czwartek, 21 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział VIII: Wszystkie nasze grzechy.

Rafael J. White
Watykan, dwudziesty listopada A. D. 1989
Wszedłem w korytarz wiodący do sypialni i prawie zostałbym zmieciony z nóg przez Victorię, która przywitała mnie namiętnym pocałunkiem w usta.
-Vix- zacząłem zaskoczony, odsuwając ją lekko.
-Przepraszam- powiedziała cicho, unikając mojego wzroku.- Bardzo się martwiłam i.. Naprawdę cieszę się, że jesteś...
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Wtuliłam się w jego pierś, zastanawiając się, jak mogłam w niego zwątpić- przecież był moim dawnym nauczycielem i to, co potrafiłam było umiejętnościami, które sam miał opanowane do perfekcji. 
Dlaczego tak zareagował na pocałunek? Czy żałował tego, co stało się w tym hotelu? A może wcale nic do mnie nie czuł...? 
Rozpłakałam się. Czułam się dla niego nikim i nie wiedziałam, na czym właściwie polega moje uczucie do obu tych mężczyzn. 
-Nie płacz... Musimy porozmawiać- powiedział ten delikatny tembr. 
Nigdy nie mówił "porozmawiać"- zawsze było "pogadać"; dlatego zrozumiałam, że to musi być coś poważnego, więc szybko otarłam łzy z oczu. 
W mojej komnacie Rafael przysiadł na jednym z krzeseł, a Gabriel przystanął niedaleko. Zdejmując z ramienia plecak miał zasępiony wyraz twarzy.
-O czym chcieliście pogadać- spojrzałam wyczekująco na Rafa.
-O tym, że cię okłamałem, Victoria- zwróciłam spowrotem wzrok na Gabriela.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Co znaczy "okłamałem"?- Zapytała bardzo ostrożnie.
-Kłamałem od samego początku- wyznałem cicho, a w piersi coś zaczęło mnie kłuć.- Vix, ja... Miałem zdobyć twoje zaufanie i wydać cię Hydrom, ale... Od kiedy cię zobaczyłem..- moje własne słowa sprawiały, że zaczynałem się dusić.- Chociaż grozili mojemu bratu, nie mogłem tego zrobić.. Teraz dowiedziałem się czegoś strasznego: mój brat jest... Jest...- ten fakt nadal do mnie nie docierał.
-Czego się dowiedziałeś?- Zapytała łagodnie.
Nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy. Było mi wstyd i czułem się jak zwykły śmieć.
-Jego brat to Wilkołak- dokończył za mnie Rafael.
-Jak to...?- Zaczęła.
-To nie jest aż takie ważne.. Victoria, ja.. Jestem nawet gorszym potworem, niż mój brat. On zabija nie do końca świadomie, a ja.. Byłem mordercą. Teraz zostałem oszustem, bo...
-Zamknij się. Po prostu morda- przerwała mi cicho.- Wiedziałam, że nigdy nie zrobisz nic złego...
Poderwałem głowę i z wahaniem spojrzałem w te srebrne oczy.
-Jak to...?- Wyszeptałem zaskoczony. Czy ona w ogóle mnie słuchała??
-Widziałam, jak patrzyłeś na tych z Hydry. Jakbyś szczerze ich nienawidził- podeszła bliżej i przytuliła mnie mocno.- Nie przestałam ci ufać, Uczniak- ten uśmiech malinowych ust był taki słodki. Z trudem oparłem się jego urokowi mówiąc:
-Nie, Victoria. Powinienem odejść, bo jeśli zostanę..- uderzyła mnie mocno w twarz mówiąc z rozeźloną miną:
-Gówno mnie to obchodzi, rozumiesz??!- Te srebrne oczy ciskały gromy gniewu.
-Nie obchodzi cię nawet to, że możesz przeze mnie zostać porwana? Że niewiadomo, co mogą z tobą zrobić?- Zapytałem wstrząśnięty.
-Mam to gdzieś- powiedziała z naciskiem.
Gapiłem się na nią oszołomiony. Oszukiwałem ją, a ona robiła coś takiego- wybaczała tak po prostu...
Nie zasłużyłem na jej dobroć. Mimo, że ją pokochałem, nadal pozostawałem potworem.
Wtedy zauważyłem coś błyszczącego w jej oczach. Srebrna łza wymknęła się spod powiek i spłynęła po bladym policzku.
-Nie płacz, Nauczycielko- uśmiechnąłem się słabo.
-Ja nigdy nie płaczę- burknęła obrażona odsuwając się.
-Zostawię was- skinąłem Rafaelowi i wyszedłem z pokoju z zamiarem pójścia do siebie.
Rafael J. White
Nie miałem pojęcia, jak w ogóle zacząć tę rozmowę. 
Nigdy nie umiałem mówić o uczuciach. Zazwyczaj tłumiłem je w sobie, bo bałem się, że kiedyś ktoś obróci je przeciwko mnie. 
Dostrzegłem, że Vix przyglądała mi się badawczo. Wyglądała, jakby tak samo, jak ja obawiała się tej rozmowy. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Ukryłam drżące z niecierpliwości dłonie w kieszeniach bluzy, obserwując Rafa. 
-O czym chciałeś pogadać?- Zapytałam w końcu, przerywając tę bardzo niezręczną ciszę. 
Rafael spojrzał na mnie. W bladoniebieskich tęczówkach czaił się dziwny strach. 
-Vix, ja...- zaczął próbując opanować zdenerwowanie. 
Rafael J. White
Urwałem raptownie. 
Bałem się nie tylko jej reakcji, ale i tego, że wyjdę na kompletnego głupka. 
Była piękną i odważną kobietą. I niezwykle seksowną. Boże Miłosierny, ubóstwiałem w niej wszystko od wysokich kozaków na płaskiej podeszwie, po popielate włosy opadające na ramiona. 
-Co chcesz mi powiedzieć?- Zapytała łagodnie. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Spuścił głowę i wbił oczy w podłogę. 
Czułam się dziwnie. Zawsze mówił mi o wszystkim, co go martwiło, więc co teraz go powstrzymywało? 
Może powinnam teraz przejąć pałeczkę i sama powiedzieć mu, co czuję? 
Powinnaś mu wyznać, co doń czujesz, Córko. Jeśli to odrzuci, trudno: wasze życie potoczy się dalej...- usłyszałam słowa mojego spowiednika.
Zebrałam się na odwagę, mówiąc sobie w duszy: teraz, albo nigdy i odezwałam się:
-Raf.. Powinnam ci to powiedzieć już dawno, ale...- umilkłam na chwilę i odetchnęłam głębiej.- Kocham cię, Rafaelu... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz