Victoria, partnerka księdza Rafaela
Nie wiem, ile czasu umknęło od odejścia Gabriela, ale nadal stałam w szkarłatnym holu, bojąc się wykonać kolejny krok oddzielający mnie od poznania jego przeszłości i związanych z nią tajemnic.
Polubiłam Gabriela, ale po tym, co powiedział; bardzo się bałam, że miał rację i po tym, co zobaczę mogę go znienawidzić.
-Boże Miłosierny, co mam zrobić?- Zapytałam niepewnie.
W tym samym momencie wszystkie drzwi po obu stronach korytarza stanęły przede mną otworem...
Z duszą na ramieniu przekroczyłam pierwszy próg.
Nastoletni blondyn o zielonych oczach półleżał na poruszającej się polną drogą pustej przyczepie ssąc źdźbło trawy. Obok niego siedziało jeszcze trzech chłopców w różnym wieku, niemal zupełnie doń niepodobnych. Mimo słońca i wyraźnie upalnej pory byli ubrani na długi rękaw i w długie spodnie oraz pełne buty.
Wychyliłam się delikatnie za burtę przyczepy i ujrzałam traktor prowadzony przez mężczyznę, prawdopodobnie ojca całej czwórki urwisów.
-Nareszcie się kończy, nie?- Zagadnął wyglądający na najstarszego chłopak.
-I dobrze- przytaknął ze śmiechem siedzący obok niego po prawej niższy.
-A ja tam lubię- odezwał się o wiele młodszy, niż dziś Gabriel, szturchając siedzącego po jego lewej milczącego chłopca, najmłodszego z tej zgrai.- Cristian, ty wszystko lubisz, nie?
-Was nie- zaprzeczył Cristian i wstając sięgnął do gałęzi, po czym zerwał kilka moreli, uśmiechnął się i dał po jednej braciom.- Dobra, was lubię; ale nie cierpię słomy wbijającej się w nogi. Strasznie kłuje- dodał i cała reszta roześmiała się zgodnie.
-Gabriel, dzisiaj ty- rzucił kierowca traktora, zwracając się do jednej ze swoich latorośli.
-Jasne, tato- rzucił blondyn z szacunkiem.
-Tylko nie pomyl znowu polowych z szosowymi- zakpił najstarszy z braci.
-Powiedział Vincenzo, który nie umie podhaczyć zwykłego pługa- zarechotał w odpowiedzi zielonooki.
Kompletnie nie łapałam, o czym chłopcy rozmawiają. Nagle przyczepą lekko szarpnęło i wszystko stanęło w miejscu, a trzej chłopcy zeszli z przyczepy. Vincenzo i drugi z kolei wyrzucając widły z dwoma zębami. Wyskoczyłam za nimi, mijając się z zajmującym miejsce chłopaków mężczyzną około trzydziestu lat i ruszyłam za Gabrielem, który wsiadając do traktora wcisnął do oporu lewy pedał i poruszył jakąś dźwignią do siebie, po czym spuszczając delikatnie lewą nogę, prawą równocześnie naciskał małą dzwigienkę połączoną z innym pedałem. Pojazd rolniczy zgrabnie ruszył terkocząc.
Gabriel nucąc coś beztrosko, prowadził jadący powoli pojazd, chłopcy na polu podawali słomiane kostki ojcu i najmłodszemu bratu, którzy układali je na przyczepie, niekiedy ubijając, przy czym ojciec wyrozumiale tłumaczył Cristianowi co i jak ma robić.
Znów zaczęłam obserwować młodego Gabriela i natychmiast podążyłam za jego wzrokiem. Najstarszy pokazywał mu jakiś znak: dłoń chłopaka z wyciągniętymi w górę palcami: wskazującym i środkowym zaczęła kręcić się na nadgarstku. Gabriel przełączył coś wajchą przy kierownicy, której używał wcześniej i wcisnął mocniej cyngiel pod prawą nogą, a traktor ruszył trochę szybciej.
-I dożynki- mruknął z uciechą- ale zezgonuję na potańcówie- uśmiechnął się szeroko do swoich myśli.
Obraz powoli rozmył się i został zastąpiony przez inne wspomnienie Gabriela.
-Chrystusie Jedyny- wymamrotała niska kobietka o identycznych zielonych tęczówkach załamując ręce.- Gdzie on się tak doprawił.. Fuu!. Gorzelnia.!
-Lepiej, żeby pił przy ojcu, niż gdzieś po kątach- oznajmił spokojnie widziany przeze mnie wcześniej mężczyzna.
-On jest zalany jak świnia. Rany, Damonie, co ty masz w głowie?
-Wolałabyś, żeby zaliczył zgon gdzieś pod czyimś płotem? Przez tydzień by potem gadali na wsi, jak to młody Borgia spał nawalony tu i tam- prychnął Pan Borgia- wolałem wybrać mniejsze zło. Zresztą ma już szesnaście lat i swój rozum- dodał kładąc syna do łóżka.- Każdy tak wspomina pierwszą styczność z alkoholem.
Blondyn otworzył oczy i popatrzył błędnym wzrokiem na swoich rodziców i odbiło mu się lekko.
-O rany, sufit się kręci- zauważył nieprzytomnie.
-Wszystko z tobą w porządku, synu?- Zapytał go ojciec.
-Czuję się dobrze. Tak trochę wesoło, ale nic mi nie jest, tato. Mama przesadza- rzucił tajemniczym szeptem i zachichotał, ale po chwili ziewnął głośno, a ja zaczęłam widzieć przez szparki w powiekach, a potem wraz z nim odpłynęłam do kolejnej części jego życia...
Nastoletni blondyn o zielonych oczach półleżał na poruszającej się polną drogą pustej przyczepie ssąc źdźbło trawy. Obok niego siedziało jeszcze trzech chłopców w różnym wieku, niemal zupełnie doń niepodobnych. Mimo słońca i wyraźnie upalnej pory byli ubrani na długi rękaw i w długie spodnie oraz pełne buty.
Wychyliłam się delikatnie za burtę przyczepy i ujrzałam traktor prowadzony przez mężczyznę, prawdopodobnie ojca całej czwórki urwisów.
-Nareszcie się kończy, nie?- Zagadnął wyglądający na najstarszego chłopak.
-I dobrze- przytaknął ze śmiechem siedzący obok niego po prawej niższy.
-A ja tam lubię- odezwał się o wiele młodszy, niż dziś Gabriel, szturchając siedzącego po jego lewej milczącego chłopca, najmłodszego z tej zgrai.- Cristian, ty wszystko lubisz, nie?
-Was nie- zaprzeczył Cristian i wstając sięgnął do gałęzi, po czym zerwał kilka moreli, uśmiechnął się i dał po jednej braciom.- Dobra, was lubię; ale nie cierpię słomy wbijającej się w nogi. Strasznie kłuje- dodał i cała reszta roześmiała się zgodnie.
-Gabriel, dzisiaj ty- rzucił kierowca traktora, zwracając się do jednej ze swoich latorośli.
-Jasne, tato- rzucił blondyn z szacunkiem.
-Tylko nie pomyl znowu polowych z szosowymi- zakpił najstarszy z braci.
-Powiedział Vincenzo, który nie umie podhaczyć zwykłego pługa- zarechotał w odpowiedzi zielonooki.
Kompletnie nie łapałam, o czym chłopcy rozmawiają. Nagle przyczepą lekko szarpnęło i wszystko stanęło w miejscu, a trzej chłopcy zeszli z przyczepy. Vincenzo i drugi z kolei wyrzucając widły z dwoma zębami. Wyskoczyłam za nimi, mijając się z zajmującym miejsce chłopaków mężczyzną około trzydziestu lat i ruszyłam za Gabrielem, który wsiadając do traktora wcisnął do oporu lewy pedał i poruszył jakąś dźwignią do siebie, po czym spuszczając delikatnie lewą nogę, prawą równocześnie naciskał małą dzwigienkę połączoną z innym pedałem. Pojazd rolniczy zgrabnie ruszył terkocząc.
Gabriel nucąc coś beztrosko, prowadził jadący powoli pojazd, chłopcy na polu podawali słomiane kostki ojcu i najmłodszemu bratu, którzy układali je na przyczepie, niekiedy ubijając, przy czym ojciec wyrozumiale tłumaczył Cristianowi co i jak ma robić.
Znów zaczęłam obserwować młodego Gabriela i natychmiast podążyłam za jego wzrokiem. Najstarszy pokazywał mu jakiś znak: dłoń chłopaka z wyciągniętymi w górę palcami: wskazującym i środkowym zaczęła kręcić się na nadgarstku. Gabriel przełączył coś wajchą przy kierownicy, której używał wcześniej i wcisnął mocniej cyngiel pod prawą nogą, a traktor ruszył trochę szybciej.
-I dożynki- mruknął z uciechą- ale zezgonuję na potańcówie- uśmiechnął się szeroko do swoich myśli.
Obraz powoli rozmył się i został zastąpiony przez inne wspomnienie Gabriela.
-Chrystusie Jedyny- wymamrotała niska kobietka o identycznych zielonych tęczówkach załamując ręce.- Gdzie on się tak doprawił.. Fuu!. Gorzelnia.!
-Lepiej, żeby pił przy ojcu, niż gdzieś po kątach- oznajmił spokojnie widziany przeze mnie wcześniej mężczyzna.
-On jest zalany jak świnia. Rany, Damonie, co ty masz w głowie?
-Wolałabyś, żeby zaliczył zgon gdzieś pod czyimś płotem? Przez tydzień by potem gadali na wsi, jak to młody Borgia spał nawalony tu i tam- prychnął Pan Borgia- wolałem wybrać mniejsze zło. Zresztą ma już szesnaście lat i swój rozum- dodał kładąc syna do łóżka.- Każdy tak wspomina pierwszą styczność z alkoholem.
Blondyn otworzył oczy i popatrzył błędnym wzrokiem na swoich rodziców i odbiło mu się lekko.
-O rany, sufit się kręci- zauważył nieprzytomnie.
-Wszystko z tobą w porządku, synu?- Zapytał go ojciec.
-Czuję się dobrze. Tak trochę wesoło, ale nic mi nie jest, tato. Mama przesadza- rzucił tajemniczym szeptem i zachichotał, ale po chwili ziewnął głośno, a ja zaczęłam widzieć przez szparki w powiekach, a potem wraz z nim odpłynęłam do kolejnej części jego życia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz