wtorek, 19 listopada 2019

Watashi no Akuma Rozdział VII: Kłamca i jeszcze większy kłamca

Gabriel, zwany Uczniakiem
Z plecakiem na ramieniu szedłem do kwatery Hydr. Zamierzałem zawinąć tego głupiego klechę, zanim coś mu się stanie. 
Obejrzałem się przez ramię. Tłum turystów i mieszkańców chodził za własnymi sprawami, na szczęście nigdzie nie dostrzegłem Victorii.
Wszedłem w wąską uliczkę, zaraz skierowałem się w lewo i stanąłem jak wryty. W promieniu kilkudziesięciu metrów leżało na ziemi kilkoro członków Hydry. Martwych. Rozpłatanych jak śledzie.
Idąc ostrożnie w stronę wejścia sięgnąłem do płaszcza po kołek i świętą wodę.
Rafae J. White 
Uzbrojony w prowizoryczny, jak na moje standardy oręż czekałem na spotkanie ze zbliżającą się bestią, gdy kroki ciężkich łap ucichły jak ucięte nożem. Usłyszałem za to inny, znajomy odgłos. Stukot podkutych glanów na drewnie podłogi. Wiedziałem, że wilkołak jest zaledwie kilka kroków ode mnie. Hydry czekały z zapartym ze strachu tchem, słuchając sapania potwornego zwierzęcia, a ja zastanawiałem się, co jest grane.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-O, kurwa mać...- Wyszeptałem widząc stojącą dziesięć metrów dalej postać nienaturalnej wielkości wilka z szarą sierścią. 
Zesztywniały mi wszystkie mięśnie. Po prostu zamarłem w bezruchu ze zdumienia. 
Co to, do cholery, jest??!! Jak to zabić??!! Da się w ogóle to zabić??! 
Wilk, czy cokolwiek to było nagle zrobił coś dziwnego... 
Rafael J.White
... całkowicie nas ignorując przeszedł obok rozwalonych drzwi i podchodząc do Gabriela usiadł skamląc, jakby był załamany. Zachowywał się jakby bezgranicznie ufał ogarniętemu szokiem Gabrielowi, z którego dłoni wypadły fakon i kołek. Grube szkło w zetknięciu z drewnem  nie ucierpiało zbytnio. 
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Czym ty jesteś...? Czego chcesz..?- Wyszeptałem starając się opanować przerażenie tą wielgachną istotą. 
Wilk zapiszczał po swojemu i pochylając łeb tracił mnie dziwnie delikatnie. Nie rozumiałem, o co mu chodzi. Te ślepia patrzyły na mnie, prosząc o jakąś pomoc. 
Cofnąłem się, ale on znów podszedł popiskując, jakby mówił: nic ci nie zrobię, nie odsuwaj się. Pomóż mi... Nie odsuwaj się ode mnie... 
-Kim jesteś?- Nie potrafiłem wydobyć z siebie nic, poza szeptem. 
Rafael J. White
Rozległ się upiorny dźwięk skrobania pazurów na drewnianej podłodze. 
Wilkołak zachowywał się dosyć dziwacznie. Odstąpił od wszelkich reguł, które znałem jako polujący na te potwory. Był zupełnie inny, niż te, które zdążyłem już poznać.
Gabriel wpatrując się w podłogę otworzył usta. Oszołomiony poruszał ustami, z których wyczytałem litery.
C. W. B.
Wyszedłem z pokoju i dołączyłem do zaskoczonego Gabriela. Podbiłem upuszczone srebro i pochwyciłem je, żeby mieć coś do obrony tego idioty.
-Nie.. Zostaw go- blondyn nadal szeptał.- To mój brat..- nagle się ocknął i podchodząc do najbliższego z Hydr przywalił mu pięścią w twarz i wyrywając mu pistolet z kabury wymierzył mu w łeb.
-Gadaj, co mu zrobiliście!- Warknął rozzłoszczony odbezpieczając Glocka.
-Odbiło ci?! Nawet go nie tknąłem!- odwarknął tamten. Dźwięk strzału i urwany krzyk.
-Zła odpowiedź. Masz ostatnią szansę- oznajmił zimno blondyn znów mierząc Hydrze w łeb.
-Nawet go nie znam, człowieku!- To były jego ostatnie słowa w życiu. Zakończył je z kilkoma gramami ołowiu w głowie.
-Niech któreś się tylko ruszy- zagroził Gabriel opuszczając broń.
-Znalazłeś tę dziewczynę, więc czemu jej nie przyprowadziłeś?- Zapytała niewinnie dziewczyna w glanach.
-Jaką dziewczynę? O czym ona mówi?- Zapytałem ostro Gabriela.
-Nie wiesz...?- Zaczęła wesoło.
-Stul pysk- warknął ostro blondwłosy chłopak.
-Nadal jest jednym z nas. Miał dorwać i dostarczyć tę twoją dziewczynę.. Jak jej ta..?- Strzał. Czarnulka padła martwa z kulą w głowie.
-Jeśli ktoś jeszcze się odezwie, zabiję- ostrzegł.
Jego postawa się zmieniła. Z irytującego dzieciaka przeistoczył się w bezwzględnego mordercę. Wyprostował się, a jego ręka odbierając życie nawet nie zadrżała, podobnie jak oko w surowym wyrazie twarzy, którą widziałem z profilu. Po ciszy, jaka zapadła widać było, że wszyscy się go bali, więc wywnioskowałem, że musiał być kimś ważnym tutaj.
-To prawda?- Zapytałem go w końcu.
Milczał nawet na mnie nie patrząc. Powoli opuścił gnata do boku.
-Obiecałem ojcu, że więcej nikogo nie skrzywdzę...- powiedział cicho i smutno- Przekażesz Wężowi, że może już wysłać za mną list gończy- zwrócił się do kogoś.
-Od tamtej pory nikt ci nie ufał- odparł głos starszego mężczyzny.
-Pan chodzi na smyczy z psem, nigdy odwrotnie. Zapamiętaj to sobie, Vincente- odparł Gabriel odchodząc.
Podszedł do wilka i przytulił się do jednej z jego łap, a szare zwierzę z cichym piskiem jeszcze bardziej pochyliło łeb. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz