Gabriel, zwany Uczniakiem
Nicolae Bordeyan
Moje alter ego na widok Vix odczuwało odmienne i jednocześnie te same uczucia.
Vincenzo pod naciskiem Rafaela opowiedział mi kiedy po raz pierwszy ujawniła się obecność, która przedstawiła się jako Nicolae Bordeyan.
Vincenzo twierdził, że w jakiś sposób Nicolae zawsze był przerażający. Mówił inaczej, czasem nawet wszystkim groził...
-Nikomu nie groziłem, Gabrielu Damonie.. Właściwie co to za imiona? Czemu czuję się tu, jak jakiś więzień? Gdzie ona..?- Usłyszałem ten drugi, trochę łagodniejszy głos.
-Vix śpi, ja też chętnie bym się położył- odparłem cicho.- Gadam ze sobą. To cholernie dziwne- mruknąłem ponuro.
Ze sobą, cóż za brak taktu! Skoro jestem uwięziony w twoim ciele, powinniśmy się lepiej poznać- prychnął poirytowany.
-Poznać? Kilka godzin temu nawet nie miałem pojęcia o twoim istnieniu- wymruczałem zły, zdejmując koszulkę.- Przez ten czas na pewno poznałeś mnie lepiej, niż ja ciebie- zauważyłem z sarkazmem.
-Nie zaprzeczę. W moich czasach byłbyś tylko chłopem pańszczyźnianym- stwierdził z kpiną.
-Jeśli tak mamy gadać, to powiem krótko: zjeżdżaj- wsunąłem się pod kołdrę i oparłem głowę na poduszce, zamierzając ułożyć się do snu.
-Wybacz. To nie to, że nie szanuję wykształconych rolników, po prostu... Hm, bardzo dużo się zmieniło od moich czasów. Te wszystkie dziwne rzeczy wokół... W XV-stym wieku tego nie było- zamilkł na chwilę, jakby zastanawiał się nad czymś.- Te wszystkie światła, obrazy, ryczące maszyny.. W ogóle wszędzie hałas i gwar...
-Pochodzisz z XV-stego wieku? Niby skąd się wziąłeś w moim... Nie, tego raczej nie chcę wiedzieć..- Uświadomiłem sobie nagle.- Wolę zapytać o coś innego.
-Pytaj, o co chcesz.. W końcu to moja wina, że zawieruszyłem się tutaj.
-Skoro ty mnie znasz, to może sam opowiesz coś o sobie, Nicolae... Ale nie dziś, naprawdę jestem zmęczony- mruknąłem starając się zasnąć.
-Ty się zdrzemnij, a ja będę opowiadać- odparł.
Śniła mi się jego opowieść...
-Nicolae!- zawołał męski głos podobny do mojego. Zza drzwi wielkiej posiadłości wynurzył się wysoki nieco starszy ode mnie mężczyzna. Blondyn o ciemnobłękitnych oczach. W stroju szlacheckim i z mieczem przy boku.
-Słucham, ojcze- odpowiedział dziewięciolatek trzymający konia za uzdy, zwracając się w stronę stojącego na schodach ojca.
-Słuchaj się nauczyciela i jedź ostrożnie- odrzekł mężczyzna.
-Oczywiście, ojcze- odparł chłopak i wsiadł na karego rumaka.- No, Irina.. Wio- stuknął piętami w boki zwierzęcia, które ruszyło z miejsca.
Towarzyszący mu człowiek jadący na kasztanie ruszył za nim w pogoń.
-Cóż za niecierpliwy urwipołć, panie- zaśmiał się na odchodne w stronę seniora rodu i po chwili koń ruszył.
Obaj, Nicolae i jego nauczyciel zatrzymali się na małej polanie.
-Musisz wiedzieć, że aby opanować szermierkę w siodle, powinieneś zacząć od utrzymania się w nim- w tym momencie brunet siedzący na kasztanowym rumaku gwizdnął przez zęby, a spłoszony kary wyrwał się do przodu, jak z procy i pognał na oślep w kierunku drzew.
-Mam nadzieję, żeś twardy; jako i ojciec!- Zawołał za nim mężczyzna, z trudem wstrzymując się od śmiechu, a chłopak obijany przez gałęzie i krzaki gnał niesiony przez konia.
-Siedzisz jeszcze, urwipołciu?!- Zawołał nauczyciel rechocząc wesoło.
-Niech cię...- wydyszał młody Nicolae osłaniając twarz dłońmi, a gałązki smagały boleśnie jego twarz.
Przyjrzałem się nauczycielowi przez ten czas. Był to brunet o bladoniebieskich oczach, bardzo podobny do Rafaela, ale wiedziałem, że w snach można zobaczyć tylko twarze ludzi, których widziało się na jawie.
Nagle ów człowiek zagwizdał na palcach, a jakiś czas potem tetent kopyt obwieścił zbliżającego się początkującego jeźdźca.
-Prrr!- Rzucił nauczyciel, a zwierzę posłusznie wytraciło prędkość i zatrzymało się. W siodle wczepiony w końską grzywę siedział, a raczej niemal półleżał na końskiej szyi Nicolae.
-Czy ja..? Czym żyw jeszcze..?- Zapytał podnosząc czerwoną od razów i podrapaną nieco twarz.
-Masz dobrze wyszkolonego rumaka- skomplementował z uznaniem brunet.- Weź szablę- nakazał wyciągając z pochwy swój miecz.
Zaczęła się lekcja szermierki, pełna zgrzytów broni, parskania i rżenia wierzchowców oraz pouczającego tonu bruneta...
-Słucham, ojcze- odpowiedział dziewięciolatek trzymający konia za uzdy, zwracając się w stronę stojącego na schodach ojca.
-Słuchaj się nauczyciela i jedź ostrożnie- odrzekł mężczyzna.
-Oczywiście, ojcze- odparł chłopak i wsiadł na karego rumaka.- No, Irina.. Wio- stuknął piętami w boki zwierzęcia, które ruszyło z miejsca.
Towarzyszący mu człowiek jadący na kasztanie ruszył za nim w pogoń.
-Cóż za niecierpliwy urwipołć, panie- zaśmiał się na odchodne w stronę seniora rodu i po chwili koń ruszył.
Obaj, Nicolae i jego nauczyciel zatrzymali się na małej polanie.
-Musisz wiedzieć, że aby opanować szermierkę w siodle, powinieneś zacząć od utrzymania się w nim- w tym momencie brunet siedzący na kasztanowym rumaku gwizdnął przez zęby, a spłoszony kary wyrwał się do przodu, jak z procy i pognał na oślep w kierunku drzew.
-Mam nadzieję, żeś twardy; jako i ojciec!- Zawołał za nim mężczyzna, z trudem wstrzymując się od śmiechu, a chłopak obijany przez gałęzie i krzaki gnał niesiony przez konia.
-Siedzisz jeszcze, urwipołciu?!- Zawołał nauczyciel rechocząc wesoło.
-Niech cię...- wydyszał młody Nicolae osłaniając twarz dłońmi, a gałązki smagały boleśnie jego twarz.
Przyjrzałem się nauczycielowi przez ten czas. Był to brunet o bladoniebieskich oczach, bardzo podobny do Rafaela, ale wiedziałem, że w snach można zobaczyć tylko twarze ludzi, których widziało się na jawie.
Nagle ów człowiek zagwizdał na palcach, a jakiś czas potem tetent kopyt obwieścił zbliżającego się początkującego jeźdźca.
-Prrr!- Rzucił nauczyciel, a zwierzę posłusznie wytraciło prędkość i zatrzymało się. W siodle wczepiony w końską grzywę siedział, a raczej niemal półleżał na końskiej szyi Nicolae.
-Czy ja..? Czym żyw jeszcze..?- Zapytał podnosząc czerwoną od razów i podrapaną nieco twarz.
-Masz dobrze wyszkolonego rumaka- skomplementował z uznaniem brunet.- Weź szablę- nakazał wyciągając z pochwy swój miecz.
Zaczęła się lekcja szermierki, pełna zgrzytów broni, parskania i rżenia wierzchowców oraz pouczającego tonu bruneta...
***
Po południu obaj wrócili do posiadłości.
-Znów nie słuchałeś, Nicolae- westchnął ciężko ojciec chłopca.
-Zapytaj, kto mnie tak urządził!- Rozzłościł się młokos, a nauczyciel był już przygotowany do tego gwizdu, który po chwili rozdarł ciszę przerywaną trelami ptaków.
-JEZU CHRYSTE, NIE ZNOWU!!!- Krzyknął przerażony młody Bordeyan, gdy koń zerwał się do biegu.
-Jesteś okrutnikiem, Demetri- rzucił ojciec chłopaka do jego nauczyciela.
-Najpierw musi zjednać sobie zaufanie konia, by i ludzie mogli mu ufać- odrzekł spokojnie, a nawet z lekką nutą wesołości brunet nazwany Demetrim. Gwizdnął na palcach, a koń zawrócił i przystanął.
-Mądre bydle, szybko pojmuje- przekładając nogę przez grzbiet swojego konia przyjrzał się przez chwilę karemu i wylądował zręcznie na trawie.
-Rany...- wymamrotał Nicolae zsiadając ciężko z grzbietu zwierzęcia.- Ale mi się we łbie kręci...- szedł zmęczonym krokiem za ojcem i Demetrim do posiadłości.
Od popołudnia do niemal późnego wieczora dziedzic rodziny zgłębiał wszelkie przedmioty szkolne, a także uczył się tańca i etykiety pod okiem prywatnego i dość surowego nauczyciela o twarzy mojego brata.
-Po raz trzeci błąd w tym samym miejscu. Przyłóż się do nauki, paniczu Nicolae.
Blondyn wyprostował się i oparł wygodniej na zdobionym i wyglądającym na solidne, drewnianym krześle obszytym miękką tkaniną.
-Nie rozumiem tego- powiedział z porażką, wpatrując się w kartkę, na której widniały jakieś obliczenia. Spokojnie wsunął pióro w kałamarz i biorąc ją zaczął się przyglądać cyfrom w skupieniu. Trwało to jakieś piętnaście minut, w których zastanawiał się, gdzie jest ten błąd.
-No, tak... Już rozumiem- oznajmił biorąc pióro i zaczął skrobać nim po kartce, a po chwili podał ją nauczycielowi.
-Znakomicie- pochwalił ucznia mężczyzna w średniowiecznym stroju.
-Już lepsze to, niż taniec- odpowiedział z niezadowoleniem panicz.
-Bez umiejętności tańca i manier trudno ci będzie o dobrą niewiastę, młody panie- zauważył zgryźliwie guwerner.
-Wszystkie dziewczęta to głupie gęsi- prychnął kpiąco Nicolae.- Płaczą z byle powodu. A, bo kokardka odstaje. O, nie! Wiatr porwał mój kapelusik!.- Przedrzeźnił złośliwie dziewczęcy głos.- Kto by z taką wytrzymał!.- Westchnął dramatycznie.
***
Nastoletni już Nicolae siedział w jadącym powozie i opierając podbródek na ręku patrzył na widoki za oknem.
-I pamiętaj, żeby trzymać nerwy na wodzy- upomniał go ojciec.
-Więc jak mam niby powiedzieć, że nienawidzę tego rozpuszczonego bachora?- Zapytał niechętnie.
-Obrażaj tak, żeby uznał to za komplement. To jest klucz do satysfakcji. Pójdzie mu w pięty, gdy już dawno będziemy w domu- ojciec uśmiechnął się porozumiewawczo do swego jedynego syna.
-Subtelny światek, ha?- Mruknął chłopak, jakby do siebie. Nagle coś na drodze zwróciło jego uwagę.- To przecież nie ta droga, ojcze- zauważył zaaferowany.- Dokąd my właściwie jedziemy?
-Cierpliwość jest cnotą, Nicolae- oznajmił tajemniczo jego ojciec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz