Mniej uczęszczane, kręte uliczki Wiecznego Miasta miały pewien urok. Zwłaszcza jak się nie lubiło tłoku. Gapiący się na mnie ludzie bardzo mnie irytowali, nawet bardziej niż miejski gwar.
Obróciłem w dłoni małe lusterko i w ostatnim momencie zauważyłem, że mam przysłowiowy ogon. Wpadłem na kogoś i poczułem jak wsuwa mi coś do kieszeni.
Wówczas dostrzegłem, że "szpicel Łbów" znika wciągnięty przez kogoś za mur.
Po kobiecie, na którą wpadłem również nie było śladu.
Wyciągnąłem z kieszeni przedmiot, który okazał się być małą, drewnianą i bardzo starą szkatułką na biżuterię. Uniosłem małe wieko i rozwinąłem znajdującą się w środku karteczkę.
Znów szyfr.
Przebiegłem wzrokiem po zwitku papieru.
-Spotkajmy się w El Diablo- i cyfra siedem odpowiadająca literze G w alfabecie.
Nie pasowało mi to. Nikt nie znał tego szyfru oprócz naszej dwójki: mnie i Vincenzo, więc kim jest ten G???
Tłumiąc rozsadzający mnie niepokój i strach postanowiłem zachować ostrożność i ruszyć na miejsce spotkania...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz