piątek, 28 sierpnia 2020

Watashi no Akuma 2 Rozdział V: Moc Gabriela

Odwróciłem się i cofnąłem się powoli z przerażeniem i głodem w oczach.
-Nie- odmówiłem ostro, potrząsając głową.
-Gabriel, zrozum... To może cię ocalić- powiedziała cicho i smutno, starając się mnie przekonać.
-Nie tknę ludzkiej krwi. Brzydzę się nią- nadal uparcie walczyłem z głodem, choć teraz zapach okropnie kusił i wzmagał głód.
-Gabriel... To dla twojego dobra- zaczęła cierpliwie, tamując krwotok.
-I może mi jeszcze wmówisz, że to dobry układ dla obu stron?- Przerwałem jej spanikowany. Opierając się o ścianę obok drzwi przylgnąłem do niej. Bolało coraz bardziej, a dostawca Cerbera; z którym miałem się dzisiaj spotkać, nie pojawiał się. Zapas skończył mi się godzinę temu... Okrągła godzina tłumionego na własną rękę głodu była katorgą, a ten aromat był dla mnie wręcz torturą.
Vix wzięła szklankę i podeszła bliżej.
-Vix, nie rób tego...- Szepnąłem błagalnie.
Nagły trzask od drzwi wytrącił mnie z równowagi. Victoria spojrzała na otwarte drzwi.
-Chyba ci odmówił, Cukiereczku- zauważył opanowanym tonem Nocny, o imieniu Caspian: mojego wzrostu i budowy, krótko ostrzyżony ciemnowłosy o bladej twarzy i oczach w barwie miodu.
-Cholera, czemu zawsze muszę trafić na ciebie, albo twoją siostrę?- Prychnęła z irytacją.
-To wy się znacie??- Zapytałem zaskoczony skakając po nich oczami.
-No, Cas.. Powiedz mu- zasugerowała popielatowłosa z nutką drwiny.
-Gdybyś nie była Wybranką Posłańca, już dawno bym cię zabił- oznajmił z nienawiścią w oczach.
-Victoria, o czym on mówi?- Zapytałem zwracając na nią wzrok. W tym momencie przeszył mnie chłód, jakby moje żyły zamarzały. Osunąłem się na kolana i wyłem, zwijając się z rażącego bólu, z czołem przyciśniętym do zimnych paneli. Każdy centymetr mojego ciała napinał się wrzeszcząc z rozsadzającego mnie cierpienia.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
-Cristo... BOLI!!- Gabriel próbował się podnieść, ale z krzykiem runął na podłogę.
Zaraz w drzwiach pojawili się Yennefer i Antonelli oraz właścicielka hotelu.
-Co się tu dzieje?? Co mu jest??
Wtedy Gabriel zerwał się na nogi i zaatakował. Caspian natychmiast zasłonił sobą kobietę.
-Zabierzcie ją stąd, do cholery!!- Zaklął, gdy Gabriel trzasnął nim o ścianę na murze pojawiło się kilka pęknięć.
-Torba przy drzwiach! Wyciągnij z niej łańcuch z kłódką!- Nakazał ostro.
-Co zamierzasz mu zrobić?!- Zapytałam.
-Ratować go!- Caspian podciął blondynowi nogi i uderzył jego twarzą o podłogę.- Pomóż mi!

Kwadrans później Gabriel klęczał, ciasno skuty w środku rysunku w formie okręgu z wpisaną w niego sześcioramienną gwiazdą i kilkoma znakami w nieznanym mi języku.
-Jak to ma mu pomóc?- Zapytałam przerażona.
-Rozkuj mnie, Caspian! Chcę pić!- Warknął rozwścieczony Gabriel, próbując rozerwać łańcuchy.- Daj mi krwi, inaczej oszaleję... Zwariuję z bólu...
Caspian obchodząc krąg wymówił kilkanaście słów w nieznanym mi języku.
Gabriel poruszał wargami, ale go nie słyszałam.
-Jest zbyt cenny, by musieć go zabić- powiedział cicho. Wymówił kolejne słowo w tym szeleszczącym języku i wchodząc do kręgu podwinąwszy rękaw koszuli rozorał sobie nadgarstek i podsunął rękę. Gabriel odtrącił ją brutalnie z męką w oczach.
-Przestań się powstrzymywać i zacznij pić- rozkazał Caspian chwytając mocno blondyna za włosy.- Dzięki mojej krwi nie popadniesz w obłęd!. Nie zwariujesz!
-Puszczaj mnie!! Nie chcę!!- Krzyknął Gabriel rozdzierająco.- Zabij mnie!
Caspian przygiął go do broczącej krwią rany i zmusił blondyna do picia. Skuty próbował się wyrywać, ale Caspian unieruchomił go w taki sposób, by Gabriel zatopił kły w jego ramieniu. Dwudziestosiedmiolatek zaczął się wyrywać błagając o śmierć.
-Zlituj się... Dobij...- Jęczał blondyn.- Błagam, chcę umrzeć zanim to zrobię..
-Zrobi co?- Zapytałam wyczekująco.
Caspian spojrzał na mnie.
-Zanim zasmakuje ludzkiej krwi. Bierze Cerbera tylko dlatego, żeby nie ulec pokusie- powiedział niechętnie.
-Chcę być dla niego Kielichem- powiedziałam z determinacją
-Musi świadomie się na to zgodzić. Nawet ja, jako czysty sanguisuga noctem, nie mogę go do tego przymusić. To wbrew prawom Sabatu.
Westchnęłam ciężko, podając mu zdjęcie.
-Znasz go? Przedstawił się jako Pietro- powiedziałam cicho.
Spojrzał na fotografię z zastanowieniem.
-Skądś go znam... Tylko nie mogę sobie przypomnieć skąd...- Nagle syknął cicho i zmienił pozycję na bardziej wyluzowaną.- Gabriel w końcu ulegnie...
-NIE...!- Gabriel odepchnął ramieniem Caspiana, który wyleciał z kręgu i froterując podłogę uderzył plecami w szafkę.- Nigdy nie tknę ludzkiej krwi.. Nigdy..
-Gabriel, to dla twojego dobra- powtórzyłam, biorąc szklankę z krwią podchodziłam z nią do kręgu.
Blondyn zaczął się szarpać w łańcuchach i przeklinać z gniewem.
-Nie zbliżaj się z tym do mnie, Victoria! Ostrzegam cię..- Wiedząc, że prośby nic nie dały, przeszedł do gróźb.
-A co, jeśli nie boję się dawnego ciebie, Damon?- Zapytałam nie zatrzymując się. Byłam zaledwie trzy lub cztery kroki od skutego, gdy podłoga pod moimi stopami zaczęła wibrować.
-Na wszystkie demony w Piekle...- wyszeptał ochrypłym głosem Caspian wpatrując się w to, co się działo. Rozejrzałam się wokół siebie.
Wszystkie meble i sprzęty drżały, szyby w oknach i metale dzwoniły, a podłoga pod moimi stopami trzęsła się jakby to były wstrząsy sejsmiczne.
Tuż obok mnie pękło szkło obrazka rozsypując ostre odłamki. Wszystko hałasowało w swoim drżeniu. W korytarzu usłyszałam krzyki i uciekających biegiem ludzi...
[***]
Watykan, nazajutrz.
Weszliśmy do jednej z komnat.
Cristian w swojej wilczej postaci warczał stojąc w bojowej pozie z pochylonym łbem i kufą przy podłodze nie spuszczając wzroku z siedzącej na łóżku Yennefer.
-I jest tak, jak mówią gwiazdy- odezwała się postać z dłonią na ramieniu nastolatki.
-A ty to kto?- Zapytałem ostro, gdy ksiądz Joseph próbował powstrzymywać mojego brata od rzucenia się na nieznajomego przy Yen.
Nieznajomy spojrzał wprost na mnie. Był to mężczyzna w moim wieku. Szczupły i umięśniony, choć niewysoki o czarnych włosach ułożonych w identyczną fryzurę, jak moja. Miał identyczne, jak moje alter ego, ciemnobłękitne oczy i łagodną twarz o delikatnych, prawie kobiecych rysach.
Rafael J. White
-Nie wiesz?- Odpowiedział pytaniem, obserwując uważniej Gabriela. W tej chwili Cristian z warkotem zaatakował, nieznajomy machnął dłonią, jakby przeganiał natrętną muchę, a olbrzymi wilk przeleciał w lewo i z impetem uderzył w regał z książkami łamiąc półki.
-Nie mam pojęcia, kim jesteś- oznajmił Gabriel ostrożnie, ale i z nieskrywanym zaskoczeniem.
-No, błagam- jęknął czarnowłosy, a jego ręce opadły do boków w geście rezygnacji.- Nie poznajesz brata, Nicolae?
Gabriel nie spuszczając z niego wzroku cofnął się o trzy kroki w tył, jak od osoby wyjątkowo niebezpiecznej.
-Nicolae odszedł i tobie radzę to samo, kimkolwiek jesteś- powiedział blondyn.
-Wcale nie odszedł, tylko się odsunął- odparł natychmiast czarnowłosy.
-Co ty chrzanisz??- Zapytał Gabriel, bardzo ostrożnie sięgając pod płaszcz w stronę kabury z Glockiem. Po chwili jednak dłoń opadła spowrotem do boku a podłoga pod moimi stopami zaczęła wibrować. Drzwiczki szafek otwierały się i zamykały z trzaskiem. Szyby i szkło drżąc dzwoniły, a oczy Gabriela znów przybrały tamten lazurowy odcień błękitu.
-Tylko nie znowu- wymamrotał policjant ze strachem w oczach.
Wszystko niekontrolowanie się trzęsło. Drzwiczki szafek waliły coraz mocniej, żyrandol kołysał się dzwoniąc, stojący na komodzie kubek wprost wybuchł rozrzucając wszędzie odłamki porcelany, a strony rozrzuconych książek przewracały się i rwały pod wpływem podmuchu tej dziwnej, a zarazem bardzo potężnej siły.
-Wynoś się! Idź precz, Alexander!- Gabriel musiał nie być sobą, skoro znał imię nieznajomego.- Precz, ticălosule!- Tego języka raczej też nie znał...
-Cum îndrăznești, curvă patetică?- Odwarknął czarnowłosy wyskakując z nożem do Gabriela.
Victoria w porywie brawury zasłoniła sobą Gabriela i wytrąciła tamtemu nóż sycząc gniewnie:
-Încearcă doar să-l atingi, gunoi!- Warknęła rozdrażniona.
Alexander opanował nerwy i cofnął się w głębokim, czystoszlacheckim ukłonie, mówiąc:
-Racz mi wybaczyć, Pani- przeprosił krótko- ale nie będziesz mnie lżyła, dziwko- znikąd w jego palcach pojawił się miecz, którym zaatakował Vix.
Aż się we mnie zagotowało, gdy nazwał ją w tak chamski sposób, dlatego też rzuciłem Victorii miecz.
Nim go złapała, broń po machnięciu wolnej dłoni Aleksandra odleciała w prawo i wbiła się w drzwi.
-I co teraz, złociutka?- Zapytał uwodzicielskim tonem ruszając na Gabriela.
Blondyn miękko i z gracją odskakiwał przed atakami, jakby nie dotyczyły go prawa grawitacji. W pewnej chwili napotkał plecami ścianę, ale nie tracąc rezonu chciał zdzielić nieznajomego glanem. Jego but uchylił się ledwie kilka milimetrów od celu, a blondyn znów musiał robić uniki.
Wszystko przestało się trząść, gdy Gabriel przeskoczył biurko i silnym kopniakiem, robiąc sporo hałasu, posłał mebel w przeciwnika.
Alexander oberwał, ale nie wypuścił z ręki miecza. Samą siłą woli zdołał przesunąć biurko tak, jak wcześniej rzucił Cristianem w regał, a ja gapiłem się na to z opadniętą szczęką.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Nicolae Bordeyan
-Sukinsyn- mruknąłem, sam podejmując atak. Teraz obaj praliśmy się po mordach. Rafael i reszta obserwowali nas pełni zdumienia.
W ostatniej chwili trzasnąłem go pięścią i grając zupełnie nieczysto dałem mu kopa w klejnoty.
-Ty szczurze..!- Zapiszczał jak eunuch osuwając się na podłogę, a ja wśród męskiego chóru mówiącego "au.." i wymownego pisku wilka; zadrżałem w myślach ze śmiechu.
Jednak w porę się opanowałem i przystawiłem mu lufę do czoła, odciągając kurek.
-Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?- Warknąłem ostro.
-Nie znęcaj się nad tym ciałem. Jest pożyczone, Nicolae- powiedział, patrząc mi w oczy nadal nazywał mnie imieniem mojego Alter ego.
-Czym jesteś?- Zapytałem ostro.
Wszyszy spojrzeli na mnie. Pod tym ostrzałem oczu czułem się nie tyle niekomfortowo, co okropnie. Ostatnio nawaliłem: zostawiłem Vix samą w tym cholernym pociągu, pozwoliłem nas przetrzymywać; a poza tym Victoria dowiedziała się rzeczy, którą usiłowałem przed nią ukryć.
***
Wiedziałem, że Victoria się go boi. Jako ex Hydra niewiele o Vladzie wiedziałem. Kiedy byłem węszyć w sprawie Vix, nie dowiedziałem się prawie niczego, ale ów Vlad przyznał; że Victoria to jego córka, ponieważ, jak sam to określił "wyczuwa łączące ich więzy krwi". Wiedziałem także, że ów Sabat; o który Rafael tak się wściekał; uważa Vlada za swojego Pana i Boga, o którym biskup Snow powiedział, że to jeden z Pierwszych Nocnych na całym globie. Według podań był jednym z Trzech Pierwszych, którzy sprzedali dusze Diabłu. Dodatkowo nic nie wiedziałem o Alexandrze. Nie rozumiałem, czemu znałem jego imię; ale wyryły mi się w pamięci jego słowa, że Nicolae nie odszedł, tylko się odsunął. Przyznaję, że na początku nie wiedziałem o co chodzi, ale dziś, trzydziestego pierwszego października, wiem; że "mój bliźniak" nadal ukrywa się gdzieś we mnie i tylko czeka na okazję, by ujawnić się Vladowi. Chociaż zauważyłem, że się go boi; Nicolae podejmie walkę, jeżeli będzie musiał. Ale, co ze mną w takim razie?
-Niczego się nie bój. Nie jestem taki sam, jak Alexander i nie pozwolę zginąć mojemu Pożyczonemu.
-A co, jeśli nie chcę być dalej Pożyczanym?- Już nieraz rozmawiałem ze swoim Alter ego i, chociaż czasami mnie to drażniło, to podświadomie wiedziałem; że, gdyby nie Nicolae w wielu niebezpiecznych sytuacjach mógłbym być już martwy.
-Możesz mnie odwołać bez problemu, twój ksiądz to potrafi; ale jest w tym jeden szkopuł. Vlad cię widział, choć nie w pełni się ujawniłem i, gdy mnie odwołasz może chcieć dopaść ciebie; bo pomyśli, że nadal gdzieś jestem...
-Uważa cię za jakieś zagrożenie?- Zapytałem zdziwiony.
-Wątpię, ale nie podobało mu się w XV wieku, że pokochałem Panią Victorię. Księżniczka nic nie pamięta dzięki mnie...
-Niby czemu?
-Z powodu szoku. Pani nie.. Nigdy nie widziała okrucieństw ojca; a ja... Ja... Zabiłem się na jej oczach. Wyparła to i resztę własnych wspomnień, jak wy to teraz zwiecie...?
-Uraz psychiczny.
-Właśnie. Uraz psychiczny. Nie wiedziała o wielu rzeczach, które Vlad robił. Pamiętasz wspomnienie, które ci kiedyś pokazałem? 
-To o tych kajdankach?- Jakoś tylko to zapamiętałem, poza jedną wielką balangą, szlacheckim strojem i piękną dziewczyną w sukni; której koloru nie przypomniałbym sobie nawet pod wpływem najbardziej bolesnych tortur.
-Owszem. Jednakże nie pokazałem ci wszystkiego. Książe, w tajemnicy przed córką, rozkazał mnie ściąć. Uciekłem i sam zawarłem pakt z diabłem...
-Więc jak wydostałeś się z Piekła???- Wypaliłem głośno, nie do końca wiedząc; co robię. Jednak, na szczęście nikt się nie obudził i nie zjawił.
-W tej umowie był szczegół, którego dowiedziałem się później. Dwieście lat potem chciałem to odkręcić, więc wezwałem tamtego diabła. Wściekłem się, nie powiem, ale powiedział mi; że nie mogę odwołać umowy, którą wykonałem dla kogoś..
-Więc jakim cudem Vix nadal żyje?- Szepnąłem zaskoczony.
-To córka dwojga Nocnych Czystej Krwi. W ciągu wieków nigdzie nie zagrzała dłużej miejsca i spotykała mnie wielokrotnie, nawet o tym nie wiedząc; ale to jest teraz najmniej ważne. Wracając do układu z demonem: nie dostał mojej duszy, choć sczezłem. Jako zbłąkana dusza traciłem i odzyskiwałem wspomnienia... To paskudne doświadczenie przeżywać na nowo każde z kilkudziesięciu swoich żyć.. Z tym, którym żyję w twoim ciele będzie tak samo. Znam każde twoje wspomnienie. Twoje wady i zalety i wiesz, co?- Zapytał z nagłym i niepokojącym mnie zaciekawieniem.
-Co?- Zapytałem z wahaniem, jednocześnie bojąc się odpowiedzi.
-Leah nie była ciebie warta, wierz mi. 
Tym akurat, po prostu, mnie wkurwił. Co, jak co, ale to ja powinienem być jedyną osobą; która mogłaby wypowiadać się na temat mojej byłej. Właściwie nie miałem do siebie żalu, że odszedłem z Hydry, tym samym zrywając nasz związek. To ona zdecydowała pierwsza, bo wiedziała, że jeśli ktokolwiek tknie moją rodzinę, będzie dla mnie śmieciem. Sama się nim stała, gdy podpisała wyrok na mojego ojca, chociaż była w tym też i moja wina. Jednak to nie zmieniało faktu, że od tamtego dnia była już dla mnie nikim.
-Jej temat powinien cię najmniej obchodzić- warknąłem cicho.- Poza tym to już od dawna zamknięty rozdział.
-Dokładnie od ośmiu lat, Gabrielu- oznajmił wrednie, jakby chciał mi przypomnieć lata, które nie dawały zapomnieć o sobie w sennych koszmarach.
Nie raz śniła mi się scena, kiedy członkowie Hydry katowali mojego ojca i najgorszym z tego wszystkiego- nie tylko w snach, ale i na jawie- było to, że mimo umiejętności zabójcy i własnego, rozsadzającego mnie gniewu byłem słaby i bezbronny jak dziecko. To nieprawda, że byłem rozpuszczonym bachorem, bo mimo tego, że miałem umysł ścisły, od najmłodszych lat pomagając rodzicom w gospodarstwie rolnym, miałem szacunek do pracy fizycznej. A jednak: gdzieś po drodze się pogubiłem. Może nie przez wpływ złego towarzystwa w liceum, ale przez swoją krnąbrność i podejmowanie decyzji bez myślenia o ich daleko idących konsekwencjach i może, gdyby nie te decyzje, byłbym w życiu zupełnie kimś innym.
Może. 
Ułożyłem się wygodniej na wielkim łóżku, starając się przestać roztrząsać własną ponurą i zagmatwaną przeszłość; ale nie było mi dane dłużej cieszyć się wygodną pozycją, bo usłyszałem dźwięk dzwonka tuż nad łożem.
-Co, do huja?- Wypaliłem ze zdumieniem wyskakując jak z procy.
Szybko ubrałem się, zawiązałem glany byle jak i wypadłem z komnaty, pytając przebiegającego obok judaszowego, co jest grane.
-Nocni w Watykanie- odparował w odpowiedzi, biegnąc uzbrojony w srebro i święconą wodę.
-CHOLERA- przekląłem i wróciłem do pokoju po broń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz