niedziela, 29 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Długo gapiłem się na Vix takim wzrokiem, jakbym widział ją pierwszy raz w życiu.
Wszystko sobie przypomniałem... Te dziwne sny, które miewałem jako nastolatek. I te, które miałem niedawno. Jakimś dziwnym trafem w każdym z nich była ona!
Kim był Nicolae Bordeyan? Dlaczego jego wspomnienia wydają mi się takie rzeczywiste i znajome? Z jakiego powodu Victoria od zawsze pojawiała się w moich snach? Czemu żywię do niej uczucie, którego nie czułem dotąd do żadnej innej kobiety, nawet Lei?
I najważniejsze, czy ktoś poza mną wiedział o tym, swego rodzaju, rozdwojeniu jaźni??
-Vincenzo, co Raf chciał, żebyś mi powiedział?- Mój głos... On był inny! Niższy i głębszy, niż zwykle; a także o wiele bardziej melodyjny.
-Znowu ma te oczy- zaczęła zaskoczona Vix.
-Jakie oczy? Co jest grane? Rafael, wiesz o co tu chodzi??- Brązowowłosy, gdy nim potrząsnąłem oderwał moje ręce od swojej bluzy i odwrócił mnie w kierunku starego lustra.
Widząc znów te szafirowe oczy odskoczyłem z okrzykiem przestrachu.
Powoli podszedłem kilka kroków do srebrnej tafli i znów spojrzałem na swoje odbicie.
Szafirowe oczy. Zamrugałem zszokowany, próbując pojąć tę nagłą zmianę. Nawet moja własna twarz wydawała mi się teraz o wiele młodsza.
-To niemożliwe- nadal nie chciałem wierzyć w to, co się działo.- Niemożliwe- powtarzałem oszołomiony to jedno słowo, patrząc na Victorię.
Victoria, partnerka księdza Rafaela 
To znajome mi skądś głębokie spojrzenie i miły głos, który wprawiał moje ciało w delikatne, choć bardzo przyjemne, drżenie.
Nie wiedziałam, skąd znam to odczucie. Tę osobę kryjącą się za Gabrielem. Moje serce płonęło na widok tych dwóch szafirowych kul. Tęskniłam za nimi i równocześnie je kochałam.
-Vix, ty... Krwawisz- zaczął Rafael, a ja powoli dotknęłam twarzy.
Zaraz on i Vincenzo zabrali się za opatrzenie mnie.
Gabriel o szafirowych oczach obserwował. Po chwili usłyszałam te pełne ekspresyjności i sprężystości kroki- zupełnie inny sposób chodu, niż u zielonookiego Gabriela.
-To skutek przemęczenia- zauważył Giorgio.- Gdzie znów wcięło tę cholerną apteczkę?- Mruknął zaniepokojony szukając po szafkach czerwonego pudełka.
Po długiej chwili apteczka odnalazła się, a Raf i Vincenzo zabrali się za opatrywanie mojej twarzy. Vincenzo obmywał ją z częściowo zaśniętej krwi i starał się zatamować krwotok. Natomiast Raf podtrzymywał mnie na krześle, bo gdy ktoś tylko wspomniał o krwi zaraz zaczynało kręcić mi się w głowie i robić się słabo.
-Pochyl lekko głowę, Victoria- pouczył mnie szarooki, a ja starałam się wykonać polecenie i jednocześnie nie spuścić oczu z właściciela dwóch szafirów, który oparty plecami o framugę drzwi wejściowych wpatrywał się we mnie tymi płonącymi oczami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz