***
Pół godziny później w głównym holu budynku Korony Cierniowej walczyłem z najbliższym, również uzbrojonym w miecz, Nocnym. Zresztą wszyscy w promieniu kilku metrów ode mnie ścierali się z krwiopijcami. Koleś zarobił ode mnie z łokcia, a ja przedarłem się ślizgiem do najbliższego ze stojących z tyłu i wywróciłem go na podłogę przykładając mu miecz do gardła, a kołek do piersi.-Powinieneś mieć trzy ręce, moim zdaniem- skomentował ironicznie się uśmiechając.
Chciałem mu odpowiedzieć, żeby zamknął ryj; ale zanim zdążyłem otworzyć usta usłyszałem głos Pana Zarozumiałego, mowiący:
-Chłopaki, odpuśćcie. To Sabat- wszyscy opuścili broń i rozstąpili się, a wśród tej grobowej ciszy usłyszałem kroki Rafaela.- W porządku, Gabriel. Oni nie są groźni- wyciągnął do mnie ramię. Opuściłem miecz na temblaku i chwyciłem rękę pozwalając mu podnieść się na nogi.
-Raczysz wybaczyć, Dante; ale Gabriel jest u nas od niedawna- zwrócił się do faceta, którego jeszcze kilka sekund temu miałem zamiar załatwić.
-Nie pomyślałbym nigdy, że użyję terminu "dantejskie piekło"; księże Rafaelu- zauważył parodią wesołości bladolicy mężczyzna, wstając.- Prawdę mówiąc ten wasz nowy nabytek jest wyjątkowo zdolny, skoro przedarł się przez trzech moich ochroniarzy i moją córkę- zauważył przyglądając mi się z wyraźnym zaciekawieniem.- Chciałbym potem zamienić z tobą kilka zdań- zwrócił się do mnie odchodząc.
Spojrzałem pytająco na Rafa, a ten skinął do mnie głową potakująco i posłał nieznanemu mi Nocnemu wymuszony uśmiech, po czym wraz z tą dziwną grupą odeszli korytarzem.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Potrzebowałam ciszy i samotności; dlatego znów siedziałam na przykościelnym cmentarzu i oparta plecami o czyiś nagrobek, w cieniu drzewa rozmyślałam.Wolałabym nie wiedzieć, że Gabriel przeszedł częściową przemianę i walczy ze swoim głodem o każdy, pozornie normalny dzień. Mogłam jedynie spróbować sobie wyobrazić, jak bardzo cierpi z tego powodu, Poza tym zastanawiałam się także, kim był ów Alexander; jak również kim jest lub był dla mnie Nicolae, czyli Alter Ego blondyna. No i pozostał jeszcze Rafael, do którego czułam miętę. Mimo, że nadal był duchownym, pragnęłam znów się z nim przespać.. . Wspomnienie tamtej nocy w hotelu ciągle wracało, a ja coraz częściej przyłapywałam się na grzesznych myślach o barczystym ciemnowłosym. Każde moje spojrzenie w te bladoniebieskie oczy zdawało mi się ogromnym grzechem. Poza tym pozostali kapłani wyraźnie zaczynali coś podejrzewać...
-Zostaw Rafaela w spokoju, Victorio- Aż podskoczyłam słysząc tuż za sobą głos księdza Josepha Torresa, który był najlepszym przyjacielem Rafa.
-O co księdzu chodzi?- Zapytałam udając, że nie wiem, do czego kapłan zmierza. Wstałam z trawy i odwróciłam się ku osobie, której Rafael od zawsze bezgranicznie ufał i, którą traktował jak starszego brata.
-Po prostu zrób to, o co cię proszę. Krzywdzisz go- cofnęłam się od niego o krok, a moje plecy przytuliły się do pnia jesionu. Wpatrując się z otwartymi szeroko ustami w ciemne oczy, poczułam się; jakby duchowny wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Miarowe, bolesne kłucie przeszywało moją pierś, jakby ktoś wbijał mi igły w serce i wiedziałam; że jeśli w porę się nie opanuję i nie zmienię tematu na bardziej neutralny, to utwierdzę Josepha w przekonaniu, że ja i Raf nadal ciągniemy dalej związek, którego nigdy nie powinniśmy nawet zaczynać.
-Nie rozumiem, o czym proboszcz bredzi- mimo to dalej z uporem obstawałam przy udawaniu głupiej.
Siwowłosy i ciemnooki bez słowa zbliżył się do mnie i kładąc mi ręce na ramionach szepnął:
-Oboje dobrze wiemy, o co chodzi, Victorio- był tak blisko mnie, że czułam na uchu jego spokojny oddech i zapach miętówek.- Zrób to, o co cię proszę; inaczej będę zmuszony...
-Do czego będziesz "zmuszony"; ojcze?- Zapytał w tej samej chwili tuż za duchownym jeden z wampirów Sabatu, ten, którego Rafael nazwał Dante'm.
Ciemnooki odsunął się ode mnie i spojrzał z boku na Nocnego o oczach tak ciemnoczerwonych, że niemal czarnych.
-Nie twoja rzecz; Dante- oznajmił ksiądz Torres mierząc go nieufnym i pełnym rezerwy spojrzeniem, po czym wyminął mnie i odszedł opanowanym krokiem. Natomiast ów Dante uśmiechnął się z wyjątkową wyższością patrząc za odchodzącym siwowłosym i ruszył na przechadzkę cmentarną alejką.
Rafael J. White
Od kiedy Victoria wróciła czułem niewysłowioną ulgę, ale także pewien niepokój związany bezpośrednio z Gabrielem.Poza tym od powrotu popielatowłosej dostrzegłem również, że Joseph nie spuszcza z nas oka; a jego zachowanie mogło oznaczać tylko jedno. Wiedział lub podejrzewał, że nie zerwałem łączącej nas więzi, łamiąc obietnicę złożoną staremu przyjacielowi.
-Wszystko w porządku, proboszczu?- Zapytał łagodny głos tej dziewczyny. Yennefer.
Uniosłem wzrok znad kolorowej ramki, z której uśmiechała się do mnie Vix i spojrzałem na czarnowłosą z jasnym pasemkiem po lewej stronie wygolonej głowy.
-Nic mi nie jest- odparłem na odczepne upijając łyk gazowanego napoju ze stojącej na blacie biurka zawalonego papierami puszki.
-Victoria to równa babka- stwierdziła nagle, jakby do swoich myśli. Półleżąc w fotelu była zapatrzona na stojący w kącie mojej komnaty stary fortepian.
-Ledwie ją znasz- stwierdziłem przyglądając się uważnie dziewiętnastolatce.
-To nie ma znaczenia. Ona cholernie dba o swoich- westchnęła z dziwnym żalem nadal wlepiając oczy w stary instrument.
Yennefer była naprawdę dziwną personą: raz potrafiła być chłodna i opanowana do granic możliwości, a raz zupełnie uczuciowa i melancholijna. Posiadała bezczelny i sarkastyczny charakter i niekiedy była także chamska oraz przeklinała zdecydowanie za często, ale prócz tych kilku wad była wyjątkowo utalentowaną, a przede wszystkim miłą dziewczyną.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Złożyłem pod płytą bukiecik herbacianych różyczek i spojrzałem na zdjęcie Valentine'a, który był pierwszym z moich uczniów w Hydrze.-Cześć, sukinsynu- mruknąłem uśmiechając się lekko.
-Witać się z grobem... Nigdy nie zrozumiem was: ludzi- zauważył za mną głos Dantego.
-Nie musisz rozumieć. Krwiopijcy są na to za głupi- odparłem obojętnie.- Czego chcesz?
-Jesteś Deus ignis- zauważył.- Chciałem zamienić z tobą pare zdań- powiedział uprzejmie, ignorując obelgę.
-Co w ogóle znaczy ten Ogień boży? Od kiedy ta dziewczyna to powiedziała, nikt nie spuszcza ze mnie oka ani na krok. To cholernie denerwujące- sięgnąłem po papierosy i zapaliłem powoli.
Sanguisuga noctem zaśmiał się cicho.
-Księżulkowie niczego ci nie wyjaśnili? Trzymają wyrodnego synka pod kloszem?- Spytał złośliwym tonem, nadal chichocząc.
Odwróciłem się na pięcie i w mgnieniu oka złapałem go za koszulę, po czym podniosłem Nocnego w powietrze.
-Obraź kogokolwiek stąd jeszcze raz, a...- Zacząłem rozwścieczony, lecz zanim zdążyłem dokończyć inny głos zasyczał przez zęby:
-Puść GO, albo pożałujesz!.
Spojrzałem w prawo zaciągając się głęboko.
-Trzymaj się ode mnie z daleka cuchnący krwią śmieciu- odparłem zimno i wrogo, patrząc nastolatkowi prosto w oczy.
-Auguste rób, co każe- oznajmił Dante krótko, a tamten cofnął się o krok kłaniając Mu się z czcią.- Odstaw mnie, proszę.. Chcę tylko porozmawiać- oznajmił ugodowym tonem.
Rozluźniłem dłoń i obserwując, jak doprowadza pogniecione ubranie do porządku rzuciłem krótkie pytanie:
-Niby o czym mielibyśmy rozmawiać, skoro mógłbyś bez problemu zmusić mnie do mówienia?- Starałem nie dać po sobie poznać, że coś mnie niepokoi.
-Ależ owszem, że bym mógł; jednakże znudziło mi się nadużywanie mojej władzy- odparł obojętnie, wsuwając dłonie w kieszenie czarnej kurtki- poza tym z osobą na pewnym poziomie inteligencji, nie przystoi obchodzić się tak obcesowo- dodał spokojnym ruchem ręki odsyłając swego ochroniarza, a tamten bez szemrania wykonał rozkaz.
Ciemnoczerwone, niemal czarne tęczówki spojrzały na mnie łagodnie, a czaiło się w nich coś na kształt uśmiechu, jednak poza tym jego twarz nawet nie drgnęła.
-Jakoś nie bawią mnie konwenanse- zacząłem z rozdrażnieniem, zastanawiając się, czego ów Nocny właściwie chce.
-Oczywiście rozumiem. Gdyby interesowały cię normy, nie byłbyś teraz tak charakterną osobą, jaką jesteś- przerwał mi uprzejmie siadając na pobliskim nagrobku.- Koniec końców niebezpieczna praca doradcy szefa mafii odcisnęła piętno na twojej duszy.
-Nie mam duszy- tym razem to ja mu przerwałem.- Chcesz nadal kontynuować tę dziwną grę i gadać o mnie; czy powiesz wreszcie czego chcesz?- Zakończyłem ostro.
-Dobrze. W porządku- ustąpił widząc, że powoli tracę cierpliwość.- Właściwie niesamowicie intryguje mnie twoja osoba, Gabrielu. Podobno przeszedłeś tylko połowiczną przemianę i od pół roku z powodzeniem opierasz się głodowi krwi. Powiem więcej: słyszałem, że wręcz odrzuca cię na myśl o syceniu się ludzką krwią. Brzydzisz się tym- znowu usłyszałem z jego ust ten zjadliwy śmiech.
-Brzydzę się nie tyle samą krwią, co tym; że stałbym się jedną z tak obrzydliwych bestii jak ty- oznajmiłem zimno.
Tym razem śmiech umilkł, a Dante wyraźnie spoważniał. Zanim się spostrzegłem, chwycił mnie za poły i przybliżając twarz do mojej wysyczał:
-Powino w końcu do ciebie dotrzeć to, iż jesteś w sytuacji bez wyjścia. Już uzależniłeś się od Cerbera, a przyjdzie taki moment; że wreszcie twój organizm uodporni się na działanie narkotyku. Będziesz szukał większego odlotu i wreszcie zapomnisz, że chciałeś za wszelką cenę pozostać człowiekiem. Zatracisz się i przełamiesz swoje idiotyczne i niemniej żałosne opory- zdecydowanym ruchem odepchnął mnie od siebie.- Chciałem ci pomóc, ale widzę; że to kompletnie bezcelowe- dodał odchodząc.
-Do diabła z takimi, jak ty; Dante- uśmiechnąłem się krzywo gasząc szluga. Wyciągnąłem zza pazuchy piersiówkę i odkręcając ją upiłem potężny łyk.
Ani trochę nie wierzyłem Dantemu, bo czułem; że chciał czegoś więcej i wcale nie kierowała nim chęć pomocy.
Pan Zarozumiały ostrzegał mnie, że sanguisuga noctem nie pomagają nikomu bezinteresownie, jednak wiedziałem o tym już od wtedy, kiedy zobaczyłem tego Nocnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz