"W Imieniu Najwyższego Boga; uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia.
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz: jeśliś grzesznikiem- sam do Piekła wrócisz"
Byłem mordercą. I zdrajcą. Do dziś potrafię kłamać i zabijać bez mrugnięcia okiem. Nikt nie może mnie przejrzeć...
Nikt.
Siedziałem w fotelu w swojej komnacie i bezmyślnie patrzyłem na pełen ludzi Plac Świętego Piotra.
Papież wygłaszał swoje przemówienie, ale prawie nie słyszałem jego głosu pogrążony we własnych myślach.
Nie dostałem żadnej odpowiedzi: ani z rodzinnego domu, ani od braci i bałem się, że coś mogło się im stać, że egzekutorzy Hydry...
Potrząsnąłem głową, jak pies otrząsający się z wody i opierając się wygodniej przymknąłem na chwilę oczy.
Pokazałem im, co potrafię i miałem nadzieję, że nie odważą się więcej tknąć mojej rodziny.
Wiele razy przez te kilka dni próbowałem o tym nie myśleć, ale widok ojca na tym cholernym wózku ciągle stawał mi przed oczami. Zobaczę go jeszcze? Matkę? Moich braci?
Uniosłem powieki i zobaczyłem przed sobą Rafaela.
-Ty myślisz?- Zapytał złośliwie.
-O co ci chodzi?- Odpowiedziałem pytaniem.
-Kardynałowie chcą poddać cię próbie- z jego twarzy zniknęła ironia, a on sam nagle spoważniał.
-Egzamin? Tak szybko?- Zdziwiony uniosłem brwi.
Rafael oparty o ścianę przy dużym oknie zręcznie podrzucał i łapał jabłko.
-Skoro już załatwiłeś jednego, powinieneś przejść próbę śpiewająco- zauważył patrząc mi w oczy.- Nawiasem mówiąc kardynałowie byli trochę wściekli, bo twoja akcja ściągnęła uwagę policji i dziennikarzy- dodał przewracając oczami.
-Próbujesz mnie ochrzanić?- Zapytałem z ironicznym śmiechem.
Na twarzy Rafaela odmalował się niecierpliwy grymas.
-Skąd. Po prostu ciekawie wyglądała na pół rozpuszczona facjata tego Nocnego- stwierdził próbując powstrzymać się od uśmiechu. Znów pochwycił owoc i posłał go w górę.- Nie dopalił się- wytłumaczył, widząc moją minę.
-Księżulkowie bardzo są wściekli?- Zainteresowałem się.
-Raczej zaciekawieni- jego odpowiedź cholernie mnie zaskoczyła, więc zapytałem:
-Jak to??
-Czym to zrobiłeś?- Rafael powoli wgryzł się w jabłko.
-Chlusnąłem w niego święconą- wzruszyłem ramionami.
Przez chwilę obserwował mnie, jakby uważał, że kłamię.
-Bredzisz- zauważył powątpiewająco nadal uważnie mi się przyglądając.
-Mówię zupełnie poważnie, Rafael- odparłem.- Podczas walki wytrącił mi srebro, więc... No... Całkiem odruchowo oblałem go wodą z flakonu. Był kurewsko wściekły- streściłem pokrótce.
-Dziwne, ale jakoś tego nie kupuję- przyznał się.
-Szkoda, bo tym razem mówię prawdę- odparłem patrząc mu prosto w oczy.
-Muszę to zobaczyć na własne oczy, inaczej nie uwierzę- zauważył wolno.
-Niewierny Tomasz się znalazł- zakpiłem.
-Wieczorem idziemy zapolować- rzucił wychodząc. Dostrzegłem, że znowu przewrócił oczami.
Siedziałem w fotelu w swojej komnacie i bezmyślnie patrzyłem na pełen ludzi Plac Świętego Piotra.
Papież wygłaszał swoje przemówienie, ale prawie nie słyszałem jego głosu pogrążony we własnych myślach.
Nie dostałem żadnej odpowiedzi: ani z rodzinnego domu, ani od braci i bałem się, że coś mogło się im stać, że egzekutorzy Hydry...
Potrząsnąłem głową, jak pies otrząsający się z wody i opierając się wygodniej przymknąłem na chwilę oczy.
Pokazałem im, co potrafię i miałem nadzieję, że nie odważą się więcej tknąć mojej rodziny.
Wiele razy przez te kilka dni próbowałem o tym nie myśleć, ale widok ojca na tym cholernym wózku ciągle stawał mi przed oczami. Zobaczę go jeszcze? Matkę? Moich braci?
Uniosłem powieki i zobaczyłem przed sobą Rafaela.
-Ty myślisz?- Zapytał złośliwie.
-O co ci chodzi?- Odpowiedziałem pytaniem.
-Kardynałowie chcą poddać cię próbie- z jego twarzy zniknęła ironia, a on sam nagle spoważniał.
-Egzamin? Tak szybko?- Zdziwiony uniosłem brwi.
Rafael oparty o ścianę przy dużym oknie zręcznie podrzucał i łapał jabłko.
-Skoro już załatwiłeś jednego, powinieneś przejść próbę śpiewająco- zauważył patrząc mi w oczy.- Nawiasem mówiąc kardynałowie byli trochę wściekli, bo twoja akcja ściągnęła uwagę policji i dziennikarzy- dodał przewracając oczami.
-Próbujesz mnie ochrzanić?- Zapytałem z ironicznym śmiechem.
Na twarzy Rafaela odmalował się niecierpliwy grymas.
-Skąd. Po prostu ciekawie wyglądała na pół rozpuszczona facjata tego Nocnego- stwierdził próbując powstrzymać się od uśmiechu. Znów pochwycił owoc i posłał go w górę.- Nie dopalił się- wytłumaczył, widząc moją minę.
-Księżulkowie bardzo są wściekli?- Zainteresowałem się.
-Raczej zaciekawieni- jego odpowiedź cholernie mnie zaskoczyła, więc zapytałem:
-Jak to??
-Czym to zrobiłeś?- Rafael powoli wgryzł się w jabłko.
-Chlusnąłem w niego święconą- wzruszyłem ramionami.
Przez chwilę obserwował mnie, jakby uważał, że kłamię.
-Bredzisz- zauważył powątpiewająco nadal uważnie mi się przyglądając.
-Mówię zupełnie poważnie, Rafael- odparłem.- Podczas walki wytrącił mi srebro, więc... No... Całkiem odruchowo oblałem go wodą z flakonu. Był kurewsko wściekły- streściłem pokrótce.
-Dziwne, ale jakoś tego nie kupuję- przyznał się.
-Szkoda, bo tym razem mówię prawdę- odparłem patrząc mu prosto w oczy.
-Muszę to zobaczyć na własne oczy, inaczej nie uwierzę- zauważył wolno.
-Niewierny Tomasz się znalazł- zakpiłem.
-Wieczorem idziemy zapolować- rzucił wychodząc. Dostrzegłem, że znowu przewrócił oczami.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz