-Zemsta nie jest dobrą drogą, Yennefer.
-Nie robię tego dla zemsty, do kurwy nędzy- przerwała mi ostro.
-No, więc po cholerę?! - Odwarknąłem potrząsając nią okrutnie.
-Bo ta sama istota zamordowała mi ojca i matkę!- Na te pełne bólu słowa ogarnął mnie szok tak głęboki, że odsunąłem się o krok puszczając czarnowłosą.
Długo wpatrywałem się w dziewczynę, próbując uspokoić nerwy. Wyobrazić sobie to wszystko. Ogrom bólu, strachu i nienawiści, jakie czuła wobec zabójcy własnej rodziny.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Gabriel był blady, jak kostucha i trząsł się, jakby miał gorączkę.
Podszedł do najbliższej ławki, która pod wpływem jego kopniaka rozsypała się. Jedna z desek odleciała i spadła w dół na tory...
-Zgadzam się, Vix- powiedział wyjątkowo spokojnie wśród terkotu nadjeżdżającego pociągu.
-Witamy wśród Księży Judasza- oznajmiłam, gdy pociąg zatrzymał się na stacji.
***
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Gabriel zasnął z głową opartą na jednym z siedzeń.
-Dopadnę tego sukinsyna- powiedziała Yennefer cicho do swoich myśli.- Dorwę go i zatłukę...Składem szarpnęło. Blondyn poderwał się i złapał wylatujący z kieszeni flakon z Koroną Cierniową.
-Cholera jasna...- mruknął przecierając twarz. Usiadł powoli.- Co jest grane? Czemu stoimy?
Usłyszałam kroki, a po chwili do przedziału wszedł konduktor w towarzystwie celnika.
-Proszę podać paszporty- odezwał się celnik.
W panice zaczęliśmy grzebać w bagażach. Gabriel nagle się wyprostował.
-Coś jest nie tak- powiedział z namysłem.
Niepokojące trzaski przy drzwiach wagonu... Gabriel i Yennefer w mgnieniu oka uzbroili się.
-Bierz!- Rzucił jej flakon i krótki miecz. Wepchnął konduktora i celnika za siebie, warcząc- nie ruszajcie się zza nas- rozkazał rozkładając Krucyfiks i kołek.- Odcinaj im łby, Yennefer- pouczył czekając w niepewności.- Na ziemię!- Osłonił się przed jedną z desek i odbił ją przedramieniem.
-W Imieniu Najwyższego Boga, uwolnić dusze od Wiecznego Ognia i Potępienia...
-Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz...- Szepnęła cicho Yennefer, żegnając się.
-Jeśliś grzesznikiem, sam do Piekła wrócisz- powiedziałam twardo uzbrajając się w kołek i miecz.
Zaczęło się. Chyba miałam dobrego nosa, bo Yennefer była całkiem nieźle wyszkolona.
-Co wy...?- Zdumiał się celnik.
-Nie przeszkadzaj!- Gabriel odepchnął go do tyłu i chlusnął zawartością flakonu w twarz kolejnej bestii. Syk, lekki dym oraz wrzask furii i bólu, a potem frunąca w górę odcięta głowa.
-Więcej was matka nie miała?- Zapytała ironicznie Yennefer, kopiąc wbiegającego do przedziału. Odbił się od ściany w wąskim korytarzyku.
-Ej, no! Za co??- Wypalił młodzieniec w wieku Gabriela.
-Pewnie dla zasady- blondyn podszedł do niego i pomógł mu się podnieść.- Co się dzieje?
-Na początku pociągu była rzeź- Gabriel chciał iść w tamtą stronę, ale nieznajomy zatrzymał go.- Za późno. Już pewnie uciekli.
-Lepiej sprawdzić- oznajmił Gabriel mijając go, zwrócił się do mnie- dasz sobie radę?
-Mhm- odparłam wlokąc zwłoki.- Musicie mi pomóc- powiedziałam z naciskiem.
-Żądam wyjaśnień- oznajmił konduktor ostro.
-Jak już ich spalimy- prychnęłam oddalając się.
Wywlekliśmy truchła z wagonu i układając je w stos rzuciłam do Yennefer:
-Nie żałuj- powiedziałam wymownie rzucając jej kilka flakonów.
Odpalając zapałkę zapatrzyłam się na dalsze wagony. Gabriel wyskakiwał właśnie oknem z jednego z nich.
Rzuciłam zapałkę, a zwłoki w mig zajęły się ogniem.
-Jak tam?- Zapytałam krótko, wśród ciszy.
-Jatka. Pierwsze dwa wagony pełne rozszarpanych ludzi- oznajmił zapalając papierosa.- Martwy maszynista i obsługa pociągu. Jesteśmy na zadupiu i dalej nie pojedziemy. Nie ma takiej opcji- powiedział wolno.
-No to pięknie. Jesteśmy już martwi- jęknął konduktor.
-No. Zaraz martwi- mruknął z niezadowoleniem nieznajomy szatyn.
-Istnieje taka możliwość, jeśli tamci wrócą- powiedziałam rozsądnie.
-Ona chce nas pocieszyć, czy bardziej dobić?- Zapytał zupełnie zdezorientowany, obserwując innych pasażerów, spośród których po kilkanaście twarzy przyklejało się do okien.
-Nie możemy tu tak bezczynnie siedzieć. Idę po pomoc- warknął funkcjonariusz służby celnej.
-Do świtu nikt się stąd nie ruszy- oznajmił ostro Gabriel.
-Puść mnie!- Tamten wyrwał się Gabrielowi.
-Nie zapomnij życzyć im smacznego, jak cię dorwą- mruknął z niechęcią patrząc za odchodzącym.
Konduktor milczał. Obserwował nas podejrzliwie, jakby bał się, że stoi w towarzystwie niebezpiecznych szaleńców, czy psychopatów.
-No, dobra.. Czym oni właściwie byli?- Zapytał szatyn po dłuższej chwili.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Zgasiłem fajkę i przymknąłem oczy. Znowu czułem ten cholerny głód.
-Damon, wszystko w porządku??Uniosłem powieki, a w moim polu widzenia ukazało się czarne, nocne niebo upstrzone gwiazdami. Victoria przyglądała mi się ze zmartwieniem i troską. Podniosłem się i siadając wyczesywałem z włosów suche źdźbła trawy.
-To tylko przemęczenie- powiedziałem, starając się ukryć swój stan. Wstałem powoli- do rana obejmę wartę. Kto wie, co nas czeka- dodałem odchodząc na mały spacer.
Obszedłem pociąg dookoła i wszedłem do lasu.
Przez te kilka miesięcy uparcie walczyłem z głodem krwi. Nicolae mi pomógł, ale to była cena za moje życie. Stałem się jednym z Nocnych, z tym wyjątkiem, że częściowo pokonałem zakażenie i światło dzienne nie parzyło tak, jak wcześniej.
Wśród szumu drzew wyostrzony słuch wychwycił odgłos leśnego zwierzęcia. Głód wzmógł się, gdy poczułem zapach. Mięsożerca. Może lis, albo wilk. Zachwiałem się i oparłem ramieniem o jedno z drzew. Przez ten czas nauczyłem się odróżniać zapach człowieka i zwierzęcia i wyczuwałem każdą, nawet najdrobniejszą różnicę. Każdy dźwięk, widok, czy zapach były przeze mnie odbierane inaczej, niż kiedyś. Wyraźniej.
Na początku mnie to przerażało, teraz już przywykłem, bo wiedziałem, że nie da się walczyć z tym w nieskończoność, a...
Zwierzęca krew pomagała mi przeżyć.
Bezszelestnie podszedłem do zwierzęcia i ogłuszyłem je. Zwykły wilk. Szybkim ruchem poderżnąłem zwierzęciu gardło. Czując woń krwi wstrzymałem na chwilę oddech i sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni płaszcza po butelkę, którą napełniłem.
Próbowałem się powstrzymać, ale byłem jak w amoku. W ciągu paru minut osuszyłem żyły zwierzęcia i ukryłem je w leśnym rowie, jak najdalej od pociągu. Umyłem ręce w leśnym strumieniu i poprawiając ciuchy ruszyłem w drogę powrotną.
Wiedziałem, że Vix coś podejrzewa i zrozumiałem, że to będzie długa noc.
-Bardzo długa noc- mruknąłem do swoich myśli.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
Gabriel wszedł do przedziału.
-Nic nowego- odpowiedział na moje nieme pytanie, padając na miękkie siedzenie.-Na pewno wszystko z tobą dobrze?- Zapytał Gabriela ten chłopak.
-Nic mi nie jest- odparł blondyn upijając łyk z piersiówki obserwował przestrzeń na zewnątrz.
-Ciekawe, czy ten celnik sprowadzi pomoc- zauważył szatyn.
-Jeśli w ogóle żyje- odezwał się konduktor ponuro.- Jeśli to coś nie zjadło go na kolację...
-Jedziemy na tym samym wózku, więc przestań krakać, człowieku- zniecierpliwił się szatyn, nawet nie patrząc na tamtego.
-Zostaną z nas kosteczki- facet w mundurze kolei był załamany i przewidywał najgorsze scenariusze.
-Utknęliśmy tu, ale to nie znaczy; że...- Gabriel urwał nagle, jakby coś usłyszał. Zza pół płaszcza wyciągnął pistolety. Wcisnął jeden w dłoń szatyna i gestem nakazał mu iść ze sobą, budząc przy okazji śpiącą Yennefer.
Dziewczyna zamrugała szybko, wyrwana ze snu. Widząc spojrzenie blondyna odpowiedziała szybkim gestem. Musiał zrozumieć jej przekaz, bo na odchodne też wykonał gest: dłoń szybko przejechała po gardle. Skinęła głową poważnie, a obaj młodzieńcy zniknęli.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Umiesz strzelać?- Zapytałem krótko, zatrzymując go przed drzwiami wagonu.
-Tak, ale mam nadzieję, że nie będę musiał- zauważył. Widziałem, że próbuje się trzymać i nie pokazywać po sobie strachu.-Celuj w łeb- nie miałem wyboru, musiałem mu zaufać.
Wyskoczyłem z pociągu i rozglądając się uważnie ruszyłem z miejsca.
W pewnym momencie usłyszałem kroki i chichot nastolatki, a także cichy głos chłopaka.
-No, nie śmiej się. Mówię serio- powiedział zaaferowanym szeptem.- Raz na kilka lat duch tego mordercy wraca, żeby dokończyć masakrę w pociągu.
Zesztywniałem i czając się między najbliższymi wagonami podsłuchiwałem dalej.
-Lubisz creepypasty?- Zapytał nagle tuż za mną szept szatyna.
Podskoczyłem jak oparzony i patrząc nań przez ramię, zmroziłem go wzrokiem wydając z siebie uciszający syk i podsłuchiwałem dalej.
W tym momencie chłopak poświecił latarką na coś w swojej dłoni. Tym czymś okazał się wycinek ze starej gazety, ze zdjęciem młodego mężczyzny, który był wierną kopią stojącego za mną osobnika.
-Cholera jasna...- powiedziałem bezgłośnie, zachowując pokerową minę.
Słysząc pod nogami trzask gałązki, ostrożnie podniosłem i postawiłem stopę gdzie indziej, mrucząc ciche przekleństwo.
Dziewczyna obróciła się szybko z cichym piskiem.
-Chyba coś słyszałam, Pietro- szepnęła wtulając się ze strachem w chłopaka.
Pietro przesunął latarką wokół siebie, a na jego twarzy odmalował się niepokój.
Zdecydowałem się do nich podejść, więc włączyłem latarkę i zapaliłem papierosa.
-Ktoś idzie!.- Pisnęła przerażona, gdy byłem coraz bliżej.
-Wiejemy- wypalił chłopak ciągnąc ją za rękę.
-Czekajcie- w trzech susach znalazłem się przy nich.- Nic wam nie zrobię.
Nastolatek w odruchu obronnym wziął jakąś pordzewiałą rurkę. Zrobiłem unik i szybkim ruchem wytrąciłem mu broń z ręki.
-Nic wam nie zrobię!- Zapewniłem odrzucając rurę na bok.
-Chyba nie jesteś mordercą albo psycholem?- Zapytała głosem pełnym obaw długowłosa nastolatka.
Chowając klamkę w kaburze, parsknąłem cichym śmiechem.
-Nie, przecież mówiłem, że nic wam nie zrobię- odparłem.- Chcę tylko zadać kilka pytań.
-Jesteś policjantem?- Zapytał śmielej chłopak.
-Nie. Nasz pociąg zaatakowano. Celnik przed zmrokiem poszedł szukać pomocy- opowiedziałem pokrótce.- Ile kilometrów stąd jest najbliższe miasto, albo wieś?
Spojrzeli po sobie zaskoczeni.
-Dwadzieścia kilometrów...- Zaczął chłopak zdziwiony.
-Cholera.. Macie jakiś wóz?- Pytałem dalej.
-Nie, przyjechaliśmy stopem- oznajmił.
-Cudownie. Po prostu cudownie- mruknąłem z irytacją, zaciągając się dymem.- Najbliższa droga?
-To nieuczęszczana trasa. Kierowca, z którym się zabraliśmy powiedział, że już tu nie wróci. Może chciał nas trochę nastraszyć, ale mówił, że dzieją się tu dziwne rzeczy- odpowiedział podejrzliwie.
-Więc pozostała jedyna sensowna rzecz, którą można zrobić- mruknąłem w zastanowieniu.
-Czyli??- Zapytali zdumieni.
W tym momencie usłyszałem strzały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz