czwartek, 19 grudnia 2019

Watashi no Akuma Rozdział XVI: Krwawa Plaga

Rafael poderwał głowę.
-Jak się miewa, szczery przyjaciel Węża?- Zapytałem przymilnie odstawiając kawę na drewno ławki.
-Widzę, że ty również znalazłeś sobie przyjaciela poza swoją organizacją- stwierdził nie spuszczając ze mnie wzroku.
Rafael J. White
Gabriel uśmiechnął się dziwnie. 
-Hydra nauczyła mnie jednej rzeczy: przyjaciół trzymaj blisko; ale wrogów jeszcze bliżej- odpowiedział, a jego uśmiech się poszerzył.
-Cóż za królewsko mądra rada- zasyczał drwiąco.
-Dziękuję bardzo, mości książę- odszczeknął się.
-Nie prowokuj go, Gabriel- zacząłem nieco przestraszony.
-Zaufaj mi chociaż jeden raz- odpowiedział mi.- Zresztą pewnie wiadomo ci, że odszedłem z Hydry niemal osiem lat temu- zwrócił się do Vlada.
-Doprawdy? I może mam jeszcze uwierzyć, że zabiłeś poprzedniego Węża?- Zakpił.
-Przyszedłeś pogadać, czy zapytać o córeczkę?- Zapytał wesoło Gabriel, a ja zupełnie nie miałem pojęcia, o co tu chodzi; a przede wszystkim: o kogo toczy się gra. Poczułem podmuch powietrza i popchnięty przez Gabriela wylądowałem na pokrytej śniegiem trawie.
Zielonooki zdążył uciec z zasięgu ciosu Vlada i uzbroić się. Z wprawą wylądował na oparciu ławki obracając w palcach kołek i Krucyfiks.
-Co do poprzedniczki Dietera: tak. Zabiłem ją z wielką przyjemnością- oznajmił zimno.- Zasłużyła na karę za swoje zbrodnie.
-Powinieneś Bogu zostawić sąd i karę, zwłaszcza że wcale nie jesteś od niej lepszy- platynowowłosy zaatakował Gabriela, który odrzucając przeciwnika kopniakiem roześmiał się drwiąco. Vlad wylądował na nogach kawałek dalej na wprost blondyna.
-Pomyśl sobie, że to głupota mówić coś takiego do ateisty- zauważył Borgia spokojnie.
Wtedy to dostrzegłem. 
Jego oczy nie były już promieniście zielone... Teraz miały barwę intensywnego szafiru i zdawały się nie mieć dna... Również postawa Gabriela się zmieniła: stał miękko na wąskiej desce oparcia ławki, jakby nie dotyczyły go prawa grawitacji i wyprostowany z uśmiechem wpatrywał się w Drakulę, który znowu podjął próbę ataku. 
Gabriel zniknął mi z oczu. 
Pojawił się tuż za Vladem i oparł mu ostrze na gardle. 
Vlad mógłby go teraz pokonać w trzech ruchach, ale ku mojemu zdumieniu nawet się nie poruszył. 
-Teraz rozumiem, dlaczego nie ma w tobie krzty strachu- powiedział ze zrozumieniem Vlad, za to ja sam... 
Nie mogłem zrozumieć z tego zupełnie nic. 
Zanim moje oczy zdążyły zarejestrować, co się stało, platynowowłosego już nie było.
Z dłoni blondyna wypadł oręż, chłopak zachwiał się niebezpiecznie, a po chwili upadł tracąc przytomność. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz