-Vix.. Chcę podejść do egzaminu. Dzisiaj- zmieniłem nagle temat.
Zamrugała nieco nieprzytomnie.
-Kardynałowie cię nie puszczą, póki nie wyzdrowiejesz- odparła zdziwiona.
-To drobnostka- powiedziałem wzruszając ramionami.
-Nie ma mowy- oznajmiła twardo.
-Victoria. Muszę to zrobić. Dzisiaj- spojrzałem jej prosto w oczy spokojnie.
-Czemu taki jesteś..?- Zapytała cicho, przecierając twarz dłońmi.
-Jaki?- Zbiła mnie z tropu tym pytaniem.
-Uparty. Masz wszystko i wszystkich gdzieś- rozzłościła się.
Zamarłem w bezruchu z otwartą szeroko gębą.
-T-To nieprawda- wykrztusiłem z siebie zdumiony.
-Nie? Więc czemu wcale nie dbasz o swoje zdrowie, a tym bardziej życie??- Zapytała ostro.
-To nie tak, Victoria- ledwie zdążyłem to powiedzieć, a twarzyczkę srebrnookiej wykrzywił grymas rozdrażnienia.
-A niby jak?
-Zależy ci na mnie, że się tak złościsz?- Zaciekawiłem się nagle.
Dostałem od niej w twarz tak mocno, że głowa odskoczyła na bok, a piękność bez słowa odeszła.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Oczywiście, że zależało mi na Gabrielu, ale nie mogłam mu tego powiedzieć wprost. Z jednej strony bałam się, co mógłby sobie o mnie pomyśleć. Niektóre gapiące się nań z przesadnym zaciekawieniem kobiety otwarcie nazywał nimfomankami, więc bałam się, że mógłby źle odebrać moje intencje.
Trzasnęłam drzwiami swojego pokoju i rzuciłam się na wielkie łoże, wtulając twarz w poduszkę. Byłam zła na Gabriela, a Rafael od kilku dni wyraźnie mnie unikał, przez co czułam się bardzo samotna- jakby coś między Rafem i mną uległo diametralnej zmianie... Chociaż nie wiedziałam, czym ta rzecz była, było mi z tego powodu dziwnie smutno...
Gabriel zwany Uczniakiem
Powoli przyłożyłem dłoń do piekącego policzka. Może nie powinienem być wobec niej tak bezpośredni.
Nigdy nie rozumiałem kobiet: wybuchały złością zupełnie bez powodu, wyolbrzymiały każdy problem i w ogóle były cholernie strachliwe. Wszystkie, poza Vix... Ona niczego się nie bała, a przynajmniej za taką osobę ją postrzegałem.
Jeszcze żadne babsko nie dało mi po ryju... Żadna nie miała na tyle odwagi, żeby mnie spoliczkować; a ona zrobiła to bez wahania. Jakby pod wpływem impulsu, a ja czułem się, jak kretyn, który ją zranił...
Usiadłem na łóżku i sięgnąłem po trzecią setkę absyntu. Mocny trunek zapiekł w gardle, a jego gorycz wykrzywiła mi usta.
Byłem...
Rafael J. White
... idiotą.
Nadal nie mogłem przestać się obwiniać o wydarzenia tamtej wspólnej nocy z Vix. Od tamtej chwili wariowałem na sam jej widok. Bałem się, że stracę nad sobą kontrolę i pocałuję ją, albo ktoś przyłapie nas w...
Za każdym razem, gdy o tym myślałem; miewałem grzeszne myśli na temat Vix.
Była piękną i zgrabną, a przede wszystkim mądrą kobietą.
I strasznie seksowną- przypomniał mi diabełek na lewym ramieniu.
-Spadaj na drzewo- mruknąłem.
Przyznaj się. Przecież każdy facet by jej pożądał..
-Wcale jej nie pożądam, a przynajmniej nie w tym sensie- burknąłem cicho do swoich myśli.
Ale pragniesz Victorii..- diabełek nie dawał za wygraną, jakby chciał, żebym przyznał się przed samym sobą, że czuję coś do Vix.
-Och, zamknij się wreszcie...- mruknąłem trochę zły, próbując zasnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz