środa, 27 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XI: Nieodparta pokusa

Gabriel, zwany Uczniakiem 
Do Watykanu wróciłem wieczorem następnego dnia. 
-Gdzie byłeś?- Zapytał tuż za mną Pan Zarozumiały, czyli Rafael. 
Powoli odwróciłem się w jego stronę, a on cofnął się trzy kroki w tył, pytając z przerażeniem w twarzy: 
-Czy to..? Czy to na twojej twarzy to krew? 
-Jeden z Hydr chciał się na tobie zemścić za Vittorio. Zdążyłem go zabić, zanim wpakowałby ci magazynek w plecy- odciąłem się rozdrażniony.- Lepiej zacznij oglądać się przez ramię, chodząc po mniej uczęszczanych uliczkach Rzymu. 
-Znalazł się "Pan Mafiozo"- rzucił z przekąsem na moją zaczepkę. 
-Po prostu ich znam i wiem, czego można się po nich spodziewać. Na jakiś czas organizację ogarnie chaos... Może przestaną na nią polować. 
-Na kogo polować?- Zapytała w tym momencie wyczekująco Vix. 
Chciałem bez słowa zniknąć w łazience, ale złapała mnie za ramię i odwróciła ku sobie. Chwilę potem gwałtownie się odsunęła, zasłaniają twarz dłońmi. 
-Nie chciałem, żebyś to zobaczyła- oznajmiłem krótko wchodząc do łazienki. 

Podszedłem do umywalki i z wahaniem spojrzałem w lustro. 
Moją twarz pokrywał ukośny rozbryzg krwii Lei. Oczy płonęły, jak dwie latarnie, a szczęka zaciskała się z tłumionej wściekłości. Dyszałem, jakbym przebiegł półmaraton, a prawa ręka, jakby bez udziału mojej woli- zwinęła się w pięść i zaczęła drżeć. 
Spuściłem głowę. Nawet ja sam nie mogłem na siebie patrzeć. Wyglądałem jak dawniej. Dokładnie tak samo, jak wówczas, gdy stałem przy boku Lei. 
Wydając z siebie nieartykułowany wrzask bezsilnej furii podniosłem pięść i z całej siły przyłożyłem nią w lustro, ale nie przyniosło to żadnej ulgi. 
Obmyłem twarz starannie zmywając z niej posokę i wyszedłem z łazienki, po czym poszedłem do sypialni i podchodząc do biurka sięgnąłem do plecaka po zapas absyntu. 
Wziąłem jedną z kwadratowych butelek i odkręcając ją przytknąłem wylot szyjki do ust i pociągnąłem z gwinta kilka potężnych łyków. Odstawiłem szkło na blat i idąc do łóżka skrzywiłem się. 
Wiedziałem, że wypita w tym tempie połowa zawartości flaszki zdoła ukołysać mnie do snu... 

Stałem wśród półmroku w olbrzymim pokoju. Płomienie niezliczonych świec rzucały mglisty blask na ściany przyozdobione białą bronią i dziełami sztuki, gdy odezwał się głos ukochanej: 
-Co z nią zrobiłeś, Damonie? 
-Tak, jak sobie życzyłaś: najpierw wyciągnąłem z niej, gdzie to ukryła, a potem spłonęła żywcem we własnym domu- odpowiedziałem bez emocji. 
-Znalazłeś to?- Zapytała znowu Leah. 
Wyciągając zza pazuchy stary zwój opleciony czerwoną wstęgą podszedłem i podałem go jej. 
Rozwinęła ozdobną rolkę i przyjrzała się treści, a po chwili triumfalny uśmiech rozjaśnił jej twarz. 
-Negocjacje rozpoczęte- rzuciła ucieszona, jak mała dziewczynka, okręcając wstążką skórzaną rolkę. Zerwała się z wyściełanego atłasem krzesła z wysokim oparciem i podłokietnikami i podeszła do mnie tanecznym krokiem. 
Wieszając się mojej szyi, wplotła mi palce we włosy i pocałowała mnie mocno i namiętnie. 
-Powinnam cię jakoś wynagrodzić- Zastanowiła się nagle na głos.- Pomyślę nad tym, ale ty na pewno jesteś zmęczony. Idź odpocząć, Damonie.. 
W milczeniu kiwnąłem głową i wyszedłem szybkim krokiem. 

-Damonie...- zamruczała słodko Leah. 
Leżliśmy w łóżku zmęczeni po seksie, Leah z głową opartą na moim torsie rysowała palcem po moim wyrzeźbionym brzuchu. 
-Hm?- Zapytałem krótko spoglądając na nią. Położyła się na brzuchu i wsparta na łokciach popatrzyła mi w oczy natarczywie. 
-Chciałbyś ode mnie odejść? 
-Wypiłaś za dużo, prześpij się- odparłem z niezadowoleniem. 
-Odpowiedz, a zrobię; co zechcesz- szepnęła uwodzicielsko głaszcząc mnie po policzku. 
-Wiesz, że nigdy nie chciałbym tego zrobić- oznajmiłem zapalając papierosa. Drocząc się wyciągnęła mi go z palców i sama się zaciągnęła- poza tym nie lubię, gdy kobieta pali. To nieestetycznie wygląda- stwierdziłem i zabierając jej szluga, wziąłem macha. 
Wstała z łóżka i całkiem naga kołysząc seksownie biodrami ruszyła do stolika z owocami, wzięła z misy czerwone jabłko i wgryzła się w nie. Ten z pozoru zwykły gest budził we mnie niezmierzone podniecenie. 
-Znowu to robisz- zagadnąłem leniwie. 
-Robię co?- Spytała niewinnie stając z profilu, a ja byłem już jej. 
-Przecież wiesz, o czym mówię...- Znów zaciągnąłem się dymem i wygiąłem usta w uśmiechu. 
-Nie wiem- skłamała, bym to powiedział. 
-Szantażystka- odparłem z udawanym wyrzutem. 
-Och, gdzie??- Udała przestrach, jakby poza nami w sypialni był ktoś jeszcze. 
Rzuciłem w nią wzorzystym jaśkiem parskając śmiechem. Złapała go w dłonie zasłaniając nim przestrzeń pomiędzy nogami, a ja nadal napalony, gasząc papierosa zerwałem się z materaca i podszedłem do niej. Zabierając jej poduszkę, odrzuciłem ją gdzieś na bok i przysunąłem właścicielkę stalowych oczu ku sobie. 
-Chcę... Cię... Mieć... Teraz- szepnąłem pomiędzy seriami pocałunków, którymi obsypywałem jej szyję. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz