Victoria, partnerka księdza Rafaela
Ubrałam się i padłam na łóżko, obejmując poduszkę.
To prawda, że chciałam, żeby Raf mógł być wobec mnie kimś więcej, niż tylko dawnym nauczycielem i partnerem- bardziej pragnęłam, aby był dla mnie Partnerem w bardziej emocjonalnym tego słowa znaczeniu.
Czułam doń nie tylko wdzięczność za okazaną mi dobroć i pomoc; ale też o wiele więcej: coś bardziej głębszego... Tak bardzo intymnego, że można mówić o tym jedynie słabym i tajemniczym szeptem.
To nieprawda, że Raf nigdy mnie nie pociągał; po prostu wcześniej z sukcesem próbowałam się temu opierać.
Rafael był może ironicznym i niepokornym, lecz również przepełnionym dobrocią i mądrością facetem.
Był też niezwykle przystojnym mężczyzną. Kochałam w nim wszystko: ten melodyjny tembr, szerokie barki, siłę: zarówno fizyczną, jak i duchową, oraz przenikliwe spojrzenie, które rozkładało mnie samą, moje słowa i zamiary na czynniki pierwsze. Jego gęste i błyszczące; ciemnobrązowe, i nieco przydługie, lekko pofalowane włosy doskonale współgrały z bladoniebieskimi tęczówkami, wydobywając z tych oczu wewnętrzne piękno czystej części jego duszy. Te silne ramiona już nie raz potrafiły mnie pocieszyć i ukołysać po koszmarach.
Rafael miał typowo ojcowską naturę: pocieszał, służył radą; był dobrym, choć czasami wymagającym nauczycielem. Nieczęsto się zwierzał, ale był szczery. Wiele razy, od kiedy go poznałam, zastanawiałam się, jak w takiej wysokiej i barczystej osobie może mieszkać tak łagodny i cudny w swym brzmieniu głos, jakby ktoś na balu przez przypadek trącił kieliszek, wydobywając zeń piękny ton.
I te obłędne, choć wąskie usta w nieco kanciastej twarzy, smakujące podczas pocałunku, jak najsłodsza na świecie czekolada...
O, Mój Boże... Nie mogę przestać o tym myśleć! Nie wiem, jak długo jeszcze będę mogła się powstrzymywać, zanim kler dowie się, że zbałamuciłam (Chryste, to mega podniecające słowo!) jednego z najprzystojniejszych i posłusznych Woli Bożej kapłanów...
Szczerze mówiąc nie byłam tym zawstydzona, bardziej czułam się dumna z tego, że Raf- w pewnym sensie- odwzajemniał moje uczucia; chociaż nie do końca wiedziałam, do czego może to doprowadzić...
To prawda, że chciałam, żeby Raf mógł być wobec mnie kimś więcej, niż tylko dawnym nauczycielem i partnerem- bardziej pragnęłam, aby był dla mnie Partnerem w bardziej emocjonalnym tego słowa znaczeniu.
Czułam doń nie tylko wdzięczność za okazaną mi dobroć i pomoc; ale też o wiele więcej: coś bardziej głębszego... Tak bardzo intymnego, że można mówić o tym jedynie słabym i tajemniczym szeptem.
To nieprawda, że Raf nigdy mnie nie pociągał; po prostu wcześniej z sukcesem próbowałam się temu opierać.
Rafael był może ironicznym i niepokornym, lecz również przepełnionym dobrocią i mądrością facetem.
Był też niezwykle przystojnym mężczyzną. Kochałam w nim wszystko: ten melodyjny tembr, szerokie barki, siłę: zarówno fizyczną, jak i duchową, oraz przenikliwe spojrzenie, które rozkładało mnie samą, moje słowa i zamiary na czynniki pierwsze. Jego gęste i błyszczące; ciemnobrązowe, i nieco przydługie, lekko pofalowane włosy doskonale współgrały z bladoniebieskimi tęczówkami, wydobywając z tych oczu wewnętrzne piękno czystej części jego duszy. Te silne ramiona już nie raz potrafiły mnie pocieszyć i ukołysać po koszmarach.
Rafael miał typowo ojcowską naturę: pocieszał, służył radą; był dobrym, choć czasami wymagającym nauczycielem. Nieczęsto się zwierzał, ale był szczery. Wiele razy, od kiedy go poznałam, zastanawiałam się, jak w takiej wysokiej i barczystej osobie może mieszkać tak łagodny i cudny w swym brzmieniu głos, jakby ktoś na balu przez przypadek trącił kieliszek, wydobywając zeń piękny ton.
I te obłędne, choć wąskie usta w nieco kanciastej twarzy, smakujące podczas pocałunku, jak najsłodsza na świecie czekolada...
O, Mój Boże... Nie mogę przestać o tym myśleć! Nie wiem, jak długo jeszcze będę mogła się powstrzymywać, zanim kler dowie się, że zbałamuciłam (Chryste, to mega podniecające słowo!) jednego z najprzystojniejszych i posłusznych Woli Bożej kapłanów...
Szczerze mówiąc nie byłam tym zawstydzona, bardziej czułam się dumna z tego, że Raf- w pewnym sensie- odwzajemniał moje uczucia; chociaż nie do końca wiedziałam, do czego może to doprowadzić...
Gabriel, zwany Uczniakiem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz