Victoria, partnerka księdza Rafaela
Modlitwa w kaplicy zwykle pomagała mi oderwać się od przyziemnych zmartwień, ale nie dziś.
Ciągle zastanawiałam się, co dręczy Gabriela, że zachowuje się w taki sposób. Naprawdę wierzyłam, że nie jest aż tak podłym człowiekiem, jak o sobie mówił; tylko po prostu czuł się bardzo zagubiony.
Westchnęłam głęboko. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale nie miałam pojęcia, jak. Nie zwierzał się, nie mówił; co go gryzie. W ogóle niewiele o nim wiedziałam, nawet nie wiem, czy chciałabym czegoś jeszcze się dowiedzieć.
Robiąc znak krzyża wstałam z klęczek, z zamiarem pójścia do swojej sypialni. Ostatnio nie spowiadałam się zbyt często, bo bałam się, że przypadkiem powiem za dużo i oboje będziemy mieli kłopoty. Obiecałam Rafaelowi, że nikomu nie powiem o tamtej nocy i, że nie będę chciała rozmawiać z nim na ten temat. A jednak chciałam, bo pragnęłam wiedzieć, czy coś do mnie czuł...
Raf przez kilka dni mnie unikał. Zamykał się przede mną w pokoju, albo znikał na całe dnie. Czy to z powodu tego, że przyłapałam go na podglądaniu mnie?. Bał się, że straci w moich oczach? Obawiał się o swoją reputację? A może chciał sobie to wszystko na spokojnie przemyśleć i ułożyć w głowie?
Rafael J. White
-Och, Raf- westchnęła cicho. Patrzyłem za nią dopóki nie zniknęła za drzwiami kaplicy.
Nie potrafiłem czuć się winny z powodu tych wydarzeń. Na widok Vix robiło mi się gorąco, a serce chciało wyskoczyć na wolność. Przy niej trzęsły mi się ręce i nie umiałem się na niczym skupić.
Jej widok mącił mi w głowie.
Poza tym Gabriel. Byłem na niego wściekły, bo próbował ją skrzywdzić. Jak daleko potrafiłby się posunąć, gdybym nie wszedł do komnaty? Co mógłby jej zrobić?
Może i lepiej, żebym nigdy się nie dowiedział; bo wtedy chyba byłbym zdolny go zabić...
-Rafael, przekraczasz granicę- odezwał się szept tuż obok mnie.
-Nie wiem, o co ci chodzi; Joseph- zauważyłem spoglądając nań.
Kłamałem. Pragnąłem jej i byłbym zdolny poświęcić dla Vix wszystko.
-Przerwij to, póki możesz. Wiem, że nie unikasz jej bez powodu- odpowiedział cicho.
-Nie unikam Vix- starałem się brzmieć przekonująco.- Czasem każdy chce być sam- wzruszyłem ramionami.
Wiedziałem, że i tak nie uwierzy w te bzdury. Zawsze wydawało mi się, że Jo zna mnie lepiej, niż ja sam.
-Nie umiesz kłamać- milczałem nadal patrząc na jeden z fresków w górze- Rafael, posłuchaj.. Nie chcę się wtrącać, ale w końcu to się wyda. Lepiej dla ciebie, jeśli wybierzesz jedną z dwojga opcji- mimo, że Joseph miał rację; nie miałem pojęcia, jak mam postąpić...
-Dzięki, pomyślę nad tym- spojrzałem na przyjaciela niepewnie.
Joseph odszedł, a ja próbowałem podjąć właściwą decyzję.
Jej widok mącił mi w głowie.
Poza tym Gabriel. Byłem na niego wściekły, bo próbował ją skrzywdzić. Jak daleko potrafiłby się posunąć, gdybym nie wszedł do komnaty? Co mógłby jej zrobić?
Może i lepiej, żebym nigdy się nie dowiedział; bo wtedy chyba byłbym zdolny go zabić...
-Rafael, przekraczasz granicę- odezwał się szept tuż obok mnie.
-Nie wiem, o co ci chodzi; Joseph- zauważyłem spoglądając nań.
Kłamałem. Pragnąłem jej i byłbym zdolny poświęcić dla Vix wszystko.
-Przerwij to, póki możesz. Wiem, że nie unikasz jej bez powodu- odpowiedział cicho.
-Nie unikam Vix- starałem się brzmieć przekonująco.- Czasem każdy chce być sam- wzruszyłem ramionami.
Wiedziałem, że i tak nie uwierzy w te bzdury. Zawsze wydawało mi się, że Jo zna mnie lepiej, niż ja sam.
-Nie umiesz kłamać- milczałem nadal patrząc na jeden z fresków w górze- Rafael, posłuchaj.. Nie chcę się wtrącać, ale w końcu to się wyda. Lepiej dla ciebie, jeśli wybierzesz jedną z dwojga opcji- mimo, że Joseph miał rację; nie miałem pojęcia, jak mam postąpić...
-Dzięki, pomyślę nad tym- spojrzałem na przyjaciela niepewnie.
Joseph odszedł, a ja próbowałem podjąć właściwą decyzję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz