***
Nastoletni chłopak siedział przy biurku i czytał książkę. Przed nim leżały zeszyt i kilka przyborów szkolnych.
Pod prawym okiem był widoczny purpurowy siniec, a jego twarz pełna była powagi.
-Po cholerę mi była ta głupia bójka?- Mruknął pod nosem z pretensją do siebie.
-Właśnie, po co biłeś się z tym idiotą? Mogłeś pokazać, że masz o połowę więcej mózgu, niż on- zauważył burkliwy ton z boku.
Na łóżku leżał jakiś starszy chłopaczyna zręcznie podrzucając i łapiąc kulkę.
-Rzeczywiście śmieszne, Joseph- prychnął brązowowłosy z irytacją.
-Wcale- zaprzeczył Joseph- jak tak dalej pójdzie, to stracisz jeszcze pare ząbków.
-To podniosę gardę- odpowiedział chłopak o bladoniebieskich oczach, a jego kolega parsknął śmiechem.
-Zawsze masz na wszystko odpowiedź; Rafael- stwierdził z ironią.
Rafael uśmiechnął się kpiąco.
-Znalazł się: Wujek Dobra Rada- prychnął wracając do książki.- Po co mi w ogóle francuski? I tak nigdy tam nie trafię- zauważył.
-Po prostu nie cierpisz siostry Klary. Myśl bardziej pozytywnie- Joseph bez ostrzeżenia rzucił w kolegę kulką. Barczysty szybkim ruchem złapał pocisk, nie odrywając oczu od tomu.
-W sumie z siostry Klary jest niezła szprycha-stwierdził powoli siedzący przy biurku.- Brałbym- zarechotał paskudnie chłopak.
-Najpierw musiałbyś ją dogonić. Bardzo szybko biega, a ty z ćwiczeniami na bakier jesteś- roześmiał się tamten.- Poza tym, zanim dostałbyś się do pieroga, zdążyłbyś się zmachać.
Obaj spojrzeli na siebie i zaczęli rżeć.
-Poprawił ci się humor, Rafael?- Zapytał niespodziewanie kobiecy głos.
Obaj spojrzeli na nią, a Rafael rzucił:
-Jest i gwiazda wieczoru- oznajmił wymownie; a Joseph z trudem stłumił cisnący się na usta uśmieszek.- Właśnie zastanawiałem się, jakiego siostra ma pieroga- odparł patrząc jej prosto w oczy.
Twarz zakonnicy stężała w wyrazie głębokiego zdumienia i po chwili, gdy domyśliła się, o co chodzi, jej lico pokryło się purpurą.
-Jesteś ordynarny!- Fuknęła nagle rozzłoszczona.
-Dziękuję za komplement- odpowiedział nastolatek zupełnie niezrażony, a zakonnica sięgnęła po szpicrutę, ale zanim zdążyła wykonać karę, Rafael zrobił unik i wyskoczył oknem.
Podbiegłam do okna i wraz z siostrą wyjrzałam wychylając się.
Brunet o bladoniebieskich tęczówkach, stojąc na dole pomachał zaskoczonej zakonnicy i ruszył biegiem w stronę płotu, za którym po chwili zniknął.
Zdecydowałam się przejść kolejne drzwi...
Za nimi stał młody mężczyzna w sutannie i poprawiając koloratkę patrzył w lustro.
-Ty naprawdę zwariowałeś- odezwał się przystojny facet.
-Może i zwariowałem, Joseph- przytaknął zamyślonym tonem o wiele młodszy Rafael, odgarniając grzywkę z oczu.
-Obciąłbyś się w końcu: wyglądasz jakbyś wylazł spod łóżka- zauważył z niezadowoleniem jego przyjaciel.
-Spadaj na drzewo. Jestem przystojny i seksowny- oznajmił dumnie młodzik w sutannie.
-I tak, jako ksiądz nikogo nie przelecisz- odciął się wesoło tamten.- Człowieku... Tyle lasek przejdzie ci koło nosa- dodał z rozmarzeniem.
-A, co jeśli wolę facetów?- Zapytał z niepokojącym zaciekawieniem Rafael.
Joseph zbladł i cofnął się lekko z rozchylonymi ustami i dziwnym wyrazem oczu.
-Ocipiałeś??- Wychrypiał totalnie przestraszony, a Rafael odwrócił się i wybuchnął wesołym śmiechem.
-Znowu cię wkręciłem- rzucił tryumfalnie.- A tak ogólnie co do lasek: mam na parafii pięknego skowronka: nowicjuszka, lat dwadzieścia parę, ma to i tamto- pokazał wymownie kobiece kształty- nawet ją lubię, bo strasznie wygadana- przewrócił oczami.
-Teraz to możesz sobie pomarzyć, księżulku- Joseph wyszczerzył się w uśmiechu, a właściciel bladoniebieskich oczu odwzajemnił uśmieszek.
-Muszę to zobaczyć, bo ci nie uwierzę, żartownisiu- rzucił jego rozmówca i ruszyli do następnego pokoju.
Tam nie było już Josepha.
Zimny i ponury jesienny wieczór. Wierni tłumnie opuszczali kościół.
Ksiądz proboszcz wychodził jako ostatni. Zamykając wrota świątyni zwrócił na coś uwagę. Była to zziębnięta dziewczyna w poszarpanych ubraniach i tylko jednym bucie.
Rozpoznałam ten kościół i cofnęłam się gwałtownie wpadając na jakiś słup w tym swoistym krajobrazie wspomnień...
-To podniosę gardę- odpowiedział chłopak o bladoniebieskich oczach, a jego kolega parsknął śmiechem.
-Zawsze masz na wszystko odpowiedź; Rafael- stwierdził z ironią.
Rafael uśmiechnął się kpiąco.
-Znalazł się: Wujek Dobra Rada- prychnął wracając do książki.- Po co mi w ogóle francuski? I tak nigdy tam nie trafię- zauważył.
-Po prostu nie cierpisz siostry Klary. Myśl bardziej pozytywnie- Joseph bez ostrzeżenia rzucił w kolegę kulką. Barczysty szybkim ruchem złapał pocisk, nie odrywając oczu od tomu.
-W sumie z siostry Klary jest niezła szprycha-stwierdził powoli siedzący przy biurku.- Brałbym- zarechotał paskudnie chłopak.
-Najpierw musiałbyś ją dogonić. Bardzo szybko biega, a ty z ćwiczeniami na bakier jesteś- roześmiał się tamten.- Poza tym, zanim dostałbyś się do pieroga, zdążyłbyś się zmachać.
Obaj spojrzeli na siebie i zaczęli rżeć.
-Poprawił ci się humor, Rafael?- Zapytał niespodziewanie kobiecy głos.
Obaj spojrzeli na nią, a Rafael rzucił:
-Jest i gwiazda wieczoru- oznajmił wymownie; a Joseph z trudem stłumił cisnący się na usta uśmieszek.- Właśnie zastanawiałem się, jakiego siostra ma pieroga- odparł patrząc jej prosto w oczy.
Twarz zakonnicy stężała w wyrazie głębokiego zdumienia i po chwili, gdy domyśliła się, o co chodzi, jej lico pokryło się purpurą.
-Jesteś ordynarny!- Fuknęła nagle rozzłoszczona.
-Dziękuję za komplement- odpowiedział nastolatek zupełnie niezrażony, a zakonnica sięgnęła po szpicrutę, ale zanim zdążyła wykonać karę, Rafael zrobił unik i wyskoczył oknem.
Podbiegłam do okna i wraz z siostrą wyjrzałam wychylając się.
Brunet o bladoniebieskich tęczówkach, stojąc na dole pomachał zaskoczonej zakonnicy i ruszył biegiem w stronę płotu, za którym po chwili zniknął.
Zdecydowałam się przejść kolejne drzwi...
Za nimi stał młody mężczyzna w sutannie i poprawiając koloratkę patrzył w lustro.
-Ty naprawdę zwariowałeś- odezwał się przystojny facet.
-Może i zwariowałem, Joseph- przytaknął zamyślonym tonem o wiele młodszy Rafael, odgarniając grzywkę z oczu.
-Obciąłbyś się w końcu: wyglądasz jakbyś wylazł spod łóżka- zauważył z niezadowoleniem jego przyjaciel.
-Spadaj na drzewo. Jestem przystojny i seksowny- oznajmił dumnie młodzik w sutannie.
-I tak, jako ksiądz nikogo nie przelecisz- odciął się wesoło tamten.- Człowieku... Tyle lasek przejdzie ci koło nosa- dodał z rozmarzeniem.
-A, co jeśli wolę facetów?- Zapytał z niepokojącym zaciekawieniem Rafael.
Joseph zbladł i cofnął się lekko z rozchylonymi ustami i dziwnym wyrazem oczu.
-Ocipiałeś??- Wychrypiał totalnie przestraszony, a Rafael odwrócił się i wybuchnął wesołym śmiechem.
-Znowu cię wkręciłem- rzucił tryumfalnie.- A tak ogólnie co do lasek: mam na parafii pięknego skowronka: nowicjuszka, lat dwadzieścia parę, ma to i tamto- pokazał wymownie kobiece kształty- nawet ją lubię, bo strasznie wygadana- przewrócił oczami.
-Teraz to możesz sobie pomarzyć, księżulku- Joseph wyszczerzył się w uśmiechu, a właściciel bladoniebieskich oczu odwzajemnił uśmieszek.
-Muszę to zobaczyć, bo ci nie uwierzę, żartownisiu- rzucił jego rozmówca i ruszyli do następnego pokoju.
Tam nie było już Josepha.
Zimny i ponury jesienny wieczór. Wierni tłumnie opuszczali kościół.
Ksiądz proboszcz wychodził jako ostatni. Zamykając wrota świątyni zwrócił na coś uwagę. Była to zziębnięta dziewczyna w poszarpanych ubraniach i tylko jednym bucie.
Rozpoznałam ten kościół i cofnęłam się gwałtownie wpadając na jakiś słup w tym swoistym krajobrazie wspomnień...
Rafael J. White
-Nasze pierwsze spotkanie- wyszeptała ochryple, a w jej srebrnych tęczówkach zgromadziły się łzy.
Zamarłem w bezruchu z otwartą gębą i pełnym zmartwienia wzrokiem utkwionym w Vix.
Dziewczyna nagle niebezpiecznie przechyliła się w prawo. Zerwałem się i okrążając stół złapałem i wziąłem ją na ręce.
Victoria partnerka księdza Rafaela
W tym momencie wszystko uległo zmianie. Obraz zaczął śnieżyć jak zepsuty telewizor. Kiedy wrócił do normy, obejmujący dawną mnie Rafael, obdarował mnie pocałunkiem...
Wszystko zaczęło się rozmywać aż stało się pozbawioną konturów, wielobarwną plamą i zniknęło zupełnie.
Przede mną stał platynowowłosy mężczyzna z moich sennych koszmarów, z oczami identycznego koloru, jak moje.
-Chcesz ujrzeć przeszłość drugiego ukochanego?- Zapytał przesłodzonym tonem.
Rafael J. White
-Zostaw mnie... Kim jesteś i dlaczego mi to robisz?! Czego chcesz?!- Zapytała rozzłoszczonym tonem, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Po dłuższej chwili mrugnęła powiekami i spojrzała na mnie oszołomiona i półprzytomna.
-Ra..fa..el- zaczęła świszczącym szeptem, a potem straciła przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz