niedziela, 29 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVIII: Życie pod znakiem zapytania... - Wspomnienia i miłość

Wtedy moje pole widzenia przesłania wszechobecna biel i widzę...

Widzę piękną salę balową i suto zastawione stoły. Z prawej na podwyższeniu orkiestra gra jeden z szybszych tańców. 
Widząc na ścianie duże lustro spoglądam na siebie. Blondyn o ciemnoniebieskich oczach w pięknym szarym żupanie, na który założony był lazurowy kontusz z szarym pasem, przy którym wisiała szabla. Na głowie kołpak z wilczego futra z szafirem i sokolim piórem na srodku, a na stopach odpowiednie do stroju, połyskujące czernią buty.
-Szlachcic z rodu Bordeyan- zwróciłem wzrok na obgadujących mnie starszych szlachciców. 
-Jak zawsze przystojny, nie sądzisz, ojcze?- Zapytał kobiecy głosik.
-Przystojny? Lepiej by był skryty przez ciemną noc- prychnął mężczyzna przy boku młodej damy z irytacją.- Nie mam pojęcia, co książę w nim widzi. Dla jego córki przydałaby się jakaś lepsza partia.
Patrząc za nimi poczułem się zły i urażony, mimo to wszedłem znów do sali, by nie dać nikomu satysfakcji z tego, że boję się plotek o sobie.
***
Orkiestra nagle przycichła. Po chwili zrozumiałem, dlaczego. 
Mimo, że to nie moje własne wspomnienie, czułem pewien dreszczyk szalejących w sercu emocji. Podniecenia i nerwowego wyczekiwania, jakby tu i teraz miała ukazać mi się najjaśniejsza gwiazda tego wieczoru.

I oto Ją ujrzałem..
Tę drobniutką i wysoką postać o długich popielatych włosach upiętych w cudną fryzurę i srebrnych jak księżyc oczach obsypujących iskrami wszystko, na co patrzyła, zwracając w prawo i w lewo tę słodką twarzyczkę o małym, zadartym nosku i malinowych wargach... Odzianą w długą, szmaragdową suknię z połyskującego materiału i nie potrafiłem oderwać oczu od tej pięknej i smukłej, jak dorodna i zwinna w leśnej gęstwinie łania, kobiecej i pełnej niesamowitej gracji postaci.
Patrząc na nią nie mogłem wykonać żadnego ruchu ani gestu, który tłukł mi się w głowie słowami: ukłoń się Pani, durniu!
Przepadło. Zhańbiłem honor szlachecki i powinienem zapaść się pod ziemię ze wstydu...
-Nikt nie obraził tak księcia i jego córki, jak ten szlachetka- mruknął z naprzeciwległego stołu jeden ze starszych szlachciców patrząc na mnie nieprzychylnie. Jednak niezbyt się tym przejąłem. Nadal stałem przy stole i wlepiałem cielęcy wzrok w Nią.
W Najpiękniejszą i najcudowniejszą z wielu kobiet, które widziałem w życiu.
-Dlaczego stoisz, chłopcze?- Zwrócił się do mnie męski głos z podwyższenia, gdzie siedziała Ona.
Nie potrafiłem wydusić z siebie ni słowa. W ostatniej chwili zdążyłem tylko lekko się skłonić przed księciem.
-To chyba niemowa, mości książę- odezwał się jeden ze szlachciców, a ja syknąłem przez zęby wpatrując się w niego.
-Mości książę... Tak urzekła mnie uroda owej panienki u twego boku, że zapomniałem języka w gębie- odparłem nagle całkiem śmiało. Rozmowy ucichły, a zgromadzeni goście obserwowali mnie dziwnie. Nie wiedząc, w jakie kłopoty mogę się wpakować mówiłem dalej.- Och, wybacz... Ona nie jest piękna- dostrzegłem gniew w oczach księcia i przeczucie nakazywało mi zmilczenie, ale instynkt samozachowawczy pożegnał się ze mną włącznie z rozumem, więc kontynuowałem- jest wręcz prześliczna. Przy niej reszta nadobnych panien prezentuje się jak psy przy wilku- skłoniłem się znów księciu i nie podnosząc głowy czekałem aż książę raczy coś odpowiedzieć. Cokolwiek: nawet wezwać straż, by odprowadzono mnie do kazamatów, bylem mógł jeszcze raz spojrzeć na piękno jego córki...

Niezręczna cisza przeciągała się, a ja zacząłem się zastanawiać, co ze mną będzie; gdy usłyszałem pytanie z ust księcia:
-Jak cię zwą, chłopcze?
-Nazywam się Nicolae Bordeyan, miłościwy panie- przedstawiłem się niepewnie.
-Straże: na pal z nim- rzucił obojętnie ojciec panny, która od pierwszego spojrzenia zawładnęła całą moją duszą i światem.
-Mości książę, czy jako szlachcic mógłbym prosić o ostatnie życzenie przed śmiercią?- Zapytałem wyjątkowo spokojnie i dołączając do straży wyciągnąłem ręce, by mogli założyć mi ciężkie łańcuchy.
-Ostatnie życzenie? Skąd ci to przyszło do głowy?- Zapytał obojętnie mężczyzna o oczach podobnych, jak córki.
-Nie wiem. Po prostu sądziłem, że skoro mam umrzeć... Skoro mam dokonać żywota- skuty ruszyłem w stronę podwyższenia, wiedząc że łucznik mierzy mi grotem w plecy, klęknąłem i biorąc dłonie tej piękności ucałowałem je lekko- to patrząc tylko na twą prześliczną córkę, książę.
Srebrnooki długi czas mierzył mnie masowym spojrzeniem. 
-Moja córka brzydzi się okrucieństwem- po czym zwrócił się do sług.- Zabrać go do lochu, później zdecyduję, co z nim zrobić-oznajmił, a mnie zabrano z sali...
Powróciłem do rzeczywistości i spojrzałem na Rafaela.
-O czym powinien powiedzieć mi mój starszy brat?- Zapytałem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz