niedziela, 24 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział IX: Przyspieszony egzamin

Gabriel, zwany Uczniakiem 
Pierwszy grudnia A. D. 1989. 
Chodzenie o kulach było obecnie moim najmniejszym problemem. Bardziej zastanawiałem się, jak pozbyć się Lei i jej straży. 
Biorąc kule wstałem i poszedłem na dół, żeby zapalić. 
Nie mogłem w to wplątać Victorii. Nie wybaczyłbym sobie, jeśli coś by się jej stało. 
Z jednej strony rozumiałem, że Leah (Wąż!) chciałaby mieć mnie spowrotem, ale z drugiej obiecałem sobie, że nigdy nie wrócę do tego, jaki byłem dawno temu. Chciałem, żeby ojciec mi wybaczył. Chciałem móc komuś zaufać i, żeby i mnie ktoś darzył zaufaniem. 
Wyciągając z kieszeni pogniecioną paczkę, wsunąłem jednego i przypaliłem płomieniem zapalniczki. Zaciągnąłem się dymem i odchylając głowę popatrzyłem na błękitne niebo. 
-Masz ogień?- Z rozmyślania o niczym wybudził mnie jakiś facet. 
-Spoko- podałem źródło zapłonu i spojrzałem na natręta.
Cholera! Biskup Snow!
-Muszę się w końcu nauczyć tej waszej młodzieżowej gadki, dzięki- rzucił oddając mi zapalniczkę. - Co..?- Zapytał lekko zaskoczony.
-Nie sądziłem, że księża mogą palić- zauważyłem obronnym tonem.
-Ksiądz też człowiek, Gabriel- westchnął ciężko.
-Pewnie tak, ale to cholernie szkodliwe- stwierdziłem wypuszczając dym nosem.
-Powiedział palacz nałogowy- zauważył z przekąsem i obaj parsknęliśmy śmiechem.
Chciałem go zapytać o wiele rzeczy, ale nie miałem odwagi.
-Jak noga?- Spytał nagle.
-Ujdzie- skłamałem. Bolała jak diabli, ale nie miałem ochoty faszerować się kolejnymi środkami przeciwbólowymi. Przez ostatnie dni coraz lepiej szło mi ignorowanie bólu, więc starałem się o tym nie myśleć.
***
Wróciłem do "komnaty" i sięgnąłem po butelkę zielonego płynu.
-Czas na "zieloną wróżkę"- mruknąłem lejąc trunek do porcelanowego kubka.
-Znieczulasz się?- Podskoczyłem słysząc za sobą głos Victorii.
-Nie strasz mnie- wypaliłem lekko drżącym tonem.
-Przepraszam- przewróciła oczami.
Zapadła między nami cisza. Victoria obserwowała mnie, jakby chciała o coś zapytać.
-Co jest grane?- Przytknąłem kubek do ust i przechyliłem. Skrzywiłem się z powodu goryczy i mocy trunku.
-Jakim cudem postrzeliłeś się w nogę?- Zapytała unikając mojego wzroku.
-To był wypadek- skłamałem odstawiając spokojnie kubek.
-To wcale nie wygląda mi na wypadek- odpowiedziała natychmiast.
-Vix, daj spokój..- westchnąłem ciężko lejąc drugą dawkę alkoholu.
-Po prostu się o ciebie troszczę; Uczniak- powiedziała napiętym głosem. 
Z kubkiem w palcach obróciłem się ku niej. Przeczesała palcami puszące się włosy patrząc w okno.
-O mnie?- Zapytałem z niemałym zaskoczeniem.
-W końcu powinnam cię pilnować- zauważyła z zakłopotaniem, jakby pomyślała, że zbytnio się zagalopowała.
Patrzyłem na nią oszołomiony. Znów przeczesała palcami popielate włosy stojąc z profilu. W tej granatowej koszulce i wąskich spodniach wyglądała na bardzo zgrabną. Białe jeansy jeszcze bardziej podkreślały jej pośladki i nogi, a t-shirt z pokrytym brokatem nadrukiem skrzydeł anioła sprawiał, że jej piersi wydawały się być większe.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Czułam na sobie wzrok milczącego Gabriela. Ukradkiem sama na niego patrzyłam. 
Gabriel był szczupły i niewysoki. Jego klatkę piersiową i brzuch wyraźnie pokrywały mięśnie. Nie był w moim typie, ale miał w sobie coś takiego, że żadna kobieta nie przeszła obok niego obojętnie i bez zmierzenia go ciekawskim wzrokiem, mimo, że wyglądał jeszcze jak dzieciak.
Wtedy dojrzałam, że na twarz Gabriela wypełzł rumieniec wstydu, a usta zacisnęły się w wąską linię unosząc w górę kolczyk-kółko. Stał opierając się na kulach, wpatrując się we mnie. Miał tak niezdrowo zaciekawiony wyraz oczu, że początkowo poczułam się, jakbym była zupełnie naga, chociaż to on był na pół rozebrany.
Gabriel zwany Uczniakiem
Chyba nawet nie zdawała sobie sprawy ze swojego piękna... Te srebrne oczy iskrzyły, nadając tej bladej twarzy uroku. Victoria, w przeciwieństwie do innych kobiet, nie nosiła makijażu- moim zdaniem ( i pewnie większość facetów myślała podobnie) wcale nie potrzebowała tych pudrów, szminek i nie wiadomo czego jeszcze. 
Jej uroda budziła u innych kobiet zazdrość. Kiedy szliśmy miastem widziałem, jak płeć przeciwna wlepiała w nią gały, jakby zastanawiając się, czy Vix swoją urodę zawdzięcza genom, czy interwencji chirurgicznej. 
Chociaż miałem dwadzieścia pięć lat nadal wyglądałem, jak szczeniak; ale ciągle- mimo, że widywałem ją codziennie- nie mogłem się napatrzeć na Victorię. 
-Gapisz się na mnie- po dłuższej chwili popielatowłosa postanowiła przerwać ciszę. 
-Tak... Znaczy nie...- poprawiłem się szybko odwracając oczy.- Przepraszam. 
-No, więc: jak to było?- Wróciła do niewygodnego tematu. 
Westchnąłem ciężko. Wiedziałem, że będę musiał powiedzieć jej prawdę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz