boże, kochałam także mordercę...
Nagle pogrążony we śnie Gabriel zaczął się wyrywać z niewidzialnych rąk, szepcząc całkiem wyraźnie:
-Zostawcie go.. Weźcie mnie. Mnie zabijcie!.- Jego twarz była pełna bólu.- Przestańcie... Zostawcie go!. Giorgio- chwilą upiornej ciszy- zostaw mojego ojca...- tu nastąpiło kilkanaście przekleństw i obelg.
Nagle z wrzaskiem zerwał się siadając gwałtownie, całkiem rozbudzony. Oddychając ciężko, jakby miał się zaraz udusić, wpatrywał się w przeciwległą ścianę.
-Trzeźwieję- powiedział do siebie, całkowicie nie zdając sobie sprawy, że siedzę tuż obok. Zwlókł się z łóżka i podchodząc do biurka sięgnął po butelkę i wlał w siebie resztę zawartości, a po chwili otworzył okno i wychylając się przez nie zapalił papierosa, głęboko się zaciągając.
Obserwując go w ciszy, uświadomiłam sobie, że jeśli chciałby mnie zabić to już dawno by to zrobił. On zdecydowanie nie był typem powolnego mordercy...
Skończył papierosa i podchodząc do plecaka, wyciągnął z niego kolejną butelkę trunku, którą otwierając przechylił do ust i wypił jedną czwartą zielonego płynu. Wtedy zauważyłam, że waży w dłoni swój pistolet wpatrując się w niego, jakby nadal nie był na tyle pijany, żeby chcieć zakończyć swój żywot. Powoli odłożył go na biurko i znów zaczął pić alkohol.
Siegnął po telefon i wybrał jakiś numer.
-Kto?- usłyszałam wyraźny, męski głos.
-Esposito, musimy się spotkać.
-Coś znowu nabroił, Damon...- zaczął, ale Gabe mu przerwał.
-Nazwij mnie tym imieniem jeszcze raz, a...- Zaczął z groźbą, lecz nagle spokojnym tonem dodał- to nie jest rozmowa na telefon. O dziewiątej rano w "Whisper of the Devil".
-Nadal chodzisz w to obskurne miejsce? Zresztą pasuje do obecnego ciebie: pokutnika i zdrajcy.
-Od zawsze tam chodzę, Esposito- poprawił poirytowany blondyn, a ja cicho podeszłam i stanęłam za nim.
-Uuuu, brachu.. Jeśli to wszystko to twoja sprawka..- rozmówca Gabriela nagle zmienił ton na bardzo podejrzliwy.- Ty chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...?
-Dowiesz się w swoim czasie, Esposito- Gabriel nagle odłożył słuchawkę i odwracając się na pięcie oparł mi lufę z przykręconym doń tłumikiem na czole.
Po dłuższej chwili bardzo powoli przesunął bezpiecznik broni i opuścił ją do boku.
-Od kiedy tu jesteś, Victoria?- Zapytał z dziwnym wyrazem twarzy. 
-Kim jest Leah?- Odpowiedziałam z zazdrością.
Gabriel odwrócił wzrok ze wstydem i skrzywił się.
-Możemy o tym nie rozmawiać?- Zapytał niezadowolony.
-Wolałabym wiedzieć, kim ona jest i gdzie w ogóle byłeś- zauważyłam.
Gabriel odłożył klamkę na blat i kolejny raz sięgnął po butelkę. Upił łyk i odetchnął głębiej.
-Victoria, daj spokój- powiedział cicho i niechętnie.
-Co ukrywasz; Gabriel?- Zniecierpliwiłam się, więc zapytałam wprost.
Milczał zaciskając szczęki z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Te zielone oczy w jednej chwili stały się lodowatozimne i straszne.
-Chciałbym, żebyś już wyszła- oznajmił cicho i z prośbą, patrząc mi w oczy.
-Nigdzie nie pójdę, póki nie powiesz mi gdzie byłeś dwie noce z rzędu i kim, do jasnej cholery, jest Leah- rozzłościłam się.
-Proszę cię, nie nadwerężaj mojej cierpliwości i wyjdź- dostał ode mnie w pysk.
Wtedy coś w nim przeskoczyło na inny tryb. Chwycił mnie mocno za nadgarstki i zeskakując z biurka przepchnął mnie przez długość pokoju i oparł brutalnie o ścianę. Przestraszona obserwowałam, bojąc się do czego jeszcze może się posunąć.
Z drugiej jednak strony było w nim coś takiego, co mnie kręciło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz