sobota, 30 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XII: Kłamstwa, tajemnice i trójkąt miłosny

Wziąłem w dłoń gazetę i rzuciłem okiem na pierwszą stronę.

Kim jest tajemniczy morderca?- Głosił tytuł artykułu, pod którego spodem widniało moje zdjęcie na tle bezgłowego trupa.
-Nie zabiłem jej- odparłem cicho.
-Jakoś ci nie wierzę- powiedział chłodno.
Zapaliłem papierosa i sięgnąłem po kubek absyntu.
-Wczoraj w tym miejscu.. Spotkałem kogoś- upiłem łyk i zapaliłem papierosa.
-Kogo?- Zapytał niepewnie.
-Faceta, koło trzydziestu paru lat, srebrne oczy, krótko obcięte, platynowe włosy; twarz pociągła. Szczupły i wysoki... Wyższy od ciebie- spojrzałem na Rafaela- mniej więcej o głowę.
-Ile czasu go widziałeś, że złapałeś tyle szczegółów?- Zapytał rzeczowo.
-Koło dziesięciu minut? Nie wiem, nie miałem stopera- prychnąłem. Uspokoiłem się szybko.- Miał taki sam kolor oczu, jak Victoria...
Cios.
-Łżesz!- Warknął zimno.
-Chciałbym kłamać- odparłem cicho nie patrząc mu w twarz.- Chciałbym, Rafael; ale tym razem... Przysięgam na życie ojca, że nie kłamię- oddychając ciężko oparłem dłoń na żebrach, w które od niego oberwałem.
Odsunął się ode mnie i wyciągnął zza pazuchy piersiówkę, z której upił łyk.
-Skrzywdziłbyś Vix?- Zapytał nieufnie.
Rafael J. White
-Może i jestem mordercą i oszustem; ale nie. Zrobiłem to, co zrobiłem; żeby ją odstraszyć... To brzmi idiotycznie- roześmiał się bez cienia wesołości.
Wtedy usłyszałem pełen trwogi krzyk Victorii...
-Vix- bez wahania pobiegłem do jej sypialni.
Za sobą usłyszałem kroki Gabriela...

Victoria...
We śnie z krzykiem rzucała się na łóżku. Nie wiedziałem, co mam robić. Trząsłem się z nerwów, choć wiedziałem, że to jeden z tych snów. 
Victoria wyła jakby...
Gabriel, zwany Uczniakiem
...jakby ktoś ją torturował. 
Znałem tego typu wrzaski- nieraz będąc Egzekutorem słuchałem ich z psychopatyczną przyjemnością, ale dzisiaj.. Kiedy patrzyłem na tę drobną postać o popielatych włosach... 
Odwróciłem głowę, krzywiąc się lecz w porę wziąłem się w garść i odpychając Rafaela chwyciłem Vix za ramiona i zacząłem brutalnie nią potrząsać..
-Obudź się. Victoria, to sen! Musisz się teraz obudzić!- Powiedziałem trzęsąc nią. Była bezwładna, jak szmaciana lalka.
Rafael J. White
-Mistrzyni, ocknij się!! Ocknij!!- Blondyn zaciskał wargi z rozszerzonymi w panice zielonymi oczami. Kolczyk w jego dolnej wardze powędrował lekko w górę. 
Wtedy zamarł w bezruchu i wypuszczając ją z rąk osunął się na panele zasłaniając dłońmi uszy i zaciskając powieki, jakby okropnie cierpiał. 
-Przestań!- Warknął z sykiem, próbując podnieść się na nogi.- ZAMKNIJ SIĘ!!!- Po kilku minutach padł na plecy i bardzo powoli sięgnął do kabury. 
Zareagowałem i kiedy wyjął broń, wytrąciłem mu ją kopniakiem. 
Otworzył szeroko oczy i rzucił się po leżącą na podłodze klamkę, gdy usłyszałem czyiś szept... 
-Przecież tego chcesz.. Chcesz go zabić. On próbował ją zeszmacić. Zbeszcześcić.. 
-To ja ją zbeszcześciłem- wymamrotałem ledwie słyszalnie.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Szept nagle ucichł... 
Powoli podniosłem się z podłogi właściwie nie wiedząc, jak się na niej znalazłem.. Jedynie Rafael stał o własnych siłach, choć blady, jak trup dość mocno chwiał się na nogach. 
Wtedy ujrzałem pod oknem swojego Glocka.. Nie miałem pojęcia, skąd się tam wziął. 
Jakim cudem nie pamiętam nic sprzed zaledwie kilku minut?? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz