czwartek, 6 sierpnia 2020

Watashi no Akuma 2 Rozdział I: Polowanie na zwierzynę

Trzeci wrzesień A. D. 1990, późnym wieczorem.
Śledziłam Gabriela, który z bronią ukrytą pod ubraniem szedł ciemną, wąską uliczką rozglądając się uważnie. Z kącika ust blondyna wystawał zapalony papieros, a dłonie w skórzanych rękawiczkach raz po raz zanurzały się w kieszeniach w poszukiwaniu zapalniczki lub piersiówki, z której upijał łyk.
Naraz przystanął i obejrzał się szybko przez ramię, a ja w samą porę ukryłam się za przeładowanym śmieciami kontenerem. Inne, niż dawniej, ciemnozielone oczy przez chwilę obserwowały okolicę, a usta rozwarły się w szerokim ziewnięciu.
-Musiało mi się wydawać. Kurewskie przewrażliwienie- mruknął kolejny raz sięgając do płaszcza po piersiówkę. Odkręcił ją i upił potężny łyk, po czym zatrząsł się, jakby miał dreszcze. Odwrócił się i ruszył z miejsca, a ja utrzymując bezpieczną odległość podążyłam jego śladem.

Gabriel skręcił w prawo i wszedł do oświetlonego baru. Wyrzeźbiony w wytartym i podniszczonym drewnie szyldu napis głosił: Esposito 24h.
Jak na tę porę, w barze nie było zbyt wielu klientów. Wiedziałam, że nie mogę tam wejść, bo Gabriel mógłby mnie szybko zauważyć. Musiałam czekać i byłam trochę zła z tego powodu, bo wiedziałam, że za nic w świecie nie dowiem się o czym blondyn rozmawia właśnie z barmanem.
Ostrożnie obserwowałam czając się przy oknie.
Gabriel, zwany Uczniakiem
-Absynt, Esposito- rzuciłem krótko.
-Chcesz pogadać. Masz inny głos- wiedziałem, że Meritato to zauważy.
-Sam nie wiem...- Przechyliłem się ku niemu mówiąc ciszej- podobno Leah żyje...
-Skąd niby o tym wiesz?!- Zasyczał, a połowa baru ostrzelała nas zaciekawionymi spojrzeniami.
-Stul pysk.! Skąd wiem, to moja sprawa; ale zabiję ją drugi raz, jeśli Ją skrzywdzi..
Victoria, partnerka księdza Rafaela
-Przysięgam, zabiję każdego kto Ją tknie. Każdego, Esposito- zauważyłam, że podaje mu jakiś kartonik.
-Dobrze, rozumiem. Znamy się nie od dzisiaj...
Gabriel mu przerwał.
-Dzisiaj nie ufam nikomu. Nawet tobie. Sam wiesz, że te śmiecie są wszędzie- oznajmił z namysłem.- Dzięki za absynt.
-Zabieraj to. Na mój koszt- oznajmił karmelowooki swym chłodnym głosem, ignorując banknot.- Rozgadam, gdzie trzeba. Zabieraj dupsko, jeśli ci życie miłe- ostrzegł Gabriela barman.
Blondyn skinął.
-Pamiętaj- powiedział na odchodnym.
-Pamiętam. I to z nawiązką.
Śmiech Gabriela wydał mi się jakiś dziwny.
-Niech cię diabli, Esposito. Załatwię to, niech ci będzie- ukryłam się za murem.
-Vix, wyjdź. Wiem, że za mną szłaś- oznajmił jego nowy głos. Tamten zimny i schrypły bardziej lubiłam, bo lepiej do niego pasował.
-Gabriel...- Zaczęłam nie wiedząc, co mówić dalej.
Oparł mnie mocno o ten mur i wpił się wargami w moje. Całował długo i łapczywie, a ja nie umiałam się temu opierać.
-Przepraszam... Nicolae nadal mnie kontroluje- szepnął cicho, unikając moich oczu.
-Kłamiesz- odparłam ze smutkiem.
-Kochasz Rafaela. Ja jestem tylko kłodą na twojej drodze- oznajmił chcąc odejść w głębszy mrok. Chwyciłam go za pasek płaszcza i przyciągnęłam ku sobie.
-Ciebie też kocham...
-Nie mnie. Moje alter ego. Kochasz Nicolae- znów się bronił, więc pod wpływem impulsu walnęłam go w twarz.
-Kiedy cię poznałam, nie miałam o nim pojęcia! Kocham ciebie, a nie jego!
Złapał mój nadgarstek zanim znowu go uderzyłam, mówiąc:
-Ale mimo wszystko on cię chroni. Poprzez mnie, ale cię chroni. Do diabła; Victoria...! Nicolae cię kochał kiedy żył, kiedykolwiek to kurwa było!- W tym momencie musiał poczuć się słabo, bo zachwiał się i oparł ramieniem o kontener. Przymknął na chwilę oczy oddychając ciężko i nierówno,  jakby bardzo cierpiał.
-Gabriel, co ci jest?- Zapytałam przestraszona, sprawdzając czy nie ukrywa jakiejś niedoleczonej rany.
Drżącą ręką wyjął z kieszeni płaską, stalową butelkę, ale zanim zdążył ją unieść, manierka wysunęła mu się z dłoni i z trzaskiem upadła na chodnik. Zamrugał lekko oszołomiony i zaklął siarczyście pod nosem pochylając się, by ją podnieść.
-Wszystko gra- odparł z naciskiem. Podnosząc odkręcił piersiówkę i już chciał się napić, gdy wyciągnęłam mu ją z ręki i powąchałam zawartość.
Poczułam ostry zapach mieszanki jakichś ziół. Z tej woni wyraźnie wybijał się aromat...
Gabriel szybkim ruchem odebrał mi naczynie i upił spory łyk.
-Nikomu ani słowa- powiedział chłodno, jakby to była jakaś tajemnica lub, co gorsza coś nielegalnego.
-Co to jest?- Chwyciłam go mocno za ramię.
Odsunął blond grzywkę z oczu, mówiąc obronnym tonem...
Gabriel, zwany Uczniakiem
-To nie twoja sprawa, Victoria- oznajmiłem unikając jej oczu.
Naszą rozmowę przerwał huk i okrzyk bólu.
-Szlag- zakląłem sięgając do glana po Krucyfiks.- Zostań tu- nakazałem Vix, choć wiedziałem, że i tak mnie nie posłucha.

Słysząc jak srebrnooka za mną biegnie wskoczyłem z rozpędu na ogrodzenie. Chwytając się siatki bramy przelazłem na drugą stronę i zeskoczyłem z bronią w zębach. Wyciągnąłem ją z ust i sięgnąłem do kabury po Glocka.
Teren prywatny.
-Super. Po prostu zajebiście- wymruczałem ze złością, idąc ostrożnie w kierunku odgłosów i czując posuwającą się za mną Vix.
Okrążyłem wielką halę i uchyliłem najbliższe drzwi. Wchodząc do środka usłyszałem kilka przerażonych głosów. Podkradłem się bliżej i pozostając niezauważony za regałem słuchałem rozmowy.
-Nie wiem, co to było- mówił jeden z facetów
-Jak wyglądało?- Zapytał stojący do mnie tyłem drugi, niski i na oko o wiele starszy od tamtego.
-A niby jak miało wyglądać? Jak człowiek, kierowniku- odparował facet w niebieskim uniformie.
Nie podobało mi się to. Kolejny Nocny grasował sobie na moim terenie.
-To o co ci chodzi, Stefano?- Zapytał Szef wolno.
W tym momencie straciłem czujność. Przeciwnik pchnął mnie na regał. W akompaniamencie ogromnego hałasu, wylądowałem na nim przewracając się.
Faceci z zaskoczenia uskoczyli tłocząc się w grupie.
-To już jest przegięcie- rzuciłem się po  broń leżącą kawałek dalej. Przetoczyłem się na bok unikając ataku butem i chciałem podciąć mu nogi.
Nic z tego. Zrobił unik i rzucił się na starszego z facetów. Zacząłem strzelać napastnikowi w nogi.
Odwrócił się i odsłonił kły. Zerwałem się z posadzki i zacząłem się cofać robiąc uniki i odbijając ciosy nóg.
-A ten koleś to kto?- Zdziwił się ów Stefano obserwując moją walkę.
-To ten, z którym on walczy, cię zaatakował?- Kierownik zadał pytanie.
-Tak... Nie... Cholera: nie wiem!- Wybuchnął tamten zdumiony, gdy walnąłem przeciwnika z pięści i obracając się, chwyciłem delikwenta za włosy. Trzasnąłem jego mordą o ścianę.
-Vix?- Zawołałem głośno.
-Zajęta jestem! Kurna!- W przelocie minęła mnie i zaliczyła twarde lądowanie w szczątkach półek.
-Czyli nie jest sam?- Szybko podniosłem ją na nogi i okręciłem się na pięcie wystawiając buta, którym dostał Nocny.
-Oni zawsze łażą stadami- zniecierpliwiona przebiła drugiego kołkiem.
-I szybko się uczą- zauważyłem załatwiając kolejnego. Oberwałem i odbiłem się od ściany, po czym Nocny podniósł mnie i jeszcze mi dokopał.
Chciałem oddać, ale w tej samej chwili ujrzałem szpic kołka wychodzący przodem i upadające truchło, któremu w ostatniej chwili odciąłem łeb.
***
-Dziesięć- rzuciłem ciężkim trupem na stos i zapaliłem zapałkę, gdy Vix oblewała zwłoki świętą wodą.
Powoli rzuciłem zapałkę i odskoczyłem przed buchającym niebieskim płomieniem.
Wtedy czując obecność kolejnego rzuciłem Krucyfiksem we wchodzącą do hali dziewczynę. Przybiłem ją bronią do framugi, a ona wrzasnęła:
-Odbiło ci??!!- Wtedy zauważyła ogień, a jej oczy zrobiły się wielkie z szoku.- Co tu się dzieje?!
-Gabriel- zaczęła Victoria patrząc na mnie z niepokojem.
Ruszyłem do dziewczyny i chwytając ją mocno za szczękę odwróciłem jej głowę.
-Ma ślady, ale jeszcze się nie zmieniła- rzuciłem okiem na opuchnięte ranki. Żyły już zaczęły robić się czarne.- Cholera jasna...
Starszy facet, nazwany kierownikiem przez tego chłopaka, Stefano (?) [mniejsza z tym] złapał mnie za ramię.
-Zostaw moją córkę- chciał mnie odciągnąć, ale wykręciłem mu rękę i przycisnąłem go do ściany obok dziewczyny.
-Za chwilę przestanie być twoją córką i będzie taka sama, jak tamci!- Odparłem ostro.- Pozwól mi ją zabić, zanim dostanie szału!- Warknąłem rozzłoszczony. Odgłos darcia się materiału.- Kurwa jasna!- odepchnąłem faceta na bezpieczną odległość, uchyliłem się przed atakiem i wyszarpując z drewna Krucyfiks, strzeliłem do niej kilka razy.- KIEDY DOSTANĘ JAKĄŚ BROŃ NA SREBRNE KULE? JA PIERDOLĘ!- Glan zderzył się z jej ręką, która chwyciła mnie za kostkę.
-Niedobrze...- mruknąłem, wiedząc co się zaraz wydarzy.
Po chwili wzbiłem się w powietrze i z impetem przywaliłem o podłoże.
W ostatniej sekundzie złapałem ją za kostkę i przewróciłem na beton. Szybko usiadłem na niej i zakładając jej chwyt, jednym płynnym ruchem skręciłem jej kark i zamachnąwszy się ostrzem, odciąłem głowę.
Starszy mężczyzna był w olbrzymim szoku. Zza jego warg wyrwał się pełen rozpaczy krzyk. Wstając opuściłem ręce z bronią patrząc na martwą czternastolatkę.
Victoria, partnerka księdza Rafaela
-Chcesz się z nią pożegnać, zanim spalę jej zwłoki?- Zapytał cicho blondyn, zwracając się do jasnookiego, starszego mężczyzny.
Jasnooki podszedł do Gabriela i zdzielił go pięścią prosto w twarz. Z nosa blondyna popłynęła krew.
-Ty morderco- warknął rozwścieczony czterdziestokilkulatek.
-Byłem już nazywany gorzej- odparł spokojnie lecz ponuro Gabriel.- Zrozum, że musiałem to zrobić...
-Nic nie musiałeś! To było moje dziecko!- Szok i złość skumulowały się w tym człowieku, a do tych uczuć dołączyła jeszcze rozpacz i ból straty.
Gabriel złożył krzyż i wsunął go do buta, a pistolet ukrył w kaburze pod płaszczem.
-Za tydzień z litości sam byś ją zabił- oznajmił brutalnie patrząc prosto w jasne oczy. Sięgając do kieszeni spodni wyciągnął z niej papierosy i zapalniczkę. Drugą ręką otarł krew z twarzy i wsuwając jednego w usta, zapalił powoli.- Ona nie była już twoim dzieckiem, tylko bezdusznym potworem. Pogódź się z tym.
Mężczyzna cofnął się od Gabriela i przyklęknął przy czerwonowłosej dziewczynie.
-Agnes...- Wtedy to zauważył. Zaskoczony otworzył usta.- Ona... Co to za zębiska??- Wypalił przerażony oglądając głowę córki.
-Im mniej będziesz wiedział, tym lepiej się poczujesz- oznajmił cicho Gabriel, paląc obracał w dłoni flakon ze święconą wodą.
Mężczyzna wstał i powoli odsunął się, a Gabriel polewając ubrania postaci,  odmówił modlitwę i rzucił zapaloną zapałkę.
-To będzie długa noc- westchnął cicho i odchodząc upił łyk z piersiówki.

Tydzień później, dziesiąty wrzesień.
Rafael musiał zostać w Watykanie, dlatego Gabriel ruszył ze mną na kolejne zlecenie.
Blondyn odwrócił wzrok od tablicy ogłoszeń na stacji i spojrzał zamyślony na tory, gdy za sobą usłyszeliśmy głos nastolatki:
-Król widzę nadal żywy- zauważyła tonem miłej pogawędki.
-Właśnie zastanawiałem się, kogo by tu wepchnąć pod nadjeżdżający pociąg. Widzę, że chętnie zgłosisz się na ochotnika, Szpileczka- odparł ze złośliwym uśmieszkiem.- Hydra wysłała cię, żeby się mnie pozbyć?
Nastolatka, nazwana przez Gabriela "Szpileczką" była krótkowłosą, ściętą na męsko czarnowłosą z siwym pasemkiem na boku. Wyjątkowo szczupłą i zgrabną. Zza poły skórzanej kurtki, którą miała na sobie błysnęło kilka noży.
-Odeszłam z mafii kiedy to się zaczęło, Damon- oznajmiła ignorując przytyk.
-Uważaj, bo ci uwierzę. Byłaś z resztą w Velletri- odparował nieufnie.
-To nie ma znaczenia- zaczęła, ale jej przerwał.
-Dla mnie ma. Wiem, kiedy ktoś robi mnie w huja- oznajmił z chłodem.- Nie zabili cię, bo jeszcze im się na coś przydajesz. I pewnie nawet nie masz pojęcia, że jesteś pod stałym nadzorem- zauważył.
Nagle wsiąkł i znalazł się tuż za nią. Wyciągnął z jej ręki torbę i kładąc ją na ławce obejrzał dokładnie, po czym zaczął uważnie oglądać przypinki z jakimiś napisami i różnymi wzorami.
Jego dłoń wyjęła z drugiego buta, wyglądający na wojskowy, nóż. Postukał rękojeścią w jedną z przypinek. Coś okropnie zapiszczało.
-Podsłuch, czy nadajnik?- Zastanowił się na głos Gabriel, manewrując ostrzem w czerwonym znaczku, rozebrał go, a moim oczom ukazał się mały, czarny przedmiot.
-Skąd wiedziałeś?- Zapytała Szpileczka, gdy Gabriel wyjął to małe coś i złożył znaczek do kupy.
-Pa, pa; Hydry- rzucił ironicznie i jednym trzaśnięciem rękojeści rozbił przedmiot.- Wiedziałem, bo każdy z Egzekutorów był śledzony w ten sposób, Yennefer- wtedy wyciągnął coś z jej torby.
Gabriel, zwany Uczniakiem
Broń. Wysunąłem z niej magazynek i obejrzałem kule.
-Srebro- rzuciłem do zaniepokojonej Victorii.- Kogo miałaś zamiar odjebać?- Nadal byłem nieufny wobec Yennefer.
Poprawiła na sobie kurtkę wyluzowanym ruchem, a masywny pierścionek z czaszką zastukał o klamrę paska przy ubraniu.
-Jedno z tych śmieci zabiło mi brata, Damon- oznajmiła.- To coś, to wynaturzone gnidy...
-Raczej zezwierzęcone bestie. Idź swoją drogą- rzuciłem w nią torbą.
-Po śmierci Bastiena, nie mam do czego wracać- oznajmiła z naciskiem.
To była prawda. Miała tylko młodszego brata, którym opiekowała się po śmierci rodziców. Nie każdy z Hydry był do końca zepsuty i podły- niektórych do wstąpienia w szeregi organizacji zmusiła ciężka sytuacja życiowa.
Nagle Vix odciągnęła mnie na stronę.
-Co..?- Zapytałem odrobinę zniecierpliwiony wpatrując się w nią.
-Może się przydać- oznajmiła.
-Chyba sobie kpisz!- Szybko ściszyłem głos.- Nie chcę jej przy nas. Nie ma mowy- powiedziałem szeptem.
Przewróciła oczami z niemałą irytacją, pytając:
-Bo co? Bo należała do Hydry, jak ty?- Rozzłościła się.
-Nie o to chodzi- odparłem twardo.
-Więc o co?- Przerwała mi ostro.
-Ona nie musi już zabijać. To dzieciak, może robić co innego- powiedziałem chłodno spoglądając w kierunku, gdzie jeszcze przed chwilą stała Yennefer.
-Nie potrafię nic innego, Damon- powiedział tuż za mną jej głos.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz