poniedziałek, 23 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

Rafael J. White
Vincenzo całą noc siedział przy młodszym bracie.
-Powinieneś się przespać, V- zauważył Giorgio.
-Zrób mi kawę- odezwał się słabo Vincenzo, wstając.
Chwyciłem go i szybkim ruchem ogłuszyłem starszego stopniem policjanta. 
-Co ty, u...?!- Giorgio zbladł, kiedy złapałem jego kolegę i ułożyłem go obok blondyna.
-Jest podobny do Gabriela. Nie da się mu przemówić do rozumu. To uparciuch- uśmiechnąłem się i dostrzegłem uśmiech G.
-To chyba cecha rodzinna- zauważył.- Ksiądz powinien coś wiedzieć o rodzinie.
-Zależy co rozumiesz przez to słowo- odparł z niechęcią...
Gabriel. 
-Pamiętasz co się stało?- Zapytałem.
Blondyn powoli usiadł i rozmasował skromnie. 
-Powiedziałem Ci, że ostatnio dzieje się ze mną coś dziwnego- zauważył.
-Nie powiedziałeś, co dokładnie..- zacząłem, ale zielonooki przerwał mi spanikowany:
-Bo sam tego nie rozumiem!.- Krzyknął niemal.- Gadamy normalnie. Pojawia się On i... Czarna dziura..
-On?
Gabriel spojrzał na Hiszpana. 
-Koleżka Dietera- oznajmił krótko.
-Palownik, to o nim mówisz- zauważył Giorgio.
-SKĄD O TYM WIESZ?!- Wybuchnąłem z gniewem.
Giorgio rzucił w Gabriela kwadratową butelką z zielonym trunkiem mówiąc:
-Nie jestem czystej krwi Hiszpanem. Moja matka pochodzi z Transylwanii. Od niej znam tamtejszą historię i legendy. Zwłaszcza o Vladzie Smoku i Vladzie Diable- oznajmił, a Gabriel niedługo udławiłby się absyntem.
-Vlad Smok? Vlad Diabeł?? Co, do huja???- Zdumiał się.
Giorgio uśmiechnął się słabo. 
-Moja matka pochodzi z tej rodziny- podał mi medalion ze zwiniętym w kłębek i ziejącym ogniem smokiem. Pokazałem to Gabrielowi.. 
-To ten sam symbol, jak na tym pierścieniu- powiedział zaskoczony zielonooki.- To pewnie jego herb.. 
-Nie- odpowiedź Giorgio zaskoczyła i mnie.- To znak "Zakonu Smoka". Jego dewiza: O, Quam Misericors est Deus, Pius et lustus. 
-O, jakże miłosierny, łagodny i sprawiedliwy jest Bóg- przetłumaczyłem zaskoczonemu Gabrielowi.- Vlad Smok był ojcem tego Vlada z Hydry. Vlada Diabła.
Gabriel zamilkł. Powoli otworzył butelkę i upił łyk zielonego napoju.
-Żaden człowiek nie żyje tak długo- stwierdził po krótkiej chwili zielonooki nieprzytomny tonem. 
-Człowiek, to teraz powiedział!.- Parsknął ironicznie G. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz