Victoria, partnerka księdza Rafaela
W mojej głowie ostrożnie przeszłam próg zamczyska i zaczęłam zwiedzanie. Długi korytarz wyłożony perskim dywanem nagle rozświetlił blask pochodni po obu stronach. Zajrzałam do każdej z komnat, ale zupełnie nic nie wydawało mi się znajome, aż doszłam do rozwidlenia z dwiema tabliczkami. Lewą podpisano: Gabriel Damon Borgia, a drugą Rafael J. White.
O co tu chodzi?- Przemknęło mi przez myśl, gdy zastanawiałam się dokąd iść dalej. Wreszcie po długich minutach niepewności zdecydowałam się wybrać prawą odnogę.
Tutaj podłogę pokrywał wypolerowany biały kamień, a na ścianach, prócz pochodni w uchwytach wisiało sporo fotografii posiniaczonego małego chłopca z podpisem: trudne i smutne dzieciństwo.
Rafael nigdy nie mówił o sobie zbyt wiele. Dlatego zwiedzałam poszczególne komnaty z tłukącym się w piersi sercem...
O co tu chodzi?- Przemknęło mi przez myśl, gdy zastanawiałam się dokąd iść dalej. Wreszcie po długich minutach niepewności zdecydowałam się wybrać prawą odnogę.
Tutaj podłogę pokrywał wypolerowany biały kamień, a na ścianach, prócz pochodni w uchwytach wisiało sporo fotografii posiniaczonego małego chłopca z podpisem: trudne i smutne dzieciństwo.
Rafael nigdy nie mówił o sobie zbyt wiele. Dlatego zwiedzałam poszczególne komnaty z tłukącym się w piersi sercem...
***
Weszłam do kolejnej, a tam...
Pełno walających się butelek po alkoholu. Kłótnia i pijackie wrzaski, a wśród tego wszystkiego chłopiec ze zdjęć w korytarzu. Z podbitym okiem i poszarpanymi ubraniami.
-Znowu to samo- powiedział cicho zrezygnowanym tonem i przeszedł drzwiami do pokoju obok. Ruszyłam za nim.
Tutaj chłopiec był już nieco starszy, mógł mieć około ośmiu lub dziewięciu lat. Wszystko pokrywała czerń, a w oddali jasniało jakieś światło.
Sklep.
Dziecko skradając się zajrzało dyskretnie przez szybę i skakało przez chwilę oczami za ludźmi zza lady z zaciętą miną. Przez chwilę w jego oczach odbiła się niepewność, ale zniknęła natychmiast, gdy usłyszałam burczenie świadczące, że umierał z głodu.
-Nie mam wyjścia- wyszeptał i wszedł do środka.
Z nosem przyklejonym do szyby obserwowałam, jak malec przemyka między ludźmi, a jego zwinne palce kradną. Za starą i spłowiałą kurtką, w której pełno było łat zniknął właśnie mały Bochenek chleba, gdy jedna z ekspedientek odezwała się do chłopca. Ten nagle zamarł w bezruchu z przerażeniem w oczach i po sekundzie pędem uciekł ze sklepu.
Zaszył się w jakiejś ciemnej uliczce i ukrywając się za starą szopą przełamał chleb i siadając na cemencie zaczął jeść.
Obserwując go nie wiedziałam, czy bardziej czuję złość na jego rodziców, czy smutek i litość wobec niewinnego dziecka.
Kilka drzwi i chłopców później...
Brązowowłose dziecko o bladoniebieskich tęczówkach czaiło się za ceglanym budynkiem i zaglądało przez okno.
Chłopiec stojąc na palcach poślizgnął się i upadając na oblodzone schody nabił sobie guza i rozciął wargę. Powoli i niezdarnie pozbierał się z ziemi i splunął krwią i wybitym zębem, po czym znów zaczął wlepiać wzrok we wnętrze budynku.
Sama zajrzałam przez szybę.
Kobiety w różnym wieku krzątały się po kuchni, przygotowując posiłek. Wszystkie ubrane w czarne...
Habity.
Siostry zakonne.
Wszedł i przeszedłszy chyłkiem obok kuchni, zakradł się do spiżarni. W kompletnej ciemności ukradł trochę jedzenia i już miał uciec, gdy- aż zasłoniłam dłońmi usta- został przyłapany przez jedną z zakonnic... torba pełna artykułów spożywczych z trzaskiem wypadła mu z rąk. Cofnął się gwałtownie i chciał ratować się ucieczką, ale ciemnooka starsza kobieta zatrzymała go i...
Wzięła mocno w ramiona.
Przez chwilę usiłował się jej wyrwać, ale szepnęła coś i przestał. Odsunął się od siostry, patrząc na nią nieufnie rozczochrany, brudny, zakrwawiony i podrapany oraz posiniaczony.
-Kto ci to zrobił, dziecko?- Zapytała łagodnie, a dzieciak wzdrygnął się.
-Kogo to obchodzi?- Odszczeknął się niespotykanie ostrym tonem, odsuwając się szybko.
-Mnie- oznajmiła zakonnica ze zmartwioną miną.- Obchodzi mnie głodne i poranione dziecko; które kradnie- już otwierał usta, by coś odpowiedzieć- żeby przeżyć.
Zamknął buzię i odwrócił wzrok, wbijając go w deski podłogi. W jego twarzy nie było widać żadnych uczuć.
Milczał zaciskając wargi w sztywnej pozycji, spięty i jakby przygotowany do ucieczki.
-Dziś zostaniesz tutaj.. Jak masz na imię?- Zakonnica próbowała zdobyć zaufanie chłopca.
-Rafael- odezwał się w końcu z niechęcią.
Pełno walających się butelek po alkoholu. Kłótnia i pijackie wrzaski, a wśród tego wszystkiego chłopiec ze zdjęć w korytarzu. Z podbitym okiem i poszarpanymi ubraniami.
-Znowu to samo- powiedział cicho zrezygnowanym tonem i przeszedł drzwiami do pokoju obok. Ruszyłam za nim.
Tutaj chłopiec był już nieco starszy, mógł mieć około ośmiu lub dziewięciu lat. Wszystko pokrywała czerń, a w oddali jasniało jakieś światło.
Sklep.
Dziecko skradając się zajrzało dyskretnie przez szybę i skakało przez chwilę oczami za ludźmi zza lady z zaciętą miną. Przez chwilę w jego oczach odbiła się niepewność, ale zniknęła natychmiast, gdy usłyszałam burczenie świadczące, że umierał z głodu.
-Nie mam wyjścia- wyszeptał i wszedł do środka.
Z nosem przyklejonym do szyby obserwowałam, jak malec przemyka między ludźmi, a jego zwinne palce kradną. Za starą i spłowiałą kurtką, w której pełno było łat zniknął właśnie mały Bochenek chleba, gdy jedna z ekspedientek odezwała się do chłopca. Ten nagle zamarł w bezruchu z przerażeniem w oczach i po sekundzie pędem uciekł ze sklepu.
Zaszył się w jakiejś ciemnej uliczce i ukrywając się za starą szopą przełamał chleb i siadając na cemencie zaczął jeść.
Obserwując go nie wiedziałam, czy bardziej czuję złość na jego rodziców, czy smutek i litość wobec niewinnego dziecka.
Kilka drzwi i chłopców później...
Brązowowłose dziecko o bladoniebieskich tęczówkach czaiło się za ceglanym budynkiem i zaglądało przez okno.
Chłopiec stojąc na palcach poślizgnął się i upadając na oblodzone schody nabił sobie guza i rozciął wargę. Powoli i niezdarnie pozbierał się z ziemi i splunął krwią i wybitym zębem, po czym znów zaczął wlepiać wzrok we wnętrze budynku.
Sama zajrzałam przez szybę.
Kobiety w różnym wieku krzątały się po kuchni, przygotowując posiłek. Wszystkie ubrane w czarne...
Habity.
Siostry zakonne.
Wszedł i przeszedłszy chyłkiem obok kuchni, zakradł się do spiżarni. W kompletnej ciemności ukradł trochę jedzenia i już miał uciec, gdy- aż zasłoniłam dłońmi usta- został przyłapany przez jedną z zakonnic... torba pełna artykułów spożywczych z trzaskiem wypadła mu z rąk. Cofnął się gwałtownie i chciał ratować się ucieczką, ale ciemnooka starsza kobieta zatrzymała go i...
Wzięła mocno w ramiona.
Przez chwilę usiłował się jej wyrwać, ale szepnęła coś i przestał. Odsunął się od siostry, patrząc na nią nieufnie rozczochrany, brudny, zakrwawiony i podrapany oraz posiniaczony.
-Kto ci to zrobił, dziecko?- Zapytała łagodnie, a dzieciak wzdrygnął się.
-Kogo to obchodzi?- Odszczeknął się niespotykanie ostrym tonem, odsuwając się szybko.
-Mnie- oznajmiła zakonnica ze zmartwioną miną.- Obchodzi mnie głodne i poranione dziecko; które kradnie- już otwierał usta, by coś odpowiedzieć- żeby przeżyć.
Zamknął buzię i odwrócił wzrok, wbijając go w deski podłogi. W jego twarzy nie było widać żadnych uczuć.
Milczał zaciskając wargi w sztywnej pozycji, spięty i jakby przygotowany do ucieczki.
-Dziś zostaniesz tutaj.. Jak masz na imię?- Zakonnica próbowała zdobyć zaufanie chłopca.
-Rafael- odezwał się w końcu z niechęcią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz