sobota, 14 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XIV: Kawałki utraconych wspomnień..

Pearl postawiła przed nami trunki, ale była tak zapatrzona na Giorgio, że dostaliśmy je w odwrotnej kolejności: przed nim wylądował absynt, a przede mną whisky.
-Zgoda- przemówił w końcu poważnie, wiedząc że do Hydry już nie może wrócić.
-Myślałem, że będziesz chciał się z tym przespać- zauważyłem tym razem szczerze zdziwiony.
Giorgio upił łyk absyntu i zaklął.
-Jak ty możesz pić to paskudztwo? Gdzie moje whisky?- Zwrócił się do barmanki, która wlepiając w niego maślany wzrok totalnie odleciała.
-Och, przepraszam bardzo- wypaliła nerwowo Pearl- już niosę...- dodała znikając.
Kilkanaście minut później przed nami stanęły dwie butelki (w jednej Zielona Wróżka, a w drugiej whisky) oraz szklaneczka tego drugiego alkoholu, która wylądowała przed G. Barmanka zabrała niedopity absynt i zaraz postawiła przede mną nowy, po czym, mówiąc, że wszystko na koszt firmy czmychnęła za bar, jak szara myszka.
-I tak od dawna nie mieszkam w Pieczarze- zauważył używając wewnętrznej nazwy Domu organizacji.- Zanim znów się zjawiłeś, Kate próbowała wyniuchać, gdzie przesiaduję i podłożyła mi GPS- przez jego twarz przemknął ironiczny grymas- ale dzięki mojej przebiegłości Hydra do teraz nie wie, gdzie mieszkam.
-Przebiegłość pierwsza klasa- zaszydziłem- ciekawe, co zrobiłeś z autem.
-Może kiedyś się dowiesz- odparł z tajemniczym uśmieszkiem i podnosząc szkło przechylił je do ust.
W tym momencie usłyszeliśmy potężny wybuch. Zaskoczony wyjrzałem przez okno w samą porę, by ujrzeć toczące się chodnikiem koło samochodu.
-No właśnie- skomentował jak gdyby nigdy nic, wsuwając do kieszeni Przypinkę Egzekutora.- Odezwę się, za trzy dni- oznajmił szykując się do odejścia. Założył kaptur i zasłonił twarz czarnym szalem, po czym chowając flaszkę bursztynowego napoju wyszedł z baru.
***
Wysadził własnego Jeepa... 
To tak, jakby ułatwiał mi zadanie; ale dlaczego właściwie to zrobił? Czy naprawdę można było mu zawierzyć? Nie zdradziłby? 
Tak serio nie miałem pojęcia, kim w sumie jest Giorgio i, czy w ogóle tak właśnie się nazywa. Tamtego dnia tylko stał przyglądając się, jak mój ojciec... 
Szybko odepchnąłem to okropne wspomnienie i polałem kolejną setkę absyntu. Co chciał przez to wszystko osiągnąć? Kim był i dlaczego wtedy tak dziwnie patrzył na Victorię? 
Czy kiedykolwiek się tego dowiem...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz