Gabriel, zwany Uczniakiem
Esposito spojrzał na mnie z wyjątkową niechęcią.-Jestem za stary, żeby zajmować się nieswoimi sprawami- powiedział obojętnie.- Dieter już planuje rewolucję w Hydrze. Z głównej władzy został tylko on, więc najpewniej to on pokieruje Hydrą.
-Wiem- odparłem cicho.- Chcę tylko się dowiedzieć, kim będą następne Trzy Łby.
Odstawił szklaneczkę i spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Po co ci to?- Zapytał ostrożnie.
-Muszę wiedzieć, od kogo trzymać się z daleka- oznajmiłem spokojnie.
-Ty naprawdę jesteś szalony- powiedział po długim milczeniu z dziwnym wyrazem twarzy.
-Szalony, nie szalony... Po prostu wolę być przygotowany na wszystko- zauważyłem z lekkim uśmiechem.
-Znam ten uśmieszek, ty coś kombinujesz, Gabriel- podejrzliwy ton wrócił.
-W swoim czasie, Esposito. W swoim czasie- rzuciłem. Zsunąłem się z siedziska i klepnąłem go w ramię w geście pożegnania, po czym wyszedłem z baru.
Kierowałem się wąską uliczką z papierosem w ustach i bronią w gotowości.
Zdążyłem się zatrzymać, zanim rzucone przez kogoś zwłoki zmiotłyby mnie z nóg. Rozłożyłem kołek i wziąłem krzyż. Przypadkiem oparłem palec na jednym z rubinów ozdabiających przedmiot, a z dłuższego ramienia wyskoczyło ostrze.
-Niezłe- mruknąłem nasłuchując podejrzanych odgłosów.
Kroki z prawej zbliżały się, więc z bronią przygotowaną do walki zwróciłem wzrok w tamtym kierunku.
Z mroku wyłoniła się postać wysokiego mężczyzny. Kiedy zobaczyłem te srebrne oczy cofnąłem się o kilka kroków w tył blady jak kostucha i zaraz pomyślałem o Vix.
-Kim jest owa Vix?- Zapytał z zaciekawieniem, podrzucając coś w dłoni. Po bliższych oględzinach okazało się, że to kobieca głowa.
-To raczej nie twoja sprawa- odpowiedziałem chłodno.
Roześmiał się i po chwili zniknął mi z zasięgu wzroku. Zdążyłem odskoczyć, zanim rzuciłby mną o mur.
-A może i moja?- Zapytał tajemniczym tonem.
-Niby dlaczego?- Odparłem pytaniem na pytanie.
Odbiłem serię morderczych ataków i zamachnąłem się krzyżem. Uskoczył, ale dostrzegłem lekkie rozcięcie zza ubrania, które w mgnieniu oka zaleczyło się nie pozostawiając po sobie nawet blizny.
-Dziś cię nie zabiję- oznajmił- ale lepiej się pilnuj, zdrajco- i zniknął.
Obróciłem się wokół własnej osi rozglądając się uważnie, ale po moim przeciwniku nie było śladu.
Zdecydowałem się wrócić do kwatery...
Poranek następnego dnia, trzydziestego grudnia powitał mnie śpiącego w fotelu.
Poszedłem do łazienki, żeby się ogolić, gdy usłyszałem kroki Pana Przemądrzałego.
-Gabriel.
Trach. Zaciąłem się maszynką i syknąłem.
-Już wychodzę- odparłem. Z ręcznikiem przy policzku wyszedłem z łazienki.
-Mogę wiedzieć, co to ma znaczyć?- Zapytał podając mi gazetę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz