Bar prawie już kończył nocną zmianę. Odczekałam aż Raf, Gabriel i G. odejdą na bezpieczną odległość i uchyliłam lekko klapę bagażnika, by móc obserwować wydarzenia.
-Pokaż, która to- rzucił Raf.
-Tamta. V ciągle się na nią gapi- oznajmił z niepokojem Giorgio.
-Już po moim starszym bracie- jęknął zielonooki obserwując wydarzenia w barze.
-Pewnie czeka aż skończą robotę- zauważył G.
-Okej, wchodzę- rzucił Rafael i zniknął w wejściu do baru.
Byłam ciekawa, co on zamierza zrobić...
***
Wtedy zobaczyłam coś, co doprowadziło mnie do wewnętrznej furii. Aż gotowałam się ze złości, widząc jak Rafael- MÓJ Rafael- flirtuje z jakąś zdzirowato ubraną lalunią o imieniu Pearl! Wyglądała jakby pracowała pod latarnią, a nie w cywilizowanym barze!-Co za pieprzona lampucera i złodziejka!- Szepnęłam do swoich myśli nie kryjąc oburzenia. Chyba Vincenzo był tego samego zdania w stosunku do Rafaela, bo aż zaciskał szczękę z wściekłości, z olbrzymim trudem panując nad sobą. Zupełnie tak samo można było powiedzieć o mnie. Zgrzytałam zębami z gniewu. Gdy znaleźli się niebezpiecznie blisko siebie, nie wytrzymałam. Nie mogłam stać z boku, gdy jakaś szmata próbowała odbić mi faceta, którego...
Trzask!
Ku zdumieniu przechodniów oraz Gabriela i równie zdumionego Giorgio wyskoczyłam z bagażnika auta i wpadłam z rozpędu do baru. Odepchnęłam wojowniczo tą całą Pearl i walnęłam ją z całej siły w twarz. Zaraz obie wzięłyśmy się za kudły i jak pseudokibice przystąpiłyśmy do mordobicia przeplatanego obelgami.
Rafael J. White
-Zostaw go, ty żmijo- warknęła rozzłoszczonym tonem Victoria.
-Bo niby co zrobisz, rybko?- Zakpiła czarnowłosa robiąc unik i wepchnęła Vix w bar kopniakiem.
-Bo ci dokopie, podła lampucero!- Aż rozdziawiłem usta ze zdumienia, że Vix zna takie słowa.- Tknij go palcem, a upierdolę ci łapy!- Groziła dalej popielatowłosa ciągnąc domniemaną rywalkę za włosy. Dostała od Pearl w twarz, a czarnowłosa dodatkowo przeciągnęła Vix froterując nią podłogę. Srebrnooka zaparła się butem i powaliła Pearl na płytki po czym dalej kotłowały się w bójce.
Godzinę później, po wizycie w szpitalu, komisariat policji.
-Więc to te przeurocze panie z porannej bijatyki- uśmiechnął się młodszy ode mnie, niski Carabinieri.- Chyba dziś był niezły nokaut, Pearl Shirley- zwrócił się do poobijanej czarnowłosej.
-Wali, jak facet- skomentowała Pearl, przykładając do szczęki kompres chłodzący.
-O co poszło, drogie panie?- Zapytał funkcjonariusz spoglądając na Vix, która miała: podbite lewe oko i zapuchniętą szczękę po tej samej stronie. Opatrunek kryjący szwy na prawej skroni (od ciosu szklaną butelką), rozciętą wargę i obandażowaną prawą dłoń. Czas rekonwalescencji: około trzech tygodni.
-Chciała odbić mi faceta, podła lampucera- warknęła Vix w nadal bojowym nastroju.
-Ej! Bez takich, bo ci przypierdolę!- Odcięła się groźnie Pearl, spoglądając na przeciwniczkę nieprzychylnie.
-Zobaczymy kto komu- Victoria z rozwaloną wargą i uśmiechnięta szeroko wyglądała jak demoniczna psychopatka. Zanim policjant zdążył zareagować wykonała nogą szybki ruch i kopnęła prowokująco w krzesło czarnowłosej. Zaraz zaczął się armagedon.
-G, dziewczyny biorą się za łby!- Zawołał Vincenzo mijając mnie i Gabriela w ciemnej peruce i przebraniu utrudniającym rozpoznanie wszedł do kolegi, gdy Vix i Pearl znów prały się na całego.
Giorgio dołączył do partnera z kubkiem kawy w palcach.
-Wstawcie basen z kisielem i rozbierzcie je do bielizny, będzie bardziej sexy- skomentował, a Pearl zrobiła się czerwona, jak piwonia ze wstydu. Natomiast Vix zmierzyła go morderczym spojrzeniem.
-Marzenie ściętej głowy- burknęła ze złością patrząc na policjantów spode łba.
Jednak ten niewybredny komentarz uspokoił kobiety, ale nie tylko. Sprawił też, że zacząłem się zastanawiać, jak Victoria prezentowałaby się w bieliźnie podczas tego typu atrakcji i przez cały pobyt na komisariacie nie myślałem o niczym innym.
***
Wczesne popołudnie po obiedzie spędziłem na uczeniu Gabriela i swobodnych rozmyślaniach nad pewną srebrnooką i popielatowłosą pięknością taplającą się w kisielu w samej bieliźnie.
-Rafael.- Do mojej świadomości przebił się nagle ostry i zachrypły głos Gabriela, który machnął mi dłonią przed oczami.- Hej, księżuniu: nie odlatuj do aniołków. Ziemia wzywa!.
-Przepraszam, zamyśliłem się-, powiedziałem odrobinę nieprzytomnym tonem poprawiając w dłoniach miecz i srebrny kołek.
-Chyba masz powody. To w sumie przez nas Victoria się na ciebie wnerwiła- zauważył z zakłopotaniem.
-Och, ja wcale nie o tym myślę.. Chociaż w sumie, poniekąd tak. Pan Tępa Mózgownica tego nie zrozumie- odparłem udając irytację.
-Nie umiesz kłamać, Rafael, więc gadaj wprost, co jest grane- powiedział krótko i na temat.
-Uchowaj mnie, Boże Miłosierny, od takiego powiernika- prychnąłem.
-Przynudzasz już tym tekstem. Mózg ci się zaciął, czy zlasował, jak się niezłe laski o ciebie na śmierć i życie naparzały?- Zapytał wesoło. Wepchnąłem go w śnieg, ale nie zdążyłem uciec, więc złapał mnie za kostkę i powalając na ziemię nie pozostał mi dłużny i sam wylądowałem w tej zaspie.
-A niby skąd przyszło ci do tego pustego łebka, że to o mnie chodziło?- Zapytałem wyjątkowo złośliwie.
Gabriel patrzył na mnie z boku przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc.
-Jesteś kretynem, Raf- oznajmił poważnie patrząc mi prosto w oczy.- Albo jesteś kretynem, albo jesteś ślepy, skoro nie widziałeś, jaka Vix jest zazdrosna o ciebie- zauważył.
-Boże Miłosierny; szczeniak ledwie zdążył za cycek matki podziękować, a już prawi starszemu od siebie kazania!- Westchnąłem ciężko.
-Czemu nie odejdziesz z posługi księdza, skoro czujesz do Vix to samo, co ona do ciebie?- Zapytał przyglądając mi się uważnie. Kolczyk tuż przy kąciku ust błysnął lekko odbijając światło.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Chciałbym, żeby to było takie proste, Gabriel- odezwał się po chwili milczenia Rafael. Leżąc w śniegu patrzył w błękitne niebo. Wydawał się bardzo smutny.- Zresztą skąd możesz wiedzieć, że kocham Vix?
-Troszczysz się o nią. Zachowujesz się, jakbyś był jej aniołem stróżem- szturchnąłem go mocno w żebra.- Ty, kurwa mać, świata poza nią nie widzisz, Rafael!
Victoria partnerka księdza Rafaela
Po słowach Gabriela odsunęłam się od okna i ostrożnie dotknęłam dłonią opuchniętej szczęki.
Nie miałam pojęcia, że Raf na poważnie rozważał odejście z duszpasterstwa.
Byłam na niego trochę zła, bo w pierwszej chwili pomyślałam, że zrobił to wszystko, żeby odegrać się na mnie za tamtego Sławka.
-Wszystko okej?- Zapytał Giorgio tuż za mną.
-Taaa- skłamałam cicho.
-Vincenzo mamy tu taką jedną kłamczuchę na dołek- rzucił do brata Gabriela.
-Już wyciągam "Niezbędnik", zaproś ją do PZ- odpowiedział z kuchni szarooki.
-Panie przodem- rzucił G, szarmancko podając mi ramię. Chcąc nie chcąc musiałam iść z nim.
Usiadłam przy niskim stoliku, zastanawiając się, czym jest owo PZ.
-Ta-dam!- Przede mną wylądował litrowy kubełek lodów i łyżka.
-A teraz opowiadaj, co cię gryzie; Victoria- oznajmił Vincenzo.
-To jakieś wasze nowe firmowe metody tortur?- Zapytałam z niechęcią.
-Chcemy ci tylko pomóc- odezwał się Vincenzo kładąc mi dłoń na ramieniu w uspokajającym geście.
Westchnęłam ciężko.
-Mnie się nie da pomóc, choćbyście nie wiem jak bardzo chcieli- odparłam z rezygnacją.
-Najlepiej zacząć od PZ, potem się zobaczy- stwierdził Giorgio.
-Co to jest to cholerne PZ?- Zniecierpliwiłam się.
-Pokój Zwierzeń- wyjaśnił spokojnie Vincenzo.
-A kto niby wam powiedział, że będę się chciała żalić?- Burknęłam obrażona.
-Ptaszki wyćwierkały- podsunął ciemnowłosy G.
-To rozkaz z samej Góry- tu Vincenzo wymownie spojrzał w sufit.
-Nie słuchaj go. Jest nawiedzony- Suarez popukał się w czoło znacząco, a ja wbrew sobie parsknęłam cichym śmiechem.
-No, wreszcie na chwilę się uśmiechnęłaś- Giorgio poklepał mnie lekko po ramieniu.- Teraz nawijaj i pamietaj: Wielki Brat patrzy- ostrzegł mnie przyjaźnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz