wtorek, 26 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział XI: Nieodparta pokusa

Rafael J. White 
Przyczajony za drugimi drzwiami pokoju Victorii ukradkiem ją podglądałem... 
Nie potrafiłem się powstrzymać, chociaż byłem świadomy tego, że grzeszę, ale tak bardzo chciałem zobaczyć Victorię nago...
Boże Miłosierny, wybacz mi!
Victoria spacerowała po swojej sypialni owinięta ręcznikiem i szukała ubrań, a mnie dzieliły tylko minuty do tego aż zdejmie ręcznik.
Cofnąłem się, przezornie chowając się za drzwiami, które oddzielały mnie od zakazanego owocu; jakim był widok jej seksownego ciała. Przeczesała dłonią suche już, popielate włosy i powoli zrzuciła olbrzymi ręcznik, a ja wciągnąłem szybko powietrze, by jękiem podziwu nie zdradzić swojej obecności.
Wyglądała, jak bogini!!
Próbując złapać normalny oddech gapiłem się na jej nagą postać chodzącą w tę i spowrotem na smukłych i zgrabnych nogach, szukającą ubrań. Zjadałem oczami jej ponętne kształty i szczupłe, choć silne ręce o długich palcach, z zadbanymi paznokciami.
Poczułem uderzenie gorąca na twarzy, jednocześnie zastanawiając się, co by było, gdyby Victoria nakryła mnie teraz na podglądaniu.
Podeszła do stojącej przy drzwiach małej komody, a ja wstrzymując oddech patrzyłem na nią. Była tak blisko, że widziałem każdy, nawet najdrobniejszy szczegół jej figury: płaski brzuch, wewnętrzne strony jej ud, jej...
Boże Miłosierny!
Szybko odwróciłem głowę, próbując przestać; ale zaraz spojrzałem spowrotem na Vix.
Jej... Starałem się trzymać w ryzach, ale każdy mężczyzna chyba dostałby szału na te widoki.
Serce waliło mi, jak dzwon, a oddech przyspieszając stał się bardziej płytki. Zasłoniłem dłońmi usta i próbując się uspokoić, zahaczyłem oczami o śliczne, krągłe piersi popielatowłosej i wtedy...
Łup! Drzwi skrzypneły, świat w ułamku sekund zawirował mi przed oczami, a ja wylądowałem na pokrytej ciemnym drewnem podłodze.
Victoria uskoczyła i szybko owinęła się szlafrokiem z dziwnym wyrazem twarzy: czymś na kształt złości i zaskoczenia.
Trwała między nami cisza ciężka jak chmury burzowe, gdy w końcu podeszła i pomagając mi wstać usadziła mnie na łóżku. Wiedziałem, że zaraz padnie to pytanie i panicznie układałem w głowie jakieś sensowne wytłumaczenie...
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Przyglądałam mu się w milczeniu, bo zupełnie nie miałam pojęcia, co powiedzieć: ochrzanić go, czy może bezwstydnie cieszyć się z tego, że jakiś facet (a zwłaszcza ten, którego kocham!) chciał na mnie patrzeć.. 
Poczułam się bardzo niezręcznie. Podglądał mnie, gdy byłam całkiem nago.. 
Co mógł sobie o mnie pomyśleć??
Ta rozpustnica, nie powinna chodzić tak po pokoju! Co by było, jakby akurat w tym momencie ktoś wszedł??! Zgorszenie! Wulgarność! 
Cholera... On mnie podglądał!!!
Rafael J. White
-Nie powinnam chodzić tak po pokoju- zauważyła przerywając tę głuchą ciszę.
-To ja nie powinienem- przerwałem cicho, nie patrząc na nią.
Czułem się podle. Jak jakiś chory, rozwiązły zboczeniec. Było mi wstyd z powodu naruszenia jej prywatności. Myślałem teraz o sobie, jak o łajdaku bez krztyny przyzwoitości... W myślach wyzywałem się od najgorszych.
Poczułem na swojej dłoni ciepłą i delikatną dłoń Vix. Bałem się na nią spojrzeć, bo nie chciałem zobaczyć w tych oczach złości i nagany.
-Raf... Mogę cię o coś zapytać..?- Zaczęła pełna niepewności. Skinąłem powoli głową, nie mogąc wydobyć z siebie głosu.- Czy.. Czy ja jestem ładna..?
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Raf bardzo powoli podniósł głowę i zwrócił twarz w moim kierunku. Długi czas patrzył na mnie z rozchylonymi ustami, blady jak kreda. 
Usta mu zadrżały, jakby moje pytanie całkowicie go zatkało i rozważał, jak ująć to, co chciałby powiedzieć. 
-Nie jesteś ładna- odważył się w końcu odezwać, a mnie przez chwilę zrobiło się bardzo smutno- jesteś prześliczna- dokończył po krótkiej przerwie. 
Gapiłam się na Rafa oszołomiona z zaskoczenia. Serce przyspieszyło w mojej klatce piersiowej, jakby w swoim epileptycznym tańcu, chciało wyskoczyć na wolność. 
Nazwał mnie prześliczną.. 
PRZEŚLICZNĄ.! 
Rafael J. White
-Na-Naprawdę?- Wyszedł zza jej słodkich, jak maliny warg drżący półgłos. 
Objąłem ją ramieniem i przytuliłem delikatnie. Była ciepła, pachniała mydłem i brzoskwiniowym szamponem. 
-Faceci oglądają się za tobą na ulicy- powiedziałem cicho, starając się zamaskować zazdrość koleżeńskim tonem.
Wiele razy widząc na ulicach zakochane pary tłumiłem w sobie zazdrość i gniew.
Sam wybrałem życie księdza. Czułem, że mogąc pomagać ludziom radą, odnajdę wewnętrzny spokój.
Aż do zeszłego roku. Dopóki na mojej drodze nie stanęła Victoria, uważałem to za dobry wybór. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz