Spokojnie zwróciłem wzrok na mojego rozmówcę.
-Wampir to wampir- wzruszyłem ramionami obojętnie.
-Mylisz się. Mówiąc coś takiego, zachowujesz się jak ignorant- zauważył.- Różnica jest prosta: dhampir był kiedyś człowiekiem.
-Nie boisz się, że mógłbym tę wiedzę wykorzystać przeciwko tobie?- Zapytałem uprzejmie, a nawet z lekkim uśmiechem.
-Podjąłbyś to wyzwanie?- Zaciekawił się.
Umilkłem na chwilę. Rozglądając się po pokoju zacząłem się zastanawiać.
-Nie boję się żadnego wyzwania- odparłem siadając wygodniej.- Zresztą mną nie masz co się przejmować- uspokoiłem.- Na twoim miejscu bardziej zaprzątałbym sobie głowę Dieterem.
-On nic mi nie zrobi. Bardziej podejrzewałbym właśnie ciebie- powiedział wprost, a jego oczy błysnęły odbijając światło dnia.
-A to niby czemu?- Udałem zdziwienie.
Vlad wpatrywał się w okno w milczeniu.
-Jesteś podobny do kogoś, kogo znałem dawno temu- przemówił po chwili zastanowienia.
-Jak dawno?- Zaciekawił mnie, więc ciągnąłem ten temat.
-Jakieś trzy stulecia temu. Nawet jesteś trochę do niego podobny.
-Kim był?
Vlad patrzył przed siebie. Jego twarz była wyzuta z jakichkolwiek emocji. Dłoń z pierścieniem oparta na podłokietniku fotela nawet nie drgnęła.
-Jednym z Nich- zaskoczony rozchyliłem usta.- I to nie jakimś zwyczajnym, podrzędnym duchownym. Mówiąc inaczej: miał w sobie to coś...
-Czyli?
Znów na mnie spojrzał, a te oczy wwierciły się w moje, jakby chciał prześwietlić mnie nimi na wylot.
-Moc- ujął zwięźle.
Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć. Miałem dziwne wrażenie, że albo sobie ze mnie żartuje, albo usiłuje mnie nastraszyć.
-Był taki sam, jak ty- drgnąłem szybko i popatrzyłem na rozmówcę pytająco.- Młody, przystojny i wyszkolony w walce. Potrafił się dopasować do każdego oręża; jakby nie było ono bronią, a dłuższą ręką. Niezwykle trudno było poznać jego charakter i rozszyfrować zamiary. Zupełnie tak, jak jest z tobą.
-I to była ta Moc?- Zacząłem znudzony i zawiedziony równocześnie. W głębi serca liczyłem na coś ciekawszego.
-Nie- zaprzeczył spokojnie.- Jego fenomen polegał na tym, że był odporny na wszelkie pokusy.
Gapiłem się na niego długą chwilę z niedowierzaniem, ale nie wytrzymałem i wybuchnąłem kpiącym śmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz