Leah była piękną, długonogą brunetką z dużym biustem i ponętnym tyłeczkiem. Zwykle ubierała się elegancko, z drobną nutą pikanterii typu kusa spódniczka albo duży dekolt. Oczy miała w kolorze stalowym, a na jej twarzy zawsze błąkał się nikły uśmieszek.
Stojąc w samych koronkowych stringach sięgnęła po wysokie kieliszki, do których nalała szampana. Zanim zdążyła się odwrócić ukryłem nóż pod poduszką.
-Trzeba uczcić twój powrót, kotku- rzuciła wracając do mnie. Spokojnie podała mi kieliszek i delikatnie stuknęła w niego swoim.
-Racja- przytaknąłem leniwie, udając, że upijam łyk trunku.
-Spokojnie, nie jest zatrute- zauważyła, że nawet nie tknąłem szampana.
-Wolałbym nie mieszać szampana z absyntem- zauważyłem ostrożnie, a ona zachichotała kokieteryjnie, zdejmując ze mnie t-shirt.
Drgnąłem, gdy siedząc za mną oparła mi dłonie na barkach.
-Jesteś spięty- spostrzegła, przesuwając dłońmi po moich plecach.
-Z bólu. Postrzeliłem się w nogę- tym razem w szereg kłamstw zgrabnie wplotłem fakt.
Podczas jej masażu rozluźniłem się, lecz nadal pozostawałem czujny. Po chwili objęła mnie, całując lekko po szyi.
-Leah..- Odchyliłem głowę i oparłem się lekko o jej ogromne piersi.
-Co, skarbie?- Zamruczała seksownie dobierając się do mnie.
Zrzuciłem resztę ubrań i zwróciłem się twarzą do niej.
-Teskniłem za tobą przez te siedem lat- skłamałem uwodzicielskim szeptem bawiąc się sznureczkiem jej niezwykle skąpych majtek i przejąłem inicjatywę.
-Słyszałam, że od tamtego czasu żyjesz jak mnich- zachichotała.
-Po prostu żadna nie dorównuje ci w łóżku- wciskając jej kit zacząłem ją pieścić i całować. Kładąc ją na materacu powoli zdjałem z niej ostatni fatałaszek i wyrzuciłem go niedbałym ruchem.
Jej seksowne ciało działało na mnie do tego stopnia, że ledwo się powstrzymywałem, by mój mózg i kutas nie zamieniły się miejscami.
Musiałem pozostać na tyle świadomy, żeby; kiedy uśpię jej czujność, po prostu ją zabić.
Pieprząc się z Leą, sięgnąłem do górnej szuflady szafki nocnej po obszyte puszystym, czerwonym futerkiem kajdanki. Uśmiechnąłem się do niej tak, jak dawniej i przeciągnąłem łańcuszek pomiędzy kratą metalowego wezgłowia. Biorąc jedną z jej rąk, złożyłem mocny pocałunek na jej wargach i skułem jej prawy nadgarstek. Natychmiast zrobiłem to samo z drugą ręką i szepnąłem:
-Za żadne skarby bym do ciebie nie wrócił- oznajmiłem sięgając po broń, wzięła wdech, chcąc krzyczeć o pomoc, ale opierając ostrze na jej gardle pogroziłem jej palcem- nie radziłbym pisnąć, bo tego pożałujesz, Leah.
-Ty śmieciu- zasyczała pogardliwie, rozgniewana, szarpiąc się w więzach.
-Zanim cię zabiję, chcę się dowiedzieć, z jakiego powodu polujesz na Vix- starałem się cokolwiek z niej wyciągnąć.
-Hej, Lu...!- W porę zasłoniłem jej usta, tłumiąc wołanie o pomoc.
-Zamknij buzię- warknąłem głośnym szeptem.- Lepiej zacznij mówić to, o co pytam- dodałem ubierając się.
Leah wiedziała, że nie mam w zwyczaju żartować, ale pokręciła głową w geście odmowy. Zasłoniłem jej usta i przeciąłem jej nogę.
-Mogę się z tobą bawić w nieskończoność- powiedziałem niechętnie.
Na jej twarzy pierwszy raz pojawił się cień strachu.
-Jeśli komukolwiek powiem, On mnie zabije- odparła drżącym głosem patrząc na mnie rozwartymi szeroko oczyma.
-Ja zdecydowanie zrobię to wcześniej, gadaj- nakazałem z groźbą.
-Gabriel, nie rób tego...
-Mów- zignorowałem jej prośby tak samo, jak ona siedem lat temu zlekceważyła moje.
-Ja naprawdę nie mogę..- zaczęła błagając mnie wzrokiem, żebym tego nie robił.
Słysząc nagły i podejrzany hałas od drzwi obejrzałem się w tamtą stronę.
-Żegnaj, Leah- szybkim ruchem ostrza poderżnąłem jej gardło patrząc w te oczy, póki nie uleciało z nich życie.
Wyszedłem oknem na metalowe schody pożarowe i sięgnąłem po gnata.
Wolałbym nie wpaść na nikogo z Hydry.
Ani teraz, ani nigdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz