niedziela, 15 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XIV: Kawałki utraconych wspomnień..

Victoria, partnerka księdza Rafaela 
Nie wiedziałam, czy chcę zawrócić i poznać przeszłość Gabriela... 
Jakieś głosy. Kroki. Cicha rozmowa. 
-Doktorze, co z nią?- Głos Rafaela był napięty ze zmartwienia.  
-To tylko osłabienie organizmu, powinna odpoczywać- odpowiedział lekarz spokojnie. 
-Dziękuję, doktorze. 
Potem znów odpłynęłam. 

Drugi raz to samo rozwidlenie i lewa odnoga z wiadomą tabliczką. 
Bardzo długo stałam w miejscu, bo bałam się tego, co mogłabym tam zobaczyć. Poza tym zastanawiałam się, dlaczego Gabriel robił to, co robił. 
Z wahaniem spojrzałam w ciemny korytarz prowadzący do jego wspomnień i wreszcie postanowiłam nim pójść...
Zapłonęły pochodnie i ujrzałam korytarz. Ściany i podłogę pokrywały różne odcienie czerwieni, zlewając się ze sobą. Żadnych jego zdjęć na ścianach. Zamiast nich obrazy i inne dzieła sztuki, a także walające się wszędzie pieniądze i drogocenne kamienie oraz różnorodna biżuteria i... 
Naboje i łuski po nich. 
Mój strach wzmógł się. Wtedy na okrągłym stoliku po prawej zobaczyłam małą ramkę ze zdjęciem. Przedstawiało Gabriela stojącego za krzesłem z wysokim oparciem i podłokietnikami, na którym siedziała biuściasta, czarnowłosa kobieta o stalowych oczach. Oboje z poważnym wyrazem twarzy i chłodnym spojrzeniem. 
Wtedy odskoczyłam gwałtownie. Ramka stanęła w płomieniach. Zaczęło się dymić i po jakimś czasie zdjęcie zmieniło się w kupkę popiołu; który ułożył się w napis: 
Zawróć. Nie chcesz nic o mnie wiedzieć. 
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Przeciwnie- powiedział szeptem Jej głos. 
Otworzyłem szybko oczy, ale powieki były niesamowicie ciężkie. Z trudem opierałem się przemożnej chęci zaśnięcia, ale w końcu powieki same opadły, a mnie ogarnęła nicość.

Stała przy stoliku, na którym popioły układały się w słowa: Zawróć. Nic nie chcesz o mnie wiedzieć. Zanim zdążyłem pomyśleć, co się dzieje, drobinki przesunęły się i ułożyły słowa:
Stoję tuż za tobą, Vix.. 
Stojąca do mnie plecami popielatowłosa wyprostowała się i stanęła w kompletnym bezruchu. 
-Kim jest kobieta ze zdjęcia?- Zapytała mnie cicho. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela
-Jakie to ma znaczenie, skoro już jest martwa?- Zapytał bez emocji w głosie. 
-Dla mnie ma- nie chciałam pokazywać po sobie, że byłam o niego zazdrosna.- Właściwie jakim cudem tu jesteś?- Wydało mi się to bardzo ważne. 
-Chyba zasnąłem- wzruszył ramionami. Odwróciłam się i spojrzałam nań. Chyba zauważył w moich oczach pytanie, bo dodał- nie zabiją mnie, póki na coś im się przydam; a ja.. Dobrze gram swoją rolę- oznajmił z zawziętą miną. 
Miałam do niego wiele pytań, a wobec niego sporo wątpliwości i, choć czułam, że nie powinnam się go bać... W głębi serca pozostała jakaś iskierka nieufności. 
-Co chcesz przez to powiedzieć?- Zapytałam ostrożnie i odwracając się, chciałam iść dalej, lecz postąpił dwa kroki i znów zwrócił mnie ku sobie. 
-Na tej stacji. Wiedziałem, gdzie jesteś- odezwał się powoli.- Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale czuję coś.. Bardzo dziwnego- ujął po krótkiej chwili marszcząc czoło.- Ten facet... Vlad.. To przez niego Hydra cię szuka.. 
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Facet? Jak wygląda?- Zapytała szybko. 
Przysunąłem ją bardzo blisko siebie i obejmując ramieniem popatrzyłem w jej srebrne oczy. 
Korytarz rozmył się i zniknął, a jego miejsce zajął hol "Pieczary". 


-Dokąd to, zdrajco?- Zapytał o świcie Giorgio. 
-Nie mam aresztu domowego, poza tym nie muszę ci się tłumaczyć, hiszpańska kurewko- odparło moje odbicie bezczelnie. 
-Ty śmieciu...!- Zasyczał nie skrywając  pogardy. 
-Dosyć- odezwał się Ten głos. 
Giorgio usunął się z przejścia na bok i ukłonił się chyląc głowę. Mój klon zaraz podszedł za jego przykładem i schylił głowę jak najniżej. 
-Pokaż się, nowy. Chcę zobaczyć twoją twarz- oznajmił "nieznajomy" władczym tonem. 
Gabriel numer dwa bardzo powoli podniósł głowę i spojrzał mu hardo w oczy. Tamten bez słowa zmierzył go wzrokiem oczu w barwie płynnego srebra od góry do dołu. 
-Wyglądasz jak łachudra- skwitował przyglądając się podejrzliwie drugiemu mnie.
-Czy my się już przypadkiem nie spotkaliśmy?- Zapytałem przymilnie.
Dostałem w mordę.
-Cóż, spodziewałem się milszego powitania po powrocie- zauważyłem "tamten ja" wyluzowanym tonem.
-Zamknij się, Damon!- Zasyczał Giorgio.
Podciąłem mu nogi, a kiedy wylądował na podłodze obłożyłem go kilkoma kopniakami.
-Nie muszę cię słuchać. Nie zapominaj, że kiedyś byłem wyżej od ciebie, hiszpańska kurewko.
-Zostaw nas samych, Giorgio- oznajmił głos platynowowłosego mężczyzny.
G pozbierał się z podłogi i odszedł, jakby uciekał od tego faceta.
-Wszyscy tutaj się mnie boją. Wszyscy, prócz ciebie- zauważył miażdżąc mnie wzrokiem.
-Niby z jakiego powodu miałbym się ciebie bać? Jesteś Bogiem? Diabłem..?- Uśmiechnąłem się kpiąco.- Wybacz: nie boję się ani jednego, ani drugiego- dodałem spokojnie.
-Doprawdy?- Zapytał zbliżając twarz do mojej. Nie cofnąłem się ani o milimetr, czym chyba sprawiłem mu duże rozczarowanie.- Zastanawiające, że nie ma w tobie ni krztyny strachu- skomentował zamyślony.
-Nie boję się nikogo, kogo mógłbym zabić- odparłem dumnie, choć chciało mi się rzygać na myśl o swoim dawnym życiu.
-Jesteś pewien, że mógłbyś mnie zabić?- Lewy kącik jego warg powędrował delikatnie w górę. 
Usłyszałem cichy jęk. Victoria cofnęła się na miękkich kolanach z wyrazem bezgranicznego szoku na twarzy. 
-T-ttt-to O-OO-On..- Wyszedł z jej ust wibrujący strachem półgłos. Podtrzymałem ją w pionie, zanim osunęła się na podłogę.- O-o-on-n m-m-mi s-s-s-się ś-ś-ś-śni...- zaczęła się jąkać. 
Przytuliłem mocno Victorię, żeby pokazać jej, że może czuć się przy mnie komfortowo i bezpiecznie.. Podniosłem jej twarz, żeby nic jej nie rozpraszało. By patrzyła tylko na mnie. 
-Obiecaj, że cokolwiek się stanie, nigdy we mnie nie zwątpisz- powtórzyłem tamte słowa patrząc w te pełne ciepła i dobroci tęczówki. 
-Nie wiem, czy mogę obdarować cię zaufaniem- odparła pełna niepewności, odwracając oczy. 
Rozumiałem jej obawy. Nawet najbardziej ufna osoba czasem waha się zaufać takiej osobie, jak ja. Kłamcy i poszukiwanemu przez policję mordercy. 
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Znów wróciliśmy do szkarłatnego korytarza. 
Stałam tuż przy nim, czując w piersiach spokojne uderzenia jego serca, a Gabriel zrobił coś, co zbiło mnie z tropu. 
-Spójrz na mnie- poprosił cicho trzymając lekko mój podbródek. Po chwili ciszy spełniłam jego prośbę. 
Te zielone oczy patrzące na mnie zza ściętej na ukos grzywki płonęły niezidentyfikowanym przeze mnie uczuciem. Poważna twarz nie wyglądała jak maska- przeciwnie: pełna była szczerych intencji. 
-Chcesz poznać, kim kiedyś byłem?. W porządku, ale ostrzegam: możesz zacząć się mną brzydzić. Znienawidzić za to, co robiłem- powiedział z porażką.- Trudno, jakoś to wytrzymam- odsunął się kilka kroków i spojrzał na spopieloną fotografię smutno.- To był poprzedni Wąż. Miała na imię Leah i kiedyś- jego głos zadrżał- naprawdę bardzo ją kochałem, ale ona była podłą i okrutną kobietą... 
Jego postawa uległa zmianie: stał zgarbiony i pełen rezygnacji, a w jego oczach pełno było cierpienia i goryczy. 
-Kiedy to wszystko się skończy, sam pójdę na najbliższy komisariat- powiedział chcąc odwrócić się i odejść, ale rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go delikatnie w usta. 
Gabriel, zwany Uczniakiem
Wprost wskoczyła na mnie i zarzucając mi ręce na barki splotła je, równocześnie obejmując nogami moje biodra pocałowała mnie! 
-Nie rób tego, Gabriel- Victoria patrzyła na mnie zmartwiona. Patrzyłem na nią bezgranicznie zdumiony. 
-Dlaczego?- Zapytałem wstrząśnięty jej słowami. 
-Dlatego- kolejny pocałunek. Tym razem dłuższy, bardziej namiętny i pełen różnych uczuć, aż poczułem, jak wprost do serca wkradły mi się płomienie, które buchnęły gorącem, a potem...
Potem po prostu się obudziłem i wróciłem do szarej i ponurej rzeczywistości oraz niebezpiecznej gry z Vladem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz