-Gabriel- przełknął kilka łyków chłodnej wody i spojrzał na mnie jakby go piorun strzelił.
-Powiedz mi prawdę- odpowiedziałem z determinacją i chwytając go za ramiona potrząsnąłem szarookim.
W milczeniu poczekał aż się uspokoję i przestanę nim tarmosić.
-Skąd w ogóle przyszły ci do głowy takie głupoty?- Zapytał przyciągając mnie za bary.- Jesteśmy braćmi... Zawsze nimi byliśmy, więc coś ty sobie ubzdurał??- Zapytał autentycznie zdumiony Vincenzo, a jego szare oczy rozszerzało olbrzymie zdumienie.
-Chcę znać całą prawdę, więc przestań mydlić mi oczy!- Warknąłem rozzłoszczony.
Vincenzo wstał z łóżka i stanął tuż przede mną. Zdziwienie na jego twarzy zastąpiły zmarszczone brwi i ściągnięte blade policzki oraz zaciskające się w równym tempie szczęki i opuszczone do boków dłonie, po których rozpoznałem jego gniew.
Rafael J. White
-Jesteśmy i zawsze byliśmy rodzonymi braćmi- oznajmił przez zaciśnięte zęby i odpychając Gabriela na bok, wziął z szafki nocnej kaburę z bronią i odznakę. Przechodząc przez pokój zabrał kluczyki od swojego Forda, po czym wyszedł z domu.Zielonooki patrzył za nim w milczeniu.
-A może to mnie po prostu odbija? - Zapytał w końcu samego siebie cicho siadając spowrotem na fotelu pokrytym fioletową kapą obszytą frędzlami i podparł czoło na ręku.
W tamtej chwili wyglądał na strasznie zagubionego, jakby jego życie od kiedy dołączył do "Księży Judasza" strasznie się skomplikowało. Sam nie wiedziałem, czy naprawdę miewa owe "zaniki pamięci"; czy to tylko zwykła wymówka.
Wtedy to znów się stało. Gabriel powoli podniósł głowę, a jego promieniste zielone tęczówki znów zastąpiły bezdenne oczy w barwie szafiru.
Nagle zerwał się i wybiegł z domu za Vincenzo, który był już niedaleko policyjnego radiowozu.
Staranował ciemnego blondyna i obaj przekulali się za niski murek. W tej samej chwili nastąpił potężny wybuch, a ja w ostatnim momencie zdążyłem usunąć się z zasięgu rażenia szczątków wozu. Niemal tuż obok mnie wylądował popękany reflektor.
Dostrzegłem jak Vincenzo odsuwa się przodem od Gabriela o szafirowych oczach.
-To jego sprawka- powiedział Gabriel zupełnie innym, niż jego standardowy przyjemnie zachrypły ton. Ten głos był zgoła odmienny: nadal niski, choć głęboki i melodyjny.
-Jego, czyli czyja; Gabriel?- Zapytałem zaskoczony jego nagłą zmianą osobowości.
Te bezdenne, ciemnoniebieskie oczy spojrzały na mnie, ale Gabriel nie odezwał się do mnie więcej.
-Biorę samochód- zwrócił się do Vincenzo wyjmując mu kluczyki z palców, po czym wsiadł do stalowego Forda i odjechał.
***
Półtorej godziny później. Vincenzo siedząc przy kuchennym stole opierał dłonie na kubku w czarne wzorki wypełnionym kawą.
-Raz już to widziałem- powiedział drżącym z nerwów głosem szarooki wpatrując się w czarny napój.
-Wiedziałeś o tych "zanikach pamięci"?- Zdziwiłem się.
Skinął głową.
-Ojciec dawno temu kazał mi obiecać, że Gabriel o niczym się nie dowie- oznajmił. Drżącą ręką podniósł kubek i napił się kawy.- Wcześniej zdarzało się to raz na kilka lat.. Nawet ojciec nie wie, skąd się to wzięło..
-Naprawdę jesteś jego bratem?- Sam nie do końca wiedziałem, czy mogę mu wierzyć.
-Najstarszym- potwierdził Vincenzo cicho.- Wiele razy chciałem mu o tym powiedzieć...
-On powinien wiedzieć- powiedziałem z naciskiem opierając się tyłem o kuchenny blat.
Usłyszałem nieznajome kroki i bez wahania wyrzuciłem zza rękawa bluzy kołek i rozkładając go przygotowałem się do obrony. Wolałem być przygotowanym na każdą ewentualność.
W drzwiach stanął ten drugi, który nie reagował na imię Gabriel. Obaj spojrzeliśmy nań nie wiedząc; czy owo alter ego Gabriela jest godne zaufania.
-"W Imieniu Najwyższego Boga; uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia."- Gabriel w swoim normalnym stanie nie znał naszego motto.
-Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz: jeśliś grzesznikiem- sam do Piekła wrócisz"- odpowiedziałem resztę zaskoczony, zastanawiając się, co jeszcze wyniknie z tej przypadkowej znajomości...
Usłyszałem nieznajome kroki i bez wahania wyrzuciłem zza rękawa bluzy kołek i rozkładając go przygotowałem się do obrony. Wolałem być przygotowanym na każdą ewentualność.
W drzwiach stanął ten drugi, który nie reagował na imię Gabriel. Obaj spojrzeliśmy nań nie wiedząc; czy owo alter ego Gabriela jest godne zaufania.
-"W Imieniu Najwyższego Boga; uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia."- Gabriel w swoim normalnym stanie nie znał naszego motto.
-Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz: jeśliś grzesznikiem- sam do Piekła wrócisz"- odpowiedziałem resztę zaskoczony, zastanawiając się, co jeszcze wyniknie z tej przypadkowej znajomości...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz