poniedziałek, 25 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział X: Ostatnie morderstwo w życiu...

Kwatera Hydr, wieczorem...
Spokojnie wszedłem do środka, a jeden z nich przystawił mi klamkę do łba.
-Czego tu szukasz, Gabriel?- Warknął stalowooki Jonathan.
-Wąż chciał mnie widzieć- oznajmiłem krótko.
Wskazał na podwójne odrzwia. Ruszając w tamtym kierunku przykręciłem tłumik i odwracając się przez ramię odstrzeliłem mu łeb.

Każdy Hydra jest kłamcą...

-Damon- znienawidzony głos wwiercał się w moje uszy niczym krzyk z najgłębszych czeluści Piekła.
W tym momencie nie okazywałem uczuć. Chciałem zrobić swoje i szybko stąd spadać.
Uklęknąłem w udawanym posłuszeństwie, chyląc czoła przed Wężem. Nikt, prócz mnie nie miał pojęcia, że szef organizacji to kobieta.
-Wstań i podejdź- wydała rozkaz.
Powstałem i lekko kulejąc, podszedłem kilka kroków.
-Bliżej- podchodząc do niej z trudem opanowałem odruch wymiotny.
Zbliżyła się i pocałowała mnie mocno w usta. Odwzajemniłem gest bez wahania, choć ani trochę nie sprawiało mi to przyjemności.
-Brakowało mi cię; Damon- zwróciła się do mnie drugim imieniem.
-Wolałbym, żebyś nazywała mnie Gabriel, skoro mam wrócić do Domu- odparłem cicho.
Ani myślałem tego zrobić.. Zamierzałem odpłacić jej za wszystko, co zrobiła.
Tato, wybacz mi...
Przepraszam..
-Myślałam, że ją sprowadzisz- odezwała się po dłuższej chwili opierając ręce na podłokietnikach swojego krzesła wyściełanego atłasem.
-Nie ufa mi- skłamałem bez zająknięcia.
-Łżesz- syknęła z wściekłością.
-Kochanie...- Podniosłem ją z siedziska i oparłem brutalnie o ścianę.  Przycisnąłem ją sobą: tak, jak lubiła i pocałowałem lekko jej szyję, delikatnie  zahaczając o płatek ucha.- Ona nie jest tak głupia, na jaką wygląda.. Przeciągnięcie jej na moją stronę wymaga czasu, skarbie- szeptałem nie zaprzestając pieszczot.
-Wyjątkowo nie mam tyle czasu, ile bym chciała, Damonie- zamruczała słodko- a On zaczyna się nieco niecierpliwić..
-On? Zresztą nieważne, chcę iść z tobą do łóżka. Tęskniłem, Kochanie- chciałem się cofnąć, ale przewróciła mnie na burgundowy dywan i siadając na mnie okrakiem szepnęła:
-Chcę zrobić to tutaj- oznajmiła, powoli rozpinając bluzkę, a jej oczy zapłonęły z trudem skrywanym pożądaniem. Ujrzałem zza granatowej satyny jej krągłe piersi.
-Kochanie- rzuciłem pieszczotliwie- tutaj każdy może nam przeszkodzić..- uniosłem się lekko i rozrywając jej ubranie szepnąłem- a ja wolałbym, żeby nikt nam nie przeszkadzał...- Sięgnąłem do paska po nóż, ale musiałem cofnąć rękę.
Roześmiała się cicho, pochylając się.
-Też tęskniłam; Misiaczku- zamruczała mi do ucha.- Nadal cię pragnę... Dostaniesz wszystko, co zechcesz: dawny status, absynt, dragi, kobiety... Wszystko, czego zapragniesz- jak zwykle potrafiła tylko dawać puste obietnice.
Odwróciłem głowę i spojrzałem w bok, mówiąc szeptem:
-Nie chcę nikogo, prócz ciebie, Leah- oznajmiłem udając urażonego jej hojnością, objąłem jej biodra i wsunąłem twarz pomiędzy jej cycki...
Wiem, to było ohydne; ale musiałem udawać.
Ona miała być ostatnią osobą, którą miałem zabić..
Ostatnią, dzięki której mógłbym się zemścić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz