Leżałem nieruchomo na wielkim łożu, wpatrując się w sufit. Trwało to jakieś dwadzieścia minut, po których przypomniałem sobie ów sen.
Podniosłem się do pozycji siedzącej i wbiłem szeroko otwarte oczy w ścianę pokoju.
Vix...
-Co to za popieprzony sen?- Zapytałem sam siebie z niezadowoleniem, przecierając twarz dłońmi.
Słysząc szelest pod drzwiami zwróciłem wzrok w tamtym kierunku. W szparę ktoś właśnie wsuwał białą kopertę. Niemal bezszelestnie wstałem i podszedłem do rzeźbionej deski, po czym odczekałem aż kroki dostawcy przesyłki ucichną w oddali. Kiedy to się stało podniosłem list. Zacząłem czytać adres na kopercie. Pociemniało mi przed oczami, zachwiałem się mocno i szybko przytrzymałem się komody, żeby nie upaść.
Kiedy ten stan minął, znów spojrzałem na biały papier, sądząc że mam przywidzenia, ale nic bardziej mylnego.
Pochyłym charakterem pisma był zapisany adres mojego najstarszego brata!
Mrugałem powiekami nie wierząc własnym oczom. Rozdarłem brzeg koperty i wyjąłem list.
Rzędy z pozoru nic nie znaczących cyfr, po każdej przerwie inna niesamowita kombinacja, po której rozpoznałem nasz unikalny, braterski szyfr.
Siadając przy stole sięgnąłem po długopis i notes. Po chwili paląc papierosa zacząłem odcyfrowywać wiadomość.
***
Witaj braciszku,
Mój dobry przyjaciel powiedział mi, gdzie przebywasz i dał mi ten adres.
Nie pytam nawet, co u Ciebie; bo to również wiem. Przechodząc do sedna sprawy: masz kłopoty. Lepiej wymyśl jakiś pretekst, żeby stamtąd uciec, a pomożesz nie tylko sobie.
Oderwałem wzrok od kartki i znów zaciągnąłem się dymem mrużąc oczy.
List był bardzo, ale to bardzo dziwny i nadzwyczajnie rzeczowy; jakby mój brat, Vincenzo z cudowną pomocą niewyjaśnionych zjawisk wiedział o wszystkim, co się ze mną dzieje.
Zaniepokojony, ale i zaintrygowany wróciłem do listu.
Jeśli dobrze pójdzie, być może jeszcze dzisiaj poznasz tożsamość mojego przyjaciela. Bądź czujny i nie postępuj zbyt pochopnie, Gabrielu Damonie.
Może niedługo będzie dane nam się spotkać i pogadać.
Z pozdrowieniami
Twój najstarszy brat, Vincenzo.
PS. Jeśli masz taką możliwość, spal ten list, jeśli nie, lepiej zawsze trzymaj go przy sobie.
Nie miałem zielonego pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Za nic nie potrafiłem skojarzyć, kim mógłby być przyjaciel Vincenzo. List nie zdradzał żadnego, nawet najmniejszego tropu. Giorgio, choć niezbyt mogłem mu wierzyć, również pozostawał poza kręgiem związanych z tym dziwacznym pismem.
Zupełnie nie pasował do profilu. Mój najstarszy brat, starszy ode mnie o sześć lat ciemny blondyn o szarych oczach ojca z zawodu był policjantem z wydziału kryminalnego. Poza tym G. od zawsze był pierdolonym wazeliniarzem i z upodobaniem próbował wygryźć mnie z dawnej rangi, a to (niby przypadkiem) krzyżując mi plany, a to kapując i podważając mój autorytet w obecności Trzech Łbów i będących pode mną ludzi. Był czasami jak wrzód na dupie, ale niekiedy, gdy narzekałem na nudę; gierki Giorgio były nawet całkiem zabawne.
-Szkoda, że musiałeś przypadkiem utonąć.. Czasem było naprawdę wesoło, hiszpańska kurewko- mruknąłem do siebie, czując że ktoś zza drzwi podsłuchuje. Chowając list i notes w kieszeni bluzy usłyszałem pukanie do drzwi.- Czego?.- Warknąłem głośno udając irytację.
-Wąż wzywa- odezwał się nieznany mi głos chłopaka.
-Przekaż, że idę- rzuciłem, nagle obojętnie.
Kroki odeszły i po chwili były coraz dalej.
Zupełnie nie pasował do profilu. Mój najstarszy brat, starszy ode mnie o sześć lat ciemny blondyn o szarych oczach ojca z zawodu był policjantem z wydziału kryminalnego. Poza tym G. od zawsze był pierdolonym wazeliniarzem i z upodobaniem próbował wygryźć mnie z dawnej rangi, a to (niby przypadkiem) krzyżując mi plany, a to kapując i podważając mój autorytet w obecności Trzech Łbów i będących pode mną ludzi. Był czasami jak wrzód na dupie, ale niekiedy, gdy narzekałem na nudę; gierki Giorgio były nawet całkiem zabawne.
-Szkoda, że musiałeś przypadkiem utonąć.. Czasem było naprawdę wesoło, hiszpańska kurewko- mruknąłem do siebie, czując że ktoś zza drzwi podsłuchuje. Chowając list i notes w kieszeni bluzy usłyszałem pukanie do drzwi.- Czego?.- Warknąłem głośno udając irytację.
-Wąż wzywa- odezwał się nieznany mi głos chłopaka.
-Przekaż, że idę- rzuciłem, nagle obojętnie.
Kroki odeszły i po chwili były coraz dalej.
***
-Na wezwanie Głównej Władzy, jak zawsze- rzuciłem dziesięć minut później stojąc przed Wężem.
-Nie błaznuj, Damon- odburknął Dieter, znudzonym ruchem obracając kieliszek wina na podłokietniku fotela.- Słyszałem, że policja znalazła Jeepa pod twoim ulubionym barem. Kiedy zamierzałeś zameldować, że Giorgio nie ma już wśród nas?
-A co? Chcesz ogłosić trzydniową żałobę w firmie?- Zapytałem z promiennym uśmieszkiem.
Wcale nie zamierzałem wyprowadzać Dietera z błędu. Niech sobie żyje w błogiej nieświadomości jak najdłużej.
-Dziwne, bo podobno nie znaleźli jeszcze jego ścierwa- zauważył, a mnie uśmiech zamarł na wargach. Jednak nie straciłem zimnej krwi, odpowiadając:
-Nie pomyślałeś, że G. dostał w prezencie kąpiel?- Tu spoważniałem- W Tybrze, wraz z rybkami. Znając życie po trzech dniach zniosło go gdzieś do morza- wzruszyłem ramionami.
Zapadła długa i męcząca w swojej niezręczności cisza, w której Dieter rozważał moje słowa. Położenie Whisper of the Devil wyjątkowo działało na moją korzyść, ponieważ bar był położony bardzo blisko rzeczonej rzeki, nieczęsto odwiedzany, a także stał jakby na uboczu.
-Rozumiem, że auta pozbyłeś się dla rozrywki- zauważył nagle ten głos.
-Jeszcze ciebie brakuje mi do szczęścia, Vlad- wprawnie udałem znudzenie, ale po chwili przybrałem zamyśloną minę.- Czekaj, cofam to. Właściwie chciałem cię o coś spytać na osobności- podjąłem w końcu.
-Spytać. Ciekawe- zauważył platynowowłosy.- Dobrze, kiedy skończycie rozmawiać o trupach, wpadnij do mnie- rzucił odchodząc dostojnym i jakby królewskim krokiem.
Zapadła długa i męcząca w swojej niezręczności cisza, w której Dieter rozważał moje słowa. Położenie Whisper of the Devil wyjątkowo działało na moją korzyść, ponieważ bar był położony bardzo blisko rzeczonej rzeki, nieczęsto odwiedzany, a także stał jakby na uboczu.
-Rozumiem, że auta pozbyłeś się dla rozrywki- zauważył nagle ten głos.
-Jeszcze ciebie brakuje mi do szczęścia, Vlad- wprawnie udałem znudzenie, ale po chwili przybrałem zamyśloną minę.- Czekaj, cofam to. Właściwie chciałem cię o coś spytać na osobności- podjąłem w końcu.
-Spytać. Ciekawe- zauważył platynowowłosy.- Dobrze, kiedy skończycie rozmawiać o trupach, wpadnij do mnie- rzucił odchodząc dostojnym i jakby królewskim krokiem.
Zastanawiałem się, czy nasza gra już się kończy; czy jednak dopiero się rozpoczyna...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz