W ostatniej chwili zdążyłem odepchnąć na bok nieznajomego faceta w kapturze, rozłożyć przyciskiem wyjęty zza pazuchy srebrny kołek i wbić go po rękojeść w potwora o uroczej dziewczęcej twarzy.
W ostatniej chwili uskoczyłem, zanim złapałaby mnie za poły i rzuciła mną w najbliższy budynek. Nie bardzo miałem czas na heroiczne czyny, ale nie o to chodziło- to zdawało się silniejsze ode mnie. Sięgnąłem do buta po krzyż, który kiedyś przypadkiem nauczyłem się złożyć do rozmiaru dłuższego sztyletu i opierając palec na wystającym rubinie wcisnąłem go. Krzyż rozłożył się z trzaskiem a z górnego krańca pionowego ramienia wyskoczyło ostrze.
Zszokowana niedoszła ofiara potwornej Nocnej Istotki siedziała na bruku drżąc z przerażenia i wlepiając we mnie zszokowany wzrok.
Napastniczka nie mogła mieć więcej, niż czternaście lat, ale jej siła fizyczna była nieproporcjonalna do wieku, a nawet wręcz nadludzka. Przez jakiś czas unikając jej ataków ciągnąłem ją z dala od niezrealizowanego "zamówienia tatara z przypadkowego przechodnia"; jak określiłem to w myślach i znikając z zasięgu jego wzroku wciągnąłem ją za załom najbliższego budynku.
Wreszcie bez świadków mogłem się pozbyć tego czegoś.
Odbiłem atak i wyszarpnąłem kołek z jej ramienia.
-Jeśli zwrócisz na siebie czyjąkolwiek uwagę, łeb ci ukręcę- powtarzając słowa ksieżulka, przywaliłem zdumionemu monstrum z pięści i zaraz poprawiłem jej kopniakiem z półobrotu w żebra.
-Ups, tego nie miałem w planach- szarpnęło mną w górę i kilka uderzeń serca potem przefroterowałem brukowaną alejkę i jadąc na plecach z kołkiem i krzyżem w dłoniach mruknąłem:
-Bardzo trafna rada, Raf- lekko oblodzone szlifowane kamienie były świetne do jazdy na wznak. Zaparłem się wbijając srebrny kołek w szczelinę między kamieniami, szarpnęło mną i wylądowałem w pozycji horyzontalnej. Nie tracąc pędu pozwoliłem zrobić swoje reszcie praw fizyki i szybko wyrwałem broń z wyrwy w bruku po czym przejeżdżając między jej nogami, powaliłem Nocną na ziemię i szczęśliwie zatrzymałem się pod wpływem jej ciężaru. Zaraz zakładając jej chwyt przybiłem jedną z dłoni dziewczyny do dziury w nawierzchni i obracając szpic srebrnej broni... Jakby wbrew sobie wypowiedziałem słowa będące mottem "Księży Judasza":
-W Imieniu Najwyższego Boga; uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz: jeśliś grzesznikiem- sam do Piekła wrócisz- kołek jakby bez udziału mojej woli przebił serce Nocnej. Dźwignąłem się z ziemi i wyciągając z jej rannej dłoni krzyż szybkim zamachem ręki odrąbałem jej głowę. W mig odskakując przed rozbryzgiem krwi wyciągnąłem także srebro z truchła i wyjmując z kieszeni flakon święconej wody polałem nim Nocną, której zwłoki zapłonęły ogniem.
Poczekałem aż ścierwo się dopali i ukrywając broń postanowiłem tam wrócić i wmówić wstawionemu kolesiowi, że miał zwidy.
Szczerze wątpiłem, że by uwierzył nawet, gdybym powiedział mu prawdę...
***
-Spóźniasz się, jak zwykle- prychnął znajomy głos ze stolika w najbardziej zacienionym kącie baru.-Pływaj zdrów, Giorgio- rzuciłem nie mogąc powstrzymać uśmiechu pełnego ironii.
-O czym on bredzi, Giorgio?- Zapytał trzeci, brzmiący dziwnie znajomo głos; do którego nie wiedziałem, kogo przyczepić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz